Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 134
Перейти на страницу:

— Pacalostal chyba już nigdy niczego nie zamelduje, oolt’ondai — powiedział Cholosta’an. — Podejrzewam, że większość tenarali została zniszczona.

— Thrah nah toll! — zaklął Orostan. — Na Demony Nieba i Ognia, jak ja nienawidzę ludzi!

— Och, nie jest aż tak źle — powiedział spokojnie Cholosta’an. — Straciliśmy tylko dwa okręty, a Mur runął i usunęliśmy z drogi większość ludzkich sił. Może ten wybuch tylko wszystko przyspieszy.

— Tenarale miały być użyte przeciwko metalowym threshkreen — warknął Orostan.

— Zajmiemy się nimi, kiedy przyjdzie pora. — Cholosta’an z rezygnacją kłapnął grzebieniem.

— Masz rację. Trudno. Do wszystkich okrętów: kierunek — dolina Gap. Czas na drugą fazę.

25

Rabun Gap, Georgia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
13:09 czasu wschodnioamerykańskiego letniego, sobota, 26 września 2009

Major Ryan potrząsnął głową, próbując pozbyć się uporczywego dzwonienia w uszach.

— Przysięgam na Boga, że w końcu zacznę nosić te cholerne zatyczki — jęknął.

— Jest pan cały, majorze? — zapytała specjalistka, z którą dzielił bunkier.

— Co?! — krzyknął Ryan, wstając. Głos kobiety brzmiał tak. jakby mówiła do niego z dna studni.

— Pytałam, czy jest pan cały! — odkrzyknęła, wyciągając zatyczki z uszu. — Ja na przykład czuję się trochę wstrząśnięta.

— Cały! — krzyknął Ryan. — Zobaczmy, czy coś ocalało.

Jeden róg bunkra zawalił się, ale reszta pozostała nie tknięta, a wejście było tylko częściowo zablokowane. Ryan wypełzł na zewnątrz i rozejrzał się po zdewastowanym pustkowiu.

Z malowniczej szkoły na szczycie wzniesienia zostały jedynie przygięte dźwigary. Cegły leżały rozrzucone na całym zachodnim zboczu wraz z innymi, trudnymi do rozpoznania szczątkami. Z bunkrów wypełzali inni ocalali; niewiarygodne, ale ktoś podnosił się wprost z rumowiska. Cała kwatera główna korpusu zniknęła. Ryan nie był pewien, co się stało z kwaterami głównymi trzech dywizji, ale z jego perspektywy tak naprawdę nie miało to znaczenia. Korpus został rozbity i jedyne rozsądne w tej chwili pytanie brzmiało, co on osobiście zamierza teraz zrobić.

Spojrzał na specjalistkę, która wypełzła z bunkra i siadła na dachu, rozglądając się. po rumowisku z wyrazem zainteresowania na twarzy.

— Jaka jest wasza specjalizacja… — Zerknął na jej naszywkę z nazwiskiem Kitteket i uniósł brew. — Kitkay? Kitta…

— Ma pan problemy z moim nazwiskiem, panie majorze? — odkrzyknęła z uśmiechem specjalistka. — Jest indiańskie. Wymawia się Kitakat. A jak nie, to proszę sobie zapamiętać Kittycat.

— W porządku — odparł zdezorientowany Ryan. — Co tam, mój sierżant w Occoąuan miał na nazwisko Leon…

— Jestem maszynistką, sir — powiedziała śmiało żołnierz. — Wie pan, najwyraźniej nie wybuchła cała antymateria. W przeciwnym wypadku ten bunkier zapadłby się jak domek z kart.

— Maszynistki rzadko wiedzą takie rzeczy zauważył — Ryan. Fala uderzeniowa poszarpała ogrodzenie parkingu, więc minął bramę i wszedł do środka przez dziurę.

— Czytam dużo podręczników.

— Aha. Pewnie dlatego uciekła pani do bunkra, kiedy zaczęli grzać w SheVę?

— No pewnie — wyszczerzyła zęby Kitteket. — Pracowałam przy budowie bunkrów, więc nie mogłam pozwolić, żeby się zmarnowały!

— No, jeśli faktycznie mają się nie zmarnować, musimy stąd szybko wiać — stwierdził Ryan, schodząc ze wzgórza.

— Dokąd pan… Dokąd idziemy? — zapytała kobieta. — Czy nie powinniśmy… nie wiem… organizować obrony czy coś takiego?

— Nie. Za jakieś pięć minut do wszystkich dotrze, że Posleeni nadchodzą i że nic ich nie zatrzyma, a wtedy zaczną uciekać. A to znaczy, że zablokują wszystkie drogi.

