Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » The Lady of the Lake [Pani Jeziora]
The Lady of the Lake [Pani Jeziora] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

The Lady of the Lake [Pani Jeziora]

Электронная книга - «The Lady of the Lake [Pani Jeziora]». Краткое содержание книги:

After walking through a portal in the Tower of the Swallow, thus narrowly escaping death, the Witcher girl, Ciri, finds herself in a completely different world... a world of the Elves. She is trapped with no way out. Time does not seem to exist and there are no obvious borders or portals to cross back into her home world.
But this is Ciri, the child of prophecy, and she will not be defeated. She knows she must escape to finally rejoin the Witcher, Geralt, and his companions - and also to try to conquer her worst nightmare. Leo Bonhart, the man who chased, wounded and tortured Ciri, is still on her trail. And the world is still at war
1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 128
Перейти на страницу:

Wśród dymu, przez wyciśnięte swądem łzy Ciri ze zgrozą zobaczyła, jak po laboratorium miota się z niesamowitą prędkością czarny kształt przypominający olbrzymiego nietoperza. Widziała, jak nietoperz w locie zahacza o ludzi, widziała, jak zahaczeni padają z wrzaskiem. Na jej oczach usiłujący umykać pachołek został poderwany z podłogi i ciśnięty na stół, gdzie miotał się, bryzgał krwią i skrzeczał wśród tłuczonych retort, alembików, probówek i kolb.

Rozlewane mieszanki bryznęły na lampę. Zasyczało, zaśmierdziało, a w laboratorium nagle eksplodował ogień. Fala gorąca rozwiała dym. Ciri zacisnęła zęby, by nie krzyknąć.

Na stalowym fotelu, tym przeznaczonym dla niej, siedział szczupły, szpakowaty, odziany w elegancką czerń mężczyzna. Mężczyzna spokojnie gryzł i ssał szyję przewieszonego przez kolano ogolonego akolity. Akolita cieniutko pokwikiwał i drgał konwulsyjnie, wyprężone nogi i ręce podskakiwały mu rytmicznie.

Truposine płomienie tańczyły po blaszanym blacie stołu. Retorty i kolby eksplodowały z hukiem, jedna po drugiej.

Wampir oderwał kończyste kły od szyi ofiary, utkwił w Ciri oczy czarne jak agaty.

— Bywają okazje — rzekł wyjaśniającym tonem, zlizując krew z warg — gdy zwyczajnie nie można się nie napić.

— Bez lęku — uśmiechnął się, widząc jej minę. - Bez lęku, Ciri. Cieszę się, że cię odnalazłem. Nazywam się Emiel Regis. Jestem, choć może to wydać ci się dziwne, druhem wiedźmina Geralta. Przybyłem tu wraz z nim, by cię ratować.

Do płonącego laboratorium wpadł uzbrojony najemnik. Druh Geralta odwrócił ku niemu głowę, zasyczał i wyszczerzył kły. Najemnik zawył przeraźliwie. Wycie długo cichło w oddali.

Emiel Regis zrzucił z kolana nieruchome i miękkie jak szmata ciało akolity, wstał i przeciągnął się zupełnie jak kot.

— Kto by pomyślał — powiedział. - Byle chmyz, a jakże zacna w nim krew. To się nazywa: ukryte walory. Pozwól, Cirillo, zaprowadzę cię go Geralta.

— Nie — wybąkała Ciri.

— Nie musisz się mnie bać.

— Nie boję się — zaprotestowała, dzielnie walcząc z zębami, które uwzięły się, żeby szczękać. - Nie w tym rzecz… Ale tu gdzieś więziona jest Yennefer. Ja ją muszę jak najszybciej uwolnić. Boję się, że Vilgefortz… Proszę, panie…

— Emiel Regis.

— Ostrzeżcie, dobry panie, Geralta, że jest tu Vilgefortz. To czarodziej. Potężny czarodziej. Niech Geralt ma się na baczności.

*****

— Masz się mieć na baczności — powtórzył Regis, patrząc na ciało Milvy. - Bo Vilgefortz to potężny mag. Ona zaś uwalnia Yennefer.

Geralt zaklął.

— Dalej! — krzyknął, by krzykiem obudzić w kompanach upadłego ducha. - Idziemy!

— Idziemy — Angouleme wstała, otarła łzy. - Idziemy! Pora, kurwa, skopać parę dup!

— Czuję w sobie — zasyczał wampir, uśmiechając się koszmarnie — taką siłę, że mógłbym chyba cały ten zamek rozpieprzyć.

Wiedźmin spojrzał na niego podejrzliwie.

— Aż tak to może nie — powiedział. - Ale przebijcie się na górne piętro i zróbcie trochę rabanu, żeby odciągnąć uwagę ode mnie. Ja spróbuję odnaleźć Ciri. Niedobrze, niedobrze się stało, wampirze, że zostawiłeś ją samą.

— Zażądała tego — wyjaśnił spokojnie Regis. - Tonem i postawą wykluczającą dyskusję. Przyznam, zaskoczyła mnie.

— Wiem. Idźcie na górne piętra. Trzymajcie się! Ja spróbuję ją odnaleźć. Ją, lub Yennefer.

*****

Odnalazł, i to wcale szybko.

