Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 103
Перейти на страницу:

— Wyślij parę samochodów na przystań — zwrócił się do O’Connella — i powiedz kierowcom, żeby pilotowali przyjeżdżających gości boczną drogą. Niech wjeżdżają tylną bramą.

— Wtedy będą przejeżdżali koło lądowiska — rzekł zatroskany O’Connell.

— Nic nie szkodzi. A nawet pomoże. Niech mają się na co pogapić, zanim zaparkują przy centrum kontroli lotów. Ekipy telewizyjne będą zachwycone.

— Nie wiem, czy mamy tylu ludzi.

Dan westchnął. Stara wymówka biurokratów: potrzebuję więcej ludzi.

— Ściągnij, kogo się da. Stawka jak za pracę w święto. Zadzwoń do policji stanowej, na litość boską.

— Dobrze — odparł O’Connell i rozchmurzył się. — Zrobi się, szefie.

Tuż za ogrodzeniem z siatki otaczającym tereny Astro Rick Chatham wydawał polecenia ochotnikom. Większość miała profesjonalnie wydrukowane transparenty: czerwone, białe i niebieskie:

POWSTRZYMAĆ ROZRUCH SATELITY
STOP SMAŻENIU ŚWIATA W MIKROFALÓWCE
KOSMOS DLA NAUKOWCÓW, NIE BIZNESMENÓW

— Kiedy wozy transmisyjne pojawią się na drodze — wyjaśniał, machając wyciągniętą ręką — musicie je otoczyć i machać transparentami kierowcom, żeby zwolnili i zatrzymali się.

— Możemy się położyć na drodze — zaproponował otyły, łysiejący mężczyzna w szortach khaki. — Będą musieli się zatrzymać.

— Jeśli to będzie konieczne, tak zrobimy — zgodził się Chatham. — Zmuście ich, żeby się zatrzymali i uruchomili kamery.

— Świat musi zobaczyć, że tu jesteśmy!

— Otóż to — rzekł Chatham. — Musimy uświadomić światu, że to, co próbują robić ci kapitaliści, jest złe. Kradną energię ze Słońca i przesyłają ją na Ziemię za pomocą potężnej wiąz-1 ki mikrofal. Zagrażają równowadze w przyrodzie i szkodzą środowisku.

— Musimy ich powstrzymać! — krzyknęła zapalczywie jakaś kobieta.

— Pamiętajcie, że znajdujemy się na terenach stanowych — krzyknął Chatham najgłośniej, jak potrafił. — Mamy prawo tu przebywać, a jeśli spróbują nas usunąć, to oni złamią prawo, nie my.

Po drugiej stronie stało czterech nieuzbrojonych strażników ochrony z niepewnymi minami. Nie mieli broni, ale każdy miał przypięty na biodrze naładowany paralizator dla bydła. Piąta osoba, funkcjonariuszka z paskami sierżanta na rękawach, ze zmarszczonym czołem przyglądała się grupie ochotników zbierających się przy bramie.

Kiedy Chatham skończył swe małe przemówienie, funkcjonariuszka zawołała do niego:

— Czy mogę z panem przez chwile porozmawiać? Chatham podszedł w jej stronę i oparł się jedną ręką o ogrodzenie z siatki.

— Macie prawo demonstrować — oznajmiła — po waszej stronie ogrodzenia.

— Wiem — odparł Chatham. — Takie jest prawo.

— Właśnie. Jeśli jednak wasi ludzie spróbują wejść na teren prywatny, kiedy otworzymy bramę, będzie to wtargnięcie, a mamy specjalne rozkazy co do postępowania w takim przypadku.

Chatham uśmiechnął się do niej leniwie.

— Cała wasza piątka? I jak niby chcielibyście nas zatrzymać? Mam tu ponad sto osób.

— Zaraz przyjedzie oddział policji stanowej. Pierwszym promem — rzekła sierżant. — A jeśli ktoś z was wetknie w bramę choć palec u nogi, osobiście rozwalę mu łeb.

I posłała mu słodki uśmieszek.

Asim al-Baszyr zjechał wynajętym mercedesem z promu i przejechał koło rzędu samochodów, które najwyraźniej czekały na wjazd na parking. Za nim zjechała na ląd długa, czarna limuzyna z herbem Teksasu, a za nią telewizyjny wóz transmisyjny najeżony antenami. Al-Baszyr dostrzegł, że jeden z samochodów zajechał drogę limuzynie. W lusterku wstecznym obserwował, jak młody mężczyzna wysiada z samochodu i zaczyna rozmawiać z szoferem. Wóz transmisyjny zatrzymał się za limuzyną. Kierowcy kolejnych samochodów nacisnęli klaksony.

