Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Боевая фантастика » Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]
Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]

Электронная книга - «Taniec z diabłem [When the Devil Dances - pl]». Краткое содержание книги:

Po pięciu latach walk z posleeńskim najeźdźcą z ludzkiej cywilizacji pozostała zaledwie garstka wysoko uprzemysłowionych dolin, których mieszkańcy prześcigają się w tworzeniu coraz to potężniejszych wojennych machin, mających stawić czoła znienawidzonemu wrogowi. Po pięciu latach walk z ludźmi Posleeni są zmęczeni. Ludzie nie walczą fair. Posleeni są gotowi na zmianę, dlatego nadchodzi Tulo'stenaloor. Raz pokonany, potrafi wyciągnąć wnioski ze swojej klęski. Teraz nadeszła pora konfrontacji. Dwaj dawni przeciwnicy mają zmierzyć się w bitwie, która rozstrzygnie o przyszłości galaktyki na następne tysiąclecia. A kiedy major Michael O'Neal, dowódca pierwszego batalionu 555 pułku piechoty mobilnej, staje naprzeciw Tulo'stenaloora. Czas zatańczyć z diabłem.
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 134
Перейти на страницу:
* * *

Zapędzenie całej trzody pod dach i uzbrojenie pól minowych trwało zaledwie kilka minut, ale kiedy tylko skończyli zamykać ostatnią bramę, niebo rozbłysło jaśniejszym niż słońce białym blaskiem.

— Dziadku! — krzyknęła Cally, biegnąc w stronę domu.

— NA ZIEMIĘ, NA ZIEMIĘ! — wrzasnął O’Neal i sam padł.

Fala uderzeniowa była ledwie zauważalna, ale wyraźnie dało się odczuć zmianę ciśnienia powietrza, a drzewa zakołysały się jak na mocnym wietrze. Potem nadeszła niczym małe trzęsienie ziemi fala ziemna.

— Co się dzieje, do cholery?! — zawołała Cally. Leżała na brzuchu jakieś pięć metrów od drzwi wejściowych do domu.

— Do domu! — krzyknął O’Neal, zerwał się i ruszył biegiem do drzwi.

— Czy to było to, o czym myślę? — zapytała Cally, kiedy wpadli do środka.

— Atomówka — odparł Papa O’Neal. — Pewnie rąbnęła SheVa; kierunek i siła wybuchu zgadza się, jeśli dobrze zapamiętałem.

Cally dobiegła do bunkra o ułamek sekundy przed nim i zaczęła naciągać kevlarową kamizelkę.

— Nie jesteśmy przygotowani na atomówki, dziadku.

— Wiem — powiedział O’Neal, włączając pola minowe i elektronikę, zanim sam zaczął zakładać sprzęt. — Najbardziej mnie denerwuje, że nie wiem, co się dzieje. — Przełączał się z jednej kamery na drugą, ale większość nie działała. — Cholerna elektro-magnetyka.

— Co robimy? — spytała Cally.

O’Neal pomyślał, że jeśli to była tylko jedna atomówka, a zwłaszcza SheVa, może jeszcze nie jest tak źle. Zależy to oczywiście od tego, gdzie znajdowało się działo w momencie wybuchu, Mur powinien być nie tknięty, gdyż cały czas dobiegały stamtąd odgłosy walki, a przynajmniej huk ciężkiej broni. Może to być posleeńska ciężka broń, ale trzeba myśleć pozytywnie.

Zasadniczo były dwa wyjścia z sytuacji. Plan A: zaszyć się w bunkrze, strzelać do wszystkiego, co podejdzie pod lufę, i czekać, aż wojsko zmiecie Posleenów. Plan B: uciekać ile sił w nogach. Ponieważ farma była w posiadaniu O’Nealów od pokoleń, plan B nie był zbyt przyjemny.

Nie wiedząc, w jakim stanie jest korpus, O’Neal nie miał pojęcia, co robić. Podniósł słuchawkę zainstalowanego w bunkrze telefonu, ale nie usłyszał nawet sygnału. Mógł podejść na grzbiet wzgórza, skąd widać było bazę, ale to by oznaczało, że zostawi Cally samą. Poza tym wychodzenie z bunkra, kiedy wokoło latają atomówki, nie jest najrozsądniejszym wyjściem. W końcu postanowił poczekać, aż coś się wyklaruje.

— Zostajemy tutaj — powiedział, wyciągając z szafki rację polową. — Jutro zjemy pieczoną szynkę z serem.

— Aha — uśmiechnęła się. szeroko Cally — bo jutro też jest dzień. — Spojrzała na swoją rację i skrzywiła się. — Zamieńmy się.

* * *

— Pruitt, uruchamiaj działo, ALE JUŻ!

Major Robert Mitchell wsunął się na fotel dowódcy i zapinając pasy, zaczął najszybciej jak mógł wszystko włączać.

