Enklawa Wolski w shortach (2)
- Автор: Wolski Marcin
- Язык: польский
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Enklawa Wolski w shortach (2)». Краткое содержание книги:
Dlaczego przyszedł? Czy przyciągnął go jedynie instynkt pijaczka, który nawet pośrodku Sahary potrafi wygrzebać pół litra?
– Chciałem ci złożyć życzenia, tłuściochu. Trzymaj się. Byli towarzysze niespodziewanego gościa zachowywali się z rezerwą. Sama obecność apostaty bardzo ich spięła. Gorzej, że Wiktor – wypiwszy jeszcze dwie kolejki – wpadł w obrzydliwie kaznodziejski ton.
– I co? Wy, naturalnie, nie wyciągacie żadnych wniosków.
– Machnął palcem przed nosem Łysego. – Wam ciągle się wydaje, że czas sobie na chwileczkę stanął, postoi, postoi i ruszy. Będzie jak dawniej.
– Daj spokój, jesteś pijany! – usiłował łagodzić Cienki.
– Ja pijany?! – ryknął Wiktor i cisnął szklanką o podłogę.
– Ja pijany?! A może i pijany – zgodził się nagle. – Za to wy jesteście impregnowani. Nadszedł czas, aby powiedzieć sobie: to już koniec. Błądziliśmy, myliliśmy się, popełnialiśmy zbrodnie. Co gorsza, nie ma sposobu na odkupienie. Na zadośćuczynienie. Krzywdy, które wyrządziliśmy, gonią nas jak Erynie. Nasza małość dusi nas samych. Dokąd, po co? To już koniec! – powtórzył. W pokoju trwała kompletna cisza. Przerwał ją dopiero Łysy.
– W porządku, Wiktor, zasunąłeś nam. Po oczach! Ale przecież ty od samego początku wiedziałeś, w co grasz. W latach pięćdziesiątych studiowałeś w Moskwie, potem pracowałeś tutaj i teraz chcesz udawać niewiniątko?
– Ja nie udaję niewiniątka. Ja z tym skończyłem. Trzeba umieć skończyć, nawet, gdy to boli. Trzeba się oderwać od własnego łajdactwa.
– Daj spokój, robisz się śmieszny – na twarzy Otyłego pojawił się wyraz niesmaku. – Gdzie piłeś cały dzień?
– Pewnie u proboszcza – zachichotał Cienki.
Wiktor wybełkotał jeszcze, że już wie, co chciał wiedzieć, że szkoda z nimi rozmawiać, ponieważ są absolutnie niereformowalni.
– Możliwe, ale bądźmy tolerancyjni – rzekł Otyły. – I kulturalni.
Po następnej kolejce Wiktor zupełnie oklapł. Powiedział, że będzie się zbierał do domu.
– W tym stanie lepiej nie wychodź, wezwę taksówkę – zaofiarował się z pomocą Otyły.
– Przez las mam niedaleko.
– Wypij przynajmniej kawę – zaproponował Łysy. – Jeszcze zamarzniesz w zaspie.
Udało się jakoś wmusić w Wiktora mocną kawę. Na odchodnym rzucił parę gorzkich myśli.
– Żyj sto lat, tłuściochu! Ale pamiętaj o Sądzie Ostatecznym! – krzyknął jeszcze na progu i wytoczył się w noc.
Wyjście odszczepieńca wywołało westchnienie ulgi u wszystkich panów. Violetta wniosła desery.
– Skurwiel! – rzekł dobitnie Stary, który lubił podsumowania.
– Zawsze taki był – zgodził się z nim Cienki. – A na starość i po wódzie wylazło to z niego w dwójnasób.
Otyły nie powiedział nic, siedział dziwnie zamyślony.
– Pożyteczny gość – stwierdził naraz Łysy.
Spojrzeli na niego, zdziwieni tym stwierdzeniem. Nie wiedzieli, o co mu może chodzić.
– Tak, to chyba rozwiązuje nasze problemy.
Łysy wydobył z kieszeni nieduże pudełeczko, coś przekręcił, potem włączył: „Trzeba umieć skończyć, nawet gdy to boli. Trzeba się oderwać od własnego łajdactwa”.
Popatrzyli z podziwem na towarzysza.
– Ty draniu – zawołał Stary. – Nagrałeś go! Ty cwany draniu! Oczywiście, nagranie stanowiło tylko połowę sukcesu. Resztę Łysy streścił w paru słowach:
– Za jakieś trzy godziny Wiktor źle się poczuje, straci przytomność…
– Widziałem, jak mieszałeś mu kawę – domyślił się Cienki.
