Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 103
Перейти на страницу:

— Nie o tym mówię i doskonale o tym wiesz — powiedział Passeau.

Dan spojrzał na swego niższego towarzysza. Urzędnik FML wyglądał elegancko i modnie w beżowym letnim garniturze.

— Czy to jedwab? — spytał Dan, dotykając kołnierza marynarki Passeau.

— Unikasz tematu, Dan.

— Jakiego tematu?

— Zmiana pogody.

— Tak?

Passeau posłał mu speszony uśmieszek.

— Dominujący wiatr od Waszyngtonu zmienił kierunek, przyjacielu.

— Naprawdę? — Dan zrobił niewinną minę.

— Zdecydowanie. Powinni być wściekli z powodu twojego lotu próbnego bez zezwolenia, a tymczasem moi zwierzchnicy polecili mi zamknąć dochodzenie w sprawie katastrofy i wystawić ci idealne świadectwo zdrowia.

To robota Jane, pomyślał Dan. Senator potrafi zmusić amerykańską biurokrację do podskakiwania, zwłaszcza gdy niedługo budżet tejże biurokracji trafia pod obrady Senatu. A może Garrison ma z tym coś wspólnego, pomyślał. Chce mnie wykupić, ale okaleczone Astro nie będzie dla niego żadną pokusą. A może będzie?

Szczerze zaskoczony, Dan spytał:

— A co to znaczy: idealne świadectwo zdrowia? Passeau nadal się uśmiechał.

— W moim raporcie końcowym nie pojawi się słowo „sabotaż”. Byłoby zbyt… epistemologiczne. Umieszczę tam tylko wniosek, że przyczyna katastrofy była ściśle związana z pojazdem zero jeden i nie ma związku z jego konstrukcją ani procedurami operacyjnymi.

— Taki będzie twój raport końcowy?

— Tak. Sądziłem, że cię to ucieszy.

— Tak, Claude, bardzo mnie to ucieszyło. Dan jednak nie czuł żadnej radości ani ulgi.

— Ale to przecież prawda, nie? — odparł Passeau, a jego brwi lekko się uniosły. — Lot zero dwa wykazał wszystkim innym, że tak było.

— Kiedy skończysz ten raport? Kiedy zdejmiesz plomby i będę mógł normalnie działać, zamiast wyjeżdżać do Wenezueli?

Passeau uniósł dłoń.

— To chwilę potrwa, wiesz. Nie mogę powiedzieć moim ludziom tak po prostu, żeby zebrali zabawki i poszli do domu.

— A czemu nie?

— Bo agencje rządowe tak nie działają, Dan. Wyglądałoby to bardzo podejrzanie, gdybyśmy nagle ogłosili raport, w którym zostałbyś uznany za niewinnego. Zostalibyśmy oskarżeni o wybielanie ciebie.

Dan oparł pięści na biodrach.

— Ale przecież i tak macie zamiar to zrobić, nie? Właśnie mi powiedziałeś, że w raporcie dostaniemy świadectwo zdrowia.

— W odpowiednim momencie, Dan. W odpowiednim momencie. Nie wolno nam się spieszyć, to wyglądałoby na zbyt… — Passeau szukał przez chwilę właściwego słowa — zbyt niestosowne — dokończył.

— Tygodnie? Miesiące? Lata? Jak długo?

— Och, mniej niż rok. O wiele mniej. Pewnie parę miesięcy. Najprawdopodobniej.

— Na nic lepszego was nie stać?

— W tych okolicznościach sądzę, że powinieneś skakać z radości.

Dan prychnąl.

— Skaczę, Claude. Naprawdę. Bardzo dziękuję.

Passeau potrząsnął głową i odszedł, kierując się do swojego biura w budynku inżynierów. Dan spojrzał na przesuwającą się wolno suwnicę i zdecydował, że zostanie w magazynie ipoprzygląda się załodze zmagającej się z rakietą nośną przy wieszaniu jej na pasach transportowych. Przemieszczenie gigantycznego fajerwerku było o wiele łatwiejsze niż zgłębienie tajników rządowej biurokracji.

— Przyszło zaproszenie na kolację — powiedziała April, gdy Dan wrócił do budynku. — Jest na ekranie.

Dan rozsiadł się wygodnie, kliknął myszą i zobaczył przystojną, brodatą twarz al-Baszyra.

— Mam nadzieję, że zje pan ze mną kolację dziś wieczorem, w Houston albo u pana, na wyspie. Mam dobre wieści.

Wszyscy mają dziś dla mnie dobre wieści, powiedział do siebie Dan, klikając ikonę „Odpowiedz”.