— Ależ, sir! — zaprotestował działonowy. — W tym odcinku Bun-Bun traci pamięć i trafia w ręce tych dzieciaków, które myślą…

SheVa Dziewięć — nieoficjalnie zwana Bun-Bun — nie bez powodu miała wymalowanego na przednim pancerzu wysokiego na dwa piętra biało-brązowego, kłapouchego królika z nożem sprężynowym w łapce. Wytłumaczenie nowemu dowódcy przyczyny powstania malowidła oraz hasła „Zabawmy się, Posleenie!” zabrało kilka godzin. W końcu major przeczytał komiks, dał się wciągnąć i niechętnie wyraził zgodę. W niektórych korpusach takie malowidła były dozwolone, w innych nie, trzeba więc było przekonać się, jaki jest miejscowy dowódca. Jak się okazało, załoga Bun-Buna nie zdążyła nawet zameldować się u niego, kiedy gówno wpadło w wentylator.

— BEZ GADANIA, Pruitt! — wrzasnął major. — Ładuj! Czternastka jest pod ostrzałem! Nie wiem, co to za…

— Majorze! — zawołała chorąży Indy, wyskakując z włazu naprawczego. — Nie wolno ruszać gąsienic!

— Dlaczego nie? Schmoo, jak tam rozruch?

— Właśnie odpalam, sir — odkrzyknął szeregowy Reeves, Był tłusty, blady i trochę wolno myślał, stąd jego ksywa. Sprawdzał się jednak bardzo dobrze jako kierowca SheVy. W trzewiach czołgu zagrzmiał uruchamiany silnik.

— Nie mam sygnału! — zawołał Pruitt. — Czujniki nie działają! To pewnie kamuflaż. O rany! Duży impuls elektromagnetyczny! Gorszy niż Bun-Bun bez Słonecznego Patrolu).

— Zrzucić kamuflaż! — rozkazał major Mitchell. — Lidar na sterowanie ręczne!

— Sir! — zaprotestowała rozpaczliwie chorąży. — Właśnie próbuję panu powiedzieć, że piana maskująca jeszcze nie zastygła. Dopóki nie zastygnie, jest… plastyczna. Jeśli zaklei sensory, będziemy mogli pożegnać się z systemem namierzania, dopóki nie ściągniemy ekipy COMTAC z dużą ilością rozpuszczalnika. Wyłączyłam sensory ręcznie ze względów bezpieczeństwa.

— Jasna cholera — zaklął Mitchell. Na monitorze widział dane z sekcji rozpoznania korpusu, wciąż znajdującej się daleko na tyłach. Sekcja z kolei dostawała informacje z sieci rozmieszczonych przed ich pozycjami sensorów i od niedobitków z Muru. Major widział wlewającą się do doliny pierwszą falę Posleenów. Za nimi leciały C-Deki i Minogi.

— Mamy poważny problem. Czekam na propozycje, panno Indy.

— Pewnie możemy ruszyć gąsienice — odparła chorąży z zrozpaczonym wyrazem twarzy. — Kiedy piana zastygnie, gąsienice ją połamią. To samo z obracaniem wieży. Ale dopóki to świństwo nie zakrzepnie, nie możemy korzystać z automatyki. Możliwe też, że zablokuje nam się lufa, tak że nie będziemy mogli jej podnosić ani opuszczać.

— W takim razie co robimy, panno Indy? — spytał cierpliwie Mitchell.

— Musimy uniknąć poruszania sensorów i działa przez mniej więcej dwadzieścia minut — odparła mechanik. — Zresztą i tak mamy awarię łącz kontroli działa; właśnie nad tym pracuję.

— Mamy w ogóle jakiś rozpuszczalnik? — spytał Mitchell.

— Mam kilka dwudziestolitrowych baniaków — przyznała Indy — ale trzeba by wyjść na górę i polać anteny. Nic sądzą, żebym dała radę wszystko oczyścić. Musimy albo poczekać, aż zastygnie, albo znaleźć jakąś stację zaopatrzeniową, która obleje nas benzyną!

— Pruitt, pomóż chorążemu — powiedział major. — Ale najpierw załaduj pocisk do rury. Schmoo, spadamy stąd!

— Tak jest, sir! — odparł szeregowy, uruchamiając gąsienice. — Spieniona, rozpieprzona, rozbrojona SheVa wynosi się z Dodge!

— Mam wyjść na górą, kiedy jedziemy? — spytał działonowy.

— Mam nadzieję, że nie — odpowiedział major, włączając mikrofon, żeby wezwać oddziały wsparcia. — Ale jeśli tak, wyobraź sobie, że to następna przygoda Torga i Riffa.

Po chwili zaczął szukać częstotliwości ciężarówek amunicyjnych Czternastki. Gdyby udało im się przeżyć, będą potrzebować więcej niż ośmiu przeładowań.

— Ale ona wygląda bardziej jak Zoe, sir — wzruszył ramionami działonowy, uruchamiając ładowanie pierwszego pocisku. — Zresztą nie tylko ja uważam, że to dziwne nazywać ją panną Indy.

— Pruitt, zamknij się i pomóż jej. — Major pokręcił głową i znów spojrzał na ekran. Lądowniki, nie napotykając żadnych przeszkód, leciały, aby zdławić opór w całej dolinie. — Co się jeszcze dzisiaj popieprzy?

* * *

— Co jeszcze dzisiaj się popieprzy? — spytał Orostan, patrząc na atomowy grzyb rosnący nad doliną. — Pacalostal, melduj!

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 134
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)