Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Ужасы » Drzwi Do Grudnia
Drzwi Do Grudnia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Drzwi Do Grudnia

Электронная книга - «Drzwi Do Grudnia». Краткое содержание книги:

Melanie porwano od matki, kiedy miała zaledwie trzy latka. Po sześciu latach odnaleziono chorą psychicznie dziewczynkę, wędrującą nago nocą po ulicach miasta. Melanie nie mówi, prawie nie reaguje na bodźce, zamknięta w swoim własnym wewnętrznym świecie.
Policja znalazła w domu, gdzie ją przetrzymywano, potwornie zmasakrowane zwłoki naukowców, którzy dokonywali, w tajemniczym szarym pokoju, eksperymentów na dziewczynce. Nawet poddana regresji hipnotycznej Melanie nie potrafi wyjaśnić, co z nią zrobiono, powtarza tylko: drzwi do grudnia… Tymczasem giną kolejne osoby związane z eksperymentem w szarym pokoju, wszystkie zamordowane w ten sam brutalny sposób. Porucznik Haldane, prowadzący śledztwo, stopniowo odkrywa straszliwą prawdę o tych zbrodniach…
Oryginalna, trzymająca w napięciu, znakomita lektura. Dean Koontz w najlepszej formie!
1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 91
Перейти на страницу:

Wreszcie przed znakiem stopu na skrzyżowaniu w osiedlu mieszkaniowym, dwie przecznice na wschód od Hillgate i na południe od Bulwaru Zachodzącego Słońca, gdzie w zasięgu wzroku nie widział innych samochodów, a deszcz przylepiał mu włosy do czaszki i kapał za kołnierz marynarki, pod tylnym zderzakiem znalazł to, czego szukał. Oderwał pluskwę, wrzucił ją w kolczasty żywopłot na frontowym podwórzu przed wielkim bladożółtym hiszpańskim domem, ponownie usiadł za kierownicą, zatrzasnął drzwi i odjechał pełnym gazem. Przez następne skrzyżowania ciągle spoglądał we wsteczne lusterko z obawy, że agenci podjechali bliżej i widzieli, jak wyrzucał pluskwę, i teraz go nie spuszczają z oka. Ale nikt go nie ścigał.

Miał przemoczone buty i nogawki spodni, mnóstwo wody nakapało mu za kołnierz, kiedy schylał się i wykręcał, żeby dosięgnąć różnych zakamarków karoserii. Zęby mu szczękały, przechodziły go fale dreszczy.

Podkręcił ogrzewanie w samochodzie do najwyższego poziomu. Ale to był tani miejski gruchot i nawet kiedy wyposażenie działało, nie działało dobrze. Nawiew dmuchnął mu w twarz ciepławym, wilgotnym, lekko cuchnącym powietrzem, jakby samochód miał nieświeży oddech. Dan dygotał przez całą drogę na wzgórza Bel Air, dygotał, kiedy krążył splątaną siecią bardzo prywatnych uliczek i kiedy wreszcie znalazł posiadłość Boothe’a przy uliczce najdalszej i najbardziej zacisznej.

Za rzędem masywnych sosen i dębów, niemal równie potężnych jak iglaste olbrzymy, wznosił się ceglany mur barwy starej krwi, mierzący od siedmiu do ośmiu stóp wysokości, kryty czarnym łupkiem i uwieńczony czarnymi żelaznymi szpikulcami. Mur był tak długi, jakby otaczał teren jakiejś instytucji – uniwersytetu, szpitala, muzeum – nie prywatnej rezydencji. Wkrótce jednak Dan dotarł do miejsca, gdzie ceglane fortyfikacje zakręcały łukiem po obu stronach podjazdu, prowadziły wzdłuż niego na odcinku dwudziestu stóp i kończyły się wspaniałą żelazną bramą.

Krzyżujące się pręty bramy miały dwa cale grubości. Cała konstrukcja, flankowana i zwieńczona misternie kutymi żelaznymi wolutami oraz fleursdelis, wyglądała pięknie, elegancko i imponująco – i dość solidnie, żeby wytrzymać każde bombardowanie.

Przez chwilę Dan myślał, że będzie musiał wyjść na deszcz i szukać guzika domofonu, ale potem zauważył budkę strażnika, zręcznie ukrytą w łukowej krzywiźnie muru. Strażnik w kaloszach i szarej pelerynie z naciągniętym kapturem wyszedł zza ceglanej ścianki, która maskowała drzwi do jego małego królestwa; dopiero teraz Dan zauważył okrągłe okno, przez które strażnik widział nadjeżdżającego sedana.

Mężczyzna podszedł prosto do samochodu, zapytał, w czym może pomóc, sprawdził tożsamość Dana i poinformował go, że jest oczekiwany.

– Otworzę bramę, poruczniku. Niech pan jedzie głównym podjazdem i zaparkuje na kręgu przed frontem domu.

