Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 103
Перейти на страницу:

— Albo na Sri Lance — dodała druga kobieta. Dyrektor potrząsnął głową.

— To po co ją wyładowywać w Singapurze?

— Oni jej nie wyładowują — wyjaśniła analityk. — A przynajmniej jeszcze nie.

I dlatego mnie tu ściągnęli w sobotę rano, zżymał się w duchu dyrektor. Na głos rzekł jednak:

— Jaka jest państwa ocena?

— Terroryzm — rzekła analityk.

— W Singapurze? Potrząsnęła głową.

— W Indonezji. Bojówki fundamentalistyczne musiały ubić interes z Chinami. Ropa za broń.

— Przecież bojówki nie kontrolują pól naftowych — zaoponował specjalista od wywiadu satelitarnego, siedzący po drugiej stronie.

— Jeszcze nie.

Zaczęli się spierać, aż dyrektor ich uciszył.

— Dobrze — rzekł. — Trzeba powiadomić władze w Singapurze. Niech przeszukają statek i skonfiskują broń.

Analityk uśmiechnęła się.

— A oni rozprawią się z przemytnikami o wiele ostrzej, niżj my moglibyśmy to zrobić.

— Jeśli nie są przekupieni — mruknął człowiek od wywiadu.

Dyrektor wycelował w niego palec.

— Jeśli dowiedzą się, że my wiemy, to nie będą — po czym zwrócił się do kobiety-analityka. — Nie chcę ujawniać naszego źródła informacji.

Skinęła głową na zgodę.

— Coś jeszcze? — spytał dyrektor, niecierpliwiąc się; chciał już wrócić do domu i zająć się ogrodem, jak planował.

— Kilka nietypowych transportów w okolicach Marsylii. Elektronika — rzekła druga z kobiet.

— Sprzęt do wytwarzania narkotyków?

— Nie — odparła. — Elektronika. Kilka ciężarówek.

— Może żabojady założyły nową grupę rockową — zażartował facet od wywiadu. — Reszta zachichotała.

— Czy to już wszystko? — spytał dyrektor.

— Niezidentyfikowany start rakiety z kosmodromu Bajkonur — rzekł mężczyzna. Postukał w laptopa i na ekranie pojawiły się wyraźne widoki z Kazachstanu.

— Coś niezwykłego?

— Nie znamy masy ładunku, ale to coś dużego. Użyli największej rakiety nośnej. — Wziął laserowy wskaźnik i wskazał jedną z platform startowych. — Wygląda też na to, że szykują się do misji załogowej.

— Zaopatrzenie dla stacji kosmicznej?

Mężczyzna potrząsnął głową.

— Nie ta orbita.

— To nie jest pocisk, prawda?

— Nie, co do tego nie ma wątpliwości. Ale to wielki ładunek, niezidentyfikowany i niezapowiedziany. Może jakaś misja naukowa. Albo przekaźnik telekomunikacyjny.

— A dlaczego tego nie ogłosili?

Człowiek od wywiadu satelitarnego wzruszył przesadnie ramionami.

— Znacie Rosjan: zagadka owinięta w tajemnicę, włożona do pudełka z napisem „sekret”.

Dyrektor zmarszczył brwi.

— Nasza praca polega na rozwiązywaniu zagadek, bez względu na to, czym są owinięte.

Mężczyzna pokiwał ponuro głową.

— Obserwujemy ich. Ale dobrze byłoby mieć jakieś wsparcie na ziemi.

— Zobaczę, co da się zrobić — rzekł dyrektor, w połowie drogi do drzwi. — Jutro.

W Oklahomie właśnie wstawał świt; Dan budził się powoli, jak nurek wznoszący się wolno z mrocznych głębin ku oświetlonej słońcem powierzchni. Gdy otworzył oczy, przez sekundę nie wiedział, gdzie jest. Następnie odwrócił głowę i zobaczył Jane, śpiącą spokojnie przy nim. Uśmiechnął się i obrócił się na bok, żeby ją objąć.

Drgnęła, budząc się, ale od razu odprężyła się i posłała mu uśmiech znad nagiego ramienia.

— Kłujesz mnie.

— Twoje chrapanie mnie obudziło — powiedział.

— Ja nie chrapię. A ty naprawdę kłujesz.

— To naturalna reakcja — odparł. — I jest na to tylko jedna rada.

— Tylko jedna? — droczyła się z nim.