— Z przyjemnością zjem z panem kolację, panie al-Baszyr. Może w Houston. Tam są o wiele lepsze restauracje. Czekam na informację, gdzie i kiedy. Dziękuję.

Restauracja okazała się orientalną knajpą o nazwie Istanbul West. Dan pomyślał, że wygląda jak wyobrażenie bliskowschodniej jadłodajni w wykonaniu hollywoodzkiego magnata: spiczaste łuki zdobione delikatnymi malowidłami, kelnerzy w pantalonach i aksamitnych kamizelkach, wszędzie porozrzucane kolorowe poduszki. Przynajmniej stoły są normalnej wysokości, zauważył Dan, gdy kelner prowadził go przez wielką, bogato zdobioną salę jadalną. Al-Baszyra jeszcze nie było. Dan przypomniał sobie, że Arabowie są znani z tego, że nie przejmują się specjalnie punktualnością. Uświadomił sobie także, że spóźnianie się na spotkania to demonstracja przewagi. Na pierwszym spotkaniu al-Baszyr był idealnie punktualny.

Dan usiadł więc przy stoliku. Znajdował się on tuż przy parkiecie do tańca. Była tam mała scena, na której trzech muzyków rozkładało instrumenty: gitarę, klarnet, bębny. W zasięgu wzroku nie było żadnych wzmacniaczy. Dan poczuł radość z tego.

W menu były zwykłe steki i kotlety, na drugiej stronie — jakieś bardziej egzotyczne dania o nazwach, których Dan nie znał. Podszedł kelner: oczywiście, miał na sobie buty z zakręconymi noskami. Dan poprosił o amontillado. Kelner, mówiący z ciężkim południowym akcentem, wyraził zdziwienie. Dan zamówił więc Jacka Danielsa z wodą i to kelner zrozumiał.

Ciekawe, jak długo będę musiał czekać na al-Baszyra. pomyślał Dan, sącząc drinka. Tercet tymczasem stroił instrumenty.

Następnie klarnecista ogłosił, że pierwszą orientalną tancerką będzie Yasmin, cudowna Libanka.

Dan pomyślał, że wygląda bardziej na dziewczę z Teksasu niż z Libanu: z burzą rudych włosów, w wyszywanym cekinami staniku. Kiedy jednak zaczęła tańczyć, Dan przestał się przejmować tym, kiedy al-Baszyr się pojawi.

Przyszedł tuż po tym, jak Yasmin skończyła tańczyć; faceci stłoczeni przy barze klaskali, wrzeszczeli i gwizdali.

— Bardzo przepraszam za spóźnienie — rzekł al-Baszyr. siadając przy stole. Dan pomyślał, że wcale nie wygląda na człowieka, któremu jest przykro; uśmiechał się jak najedzony kot.

— Nie szkodzi — odparł gładko Dan. — Nie nudziłem się przy tej tancerce.

— Ach, tak, tancerki. I tak zostawiają najlepsze na koniec.

Al-Baszyr najwyraźniej nie spieszył się z przekazywaniem dobrych wiadomości, więc Dan zaczął go wypytywać o bliskowschodnie pozycje z menu. W końcu, otrzymawszy od Tunezyjczyka kilka wskazówek, zamówił kebab z kuskusem.

Gdy potrawy pojawiły się na stole, Dan zaśmiał się.

— Miejscowi nazwaliby to po prostu szaszłykiem z grilla. Al-Baszyr uśmiechnął się sztywno.

— Miej scowi nie potrafiliby docenić tych przypraw i sosów. Gustują w surowych stekach i cienkim piwie.

Dan przytaknął, właściwie się z tym zgadzał.

Gdy jedli potrawy i nasączony miodem deser, al-Baszyr nie kwapił się do rozmawiania o interesach. Przyglądali się tancerkom, wymieniali uwagi o jedzeniu i sączyli herbatę z przyprawami. Dan rozpoznał grę, którą zapoczątkował al-Baszyr: czeka, aż ja zrobię pierwszy ruch i spytam go, jakie ma dla mnie wieści. Ale możesz sobie czekać, ile chcesz, przyjacielu.

Wreszcie kapela przestała grać. Al-Baszyr osuszył usta serwetką, po czym nachylił się w stronę Dana, tak blisko, że ten poczuł zapach jego przesyconej cynamonem wody kołoń-skiej.

— Mam dla pana dobre nowiny.

— Tak pan mówił przez telefon — odparł Dan.

— Przekonałem Garrisona, żeby zgodził się na pańskie warunki. Tricontinental pożyczy panu pieniądze, bez wykupywania udziałów.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)