Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Dzieci Umysłu [Children of the Mind - pl]
Dzieci Umysłu [Children of the Mind - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dzieci Umysłu [Children of the Mind - pl]

Электронная книга - «Dzieci Umysłu [Children of the Mind - pl]». Краткое содержание книги:

Ostatni tom sagi o Enderze. Sojusznicy Endera wyruszają na spotkanie lusitańskiej flotylli sposobiącej się do zniszczenia planety zamieszkanej przez trzy rasy istot rozumnych. Czy uda im się nie dopuścić do masakry? Jaką rolę odegra Ender? Odpowiedzi na te pytania są bardziej zaskakujące niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 85
Перейти на страницу:

— Dlaczego my? — protestowała Valentine. — Nie prosiliśmy o specjalne przywileje.

— Nie obchodzi mnie, o co prosiliście, a o co nie — odparła Jane. — Jesteś siostrą Endera, Novinha jest wdową po nim, jej dzieci to jego adoptowane dzieci. Nie będę patrzeć spokojnie, jak dajecie się zabić, skoro jest w mojej mocy uratowanie rodziny przyjaciela. Jeśli wydaje ci się to niesprawiedliwym przywilejem, możesz się skarżyć później, ale na razie pakujcie się do statku Jakta, żebym mogła was zabrać z tej planety. Ocalicie więcej ludzi, jeśli przestaniecie zajmować mi czas bezsensowną dyskusją.

Zawstydzeni swymi specjalnymi prawami, jednak wdzięczni, że oni sami i ich najbliżsi przeżyją kolejne kilka godzin, zespół języka descoladores zebrał się przy promie zmienionym w kosmolot. Jane przeniosła go dalej od zatłoczonego lądowiska. Inni spieszyli do ładownika Jakta, który także przesunęła w odosobnione miejsce.

Mieszkańcy Milagre nie popadali w panikę. Tak długo żyli w lęku, że przybycie floty w pewnym sensie sprawiło im ulgę. Za godzinę, najdalej dwie, cała sprawa się rozstrzygnie.

Miro siedział otępiały przed terminalem na pokładzie promu pędzącego na wysokiej orbicie nad planetą descoladores.

— Nie mogę pracować — oświadczył w końcu. — Nad żadnym językiem nie umiem się skupić, kiedy mój naród i mój dom znalazły się na krawędzi zniszczenia.

Wiedział, że Jane — przypięta do koi na rufie promu — cały swój umysł wykorzystuje do transportu kolejnych statków z Lusitanii na inne skolonizowane światy, nie przygotowane na ich przyjęcie. Tymczasem on mógł najwyżej rozważać molekularne przekazy niepoznawalnych obcych.

— A ja mogę — stwierdziła Quara. — W końcu descoladores są równie wielkim zagrożeniem, i to dla całej ludzkości, nie tylko dla jednej planetki.

— Jakaś ty mądra — wtrąciła oschle Ela — patrzysz na to wszystko z właściwej perspektywy.

— Spójrzcie na transmisję, jaką odbieramy od descoladores — mówiła dalej Quara. — Czy widzicie to samo, co ja widzę?

Ela wywołała nad swoim terminalem obraz z komputera Quary. Miro także. Quara była wprawdzie irytująca, ale znała się na swoim fachu.

— Widzicie? Cokolwiek jeszcze robi ta molekuła, została zaprojektowana, żeby oddziaływać na dokładnie ten sam obszar mózgu co molekuła heroiny.

Nie można zaprzeczyć, że pasowała idealnie. Eli jednak trudno było w to uwierzyć.

— Mogli tego dokonać tylko w jeden sposób — stwierdziła. — Musieli wykorzystać historyczne informacje zawarte w wirusie descolady, jaki im posłaliśmy. Na ich podstawie zbudowali ludzkie ciało. Zbadali je, znaleźli środek chemiczny, który unieruchomi nas bezmyślną rozkoszą, a oni tymczasem zrobią z nami to, na co mają ochotę. Ale przez czas od przesłania im informacji w żaden sposób nie mogli wyhodować człowieka.

— Może pełne ciało nie było im potrzebne — zgadywał Miro. — Może tak dobrze umieją czytać informację genetyczną, że na jej podstawie ekstrapolowali całą niezbędną wiedzę o ludzkiej anatomii i fizjologii.

— Przecież nie mają naszego DNA — przypomniała Ela.

— Może potrafią wycisnąć dane z pierwotnego, naturalnego wirusa. W każdym razie jakoś je uzyskali i najwyraźniej domyślili się, że od tego będziemy tu tkwić jak kamienie z głupimi, zadowolonymi uśmiechami.