– Za trzy i pół godziny odwiedzę tego pijaczka w domu. Z dawnych czasów pozostał mi klucz od jego mieszkania. Nieprzytomny, nawet nie poczuje smaku trucizny. Na fiolce pozostaną ślady jego palców. Tymi samymi palcami wystukam na maszynie krótki list do prokuratury. Szczegóły, dane, cała wina na siebie…
– A pieniądze? Nie będą węszyć? – upewniał się Stary.
– Ślad gubi się za granicą – uspokoił go Łysy. – Potem przegram te pijackie wyznania na jego magnetofon… I całość załatwiona.
– Ty masz łeb!!!
W słowach Otyłego pobrzmiewał rzeczywisty podziw. A może nawet odrobina strachu.
– Dobra, załatw to. Tylko pamiętaj, my o niczym nie wiemy – zastrzegł się Stary.
– Właśnie. A jeśli coś się rypnie? – denerwował się Cienki.
– Co na przykład?
– Wiktor nie dotrze do domu albo jego magnetofon będzie zepsuty, a maszyna w naprawie.
– Myślicie, że nie sprawdziłem? Myślicie, że on tu się zjawił przypadkiem? Pił z moim człowiekiem i to on dyskretnie podsunął Wiktorowi, że Otyły jest chory i wypadałoby go odwiedzić.
– Zaraz, zaraz, to po co ta cała zabawa z wybieraniem samobójcy? – żachnął się Otyły.
– Może chciałem się pobawić, może stary policjant jest miłośnikiem Mrożka?
Stary przesunął swój kieliszek w stronę gospodarza.
– Violka! Violka! – krzyknął Otyły. – Możesz przynieść trochę lodu? Violka, słyszysz mnie?
Wiktor szedł, co rusz potykając się przez las, dziś jakby dłuższy i ciemniejszy niż niegdyś. Był naturalnie pijany, ale nie bardziej niż zwykle. Tylko w piersi czuł jakiś ogromny, dodatkowy ciężar. Serce?
Trzęsła go wściekłość na siebie. Po co tam poszedł? Przecież do tych ludzi nie trafiały żadne argumenty. Litość? Głupota? Znów poczuł bolesne ukłucie.
– Panie Wiktorze, panie Wiktorze!
Przystanął, odwrócił głowę. Któż mógł biec za nim o tej porze?
– Violetta?
Tak, to była dziewczyna Otyłego, bez czapki, zdyszana i bardzo zdenerwowana.
– Szybko, skręćmy, cofnijmy się do tej uliczki – mówiła pośpiesznie. – Niedaleko jest postój taksówek, zawiozę pana do szpitala.
– Do szpitala? Po co? – znów się zatoczył.
– Dranie, dali panu jakiś specyfik, potem upozorują samobójstwo. Wszystko słyszałam. Szybciej!
Właściwie nawet się nie zdziwił. Po Łysym można się było wszystkiego spodziewać. Pozwolił, by prowadziła go jak dziecko.
– Wszystko będzie dobrze, panie Wiktorze. Łysy miał swój magnetofon, ale i ja miałam swój. Nagrałam całą ich rozmowę. Do ich partyjnych szwindli dojdzie jeszcze usiłowanie zabójstwa.
Wiktor z wolna zaczął rozumieć, choć nie wszystko.
– Ale dlaczego ty to robisz, dziecko? Źle ci było z Otyłym? Skrzywdził cię? Dlaczego?
– A może marzy mi się awans na sierżanta, panie Wiktorze? No, niech się pan na mnie oprze. Jestem silna, bardzo silna…
W dali zamajaczyło światełko taksówki. Viola odczuwała satysfakcję. Wiktor też.
Byli tak zaaferowani swoimi sprawami, że nie zauważyli nawet krępego mężczyzny skrytego za ośnieżoną choinką.
Horrory
W tej części zebrałem luźne opowiadania pochodzące w większości z lat dziewięćdziesiątych. Część z nich opublikowałem w „Fantastyce”, jedno w „Życiu”. „Alternatywa” ukazała się w r. 2003 w pierwszym numerze „Faktu”.
Wszystkie mają pochodzenie radiowe. Dłuższe były słuchowiskami, krótsze opowiadaniami. W wyborze książkowym ukazują się po raz pierwszy.