Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 253
Перейти на страницу:

— Słyszałeś o zderzaczach atomów? Akceleratorach cząstek?

— Oczywiście. To instrumenty z Epoki Praksis. Ogromne. Drogie. Pozwalały sprawdzać teorie odnoszące się do cząstek elementarnych i oddziałujących na nie sił.

— Zgadza się. Jeżeli coś jest niesprawdzalne, to wykracza poza teorykę i staje się metateoryką. Gałęzią filozofii. Dlatego można powiedzieć, że nasza aparatura badawcza określa granicę między teoryką i filozofią.

— Jej… Filozof rzuciłby ci się do gardła za takie gadanie. Równie dobrze mógłbyś powiedzieć, że filozofia to taka gorsza teoryka.

— I niektórzy teorowie by się ze mną zgodzili — przyznał Arsibalt. — Z tą różnicą, że kiedy mówią o filozofii, mają na myśli co innego niż filozofowie. Dla teorów filozofia zaczyna się w tym samym momencie, w którym kończą się możliwości aparatury używanej przez nich do testowania teorii. A filozofowie dostają szału, kiedy zrównuje się filozofię z metateoryką.

— O czym ty właściwie mówisz?

— Najpierw teorowie zastanawiają się nad tym, jak mogłaby wyglądać nowa teoria. Następnie formułują ją i próbują na jej podstawie wysnuć prognozy, które dałoby się sprawdzić eksperymentalnie. U schyłku Epoki Praksis te eksperymenty wymagały najczęściej wybudowania jeszcze większego i jeszcze droższego akceleratora.

— A potem nastały Straszliwe Wypadki — przypomniałem.

— I skończył się czas drogich zabawek w rękach teorów. Nie ma jednak pewności, że cokolwiek to zmieniło. Ówczesne największe instrumenty i tak osiągnęły górną granicę możliwości konstruktorów dysponujących ograniczonymi funduszami.

— O tym nie wiedziałem. Zawsze mi się wydawało, że tam, na zewnątrz, mają pieniędzy ile chcą.

— Nawet jeśli tak jest, to większość wydają na pornografię, wodę z cukrem i bomby. Na akceleratory zostaje niewiele.

— Czyli zwrot ku kosmografii mógł nastąpić nawet, gdyby nie było Rekonstrukcji?

— On się rozpoczął już wcześniej, kiedy pod koniec Epoki Praksis teorowie zaczęli się godzić z faktem, że za ich życia nie powstanie aparatura, na której można by sprawdzić prawdziwość teorii, którym poświęcili całą karierę.

— Nie mieli innego wyjścia, jak zacząć szukać danych w kosmosie.

— Otóż to. A tymczasem pojawili się tacy ludzie jak fraa Paphlagon.

— To znaczy jacy? Teorowie i filozofowie w jednym?

Arsibalt nie odpowiedział od razu.

— Staram się uszanować twoją wcześniejszą prośbę, żeby nie zwalić ci całego Paphlagona na głowę — wyjaśnił, widząc, że przyglądam mu się wyczekująco. — Ale widzę, że muszę się bardziej postarać.

— Przynajmniej szczerze… — mruknąłem, wywijając trzymaną w ręce piłą.

— Można powiedzieć, że Paphlagon, a także zapewne Orolo, są spadkobiercami takich ludzi jak Evenedryk.

— Teorów, którzy zainteresowali się filozofią, kiedy teoryka utknęła w martwym punkcie.

— Nie utknęła, tylko zwolniła biegu — poprawił mnie Arsibalt. — W oczekiwaniu wyników na przykład z Saunta Bunjo.

Bunjo był matemem tysiącletnim, ulokowanym w starej kopalni soli dwie mile pod ziemią. Mieszkający w nim suur i fraa pracowali w systemie zmianowym, wypatrując w absolutnej ciemności błysków światła z olbrzymiej matrycy kryształkowych detektorów cząstek, i co tysiąc lat publikowali wyniki swoich badań. Przez pierwsze milenium zaobserwowali trzy takie błyski, ale na tym koniec.

— A czekając na wyniki, zajęli się ideami, które Evenedryk i jemu podobni przedstawili, gdy osiągnęli granice teoryki?

— Właśnie. W okresie Rekonstrukcji pojawiło się szczególnie dużo tych idei. Wszystkie jakoś się wiązały z koncepcją polikosmosu.

— Wedle której nasz wszechświat nie jest jedynym wszechświatem.

— I tym właśnie zajmuje się Paphlagon w chwilach wolnych od opisywania tego naszego.