— Dla mnie jest całkiem oczywiste — wtrąciła Quara — że chcieli, żebyśmy tę molekułę odczytali biologicznie. Chcieli, żebyśmy natychmiast przyjęli narkotyk. Według nich pewnie siedzimy teraz i czekamy, aż przylecą i przejmą statek.

Miro natychmiast zmienił obraz nad terminalem.

— Niech to licho, Quaro! Masz rację. Patrzcie: trzy statki kierują się w naszą stronę.

— Nigdy dotąd się do nas nie zbliżali — przypomniała Ela.

— Teraz też się nie zbliżą — rzekł Miro. — Musimy pokazać, że ich koń trojański nie zadziałał.

Poderwał się z fotela i niemal pofrunął korytarzem do śpiącej Jane.

— Jane! — krzyczał, zanim jeszcze dotarł do kabiny. — Jane! Po chwili uchyliła powieki.

— Jane — powiedział. — Przesuń nas o jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów i ustaw na niższej orbicie.

Spojrzała niepewnie, potem chyba postanowiła mu zaufać, gdyż o nic nie spytała. Zamknęła oczy, gdy tylko Gasiogień zawołał ze sterowni:

— Zrobiła to! Przenieśliśmy się! Miro popłynął z powrotem.

— Teraz wiemy, że tego nie potrafią — stwierdził.

Rzeczywiście, terminal wykazywał, że obce statki nie zbliżają się już, ale ustawiły się czujnie o dwadzieścia kilometrów dalej, z trzech… nie, czterech stron.

— Ładnie nas wzięli w czworościan — zauważył Miro.

— W każdym razie wiedzą, że nie poddaliśmy się narkotykowi — rzekła Quara.

— Ale nie zbliżyliśmy się przez to do zrozumienia.

— Po prostu jesteśmy durniami — orzekł Miro.

— Samooskarżenia nie pomogą — odpowiedziała Quara. — Nawet jeśli w twoim przypadku są akurat prawdziwe.

— Quaro! — rzuciła ostro Ela.

— To był żart, do diabła! Czy dziewczyna nie może zażartować ze swojego starszego brata?

— No tak — mruknął Miro. — Żartownisia z ciebie.

— Co miałeś na myśli mówiąc, że jesteśmy durniami? — zapytał Gasiogień.

— Nigdy nie odszyfrujemy ich języka — wyjaśnił Miro. — Ponieważ to nie jest język. To zestaw rozkazów biologicznych. Oni nie mówią. Nie abstrahują. Oni tylko tworzą molekuły, którymi robią pewne rzeczy. To tak jakby ludzki słownik składał się z kija i marchewki. Walisz kijem albo dajesz marchewkę: kara i nagroda. Jeśli w ogóle miewają jakieś abstrakcyjne myśli, nie odczytamy ich z molekuł.

— Trudno uwierzyć, żeby rasa nie posiadająca abstrakcyjnego języka potrafiła stworzyć takie statki — stwierdziła z wyższością Quara. — Oni nadają te molekuły, jak my nadajemy widy i głosy.

— A jeśli mają wewnętrzne organy, które bezpośrednio tłumaczą te molekularne przekazy na chemiczne i fizyczne struktury? Wtedy by mogli…

— Nie zrozumiałeś. Waląc kijem i karmiąc marchewką nie da się zbudować fundamentu wiedzy. Potrzebują języka, żeby magazynować informacje poza własnym ciałem, żeby przekazywać wiedzę od osoby do osoby, z pokolenia na pokolenie. Nie wystartujesz w kosmos i nie nadasz wiadomości w paśmie elektromagnetycznym, opierając się na tym, do czego można skłonić człowieka za pomocą kamienia.

— Ma rację — przyznała Ela.

— Więc może część tych molekularnych przekazów to elementy pamięci — zastanowił się Miro. — Nadal nie język… Stymulują mózg do „pamiętania” tego, czego doświadczył nadawca, ale nie odbiorca.

— Posłuchaj — rzekł Gasiogień. — Czy masz rację, czy nie, musimy próbować rozszyfrować ich język.

— Jeśli mam rację, to tylko tracimy czas.

— Dokładnie.

— Aha… — Miro zrozumiał.

Gasiogień wnioskował poprawnie. Jeśli Miro domyślał się prawidłowo, cała ich misja była bezużyteczna. Już ponieśli klęskę. Dlatego musieli nadal działać tak, jakby Miro się mylił i język dawał się odczytać. Gdyby nie, i tak nic nie mogli zrobić.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)