Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 103
Перейти на страницу:

— Trzy loty, panie senatorze — odparł Dan. — Pierwszy lot był bezzałogowy.

— A dwa ostatnie?

— W obu brali udział piloci i loty zakończyły się pełnym sukcesem.

— A ten pierwszy lot, ten, który zakończył się katastrofą? Dan miał starannie przygotowaną odpowiedź na to pytanie.

— Federalne Ministerstwo Lotnictwa i Krajowa Rada ds. Bezpieczeństwa w Transporcie doszły do wniosku, że przyczyną katastrofy nie była wada konstrukcyjna wahadłowca ani usterka w produkcji. Nasze przeprowadzone z powodzeniem loty drugiego wahadłowca wykazały, że przyczyną katastrofy było nieprawidłowe działanie silnika sterującego, i tę wadę usunięto.

— A czy FBI nie prowadzi dochodzenia w sprawie katastrofy? Czy nie istnieje możliwość, że przyczyną był sabotaż?

Rozległy się pomruki i reporterzy zaczęli szeptać do mikrofonów. Dan powstrzymał grymas. Ustalił z ludźmi z FBI z Houston, że dochodzenie będzie prowadzone w tajemnicy. Nie znaleźli i tak niczego. Ale nie istnieją żadne tajemnice, kiedy amerykański senator chce się pokazać w telewizji o zasięgu ogólnokrajowym. Głośno odparł:

— Panie senatorze, nie wiemy, co spowodowało awarię silnika. Ta katastrofa to zagadka nawet dla NASA.

— Czy to był akt terroryzmu? — spytał senator, patrząc prosto do kamery.

Dan potrząsnął ponuro głową.

— Proszę o to spytać FBI.

Kolejne pytania, ale żadne z nich nie było kłopotliwe. Wreszcie Quill spojrzał na drugi koniec stołu, na Jane.

— Zaprosiłem na to spotkanie senator Jane Thornton, ponieważ przedstawiła ona projekt ustawy umożliwiającej takim przedsięwzięciom jak pańskie, czyli związanym z nowymi technologiami, skorzystanie z nowych metod finansowania. Pani senator, czy ma pani jakieś pytania do świadka?

Jane wyprostowała się na swoim miejscu, a Dan pomyślał: mam dla ciebie jedno pytanie, pani senator, kiedy cię znów zobaczę?

— Panie Randolph — rzekła Jane, chłodno i oficjalnie — jakie skutki dla pańskiego przedsiębiorstwa miałaby ustawa umożliwiająca rządowi wprowadzenie gwarancji dla długoterminowych, nisko oprocentowanych kredytów?

Tydzień przed przesłuchaniem Dan przećwiczył z Jane odpowiedź na to pytanie. Niestety, tylko przez wideofon. W ciągu siedmiu miesięcy od jej niespodziewanej wizyty na wyspie Dan znalazł się z nią w tym samym pomieszczeniu dokładnie dwa razy i zawsze oddzielał ich tłum. I Scanwell.

Prawie odruchowo Dan przystąpił do omawiania zasad finansowania przedsiębiorstw zajmujących się nowymi technologiami.

— Wiążą się z tym trzy elementy — oznajmił podkomisji. — Po pierwsze, przedsiębiorstwa z branży nowych technologii to zawsze wielkie ryzyko. Na przykład w mojej branży każdy start rakiety wiąże się z dużym ryzykiem, choć staramy się je znacząco zmniejszyć.

Quill skinął głową i Dan odniósł wrażenie, że Jane musiała go już wprowadzić w temat.

— Po drugie — mówił dalej — przedsiębiorstwa z branży nowych technologii wymagają dużych nakładów inwestycyjnych. Satelitów i pojazdów kosmicznych nie da się budować oszczędnie.

— Mówi pan o miliardach dolarów? — spytał jeden z senatorów.

— Przynajmniej setkach milionów.

— A jaki jest trzeci element? — spytał Quill.

— Czas — wyjaśnił Dan. — Pieniądze inwestorów będą zamrożone przez dłuższy czas, może dziesięć lat, może dłużej.

— To nie będzie zwrot w ciągu dziewięćdziesięciu dni — wyjaśniła Jane z uśmiechem.

— Zdecydowanie nie — przytaknął Dan. — Gdyby złożyć razem te wszystkie trzy elementy: duże ryzyko, wysokie koszty inwestycji, długi okres zwrotu — widać, skąd się biorą problemy ze zdobyciem kapitału.

— Czy gwarantowanie przez rząd długoterminowych, nisko oprocentowanych pożyczek byłoby pomocne? — spytała Jane.