— Trochę się pogubiłem — przyznałem. — Przed chwilą mówiłeś mi, że studiuje HŚT.

— Można powiedzieć, że protyzm, czyli wiara w istnienie innego wymiaru egzystencji zamieszkanego przez byty teoryczne, jest w pewnym sensie najwcześniejszą i najprostszą teorią polikosmiczną.

— Ponieważ postuluje istnienie dwóch kosmosów. — Bardzo się starałem nadążyć za Arsibaltem. — W jednym mieszkamy my, w drugim trójkąty równoramienne.

— Tak.

— Ale znane mi teorie polikosmiczne, pochodzące z okresu Rekonstrukcji, to zupełnie inna para kaloszy. Występują w nich liczne kosmosy, które są oddzielone od naszego, ale do niego podobne. Jest w nich materia, energia, pola… Są zmienne. Nie to co wieczne trójkąty.

— Wcale nie są aż tak podobne, jak ci się wydaje. W każdym razie Paphlagon należy do zwolenników poglądu, że klasyczny protyzm jest po prostu jedną z wielu teorii polikosmicznych.

— Skąd ty takie rzeczy…

— Nie mogę ci tego wyjaśnić, nie mówiąc wszystkiego. — Arsibalt rozłożył ręce. — Zmierzam do tego, że Paphlagon wierzy w istnienie Hylaejskiego Świata Teorycznego w jakiejś tam postaci, a także w istnienie innych kosmosów. I tymi właśnie zagadnieniami interesuje się suur Aculoä.

— A zatem jeśli HIFSA istnieje naprawdę…

— To właśnie on powołał Paphlagona, ponieważ teorie polikosmiczne są teraz w modzie.

— A my przypuszczamy, że cokolwiek je wypromowało, doprowadziło także do zamknięcia gwiezdnego kręgu.

Arsibalt wzruszył ramionami.

— Co to może być? — zapytałem.

Odpowiedziało mi kolejne wzruszenie ramion.

— To pytanie do ciebie i Jesry’ego, ale nie zapominajcie, że gryzipiórkom mogło się coś po prostu pomieszać.

* * *

Wreszcie któregoś dnia udało mi się zejść do lochu pod Fundą Shufa i spędzić trzy godziny na oglądaniu Sammanna. Przychodził na górę prawie codziennie, chociaż o różnych godzinach. Jeżeli pogoda była sprzyjająca, a pora odpowiednia, rozkładał na parapecie muru ściereczkę, wykładał na nią drugie śniadanie i jedząc, rozkoszował się widokami. Czasem coś czytał. Nie byłem w stanie rozpoznać wszystkich przysmaków, ale wyglądały lepiej niż to, co my dostawaliśmy do jedzenia. (Kiedy wiatr wiał z północnego wschodu, zdarzało się, że przynosił nam zapachy z kuchni itów. Zawsze mieliśmy wrażenie, że itowie się z nami drażnią).

— Mam wyniki! — zawołałem do Lio przy następnej okazji, gdy znaleźliśmy się sami na łące. — W pewnym sensie.

— I co?

— Wygląda na to, że miałeś rację.

— Z czym?

Minęło sporo czasu i zdążył zapomnieć, że rozmawialiśmy o Sammannie. Przypomniałem mu. Nie posiadał się ze zdumienia.

— Poważna sprawa…

— Możliwe. Nie wiem jeszcze, co o tym myśleć.

— A co on właściwie robi? Przystawia do obiektywu tabliczkę z napisem? Używa języka migowego?

— Na to jest za sprytny.

— Nie przesadzaj… To brzmi tak, jakbyś opowiadał o starym kumplu.

— Właściwie trochę podobnie go traktuję. Zjedliśmy razem dużo drugich śniadań.

— W jaki sposób z tobą… rozmawia? A właściwie rozmawiał?

— Przez pierwsze sześćdziesiąt osiem dni: nudy na pudy. Ale w sześćdziesiątym dziewiątym coś się dzieje.

— Sześćdziesiąty dziewiąty… Co to był za dzień?

— Dwa tygodnie po przesileniu, dziewięć dni przed odrzuceniem Orola.

— Rozumiem. I co takiego robi Sammann w sześćdziesiątym dziewiątym dniu?

— Zwykle po wejściu na górę zdejmuje torbę z ramienia i wiesza ją na kamiennym występie parapetu. Potem przeciera obiektyw, siada na parapecie, który ma tam około stopy szerokości, wyjmuje z torby drugie śniadanie, wykłada je na ściereczkę i je.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)