Otworzył drzwi pierwszego rozsądnie wyglądającego humvee i spróbował go odpalić. Udało mu się, kiedy zresetował bezpiecznik.

— Pojedziemy do najbliższego składu amunicji — rzekł. — Po drodze zabierzemy jeszcze ze cztery osoby. A potem pojedziemy na wzgórza.

— Tak jak myślałam — powiedziała Kitteket, wsiadając z drugiej strony. — Uciekamy.

— Nie. Jedziemy na wzgórza, gdzie drogi są bardzo strome. Ze składu amunicji zabierzemy tyle materiałów wybuchowych, ile zmieści się do tego grata…

* * *

Mueller wyszedł ze swojej kwatery i spojrzał w głąb doliny, kiedy pierwszy wstrząs kosmicznej broni odbił się echem w górach. Z tego miejsca nie mógł widzieć działa SheVa, ale widział błyski jego wystrzałów i ślad „srebrnej kuli”. Tak czy inaczej było oczywiste, że Posleeni przypuścili zmasowany atak. Mueller pogładził się po brodzie, zastanawiając się, co powinni w takim razie zrobić. Oddziały zwiadowcze podczas szturmu były prawie bezużyteczne, ale ci Posleeni zachowywali się inaczej niż zwykle, choćby dlatego, że używali lądowników i atakowali Mur.

Stał tak przez chwilę — z koszar zaczęli wysypywać się w tym czasie inni podoficerowie — aż zobaczył klucz posleeńskich latających czołgów.

— Przekaźnik — powiedział, unosząc rękę tak, by urządzenie je zobaczyło. — Widzisz je?

Część klucza zniknęła po prawej stronie, przypuszczalnie atakując park artyleryjski, a druga część zaczęła zataczać kręgi, atakując coś po wschodniej stronie wzgórza.

— Widzę, sierżancie Mueller. Uwaga, celem ich ataku jest SheVa Czternaście. Biorąc pod uwagę ich uzbrojenie i liczbę przelotów, jest bardzo prawdopodobne, że przebiją pancerz magazynu amunicji.

— Zaznacz wysunięte pozycje korpusu — powiedział Mueller, patrząc na hologram — i prawdopodobne strefy zniszczeń w wyniku eksplozji SheVy.

Wyniki nie wyglądały dobrze; jeśli SheVa padnie, korpus pójdzie w rozsypkę.

— O cholera — mruknął sierżant. — Połącz mnie ze starszym sierżantem sztabowym Mosovichem. I dopilnuj, żeby o całej sytuacji dowiedział się generał Homer.

* * *

Homer popatrzył na własny hologram i pokręcił głową. O sytuacji w dolinie poinformowało go Dowództwo Wschód. Musiał przyznać, że sprawy nie wyglądają najlepiej. Przypomniał sobie jedno ze swoich ulubionych w takiej sytuacji powiedzeń, które sformułował jeden z nielicznych naprawdę skutecznych brytyjskich generałów z czasu drugiej wojny światowej: sytuacja nigdy nie jest aż tak dobra ani tak zła, jak wskazują wstępne raporty. Jeśli tak jest, to to, co właśnie stało się w dolinie Gap, jest po prostu katastrofą, a nie końcem wojny.

Zauważył też, że nawet z pomocą przekaźnika mapa nigdy w stu procentach nie odzwierciedla rzeczywistości. I że nigdy nie szkodzi zapytać o zdanie naocznego obserwatora.

— Przekaźnik, gdzie w tym bałaganie jest sierżant Mosovich?

— Starszy sierżant sztabowy Mosovich znajduje się około ośmiu kilometrów na zachód od męskich koszar podoficerów korpusu.

— Połącz mnie z nim, proszę.

* * *

Mosovich poprawił pasek plecaka, kiedy drużyna dotarła na grzbiet wzniesienia. Widać stąd było jak na dłoni strumień pojazdów, oznaczający, że korpus „pryska” na całego. Nie mógł mieć do nikogo pretensji; nad główną doliną Gap kłębiły się lądowniki, a bez sprawnej SheVy nie było jak stawić im oporu.

— Sierżancie — odezwał się przekaźnik — generał Homer na linii.

— Połącz — westchnął Mosovich. — Witam, sir.

— Widzę, że nie mówi pan „dzień dobry”, sierżancie. — Przekaźnik włączył hologram oficera z dalekiej kwatery głównej; generał miał na twarzy swój zwykły ponury uśmiech. — Niech mi pan powie, co się tam dzieje.

1 ... 83 84 85 86 87 88 89 90 91 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)