Gra Z Fortuną
- Автор: Стил Даниэла
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Gra Z Fortuną». Краткое содержание книги:
– Ale to moja żona i moje dzieci. – Wyglądał jakby za chwilę miał się rozpłakać, ale wtedy Tana wstała.
– Myślę, że to załatwia sprawę, prawda? – Wolno podeszła do drzwi, po czym odwróciła się do niego. – Do widzenia, Drew.
– Nie wyjdę stąd w taki sposób. Kocham cię.
– To pozbądź się żony. To proste.
– Właśnie to nie jest takie proste, do diabła! – Teraz już krzyczał. Nie chciała zrozumieć przez co on przeszedł – Nie wiesz, jak to jest… co ja czuję… to poczucie winy., te katusze…
Zaczął płakać, a jej robiło się niedobrze, kiedy na niego patrzyła Odwróciła się tyłem i z trudem wyjąkała przez łzy.
– Proszę, wyjdź…
– Nie wyjdę.
Chwycił ją w ramiona, a ona starała się go odepchnąć. Nie pozwolił jej i nagle, wbrew swojej woli, uległa i zaczęli się gwałtownie kochać, szlochając, błagając, krzycząc, skarżąc się jedno na drugie i na los, a kiedy już było po wszystkim i leżeli przytuleni do siebie, popatrzyła na niego.
– I co my teraz zrobimy?
– Nie wiem. Daj mi trochę czasu.
Westchnęła z bólem. – Przysięgłam, że nigdy więcej nie zrobię czegoś takiego…
Ale nie mogła znieść myśli o tym, że może go stracić, a on nie miał na tyle sił, aby ją porzucić. Przez następne dwa dni leżeli spleceni ramionami i płakali. Kiedy odlatywał z powrotem do Los Angeles, nic nadal nie było rozwiązane, oboje wiedzieli tylko, że to jeszcze nie koniec. Zgodziła się dać mu jeszcze trochę czasu, a on obiecał, że załatwi to jak najszybciej. Przez następne sześć miesięcy doprowadzali się wzajemnie do obłędu obietnicami i szantażami, stawianiem ultimatum i wybuchami histerii. Tana dzwoniła do niego tysiące razy i, słysząc głos Eileen, rzucała słuchawkę. Drew błagał ją, żeby nie robiła niczego w pośpiechu. Dzieci nie miały pojęcia, w jakim okropnym stanie psychicznym był ojciec. Tana zaczęła wszystkich unikać, a zwłaszcza Harry'ego i Averil. Nie mogła znieść pytań, które widziała w jego oczach, słodyczy jego żony i dzieci, które tylko przypominały jej o Drew. Sytuacja była dla wszystkich nie do wytrzymania, Eileen także zdawała sobie z tego sprawę, ale powiedziała, że nie ma zamiaru się nigdzie wyprowadzić. Czekała, aż on to rozwiąże, nie ruszając się z miejsca. Tana czuła się tak, jakby miała postradać zmysły. Urodziny, święta Czwartego Lipca i Dziękczynienia, jak można było przewidzieć, spędzała sama…
– Czego ty ode mnie oczekujesz, Tano? Mam od nich tak po prostu odejść?
– Może właśnie tego. Może właśnie tego od ciebie oczekuję. Dlaczego to ja mam być ciągle sama? Naprawdę to ma dla mnie duże znaczenie…
– Ale ja mam dzieci…
– To spieprzaj.
Ale nie mówiła tego serio, dopóki nie musiała spędzić samotnie Świąt Bożego Narodzenia. Obiecywał, że przyjedzie i na święta, i w Sylwestra, a ona siedziała i czekała na niego całą noc. Nie pokazał się. Siedziała w wieczorowej sukni do dziewiątej rano w pierwszy dzień Nowego Roku, po czym wolno i nieodwołalnie zdjęła ją i wrzuciła do śmieci. Kupiła tę suknię specjalnie dla niego. Następnego dnia kazała wymienić zamki w drzwiach, spakowała wszystkie jego rzeczy, które nagromadziły się przez ostatnie półtora roku, i wysłała na jego adres w paczce bez nadawcy. Po tym wszystkim nadała telegram, który tłumaczył wszystko. „Żegnaj. Nie wracaj nigdy więcej”. I leżała tonąc we łzach. Mimo całej tej odwagi, ostateczna rozgrywka omal jej znowu nie złamała. Przyleciał natychmiast po otrzymaniu najpierw telegramu, potem przesyłki. Jej zachowanie nie pozostawiało wiele wątpliwości. Obawiał się, że tym razem Tana rzeczywiście odejdzie. Kiedy spróbował otworzyć drzwi swoim kluczem, wiedział już, że tak było naprawdę. Półprzytomny pojechał do jej biura i niemal siłą wtargnął do środka. Gdy ją wreszcie zobaczył, jej oczy były zimne i tak zielone, jak nigdy dotąd.
