Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Серия: Diuna #3
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-7075-060-5
- Переводчик: Marek Mastalerz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]». Краткое содержание книги:
Od pewnego czasu w mieście Arrakin pojawia się starzec zwany Kaznodzieją i wygłasza dziwne przemowy do wciąż tłumnie przybywających na Diunę pielgrzymów. Kim jest? Czy tylko na wpół szalonym mistykiem, czy może kimś więcej?
— Oczekuję na pytania.
— Rozumiem. Wiesz, byłam na ciebie zła. Musiałeś zabrać ją do Farad’na?
— Rozkazałaś, by porwaniu nadać pozory rzeczywistości!
— Wydałam oświadczenie, że was uprowadzono — powiedziała.
— Wypełniałem twoje rozkazy.
— Jesteś czasami zbyt dosłowny, Duncan. Prawie mnie przerażasz. Ale gdybyś tego nie robił, cóż…
— Lady Jessika już nam nie zaszkodzi — przerwał. — I ze względu na Ghanimę powinniśmy być wdzięczni, że…
— Niezmiernie wdzięczni — zgodziła się i pomyślała: „Nie można mu ufać. Ma zakodowaną tą przeklętą atrydzką lojalność. Muszę znaleźć wymówkę, by go odesłać… i poszukać sposobu na wyeliminowanie. Wypadek, oczywiście”.
Dotknęła jego policzka.
Idaho zmusił się do odpowiedzenia na pieszczotę, ujmując jej szczupłą dłoń i całując ją.
— Duncan, Duncan, jakie to smutne — rozczuliła się. — Nie mogę cię tu zatrzymać. Zbyt wiele się dzieje, a ja mam tak niewielu ludzi, którym mogę ufać.
Puścił jej dłoń i czekał.
— Byłam zmuszona wysłać Ghanimę do Tabr — powiedziała. — Tu jest zbyt niespokojnie. Przeżyliśmy napaść z Ziemi Skalistej. Rozwalili kanaty pod Basenem Hagga i wypuścili całą wodę na piasek. W Arrakin trudno było ją racjonować. Teraz basen zaroił się od piaskopływaków, zagarniających całą wodę. Rozprawiamy się z nimi, oczywiście, ale jest nas zbyt mało.
Zauważył wcześniej, że niewiele amazonek ze straży Alii pozostało w Cytadeli. „Marquis z Wewnętrznej Pustyni będą wciąż szarpać jej obronę. Czy ona o tym wie?” — myślał.
— Tabr wciąż jest terenem neutralnym — kontynuowała. — Właśnie trwają tam negocjacje. Prowadzi je Dżawid z delegacją Kapłaństwa, ale chciałabym, żebyś ich obserwował w Tabr, zwłaszcza Irulanę.
— Ona jest Corrino — zgodził się.
Widział w jej oczach, że chce się go pozbyć. Jak łatwa do przejrzenia była ta imitacja Alii! Machnęła ręką.
— Idź już, Duncan, zanim zmięknę i zatrzymam cię przy sobie. Tęskniłam tak bardzo…
— Ja też za tobą tęskniłem — rzekł, pozwalając całemu żalowi ujawnić się w głosie.
Lekko wystraszyła się jego smutku.
— Do Tabr zabierze cię Zia — powiedziała. — Potrzebujemy z powrotem ornitoptera.
„Jej ulubiona amazonka — pomyślał. — Muszę być ostrożny”.
— Rozumiem — zgodził się, raz jeszcze ujmując dłoń żony. Popatrzył na tak drogie mu ciało, które niegdyś było Alią. Nie zdołał zmusić się do spojrzenia w jej oczy. Ujrzałby tam kogoś innego.
Idąc w kierunku lądowiska na dachu, Idaho stłumił narastającą lawinę pytań bez odpowiedzi. Spotkanie z Alią stanowiło wyjątkową próbę dla mentackiej części świadomości Duncana. Czekał obok ornitoptera w towarzystwie amazonki z Cytadeli, ponuro spoglądając na południe. Wyobraźnia podsunęła mu obraz Muru Zaporowego siczy Tabr.
„Dlaczego to właśnie Zia zabiera mnie do Tabr? Powrót z ornitopterem to pretekst. Dlaczego zwleka? Otrzymuje specjalne instrukcje?”
Idaho spojrzał na czujną strażniczkę i wskoczył na siedzenie pilota. Wychylił się i krzyknął:
— Powiedz Alii, że odeślę ornitopter przez jednego z ludzi Stilgara natychmiast po wylądowaniu.
Zanim zdążyła zaprotestować, zamknął drzwi i uruchomił silnik. Widział, jak strażniczka stoi osłupiała. Kto mógł zakwestionować słowa małżonka Alii? Musiał unieść ornitopter w powietrze, nim strażniczka zdecyduje, co należy uczynić.
Teraz, zostawszy sam w maszynie, pozwolił emocjom wyładować się w wielkim, unicestwiającym szlochu. Alia odeszła. Rozstali się na zawsze. Łzy wciąż płynęły z tleilaxańskich oczu, gdy szeptał:
— Niech cała woda Diuny wsiąknie w piach. Nie dorówna i tak moim łzom.
Po chwili jednak zmusił się do trzeźwej oceny wydarzeń. Ornitopter wymagał stałej uwagi. Korygowanie lotu przynosiło mu pewną ulgę i znowu wziął się garść.
Ghanima została ze Stilgarem. Irulana także.
Dlaczego Alia chciała wysłać Zię? Spróbował skalkulować ten problem w mentacki sposób. Odpowiedź sprawiła, że skamieniał.
„Miałem zginąć w nieszczęśliwym wypadku”.
W tej skalnej świątyni, wystawionej dla uczczenia czaszki władcy, nie są wysłuchiwane żadne modły. Wszelkie lamenty są tu daremne. Ulotny cud dwóch księżyców, cienie nocnych stworzeń — to wszystko świadczy, że jego czas przeminął. Teraz rozbrzmiewa tu tylko wiatr. Nie przybędą już pielgrzymi: goście odeszli od stołu. Pusta jest ścieżka wiodąca na tę górę.