Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Arivald z Wybrzeża
Arivald z Wybrzeża - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Arivald z Wybrzeża

Электронная книга - «Arivald z Wybrzeża». Краткое содержание книги:

Mimo podeszłego wieku, obdarzony nadzwyczajną siłą fizyczną i niemałymi (chociaż nie popartymi gruntownymi studiami) zdolnościami czarodziejskimi Arivald wiedzie żywot, jakiego nie powstydziłby się znacznie młodszy miłośnik kobiet i mocnych trunków. Ochoczo stawia czoło danskarskim piratom, rozprawia się z wampirami, spieszy z odsieczą księżniczkom uwięzionym w innym wymiarze, wyjaśnia zagadkę złowieszczych kopalń Ghorlagru. Z pewnością trudno by go nazwać ozdobą salonów, ale i jemu niezbyt tam było spieszno: po dniu pełnym przygód najchętniej zasiada w gospodzie przy suto zastawionym stole, z wiernymi kompanami u boku, i snuje opowieści o swych nadzwyczajnych dokonaniach, zerkając z ukontentowaniem na urodziwą karczmarkę…
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 79
Перейти на страницу:

Arivald starał się zachować spokój. Starał się być również cierpliwy i zbytnio nie klął (zwłaszcza iż Borrondrin cały czas narzekał, iż ma alergię na kurz). Po dniu pracy biblioteka wyglądała co prawda, jakby przeleciał przez nią chory umysłowo tajfun, ale za to wszystkie niepotrzebne rzeczy zostały wyrzucone na podwórze (spiętrzyły się tam w spory kopczyk), a podłogi wyszorowane ryżową szczotką (Borrondrin na czas sprzątania obdarzył ją optymistycznie nastawioną do świata duszą i uległym charakterem). Pozostawało tylko posegregować woluminy i odpowiednio je poukładać, ale to Borrondrin i Arivald postanowili zrobić już następnego dnia.

– Popełniłem kilka życiowych błędów, lecz decyzja o przyjeździe do ciebie była jednym z poważniejszych – powiedział na koniec Arivald, otrzepując się z kurzu i patrząc na mizerne skutki tego otrzepywania. – Jak można zrobić z domu taki chlew? Przydałaby ci się żona. Ktoś obdarzony dużą siłą woli i mocnym charakterem.

– O Boże, tylko nie to! – wykrzyknął Borrondrin. – I żebyś mi nic nie kombinował – dodał szybko, zdjęty nagłym podejrzeniem. – Już ja wiem, jak Galladrin wylądował przez ciebie.

Arivald wzruszył ramionami.

– Każdy jest kowalem własnego losu – rzekł sentencjonalnie. Potem z pewną dumą spojrzał na bibliotekę. – Patrz, oto efekty ciężkiej pracy i poświęcenia.

Borrondrin tylko się skrzywił.

– A teraz chodźmy coś zjeść – rzekł Arivald. – Nie widzę przeciwwskazań, aby powtórzyło się wczorajsze menu. Tylko się pośpiesz, bo mocno już zgłodniałem.

Kiedy siedzieli przy deserze, Arivald uznał, iż czas lekko wysondować Borrondrina.

– Czym ty się właściwie zajmujesz? – spytał.

– Tak jak mówiłem – odparł Borrondrin z pełnymi ustami – pracuję nad zagadnieniami związanymi z najszerzej pojmowaną kulturą rolną…

– Tylko bez bełkotu – ostrzegł go Arivald. – Co konkretnie?

– Zwiększenie plonów i zmiany w samej budowie roślin. Rozwiązanie problemów żywnościowych świata. Większe zbiory większych zbóż, warzyw i owoców. Przynajmniej zajmuję się czymś konkretnym, nie to co wy tam w Silmanionie.

– Natura nie przepada za ingerencjami – rzekł Arivald. – Pokażesz mi wyniki?

– Czemu nie? Ale jestem dopiero na etapie wstępnym. Eksperymentalnym. To początek wielkich zmian, Arivaldzie – zapalił się Borrondrin. – Magia wykorzystywana w masowej skali! Sterowanie przyrodą! Zmiana biegu rzek! Transformacja pustyń w żyzne pola! Wszystko to możemy osiągnąć, zmieniając nasz sposób myślenia o przyrodzie…

– Trąci mi to herezją Regardiusza – przerwał mu Arivald, marszcząc brwi.

– Regardiusz był głupcem – prychnął Borrondrin. – Myślał w sposób mało konkretny i niekompleksowy. Zatopił się w mętnych i jałowych rozważaniach, zamiast działać!

– Próbował wcielić w życie kilka swoich pomysłów – powiedział Arivald – i zatopił się nie tylko w rozważaniach, bo o ile pamiętam, zatopił też Dolinę Imssy, próbując zmienić bieg rzeki. Bractwo dokonało sporych wysiłków dyplomatycznych, aby nie zakazano naszej działalności w Pesterhardzie, z którego Regardiusz zrobił poligon swoich eksperymentów.

– Błędy zawsze się zdarzają – wzruszył ramionami Borrondrin – ale w moim wypadku prawdopodobieństwo ich zaistnienia jest prawie żadne. Krullg mówi… – urwał nagle.

