Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gra Z Fortuną». Краткое содержание книги:

Tana Roberts jako młoda dziewczyna została zgwałcona przez kochanka matki. To dramatyczne wydarzenie pozostawiło trwały ślad w jej psychice. Jest szczególnie czuła na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość społeczną, dlatego całym sercem angażuje się w ruch przeciwko rasizmowi, piętnuje też zakłamanie i dwulicowość ludzi z wyższych sfer. By móc skutecznie walczyć o sprawiedliwość dla pokrzywdzonych, kończy studia prawnicze. Sukcesy zawodowe nie idą jednak w parze ze szczęściem w życiu osobistym.
1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 93
Перейти на страницу:

– Chcę, żebyś w sądzie miała zamglone spojrzenie, wszyscy będą się zastanawiali, co też zdarzyło ci się ostatniej nocy.

Udało mu się. Była na wpół przytomna, nie przestawała o nim myśleć. W czasie rozprawy odczuwała wielką ochotę, aby znowu znaleźć się z nim w łóżku. Nigdy nie miała go dosyć. Sprawa była jednak zbyt ważna, żeby ją zawalić, więc pracowała nad nią ciągle bez wytchnienia. Tak wyglądało to do końca maja. Wreszcie na początku czerwca ogłoszono wyrok. Był dokładnie taki, jakiego by sobie życzyła. Jak zwykle prasa dawała jej bardzo wysokie oceny. Przez lata zyskała sobie reputację zimnej, twardej konserwatystki, bezlitosnej w sądzie i błyskotliwej w prowadzeniu spraw. To były pochlebne artykuły.

Harry często uśmiechał się, czytając to, co o niej pisano.

– Zupełnie nie rozpoznaję w tych recenzjach tej pełnej tolerancji kobiety, którą kiedyś znałem i kochałem, Tan. – Uśmiechnął się do niej szeroko.

– Kiedyś trzeba wydorośleć, prawda? Kończę w tym roku trzydzieści jeden lat.

– To nie jest wystarczające usprawiedliwienie. Nie musisz być taka twarda.

– Ja nie jestem twarda, Harry. Jestem dobra. – I to była prawda, on wiedział o tym także. – Ci ludzie zabili dziewięć kobiet i dziecko. Nie można puścić wolno kogoś, kto zrobił coś takiego. Całe nasze społeczeństwo się przez to kiedyś rozpadnie. Ktoś musi odwalać moją robotę.

– Cieszę się, że ty to robisz, a nie ja, Tan. – Poklepał jej dłoń. – Leżałbym w nocy nie mogąc zasnąć. Martwiłbym się, że kiedyś mnie za to dopadną. – Nienawidził nawet mówienia o tym, czasami niepokoił się o nią, ale jej to zupełnie nie przeszkadzało. – A przy okazji, jak się miewa Drew?

– Świetnie. W przyszłym tygodniu jedzie służbowo do Nowego Jorku i przywozi ze sobą dziewczynki.

– Kiedy się pobieracie?

– Spokojnie. – Uśmiechnęła się. – Jeszcze nie mieliśmy okazji o tym porozmawiać. Wszystko przez tę moją sprawę. Właściwie prawie wcale z nim nie rozmawiałam.

A kiedy opowiedziała Drew o swoim sukcesie, zanim jeszcze opublikowała go prasa, nie był zbyt wylewny.

– Gratuluję.

– Nie przejmuj się tym tak bardzo. Emocje mogą ci zaszkodzić. Roześmiał się. – Dobrze już dobrze, przepraszam. Myślałem o czymś innym.

– O czym?

– O niczym ważnym. – Ale przez cały czas, aż do wyjazdu do Nowego Jorku, błądził daleko myślami i był zdenerwowany. Kiedy stamtąd dzwonił, było jeszcze gorzej, a jak wrócił do Los Angeles nie odezwał się do niej w ogóle. Zaczęła nawet zastanawiać się, czy nic mu się nie stało. Może powinna polecieć do niego, zrobić mu niespodziankę i wszystko by się wyjaśniło. Potrzebowali trochę czasu dla siebie. Powinni pobyć tylko we dwoje, żeby ułożyć swoje sprawy. Oboje bardzo dużo pracowali i teraz zaczynała to odczuwać. Spojrzała na zegarek, było późno w nocy. Wahała się przez chwilę, czy ma złapać ostatni samolot, ale w końcu postanowiła najpierw do niego zadzwonić. Zawsze mogła polecieć następnego dnia. Mieli dużo do nadrobienia po dwóch miesiącach szaleńczej pracy. Wykręciła jego numer. Znała go na pamięć. Odczekała trzy sygnały, uśmiechnęła się kiedy usłyszała, że podnosi słuchawkę. Jej radość nie trwała jednak długo. W słuchawce usłyszała kobiecy głos.

