Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Boża klepsydra [Deepsix - pl]
Boża klepsydra [Deepsix - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Boża klepsydra [Deepsix - pl]

Электронная книга - «Boża klepsydra [Deepsix - pl]». Краткое содержание книги:

Jack McDevitt to autor wielu bestsellereów science fiction. Jego styl wyróżnia się lekkością narracji, przygodową akcją i poważnym podejściem do zagadnień naukowych. Niniejsza książka stanowi luźną kontynuację wydanej przed kilku laty powieści „Boża maszyneria”. Cały cykl składa się jeszcze z tomów: „Chindi”, „Omega” i „Odyssey”. Fabuła książki skupia się wokół nadrzędnego celu jaki przyświeca każdemu naukowcowi, czyli dotarciu do prawdy, poszerzeniu limitów ludzkiej wiedzy. Jak dużo jesteśmy w stanie poświecić dla odkrycia, z którym nie zetknął się do tej pory żaden człowiek? Nasz czas? Naszą reputację? Naszą karierę? A może nawet życie?
Na kilka tygodni przed spodziewanym zniszczeniem planety Deepsix w wyniku kolizji z gazowa planetą-gigantem, badacze odkrywają ruiny na powierzchni globu, które mogą oznaczać, że istnieje tam cywilizacja. Akademia nakazuje naukowcom z przelatujących w pobliżu statków, żeby ci wylądowali na powierzchni planety i przeprowadzili niezbędne analizy artefaktów. Dodatkowo do grupy naukowców dołącza popularny z powodu swojego ciętego języka i wyrazistych poglądów znany w całej galaktyce publicysta, który nigdy wcześniej nie opuścił Ziemi. Kiedy lądowniki ekspedycji zostają zniszczone, na skutek trzęsienia ziemi spowodowanego zbliżaniem się gazowego giganta, ekipa musi znaleśc sposób na opuszczenie planety zanim dojdzie do kolizji.
1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 117
Перейти на страницу:

— Przeraża mnie trochę — rzekła Kellie.

— Czemu?

— Na Ziemi, jeśli kuguar, tygrys albo aligator jest głodny, po prostu atakuje. Większość tych stworzeń trzyma się na dystans.

— Chcesz powiedzieć, że…

— Są na tyle inteligentne, żeby wpaść na to, że możemy być bardziej niebezpieczne, niż wyglądamy.

Późnym popołudniem, kiedy światło zaczęło się zmieniać, wyszły znów na otwarty teren.

— Jesteście prawie na miejscu — poinformował je Marcel. — Pięć kilometrów.

Grunt był nierówny i pokryty grubą trawą. Hutch była wyczerpana. Kellie, która miała dłuższe nogi, radziła sobie trochę lepiej.

Czasem rozmawiały z MacAllisterem i Nightingale’em. Mówili, że siedzą i podziwiają widoki. Koło południa pojawiła się duża fala i woda wspięła się wysoko na klif, ale sądzili, że mają jeszcze spory margines bezpieczeństwa. MacAllister stwierdził, że tak wygodnie nie było mu od chwili opuszczenia „Gwiazdy” i nie wie, czy jeszcze będzie mu się chciało wstać.

Niebo stało się fioletowe i zaczęło wyglądać groźnie.

— Trzy kilometry. — W głosie Marcela słychać było zdenerwowanie. — Gdybyście zaczęły iść trochę szybciej, to nie byłby taki zły pomysł.

Plamka światła znacząca pozycję słońca znikła za linią wzgórz. Deszcz zaczął padać.

Lądownik, zimny i milczący, stał na brzegu rzeki tak wąskiej, że z trudem zasługiwała na to miano. Krajobraz był iście idylliczny: skraj lasu, kilka skał, rzeka, zachód słońca. Drzewa znaczyły skraj lasu, w którym załoga „Tess” znikła rankiem, tak wiele lat temu.

Wyglądał, jakby na nich czekał. Hutch z przyjemnością spojrzała na stare logo, zwój z gwiazdą na orbicie, tak wyraźnie odcinające się na włazie. Lądownik był biało-zielony, jak wszystkie pojazdy Akademii w tych czasach. Napis „Akademia Nauki i Techniki” lśnił dumnie na burcie.

Przebiegły ostatni odcinek, niezbyt szybko, bo nie widziały dziur ani bruzd. Hutch pamiętała o drapieżnych ptakach i spoglądała niepewnie na las.

— Znaleźliśmy „Tess” — zameldowała Marcelowi.

Marcel potwierdził komunikat; usłyszała aplauz w tle. Właz, na szczęście, był zamknięty. Drabinka była na swoim miejscu. Hutch wspięła się, otworzyła panel ręcznego sterowania przy śluzie, wysunęła uchwyt i przekręciła go. Właz odskoczył, a ona otworzyła go na całą szerokość. Jak dotąd wszystko gra.

Nie traciły czasu na przechodzenie do kabiny wewnętrznymi drzwiami. Warstwa brudu i kurzu pokrywała iluminatory i przednią szybę, więc w środku było ciemno. Hutch usiadła w fotelu pilota i rzuciła okiem na konsolę. Wyglądało na to, że wszystko zostało prawidłowo zamknięte.

Kellie otworzyła z tyłu pokrywę silnika i odsłoniła reaktor.

— Co mam robić? — spytała.

— Znajdź bor. Zaraz wracam.

— Dokąd idziesz?