— Są różne odmiany — przyznał, gładząc ją po boku.

— Na przykład?

Kiedy wstali z łóżka i poszli się wykąpać, było przedpołudnie. Dan odegrał całe przedstawienie z wyglądaniem na korytarz, by upewnić się, że nikt ze służby nie zobaczy go wychodzącego z sypialni Jane.

— Idę nabałaganić trochę na łóżku w gościnnej sypialni — szepnął.

Rzuciła w niego ręcznikiem.

— Idź do kuchni i powiedz kucharce, co chcesz na śniadanie. Ja tam zaraz przyjdę.

Dan popędził korytarzem i znalazł kuchnię.

— Buenas dias — przywitał się z kucharką. Rzuciła mu obojętne spojrzenie.

— Co chciałby pan na śniadanie?

Dan o mało nie rzucił, że potrzebuje solidnej dawki witaminy E. Powstrzymał się jednak w porę i poprosił o huevos rancheros z sokiem grapefruitowym i czarną kawą.

Jane weszła, gdy kucharka postawiła jajka przed Danem. Opadła na wyściełane krzesło przy stole śniadaniowym, a minę miała bardzo poważną.

— Dan — rzekła — nic z tego nie będzie. Poczuł, jak opuszcza go cudowny nastrój.

— Dan, to nie jest dobre — rzekła szczerze Jane. — A nawet jest złe.

— Ja tam się dobrze czułem — mruknął. — Bądź poważny!

Spojrzał w jej piękne, zasmucone oczy.

— Jeśli chcesz znać moje zdanie, doprowadza mnie to do szaleństwa.

— Musimy przestać.

— Albo powiedzieć Scanwellowi, co się dzieje.

— Nie! Nie możemy tego zrobić!

— Ja bym tam mógł.

— Dan, tylko nie to!

— Mógłbym jutro podejść do niego i powiedzieć: hej, chłopie, twoja żona i ja się kochamy.

— Dan, proszę.

— Przecież to prawda, nie?

— To tylko część prawdy.

Poczuł, jak wzbiera w nim nagła, potężna niechęć.

— A reszta prawdy jest taka, że jego prezydentura jest dla ciebie ważniejsza ode mnie.

— Bo jest, Dan. Naprawdę jest.

— Jest?

— Jest także ważna dla twojej pracy — rzekła szczerze. — To wszystko tak wiele znaczy. Dla nas. Dla wszystkich.

Spoglądając na śniadanie, którego nawet nie tknął, Dan odsunął krzesło od stołu.

— Dobrze, walcz o wybranie swojego męża na prezydenta. Ja muszę wracać do firmy i uruchomić satelitę.

Jane nie próbowała go zatrzymywać.

WYSPA MATAGORDA, TEKSAS

Podły nastrój Dana jeszcze się pogorszył podczas lotu powrotnego Staggerwingiem na Matagordę. Próbował nie myśleć o Jane i o chaosie, jakim było jego życie osobiste. Taaaa, myślał, okrążając dwupłatowcem potężną chmurę burzową, która rosła nad Teksasem. Nie myśleć o niej. Jakie to łatwe. To jakby zapomnieć o oddychaniu. Myśl o firmie, nakazał sobie. Przestań myśleć o Jane i Scanwellu. Przestań myśleć o nich obojgu.

Doskonale, skupmy się na firmie. Co się stanie, jeśli z satelitą coś pójdzie nie tak? Wszystkie VIP-y przylatują na Matagordę, żeby sobie pooglądać. Jeśli coś się stanie, twoja przygoda z biznesem skończy się tak, że zostaniesz wyśmiany i tyle. Jak stara rakieta Vanguard, dawno temu na początku ery podboju kosmosu. Cały świat patrzy, a tu bum — metr nad platformą startową.

I co takiego mogę zrobić? Dan powtarzał sobie w duchu to pytanie. Naciśniemy guzik i satelita nie zacznie działać. Jakaś usterka. Coś pójdzie nie tak. Staggerwing podskoczył w turbulencji, a Dan zaczął podchodzić do lądowania na wyspie. Powinienem mieć gotowy wahadłowiec, pomyślał Dan. Ptaszek powinien stać na platformie startowej, a Adair i ekipa naprawcza powinni być gotowi do lotu, czekając na znak. W końcu po to jest wahadłowiec. Szybka reakcja. Błyskawiczna podróż na orbitę.

1 ... 77 78 79 80 81 82 83 84 85 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)