– Halo? – Serce Tany przestało na chwilę bić. Siedziała jak porażona, tępo patrząc w ciemność nocy. Szybko odłożyła słuchawkę.

Jej serce łomotało jak szalone, czuła się słabo, jakoś dziwnie. Była zdenerwowana i zagubiona. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Może wykręciła niewłaściwy numer. Tak, na pewno źle wybrała numer, wmawiała sobie, ale zanim doszła do siebie na tyle, żeby zadzwonić jeszcze raz, zadzwonił jej telefon. Usłyszała głos Drew i już wiedziała. Zorientował się, że to ona dzwoniła i wystraszył się. Czuła się, jakby jej życie runęło w gruzy.

– Kto to był? – Krzyknęła histerycznie. On także był zdenerwowany.

– Co?

– Kobieta, która odebrała telefon – starała się opanować, ale głos zupełnie wymykał się jej spod kontroli.

– Nie wiem, o czym mówisz.

– Drew!… odpowiedz mi…! Proszę… – krzyczała do niego przez łzy.

– Musimy porozmawiać.

– O Boże… do diabła, co ty ze mną zrobiłeś?

– Na miłość boską, nie bądź taka melodramatyczna… Przerwała mu niemal wrzeszcząc.

– Melodramatyczna? Dzwonię do ciebie o jedenastej w nocy, telefon odbiera kobieta i ty mi mówisz, że jestem melodramatyczna? Ciekawe, jak by ci się podobało, gdyby u mnie słuchawkę podniósł mężczyzna?

– Przestań, Tan. To była Eileen.

– Oczywiście. – Instynktownie wyczuła, że to ona.

– A gdzie są dziewczynki? – Nie wiedziała nawet, dlaczego o to pyta.

– W Malibu.

– W Malibu? To znaczy że jesteś z nią sam?

– Musimy porozmawiać. – Jego głos nagle stał się zimny.

– Sami o tej porze? Co to, u diabła znaczy? Czy ona podpisała te papiery rozwodowe?

– Tak, nie… posłuchaj muszę się z tobą zobaczyć i porozmawiać.

– O nie, porozmawiasz ze mną teraz.

Była dla niego okrutna, a teraz już oboje zaczynali histeryzować.

– Co tam, do cholery się dzieje?

Po drugiej stronie panowała nie kończąca się cisza, której on nie potrafił wypełnić. Tana odłożyła słuchawkę i płakała przez całą noc. Następnego dnia przyjechał do San Francisco. Była sobota i zastał ją w domu. Otworzył drzwi swoim kluczem i odnalazł ją na pięterku. Siedziała ponuro wpatrując się bezmyślnie w zatokę. Nie odwróciła się nawet, kiedy usłyszała jak wchodził. Odezwała się, stojąc tyłem do niego.

– Po co tu w ogóle przyjeżdżałeś?

Uklęknął przy niej i palcami dotknął jej szyi. – Ponieważ cię kocham, Tan.

– Nie, to nieprawda. – Zaprzeczyła ruchem głowy. – Kochasz ją. Zawsze ją kochałeś.

– To nieprawda… -Ale oboje wiedzieli, że tak jest, a właściwie wszyscy troje. – Prawda jest taka, że kocham was obie. To, co mówię, jest straszne, ale prawdziwe. Nie wiem, jak przestać ją kochać, a jednocześnie jestem zakochany w tobie.

– To wszystko jest chorobliwe. – Dalej patrzyła na zatokę, myśląc, jak on osądza tę sytuację. Przyciągnął ją za włosy, tak aby spojrzała na niego. Kiedy to zrobiła, zobaczył w jej oczach łzy. Ten widok zupełnie złamał mu serce.

– Nie mogę nic poradzić na to, co czuję. I nie wiem co mam z tym zrobić. Elizabeth tak się martwi tą sytuacją, że o mało nie wyleciała ze szkoły. Julie ma nocne koszmary. Eileen rzuciła pracę w OPA i zrezygnowała z posady ambasadora, którą ją kusili. Wróciła z dziewczynkami do domu…

– Mieszkają z tobą? – Kiedy pokiwał twierdząco głową, Tana poczuła się tak, jakby w tym momencie wbił w jej serce sztylet. Nie chciał już dłużej jej okłamywać. – Kiedy to się stało?

– Wiele o tym rozmawialiśmy w Waszyngtonie podczas wielkanocnego tygodnia… ale nie chciałem cię martwić, miałaś tyle ważnej pracy, Tan…

Miała ochotę uderzyć go za to, co powiedział. Jak mógł trzymać coś takiego w tajemnicy?

– I właściwie to nie było jeszcze nic pewnego. Ona zrobiła to bez porozumienia ze mną, po prostu pojawiła się w zeszłym tygodniu. Co według ciebie miałem zrobić? Wyrzucić je z domu?

– Tak. Nigdy więcej nie powinieneś był ich wpuszczać.

1 ... 68 69 70 71 72 73 74 75 76 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)