Zastanawiając się, o co w tym wszystkim chodzi, al-Baszyr przycisnął pedał gazu i popędził główną drogą w stronę siedziby Astro. Zauważył, że limuzyna jedzie za nieoznakowanym samochodem i skręca w boczną drogę, a wóz transmisyjny za nią.

Zbliżając się do kompleksu Astro, al-Baszyr dostrzegł, że jakaś grupa ludzi blokuje drogę. Zwolnił i dostrzegł, że większość ma kolorowe transparenty. Demonstranci, pomyślał. Ekologiczni fanatycy, próbujący odciąć dostęp do bramy.

Al-Baszyr wiedział, jak sobie radzić z demonstrantami. Zwolnił, jechał teraz kilkanaście kilometrów na godzinę, nie zatrzymując się. Machali transparentami przed nim i coś wrzeszczeli, ale dzięki doskonałemu wyciszeniu luksusowego samochodu nie słyszał nic. Cały czas uśmiechnięty, przejechał przez rozwścieczony tłum. Ochrona Astro otworzyła bramę i wtoczył się na teren firmy. Nikt z demonstrantów nie próbował nawet przejść przez bramę, a kobieta w mundurze sierżanta zasalutowała mu, gdy przyspieszył, przejeżdżając koło niej.

Al-Baszyr zaśmiał się do siebie, jadąc w stronę hangaru. A gdybyśmy tak skierowali wiązkę mikrofal akurat w to miejsce? Gdybyśmy upiekli naszych demonstrantów na miejscu? Jakie to poetyckie! I jaka to byłaby sensacja!

Szybko jednak nakazał sobie powagę. Masz na oku poważniejsze ofiary niż banda obszarpańców próbujących uszczęśliwić innych na siłę, powiedział sobie. A poza tym, nie chcesz przedwcześnie zrobić krzywdy Danowi Randolphowi. To on jest prawdziwym wrogiem. I to on musi umrzeć, a jego satelita musi zostać zniszczony wraz z nim, jeśli mamy wygrać. Ale dopiero wtedy, gdy uderzymy. Randolph musi pozostać przy życiu do chwili, aż obróci się przeciwko niemu gniew ludzi; którym zabijemy prezydenta.

I wtedy pomyślał o April. Przecież jej też nie chcesz skrzywdzić, przypomniał sobie. Jutro o tej porze będzie lecieć z tobą do Marsylii. Tam będzie o wiele bardziej bezpieczna niż tu, kiedy tłumy zaczną zrównywać to miejsce z ziemią.

ORBITA OKOŁOZIEMSKA

Williamson czuł, jak jego żołądek skręca się w mdłościach, i miał wrażenie, że głowę wypełniono mu zasmarkanymi chusteczkami. Próbował leżeć bez ruchu, przypięty do leżanki w rakiecie Sojuz. Jak trzy ciała wciśnięte do metalowej trumny, pomyślał. Rosjanin powiedział, że w zerowej grawitacji statek będzie robił wrażenie większego, ale i tak miał wrażenie, że siedzi w trumnie.

— Wszystko gra? — spytał Nikolajew.

Zanim Williamson zastanowił się, co chce mu odpowiedzieć, Buczaczi jęknął:

— Chyba umieram. Nikołajew zaśmiał się.

— Nie, nie umierasz. Teraz może i chciałbyś, ale za parę godzin będzie lepiej. Kiedy połączymy się z rakietą transferową, wydobrzejesz na tyle, że będziesz mógł wstać i poruszać się po statku.

Williamson zauważył, że głos Nikołajewa dobiega ze słuchawek w zamkniętym hełmie. Rosjanin podłączył ich do interkomu.

— Wszystko gra — zapewnił Nikołajew, wskazując odzianą w rękawicę dłonią krzywe na wyświetlaczu przed nimi. — Jesteśmy na kursie na rakietę transferową. Za dwie godziny i jedenaście minut przenosimy się do statku, który będzie na nas czekał, a potem lecimy na satelitę. Wy wychodzicie na zewnątrz i robicie, co macie zrobić, ja na was czekam.

1 ... 81 82 83 84 85 86 87 88 89 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)