Dan podniósł szybę, a strażnik wrócił do budki. Po chwili kolosalne skrzydła bramy rozwarły się do wewnątrz z majestatycznym wdziękiem. Przejeżdżając pomiędzy nimi, Dan doznał dziwacznego, wręcz fantastycznego wrażenia, że rezydencja nie znajduje się w tym samym świecie, który znał, tylko w innym, lepszym wymiarze; brama strzegła magicznego portalu, który przenosił człowieka do krainy dziwów i cudów.

Posiadłość Boothe’a zajmowała jakieś osiem do dziesięciu akrów i z pewnością należała do największych w Bel Air. Podjazd wznosił się łagodnie, po czym zakręcał w lewo przez doskonale utrzymane tereny parkowe. Dom, zbudowany w miejscu, gdzie podjazd tworzył koło, wyglądał tak, jakby mógł tam zamieszkać Bóg – gdyby wystarczyło Mu pieniędzy. Przypominał jedną z tych magnackich siedzib w filmach umiejscowionych w Anglii, jak „Rebeka” czy „Odwiedziny w Brideshead”: ogromna ceglana bryła z granitowymi narożnikami i parapetami okien, trzypiętrowa, z mansardowym dachem o licznych szczytach, krytym czarnymi łupkowymi dachówkami, z częściowo widocznymi skrzydłami i całkiem niewidocznymi skrzydłami, które wyrastały pod rozmaitymi kątami z frontowej części budynku. Dwanaście stopni pod portykiem prowadziło do zabytkowych podwójnych drzwi wejściowych, które niewątpliwie kosztowały życie co najmniej jednego dużego drzewa albo dwóch mniejszych.

Dan zaparkował obok fontanny z wapienia stojącej pośrodku kolistego placyku. W tej chwili fontanna nie działała, chociaż wyglądała zupełnie jak dekoracja do sceny miłosnej z Cary Grantem i Audrey Hepburn w jakimś starym filmie o europejskich romansach i intrygach.

Dan wspiął się po stopniach, a jedno skrzydło drzwi otwarło się, zanim zdążył odszukać dzwonek. Widocznie strażnik przy bramie zadzwonił i uprzedził o jego wizycie.

Westybul był tak wielki i wspaniały, że Dan mógł mieszkać tam wygodnie do końca życia, nawet gdyby ożenił się i spłodził dwójkę dzieci.

Służący o cichym głosie z brytyjskim akcentem, ubrany w szary garnitur, białą koszulę i czarny krawat zamiast tradycyjnego stroju filmowych kamerdynerów, zabrał ociekający wodą płaszcz Dana i przez uprzejmość nie spojrzał krzywo na jego wilgotne, zmięte, nieświeże ubranie.

– Pan Boothe oczekuje pana w bibliotece – oznajmił kamerdyner.

Dan spojrzał na zegarek. Trzecia pięćdziesiąt pięć. Na skutek zwłoki, która wynikła z konieczności usunięcia nadajnika, nie przyszedł za wcześnie. Ponownie doznał naglącego przeczucia, że czas ucieka.

Kamerdyner poprowadził go przez szereg rozległych, sennych pokojów – każdy umeblowany bardziej ozdobnie i wykwintnie od poprzedniego – po starożytnych perskich dywanach i chińskich kobiercach. Kasetonowe sufity z intarsjami wyglądały na importowane z klasycznych pałaców Europy. Przechodzili przez cudownie rzeźbione drzwi i mijali obrazy impresjonistów pędzla wszystkich mistrzów tej szkoły (Dan nie miał powodu podejrzewać, żeby choć jeden był kopią lub reprodukcją).

Bogactwo antyków i piękno całego domu zapierały dech w piersiach, jednak kolejne rajskie komnaty budziły w Danie narastający niepokój. Wyczuwał potężne i złowrogie siły, drzemiące w czujnej gotowości tuż za ścianami i pod podłogą, jakimś szóstym zmysłem odbierał złowrogi szum kolosalnej maszynerii ukrytej gdzieś w pobliżu. Chociaż dom zbudowano bez oglądania się na koszty, chociaż urządzono go z doskonałym smakiem, chociaż został zaprojektowany na imponującą skalę – a może właśnie z powodu tych nadludzkich proporcji – panowała w nim przytłaczająca średniowieczna atmosfera.

Co więcej, Dan mimo woli zastanawiał się ponuro, jakim sposobem Palmer Boothe – człowiek dostatecznie wrażliwy i wyrafinowany, żeby doceniać uroki tego domu – mógł skazać małą dziewczynkę na okropności szarego pokoju. Ta sprzeczność świadczyła o wybitnie dwoistej naturze, co graniczyło wręcz ze schizofrenicznym rozszczepieniem osobowości. Doktor Jekyll i mister Hyde. Wielki wydawca, liberał i filantrop, który nocą grasuje po ciemnych uliczkach ze sztyletem ukrytym w niewinnej na pozór lasce.

1 ... 78 79 80 81 82 83 84 85 86 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)