Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]
Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]

Электронная книга - «Dwie wojowniczki [Le due guerriere - pl]». Краткое содержание книги:

Po ucieczce z Sekty Zabójców młoda wojowniczka Dubhe musi uwolnić się od klątwy, która została na nią rzucona. Jedyną osobą, która może ją uratować, jest Sennar, niegdyś najpotężniejszy czarodziej Świata Wynurzonego, do którego udaje się wraz z Lonerinem po pomoc i radę. Tropem Dubhe podąża Rekla, Strażniczka Trucizn, wierna członkini Sekty Zabójców, z zamiarem zgładzenia dziewczyny. Tymczasem krwiożercza Gildia odkrywa w końcu, jak przywrócić do życia wielbionego przez nich Tyrana — Astera. Potrzebują jedynie ciała, w którym mógłby się odrodzić. Ich wybrańcem zostaje San, wnuk Sennara i Nihal, którego przed pazurami dzikiej sekty chroni gnom Ido. Czy Sennar, który po śmierci Nihal w poczuciu winy odsunął się od ludzi, nie wierząc w uratowanie Świata…
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 91
Перейти на страницу:

Nie mógł ścierpieć sposobu, w jaki ojciec na niego patrzył, tego pełnego pogardy wzroku. Tak naprawdę pragnął tylko jego podziwu.

Nieoczekiwanie Dohor uśmiechnął się z triumfem.

— No to przynajmniej się go pozbędziemy.

Learchos był zdumiony. Rzucił szybkie spojrzenie na leżący obok niego na ziemi miecz.

— Świetnie znam twoje dobre serce — ciągnął dalej jego ojciec, nasycając każde słowo pogardą. — Zadbałem więc o swoje interesy, zatruwając twój miecz.

Learchos poczuł, że kręci mu się w głowie i że zaraz zemdleje, bynajmniej nie z powodu krwotoku.

Dohor musiał pochwycić jego zagubiony i zdumiony wzrok.

— Co tak patrzysz? Dałem ci zwycięstwo i zemstę, podałem ci je na srebrnej tacy.

Learchos przeciągle mierzył go wzrokiem z wyrazem zduszonej nagany. Jego rycerski gest, akt spłacenia długu, jaki miał u gnoma, na nic się nie zdał. Mimo iż nie chciał, i tak go zabił. Oszukał go, tak jak jego ojciec uczynił z nim.

— Mogliście mi o tym powiedzieć.

Oczy Dohora wypełniły się głębokim gniewem płynącym wprost z trzewi. Jego syn jeszcze nigdy się na coś takiego nie ośmielił.

Uderzenie było gwałtowne i rozpaliło mu policzek. Learchos zachwiał się; coraz mocniej kręciło mu się w głowie, ale udało mu się nie upaść. Znów na niego spojrzał.

— Po raz kolejny udowodniłeś mi, że nie jesteś wojownikiem, a tylko rozczarowaniem. Nigdy więcej nie ośmielaj się podważać moich planów.

Learchos przytaknął jak na rozkaz. Czuł, jak łzy podchodzą mu do oczu, ale je powstrzymał. Przelewanie ich nie miało sensu.

— A teraz zostań tutaj, na kolanach, przed tronem i nie ruszaj się. Nie chcę cię widzieć w infirmerii przed upływem dobrej godziny.

— Ależ sire, rana może się zainfekować, on potrzebuje natychmiastowego leczenia! — zaprotestował gwałtownie Volco.

Król przygwoździł go spojrzeniem. Nie uznawał dyskusji. Potem ciężkim krokiem wyszedł z sali i zniknął za kolumnami.

Learchos pozostał nieruchomo na swoim miejscu, oddychając coraz ciężej i czując to nieskończone zmęczenie, które zaczynało go trawić. A jednak usłucha. Jak zawsze.

— Przykro mi, mój panie, przykro mi… — Dotarł do niego wypełniony bólem głos Volca. Mimo wszystko miło było mu go słyszeć. Na tym zimnym dworze był jedyną osobą, do której się przywiązał. — Wasz ojciec to twardy człowiek, wiem o tym, ale robi to dla waszego dobra, nawet kiedy wydaje się wam bezlitosny i niesprawiedliwy… Kocha was, jestem tego pewien.

Learchos powoli opuścił głowę, a jego łzy jedna po drugiej zaczęły spadać na marmur posadzki.

— Nie bardzo wiem, jak to się stało.

San szedł z wysiłkiem. Miał na kostce długie rozdarcie. Nie było ono głębokie, ale musiało nieźle go boleć, bo kulał i widać było wyraźnie, że z trudem znosi ból.

— Kiedy nadleciał smok — dodał, pociągając nosem — chyba coś pomyślałem, tak mi się wydaje, potem był błysk światła i chwilę później znalazłem się na ziemi razem z tą olbrzymią bestią.

Ido słuchał go z uwagą, ale nie miał pojęcia, o jakie czary chodziło. Niewątpliwie ten chłopiec był bardzo potężny: udało mu się sprawić, że smok stracił przytomność, a to nie było byle co. Zaczął się zastanawiać, czy za zakazami Tarika nie kryło się coś więcej.