– Krullg? – powtórzył łagodnym tonem Arivald. – Któż to taki? – i poczuł, że zbliżył się do sedna sprawy. Ogarnął go lekki niepokój.

Borrondrin się zmieszał.

– Mam za długi język – mruknął niezadowolony. – No cóż… – westchnął – ta kula, Arivaldzie. Ta, którą i ty masz…

– Kula Gorgha – rzekł Arivald.

– No właśnie. Odkryłem, iż może służyć nie tylko nam dwóm, którzy jesteśmy do niej dostrojeni, do porozumiewania się między sobą. W wyniku systematycznych badań znalazłem jej dodatkową możliwość. Pomaga mi łączyć się z kimś, kto nazywa się Krullgiem i kto prawdopodobnie istnieje w świecie podobnym do naszego, lecz oddzielonym jakąś barierą czy umiejscowionym w nieco innej rzeczywistości…

– Hm – chrząknął Arivald, nie bardzo wiedząc, co o tym sądzić. – Chciałbym i ja z nim porozmawiać. Inne wymiary, inne rzeczywistości, inne plany astralne nigdy nie zostały dobrze zbadane i sam wiesz, że raczej odradza się wnikania w te sprawy.

– Konserwatyzm! – warknął Borrondrin, stukając w pierś Arivalda palcem. – Najwyższy czas zmienić ten godny pożałowania stan rzeczy. Możemy uzyskać niezwykłe informacje i zdolności, kontaktując się z innymi wymiarami…

– Pod warunkiem że nie kontaktujemy się z umarłymi – powiedział wolno Arivald.

– Bzdura! – Borrondrin strzepnął dłońmi. – Myślisz, że nie poznałbym świata umarłych? To jedna z podstawowych nauk w Akademii: jak nie dać się omamić i nie popaść w przypadkową nekromancję. Krullg żyje, tak jak ja czy ty, tyle że w innym świecie. Przyznam, że wygląda dość, hm… oryginalnie, ale z pewnością nie przypomina ani umarłych, ani nieumarłych. Jest istotą z krwi i kości.

– Chcę z nim porozmawiać – rzekł stanowczo Arivald. – Dlaczego nalegał, abyś znajomość z nim zachowywał w tajemnicy, co?

– Właśnie dlatego – wzruszył ramionami Borrondrin – aby jakiś przewrażliwiony czarodziej nie zaczął szukać dziury w całym.

– Ja nie szukam dziury w całym, Borrondrinie. Obawiam się, że mam nadzieję znaleźć raczej całość pośród dziur.

– Chcesz mnie obrazić? – Borrondrin zacisnął szczęki. – Pamiętaj, to mój dom, moje eksperymenty i moją tylko sprawą jest, co tu robię!

– Zamknij się – rzekł spokojnie, ale stanowczo Arivald. – Wszystko, co czynimy, jest sprawą Bractwa i podlegamy mu we wszystkim. Czyżbyś już o tym zapomniał? A może…

– Bractwa, tak – przerwał mu Borrondrin – ale nie przemądrzałego czarodzieja, który wtyka nos w nie swoje sprawy. A teraz, Arivaldzie…

Arivald wyciągnął pergamin z pełnomocnictwem od Harbularera. Borrondrin rzucił tylko okiem i zaklął.

– Intrygi, jak zwykle. Kopanie dołków pod tymi, co nie idą jak stado baranów. Jakież to upokarzające!

– Jeżeli nie wytłumaczysz się przede mną, będę musiał cię zabrać do Silmaniony. Razem z kulą Gorgha – powiedział Arivald. – Przykro mi, ale sam do tego doprowadziłeś.

– Zabrać mnie? – Borrondrin uśmiechnął się złośliwie, ale nagle machnął dłonią. – Zresztą nie mam nic do ukrycia. Pokażę ci wszystko, pytaj, o co zechcesz, a potem wynoś się do Silmaniony i dajcie mi wszyscy spokojnie pracować. Co za ludzie! – stuknął pięścią w stół. – A ja cię miałem za przyjaciela.

– Jestem twoim przyjacielem i przyjechałem, żeby ci pomóc. Nikt nie chce, abyś napytał sobie biedy…

– Wieczorem – przerwał mu znowu Borrondrin. – Kula ma najlepszy rezonans między dziesiątą a drugą w nocy. Przyjdź do mojego gabinetu, a wszystko ci pokażę. Będziesz mógł zdać dokładną relację Harbularerowi. I może się wreszcie ode mnie odczepicie.

Wstał, głośno szurając krzesłem, i wyszedł, nie raczywszy nawet spojrzeć na Arivalda.

– Nerwus, co? – miauknął Mazgiller spod stołu.

Arivald wyczarował mu miseczkę śmietanki.

– Bywa – powiedział.

– Widziałem go – pochwalił się Mazgiller, mlaszcząc głośno.

– Kogo? – zapytał Arivald nieuważnie, zajęty własnymi myślami.

– Tego w kuli.

– O! – Czarodziej pochylił się nad kotem. – I co?

– Moim zdaniem obrzydliwy – odparł Mazgiller – ale nic nie rozumiałem, bo gadali w jakimś dziwnym języku. Głos też miał obrzydliwy.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)