Hutch uniosła składany pojemnik, który zabrała z lądownika „Gwiazdy”.

— Nad rzekę, po wodę. Szukaj boru.

Hutch pożałowała, że pilot, dwadzieścia lat temu, nie był na tyle przewidujący, żeby wylądować na samym brzegu rzeki, która była oddalona o jakieś pięćdziesiąt metrów. Pobiegła, napełniła pojemnik i przywlokła go z powrotem. Gdy weszła do lądownika, Kellie pokazała jej pojemnik.

— Biały proszek? — spytała.

— Tak.

— Co teraz?

— Uruchomimy reaktor.

Z boku urządzenia znajdował się metalowy cylinder wielkości jej ramienia. Z boku miał korbkę.

— Jak to się robi? Jest tu jakiś włącznik?

— Musimy go uruchomić, korzystając z naszych generatorów — wyjaśniła Hutch. Wyłączyła skafander i wyjęła generator Flickingera. — Twój też będzie mi potrzebny.

Kellie wykonała polecenie, wyłączyła zasilanie i wręczyła jej generator.

Hutch pogrzebała w plecaku.

— Miałam gdzieś kabel łączący.

Kellie znikła z tyłu i wróciła z jakimś kablem. Podniosła go, żeby można było mu się przyjrzeć.

— Z dwoma końcówkami wejściowymi?

— Idealny.

Hutch podłączyła kabel do dwóch generatorów, a drugi koniec do gniazda w reaktorze. Następnie odłączyła cylinder i wlała do niego pół szklanki wody, po czym wsypała łyżeczkę boru.

— Dobrze — odezwała się wreszcie. — Chyba możemy zaczynać.

— Cieszę się.

— System ma wbudowany grzejnik Ligona. Wystarczy tylko go uruchomić.

Przyłożyła kciuki do wyłączników zapłonu generatorów Flickingera i nacisnęła.

Na reaktorze zapaliła się żółta lampka. Hutch poczuła, że nastrój trochę jej się poprawia.

— I co teraz?

— Cierpliwości. Będzie się chwilę grzał, żeby usunąć zanieczyszczenia i wyprodukować wystarczająco dużo wodoru dla reaktora.

Zamknęła oczy i dodała w duchu: taką mam przynajmniej nadzieję.

Kellie szturchnęła ją.

— Nie chciałabym cię budzić, Hutch, ale mamy zielone światełko.

Reaktor pracował bez wspomagania. Hutch ścisnęła rękę Kellie, poszła do łazienki, nalała na ręce trochę wody z rzeki i przemyła twarz.

— Musi się naładować — rzekła. — To chwilę potrwa i nie da się tego przyspieszyć. Ale jak dotąd wszystko gra.

Wyszła na zewnątrz i Kellie podsadziła ją na górę. Hutch przyklękła przy module łączności. Cięcie lasera było czyste, ale musiała wymienić uszkodzone części na elementy zabrane z lądownika „Gwiazdy”. Przepięła wszystkie kable i zadowolona ze swojego dzieła zeszła na dół, po czym opadła na fotel pilota.

Odczekała kilka minut. Kellie nerwowo spacerowała po kabinie.

— Nie mamy czasu, Hutch.

Ściemniało się.

— Wiem. — Hutch oparła podbródek na dłoni i przyglądała się instrumentom. — Dobrze, pani Collier, jeśli ma pani szczęście, to zobaczmy, czy mamy zasilanie. — Włączyła tryb testowy. Wskaźniki i mierniki podskoczyły. — Grzeczny chłopczyk. Systemy wewnętrzne wyglądają na sprawne.

— Co teraz?

— Paliwo.

Deszcz przestał padać, ale niebo nadal było zasnute chmurami.

Hutch wlała resztę wody do zbiornika na paliwo. Znaleźli pompę z wężem, ale miał tylko dwadzieścia metrów długości.

— Za mało, żeby sięgnął do rzeki — stwierdziła Kellie. Hutch podała jej składany pojemnik.

— Możesz złożyć skargę, jak wrócimy do domu.

Wyjęła zbiornik na wodę pitną, którego nie dało się złożyć, i objęła go.

— Sporo nam tego potrzeba.

— Co reaktor robi z wodą? — spytała Kellie, gdy pędziły w stronę rzeki.

— Poddaje ją elektrolizie. Oddziela wodór od tlenu i pozbywa się tlenu.

Oczywiście lądownik potem wykorzystywał wodór jako paliwo.

Nosiły wodę z rzeki przez prawie trzy godziny. Wylewały zawartość pojemników do zbiornika, biegły znów do rzeki, napełniały zbiorniki, i tak dalej.

Kiedy miały już wystarczającą moc, żeby wznieść się w górę, Hutch wskoczyła na fotel pilota, wymruczała modlitwę i nacisnęła przycisk. Panel sterowania ożył i Hutch uniosła pięść w geście zwycięstwa.

— W drogę, chłopczyku.

Otworzyła menu poleceń i nacisnęła zielone pole oznaczone „Tess”. Nic się nie stało, tylko wskaźnik naładowania spadł.

— Tess? — spytała Hutch. — Jesteś tam?

Na monitorze stanu SI pojawiła się płaska linia.

— Wygląda na to, że Tess przeniosła się do lepszego świata — mruknęła Kellie.

1 ... 73 74 75 76 77 78 79 80 81 ... 117
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)