— Nie przejmuj się — powiedział. — Teraz jesteśmy uratowani.

Jednak nie była to cała prawda. Ido czuł się zmęczony i nie mógł złapać oddechu. Może był po prostu utrudzony albo cholernie stary — chociaż bardzo się bronił przed przyznaniem się do tego — ale jego wygląd musiał być straszny, bo San spojrzał na niego przerażony.

— Ido, jesteś blady…

— To tylko zmęczenie, tylko zmęczenie.

Szli przez całą noc, ale gnomowi nie udało się odzyskać sił. Czuł smak krwi w ustach, a jego nogi były miękkie. Postanowił, że lepiej będzie się zatrzymać, zanim wzejdzie świt.

Z trudem rozstawił płachtę. Wydawało mu się, że dłonie nie całkiem się go słuchają. Położyli się razem, ale najpierw Ido przyjrzał się ranie na kostce chłopca. Wziął jeden z bukłaków i polał ją wodą. San zacisnął lekko zęby.

— Otarłeś się, upadając.

Chłopiec przytaknął.

— Boli.

— Wierzę — odpowiedział Ido słabym głosem.

Umył sobie ręce, po czym wziął trochę bandaży, które zabrał ze sobą z akweduktu. Trudno mu było zrobić opatrunek. Ręce zaczęły mu się mocno trząść, a chociaż nie było szczególnie gorąco, pot zraszał mu czoło.

— Dobrze się czujesz?

Ocknął się. San patrzył na niego wyraźnie zmartwiony.

— Tak — odpowiedział z wahaniem.

— Trzęsą ci się ręce.

Ido zacisnął węzeł, po czym zaczął wsłuchiwać się w swoje ciało. Poczuł lekkie pieczenie w ramieniu i przypomniał sobie o ranie poniesionej w walce. Miecz Learchosa zaledwie go musnął, ale pod opuszkami poczuł, że rozcięcie było napuchnięte i bolesne.

— Coś mi się wydaje, że znowu potrzebuję twojej pomocy — powiedział z wymuszonym uśmiechem.

San był spięty.

— Uspokój się. Musisz tylko rzucić okiem na ramię, w które dostałem.

Chłopiec chyba się troszkę opanował, bo podszedł bliżej i spojrzał tam, gdzie gnom mu wskazał.

— Powiedz mi, co widzisz.

Poczuł dłonie Sana oparte na skórze. Wydawały mu się niesamowicie świeże.

— Parzysz.

Właśnie. Zły znak.

— Ramię jest trochę zaczerwienione i jest tu zadrapanie… a raczej rozcięcie. Wokół wszystko jest spuchnięte, a na krawędziach trochę fioletowawe.

Ido niewiele wiedział o truciznach. Była to broń, która nigdy mu się nie podobała. On był wojownikiem, a nie żadnym przeklętym mordercą i jeżeli trzeba było zabijać, to tylko dzięki sile miecza, bez żadnych niepotrzebnych sztuczek. Ale dlaczego Learchos to zrobił? Nie wyglądał na typa, który by kogokolwiek oszukiwał; nawet kiedy spotkał go jako dziecko, widział w jego oczach błysk uczciwości. Może to Dohor miał z tym coś wspólnego.

— Co się dzieje, Ido?

Gnom ocknął się nagle. Odwrócił się do Sana i zobaczył, że chłopiec jest bliski paniki.

Spokój, musimy zachować spokój.

Wziął głęboki oddech, starając się ukryć wysiłek, jakiego wymagał od niego ten gest.

— Potrzebujemy pomocy. Nie możemy dalej iść sami.

— Źle się czujesz?

Ido zignorował pytanie.

Nie miał pojęcia, jak bardzo to było poważne. Rana była powierzchowna, ale wielu truciznom to wystarczało. W każdym razie minęło wiele godzin od momentu, kiedy został ranny, a objawy były dość nikłe. Może jest jeszcze jakaś nadzieja.

Pogrzebał po kieszeniach. Ręce niezbyt go słuchały, a zdolność czucia wyraźnie się zmniejszyła. Zajęło mu trochę czasu, zanim znalazł to, czego szukał. Wreszcie rzucił na ziemię kilka kamieni z dziwnymi symbolami oraz kawałek papieru.

— Potrzebuję, żebyś użył pewnego zaklęcia.

— Ido, przynajmniej wytłumacz mi…

San był bliski załamania. Gnom złapał go za ramiona z mniejszą żywością niż by tego chciał. Popatrzył mu w oczy i starał się wlać w swój głos pewność siebie.

— Musimy poprosić, żeby ktoś po nas przyszedł. Ja nie jestem w stanie dalej iść. Nie jesteśmy daleko od granicy z Krainą Wody i jeżeli ktoś przybędzie na smoku, może nam się udać. Ale musimy prosić o pomoc, jasne?

San kiwnął głową, biały jak prześcieradło.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)