Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]
- Автор: Херберт Фрэнк
- Серия: Diuna #3
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-7075-060-5
- Переводчик: Marek Mastalerz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Dzieci Diuny [Children of Dune - pl]». Краткое содержание книги:
Od pewnego czasu w mieście Arrakin pojawia się starzec zwany Kaznodzieją i wygłasza dziwne przemowy do wciąż tłumnie przybywających na Diunę pielgrzymów. Kim jest? Czy tylko na wpół szalonym mistykiem, czy może kimś więcej?
— Znasz moje imię? — spytał.
— Oczywiście! Gdy zastawia się pułapkę, to nie bez powodu. Nastawia się ją na określoną zdobycz, no nie?
Leto nie odpowiedział. Jego myśli wciąż wirowały.
— Czujesz się zdradzony! — stwierdził mocny głos. Dłonie obróciły go łagodnie, ale z siłą. Dorosły mężczyzna mówił dziecku, jak wyglądają warunki gry.
Leto podniósł wzrok na blask padający z dwóch flar dryfowych i zobaczył rysujący się na jego tle zarys postaci z zamaskowaną przez filtrfrak twarzą. Gdy oczy już przystosowały się do światła, ujrzał ciemne pasmo skóry, a pod kapturem, w najgłębszym cieniu, dostrzegł błękitne od uzależnienia przyprawowego białka oczu.
— Zastanawiasz się, dlaczego władowaliśmy się w cały ten ambaras? — kontynuował mężczyzna. Osobliwie stłumiony głos, dochodzący spod osłoniętej dolnej części twarzy, brzmiał, jak gdyby ów człowiek starał się ukryć swój akcent.
— Dawno temu przestałem się dziwić liczebności tych, którzy chcą śmierci atrydzkich bliźniąt — powiedział Leto. — Motywy są zbyt oczywiste.
Gdy mówił, jego umysł stale błądził, gorączkowo szukając odpowiedzi. Pułapka z przynętą? Ale kto wiedział poza Ghanimą? To niemożliwe! Ghanimą nie zdradziłaby własnego brata. Zatem ktoś znał go dostatecznie dobrze, by przewidzieć jego działania. Kto? Czyżby babka? Jak mogła?
— Nie można ci było pozwolić zostać dalej takim, jaki jesteś — rzekł mężczyzna. — Bardzo niedobrze. Przed wstąpieniem na tron zostaniesz wychowany. — Oczy bez białek popatrzyły na Leto z góry. — Dziwisz się, że ktokolwiek może ośmielić się wychowywać kogoś takiego jak ty? Ciebie, z wiedzą całego tłumu, zmagazynowaną we wspomnieniach. Widzisz, właśnie o to chodzi! Myślisz o sobie, że jesteś już wychowany, a w rzeczywistości stanowisz składnicę martwych istnień. Nie masz własnego życia. Jesteś chodzącym nadmiarem innych, mających jeden ceclass="underline" szukanie śmierci. To złe dla władcy, jeśli jest poszukiwaczem śmierci. Zasłałbyś otoczenie trupami. Twój ojciec, na przykład, nigdy nie zrozumiał…
— Śmiesz mówić o nim w ten sposób?
— Wiele rzeczy już śmiałem. Mimo wszystko, był tylko Paulem Atrydą. No, chłopcze, witaj w nowej szkole.
Mężczyzna wyjął dłoń spod szaty i dotknął policzka chłopca. Leto poczuł, że zapada się w ciemność, w której powiewa zielono-czarna flaga. Poznał sztandar Atrydów z charakterystycznymi symbolami dnia i nocy. Usłyszał chlupot wody chwilę wcześniej, niż pochłonęła go nieświadomość. A może to tylko ktoś się zaśmiał?
Wciąż pamiętamy złoty wiek przed Heisenbergiem, który ukazał ludzkości bariery ograniczające predestynacyjne teorie. Istnienia wewnątrz mnie stwierdzają, że to śmieszne. Widzicie, z wiedzy nie można skorzystać, nie znając celu, lecz właśnie cel narzuca ograniczenia.