– Nie mam ci nic do powiedzenia, Drew.
Coś w niej umarło. Zabił ją nadziejami, których nigdy nie spełnił, kłamstwami, którymi mamił je obie, a najbardziej samego siebie. Zastanawiała się teraz, jak matka znosiła to wszystko przez tyle lat i nie popełniła samobójstwa. To była najgorsza tortura, przez jaką przeszła Tana, i nigdy więcej nie zrobiłaby tego, dla nikogo. A już na pewno nie dla niego.
– Tano, proszę…
– Żegnaj. – Wyszła ze swojego biura i poszła korytarzem, znikając w sali konferencyjnej. Wkrótce potem opuściła budynek, ale do domu wróciła dopiero po paru godzinach. Okazało się, że nadal czekał tam na nią, stał na zewnątrz w rzęsistym deszczu Zwolniła, przejeżdżając obok domu, a kiedy go zobaczyła, odjechała natychmiast. Spędziła noc w motelu przy ulicy Lombard, a kiedy wróciła następnego ranka, spał w samochodzie przed jej domem. Obudził się, słysząc jej kroki i wyskoczył, żeby z nią porozmawiać
– Jeśli nie zostawisz mnie w spokoju, wezwę policję. – Powiedziała twardo i groźnie.
Wyglądała na wściekłą, ale nie widział jak bardzo była załamana w środku, jak długo łkała, gdy odjechał, jak przygnębiała ją myśl o tym, że już nigdy go nie zobaczy. Myślała nawet o tym, żeby skoczyć z mostu, ale coś ją powstrzymywało, nie bardzo wiedziała, co. Potem, jakimś cudem Harry wyczuł, że dzieje się coś złego, kiedy dzwonił do niej bez przerwy i nikt nie podnosił słuchawki. Tana myślała, że to Drew. Leżała na podłodze w salonie i łkając, wspominała jego wyznania i chwile, kiedy kochali się w tym miejscu. Nagle usłyszała walenie do drzwi i głos Harry'ego. Kiedy mu otworzyła, wyglądała jak wrak. Jej twarz tonęła we łzach, na spódnicy było pełno kłaków z dywanu, a wymiętoszony sweter sprawiał wrażenie jakby w nim spała od tygodnia.
– Mój Boże, co ci się stało?
Wyglądała jakby przez tydzień piła albo ktoś ją pobił, tak jakby wydarzyło się w jej życiu coś strasznego. Tylko ostatnie przypuszczenie było prawdziwe.
– Tano?
Patrzyła na niego oczami pełnymi łez, a on przytulił ją do siebie. Zawisła bezwładnie nad jego wózkiem, on ją lekko odsunął i posadził na kanapie, by opowiedziała, co się stało.
– To już koniec… Już nigdy więcej go nie zobaczę…
– No, i bardzo dobrze. – Harry był przygnębiony. – Nie możesz godzić się na takie życie. Przez ostatnie sześć miesięcy byłaś kłębkiem nerwów. To niesprawiedliwe.
– Wiem… ale może gdybym jeszcze poczekała… Może w końcu… – Była już słaba i rozhisteryzowana, nagle straciła całą swoją stanowczość i Harry wrzasnął na nią.
– Nie! Przestań! On nigdy nie opuści swojej żony, jeśli nie zrobił tego do tej pory. Wróciła do niego siedem miesięcy temu, do diabła, Tan, i nadal z nim jest. Gdyby chciał się stamtąd naprawdę wydostać, na pewno znalazłby sposób. Nie próbuj się oszukiwać.
– Robiłam to przez półtora roku.
– Tak się czasem zdarza. – Chciał, aby to zabrzmiało filozoficznie, ale tak naprawdę to miał ochotę zabić tego sukinsyna za to, co jej zrobił. – Musisz po prostu zebrać się do kupy i żyć dalej.
– Taak, pewnie… – Zaczęła znowu płakać, zapominając, z kim rozmawia – łatwo ci powiedzieć.
Popatrzył na nią długo i twardo. – Czy pamiętasz, jak siłą przywróciłaś mi chęć do życia, a potem w ten sam sposób wciągnęłaś mnie na uczelnię? Pamiętasz? Nie wciskaj mi teraz tych wszystkich bzdur dobrze, Tan? Jeśli mnie się udało, to i ty sobie poradzisz. Przeżyjesz to.
– Nigdy nikogo nie kochałam tak jak jego. – Żaliła się tak złamanym głosem, że serce mu się krajało, kiedy na niego spojrzała tymi ogromnymi, zielonymi oczami. Wyglądała teraz na kilkunastoletnią dziewczynkę. Zrobiłby wszystko, żeby było jej dobrze, ale nie mógł zmusić żony Drew, żeby zniknęła z jego życia, mimo że bardzo chciałby, żeby do tego doszło. Zrobiłby wszystko dla Tan, swojej najlepszej i najdroższej przyjaciółki.