Wpadł na nich znienacka, zupełnie niespodziewanie wybiegając zza załomu korytarza. Zobaczył. A widok ten sprawił, że adrenalina aż zakłuła go w żyły na wierzchach dłoni.

Korytarzem kilku drabów wlokło Yennefer. Czarodziejka była potargana i zakłuta w łańcuchy, co nie przeszkadzało jej wyrywać się, wierzgać i kląć jak tragarz portowy.

Geralt nie pozwolił drabom ochłonąć z zaskoczenia. Uderzył tylko raz, tylko jednego, krótkim ciosem z łokcia. Drab zaskowyczał po psiemu, zatoczył się, z brzękiem i hukiem wyciął głową o stojącą w niszy zbroję płytową, osunął się po niej, rozmazując krew na blachach.

Pozostali — było ich trzech — puścili Yennefer i odskoczyli. Oprócz czwartego, który chwycił czarodziejkę za włosy i przyłożył jej nóż do szyi, tuż ponad dwimerytową obrożą.

— Nie podchodź! - zawył. - Zarżnę ją! Ja nie żartuję!

— Ani ja — Geralt zamłynkował mieczem i spojrzał drabowi w oczy. Drab nie wytrzymał. Puścił Yennefer i dołączył do kompanów. Wszyscy mieli już w rękach broń. Jeden zdarł ze ściennego panoplia zabytkową, ale groźnie wyglądającą halabardę. Wszyscy, zgarbieni, wahali się między atakiem a obroną.

— Wiedziałam, że przyjdziesz — powiedziała Yennefer, prostując się dumnie. - Pokaż, Geralt, tym huncwotom, co może wiedźmiński miecz.

Wysoko uniosła skute ręce, napinając łączący okowy łańcuch.

Geralt ujął sihill oburącz, przekrzywił lekko głowę, przymierzył się. I ciął. Tak szybko, że nikt nie dostrzegł ruchu klingi.

Okowy z brzękiem upadły na posadzkę. Któryś z drabów westchnął. Geralt mocniej ujął rękojeść, przełożył palec wskazujący pod jelec.

— Stań pewnie, Yen. Głowę lekko w bok, proszę.

Czarodziejka nawet nie drgnęła. Dźwięk uderzonego mieczem metalu był bardzo nikły.

Dwimerytowa obroża upadła obok kajdan. Na szyi Yennefer wykwitła jedna, tylko jedna maleńka kropelka.

Zaśmiała się, masując nadgarstki. I odwróciła ku drabom. Żaden nie wytrzymał jej wzroku.

Ten z halabardą ostrożnie, jakby bojąc się, by nie zabrzękła, położył starożytną broń na posadzce.

— Z kimś takim — wybąkał — to niech się Puszczyk bije sam. Mnie tam żywot miły.

— Nam kazali — zamamrotał, cofając się drugi. - Kazali nam… My po niewoli…

— Wżdy nie bylim — oblizał wargi trzeci — wam ciężcy, pani… W waszym więzieniu… Zaświadczcie za nami…

— Precz — powiedziała Yennefer. Wyzwolona z dwimerytowych okowów, wyprostowana, z dumnie uniesioną głową wyglądała jak tytanka. Czarną nieporządną grzywą zdawała się sięgać sklepienia.

Drabi zemknęli. Chyłkiem i nie oglądając się. Yennefer zmalawszy do normalnych wymiarów, rzuciła się Geraltowi na szyję.

— Wiedziałam, że przyjdziesz po mnie — mruknęła, szukając ustami jego ust. - Że przyjdziesz, choćby nie wiem co.

— Chodźmy — powiedział po chwili, łapiąc powietrze. - Teraz Ciri.

— Ciri — powiedziała. A za sekundę w jej oczach rozjarzył się budzący grozę fioletowy żar.

— I Vilgefortz.

*****

Zza węgła wyskoczył drab z kuszą, wrzasnął, strzelił, celując w czarodziejkę. Geralt skoczył jak pchnięty sprężyną, machnął mieczem, odbity bełt przeleciał tuż nad głową kusznika, tak blisko, że kusznik aż się skurczył. Rozkurczyć się już nie zdążył, wiedźmin doskoczył i rozpłatał go jak karpia. Dalej w korytarzu stało jeszcze dwóch, też mieli kusze, tez strzelili, ale zbyt trzęsły im się ręce, by mogli trafić. W następnej chwili wiedźmin był już przy nich i obaj umarli.

— Którędy, Yen?

Czarodziejka skupiła się, przymykając oczy.

— Tędy. Po tych schodach.

— Jesteś pewna, że to dobra droga.

— Tak.

Zbiry zaatakowały ich tuż za zakrętem korytarza, niedaleko zdobnego archiwoltą portalu. Było ich więcej niż dziesięciu, a uzbrojeni byli nawet we włócznie, partyzany i korseki. Byli też zdecydowani i zawzięci. Mimo tego poszło szybko. Jednego Yennefer od razu ugodziła w środek piersi wystrzelonym z dłoni ognistym grotem. Geralt zawirował w piruecie, wpadł miedzy pozostałych, krasnoludzki sihill migał i syczał jak wąż. Gdy padło czterech, reszta uciekła, brzękiem i tupotem budząc echa w korytarzach.

1 ... 82 83 84 85 86 87 88 89 90 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)