Peanatema [Anathem - pl]
- Автор: Стивенсон Нил Таун
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Mag
- ISBN: 978-83-7480-126-3
- Переводчик: Wojciech Szypula
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:
— No dobrze. Ale co się dzieje w dniu sześćdziesiątym dziewiątym?
— Oprócz torby Sammann przynosi coś pod pachą, jakby książkę. Zaczyna od tego, że odkłada to coś na parapet i dopiero potem zajmuje się swoimi sprawami.
— Czyli to coś znajduje się w polu widzenia Oka?
— Tak.
— Możesz zrobić zbliżenie?
— No pewnie.
— A odczytać tytuł?
— Okazuje się, że to wcale nie jest książka, Lio. To następna koszulka ochronna, taka sama jak z mojej tabliczki. Z tą różnicą, że ta jest wypchana i ciężka, ponieważ…
— W środku jest druga tabliczka! — wykrzyknął Lio. Zamyślił się. — Ciekawe, co to oznacza.
— Należy się domyślać, że przed chwilą wyjął ją z jakiegoś instrumentu w gwiezdnym kręgu.
— Rozumiem, że jej tam nie zostawia?
— Nie. Dojada śniadanie, zabiera tabliczkę i schodzi na dół.
— Dlaczego akurat w tym dniu postanowił wyjąć tamtą tabliczkę?
— Wydaje mi się, że mniej więcej w tym okresie wymierzone przeciwko Orolowi śledztwo Spelikona nabrało rozpędu. Pamiętasz może, że kiedy zakradłem się na górę podczas peanatemy, w siedemdziesiątym ósmym dniu, zajrzałem do M M…
— I nic nie znalazłeś. — Lio pokiwał głową. — Wygląda na to, że w sześćdziesiątym dziewiątym dniu Spelikon kazał Sammannowi przynieść tabliczkę pozostawioną przez Orola w M M. Sammann wykonał to polecenie. Spelikon nie miał pojęcia, że włożyłeś do Oka Clesthyry inną tabliczkę, więc o nią nie poprosił.
— Ale Sammann o niej wiedział. Od drugiego dnia.
— Postanowił nie mówić o niej Spelikonowi. Po czym, w sześćdziesiątym dziewiątym dniu, nie próbował się kryć z tym, że zabiera tabliczkę Orola. — Lio pokręcił głową. — Nie rozumiem. Po co miałby cię o tym informować? Po co to ryzyko?
Rozłożyłem ręce.
— Może dla niego to żadne ryzyko. Już jest przecież itą, co mu mogą zrobić?
— Słusznie. Itowie na pewno nie boją się Regulatorki tak jak my.
Rozdrażnił mnie tym przypomnieniem, że my się jej boimy, ale nie bardzo mogłem się z nim spierać — nie po tym, jak ostatnio wiecznie gdzieś przemykałem się ukradkiem. Uświadomiłem sobie, że dochodzę do siebie po stracie fraa Orola. Moja złość i żal słabły, ożywiła je dopiero wzmianka Lio o Regulatorce.
Zapadła długa cisza, gdy Lio rozmyślał nad moimi słowami. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty. Przy chwastach, naturalnie.
— No dobrze — stwierdził w końcu. — Co dzieje się dalej?
— Dzień siedemdziesiąty: chmury. Siedemdziesiąty pierwszy: śnieg. Siedemdziesiąty drugi: śnieg; oblepia obiektyw i nic nie widać. Siedemdziesiąty trzeci: piękna pogoda; większość śniegu wytapia się przed przyjściem Sammanna, który uprząta resztki i zjada drugie śniadanie. Ma okulary.
— Przeciwsłoneczne?
— Większe i grubsze.
— Lodowcowe?
— W pierwszej chwili tak właśnie pomyślałem, ale musiałem obejrzeć dzień siedemdziesiąty trzeci kilka razy, zanim zrozumiałem.
— Co w tym jest do rozumienia? Było jasno, wszędzie śnieg, założył ciemne okulary.
— Bardzo ciemne. To nie są zwyczajne okulary przeciwsłoneczne, Lio. Jestem tego pewny, bo widziałem je już wcześniej. Kiedy spotkałem Cord i Sammanna w hali maszyn, w czasie apertu, właśnie takimi okularami osłaniali sobie oczy przed światłem łuku. A łuk jest oślepiający, tak jak słońce.
— Po co Sammann miałby je nosić podczas czyszczenia aparatury?
— Nie zakłada ich do czyszczenia szkieł; wiszą mu na pasku na szyi. Potem zakłada je i jak zwykle zjada drugie śniadanie, tylko że kiedy je, przez cały czas wpatruje się w słońce. Sammann obserwuje słońce.
— Przed sześćdziesiątym dziewiątym dniem tego nie robił?
— Nie. Ani razu.
— To by znaczyło, że dowiedział się czegoś…
— …z tabliczki fraa Orola. Albo Spelikon mu coś powiedział. Albo doszły go jakieś plotki od itów z innych koncentów, kiedy rozmawiali, czy co oni tam robią za pośrednictwem Retikulum.
— Ale dlaczego słońce? Przecież to nie ma nic wspólnego z twoimi obserwacjami.
— Nic. Ale to bardzo konkretna wskazówka. Prezent od Sammanna.
— I co, też zacząłeś się gapić w słońce?
— Nie mam takich okularów — przypomniałem Lio. — Ale na tabliczce mam zarejestrowane dwadzieścia kilka słonecznych dni. Od jutra zacznę je przeglądać i dowiem się, co słońce porabiało trzy i cztery miesiące temu.
Wielka Trójka: Koncenty saunta Mucostera, saunta Tredegarha i saunty Baritoe, położone w niewielkiej odległości od siebie i mające wiele wspólnego: założone w roku zerowym p.r., dość licznie zamieszkane, zamożne i cieszące się poważaniem przez wzgląd na swoje osiągnięcia.