— Już jest — odparł Dan. — Od kilku miesięcy Astro działa dzięki pożyczkom z sektora prywatnego. Jestem pewien, że zaproponowana ustawa bardzo by nam pomogła.

— Skoro już panu pomogła — zażartował jeden z senatorów — to może wcale nie musimy jej wprowadzać?

Paru innych senatorów zachichotało uprzejmie. Dan zauważył, że Jane to nie ubawiło. Stłumił chęć odgryzienia się dowcipnisiowi.

— Czy są jeszcze jakieś pytania do świadka? — spytał Quill rozglądając się po senatorach. — Jeśli nie, świadek jest wolny.

— Zanim odejdę, chciałbym złożyć krótkie oświadczenie. Quill zmierzył Dana wzrokiem.

— Jeśli istotnie jest krótkie, proszę bardzo.

Dan nie skomentował uwagi senatora.

— Chciałem tylko powiedzieć państwu, że za dwa tygodnie zaczynamy przesyłać energię z satelity na Ziemię.

W pomieszczeniu zapanowała wrzawa. Wszystkie kamery wycelowano w Dana. Reporterzy powyciągali telefony komórkowe i zaczęli do nich wrzeszczeć. Senatorzy obrzucali się wzrokiem, a pozostali zgromadzeni zaczęli nagle gadać jeden przez drugiego.

Pośrodku tego wszystkiego Rick Chatham poderwał się na równe nogi, aż jego koński ogon znalazł się w powietrzu.

— Nie możecie tego zrobić! — wrzasnął. — Uzyskam nakaz sądowy!

Quill zaczął postukiwać w drewnianą tabliczkę, coraz mocniej; z jego twarzy można było wyczytać, że się niecierpliwi, by w końcu poczerwienieć ze złości. To jednak nie pomogło. Reporterzy otoczyli Dana i zaczęli wywrzaskiwać pytania. Była wśród nich Vicki Lee, ale Dan nie patrzył na nich, szukał wzrokiem Jane. Jej krzesło było puste. Już wyszła.

MIĘDZYNARODOWY PORT LOTNICZY DUBAJ

Asim al-Baszyr szedł po dywanie barwy piasku, ozdobionym zakrzywionymi łukami, które miały przypominać ślady, jakie zostawia wiatr na pustyni. Korytarz terminalu imienia Szejka Raszyda zdobiły złote repliki palm. Turyści i pielgrzymi kłębili się w sklepach bezcłowych, gdzie, ku uciesze żądnych zakupów podróżnych, wystawiono towary z całego świata. Al-Baszyr w równym stopniu gardził sprzedającymi, jak i nabywcami. Za oknami terminalu widział jaskrawe biurowce i hotele, w tym trzydziestopiętrowy, przypominający żagiel hotel Burj al Arab. Typowo zachodnia ostentacja, zżymał się w duchu. Zamiast opierać się zalewowi krzykliwej zachodniej kultury, imitują ją, w sposób czasem karykaturalny.

Kiedy wkroczył do prywatnego gabinetu, który dla niego zarezerwowano, Egipcjanin już tam był; w kiepsko dopasowanym lnianym garniturze wyglądał żałośnie. Al-Baszyr oczywiście miał na sobie ręcznie szyty jedwabny garnitur w kolorze granatowym.

Nie, pomyślał, Egipcjanin nie jest smutny; jest przerażony i zaniepokojony. Ta cała sprawa z satelitą energetycznym przekracza jego możliwości.

Al-Baszyr dostosował się do życzeń Dziewiątki, która zażądała, by spotkali się twarzą w twarz; Egipcjanin upierał się przy muzułmańskim Bliskim Wschodzie, gdzie byliby stosunkowo bezpieczni. Stosunkowo, pomyślał al-Baszyr z uśmieszkiem. Armia Stanów Zjednoczonych okupowała Dubaj i pozostałe emiraty; mimo okazjonalnych samobójczych zamachów bombowych Amerykanie umacniali swoje panowanie nad Zatoką. Ale to się niedługo zmieni, pomyślał al-Baszyr.

Egipcjanin siedział tyłem do okna i widocznej za nim panoramy wieżowców. Umundurowany pracownik lotniska nalał im kawy i dyskretnie wyszedł.

— Wyglądasz na zaniepokojonego, bracie — rzekł al-Baszyr do Egipcjanina.

— Randolph planuje uruchomić satelitę za dziesięć dni.

— Triumfalnie ogłosił to podczas przesłuchania w Senacie w zeszłym tygodniu. — Al-Baszyr ujął delikatną filiżankę i pociągnął łyk kawy.

— To odważny gest.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)