Tylko Chłód
- Автор: Спиндлер Эрика
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Tylko Chłód». Краткое содержание книги:
Dwadzieścia trzy lata temu Harlow Grail porwał psychopata. By zmusić rodziców dziewczynki do zapłacenia okupu, obciął jej palec, jednak okaleczona i przerażona Harlow zdołała umknąć swemu prześladowcy. Kiedy dorosła, zmieniła imię, nazwisko oraz adres zamieszkania. Jako Anna North zaczęła robić karierę literacką.
Jednak najgorsze było dopiero przed nią…
Wokół Anny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mała wielbicielka przesyła niepokojące listy, w tajemniczych okolicznościach znika jej przyjaciółka, nieuchwytny morderca zabija rudowłose, tak jak Anna, kobiety. Kiedy pisarka w swojej lodówce znajduje ucięty palec, nie ma już wątpliwości: dawny prześladowca odnalazł ją i postanowił wyrównać rachunki. Policja jest bezradna; nawet detektyw Quentin Malone. który w trakcie śledztwa zakochał się w Annie i za wszelką cenę pragnie ją ocalić, zaczyna przegrywać wyścig ze śmiercią…
Czuł się z nią wspaniale. Znali się zaledwie od paru tygodni, a miał wrażenie, że Anna poznała go lepiej niż jakakolwiek kobieta spoza rodziny.
Znał Terry’ego dziesięć lat i całkowicie mu ufał. Jednak dawny kolega przestał nagle istnieć, a na jego miejsce narodziło się monstrum. Quentin westchnął ciężko i położył się na plecach. Czuł się zdradzony i opuszczony. Nie, stanowczo nie powinien myśleć o Terrym.
Anna lekko dotknęła jego piersi. Spojrzał w jej stronę.
– Porozmawiaj ze mną – poprosiła. – Wyrzuć to z siebie.
Przez chwilę czuł, że ma ściśnięte gardło i nie wydusi z siebie ani słowa. W końcu jednak skinął lekko głową.
– Byłem u Penny – szepnął. – To… to żona Terry’ego. To… było okropne.
Urwał i głęboko zaczerpnął tchu. Przed oczami miał jeszcze płaczącą Penny. Początkowo nie chciała mu uwierzyć, a potem nie mogła pogodzić się z okrutną prawdą. Tak jak on.
– Sama nie wie, jak o tym powiedzieć dzieciakom. Co zrobić, żeby się nie bały. Nawet jeśli go uniewinnią, co jest bardzo wątpliwe, to i tak będą musiały przejść przez piekło mediów. Wiesz, złośliwe pytania, niewłaściwe sugestie…
– Tak, wiem. – Skinęła głową. – Ale pamiętaj, że to nie twoja wina.
Quentin zacisnął zęby w bezsilnej złości.
– Mogłem jednak temu przeciwdziałać – wyrzucił z siebie. – Widziałem, co się święci, a ciągle starałem się go chronić. Nie sądziłem, że mógłby… – Urwał i spojrzał w przestrzeń. – Wciąż w to tak do końca nie wierzę.
– Może wcale nie zabił tych kobiet. Może to pomyłka…
– Dowody świadczą przeciwko niemu, Anno – rzekł twardo, nagle przypomniawszy sobie, że jest przede wszystkim policjantem. – Będzie mu trudno wyjść z tego cało.
– Czy… czy jest ich dużo? – spytała z nadzieją.
Wyglądała teraz pięknie i młodo. Młodziej niż kiedykolwiek.
– Aż za dużo, zwłaszcza jeśli chodzi o pierwsze morderstwo.
Westchnęła lekko, chyba z ulgą. Quentin zdał sobie sprawę z jej wewnętrznego rozdarcia. Z jednej strony żałowała jego kumpla, ale z drugiej cieszyła się, że skończył się jej koszmar.
– Co dalej?
– Czekamy jeszcze na wyniki szczegółowych analiz. Szukamy też czegoś, co mogłoby go łączyć z pozostałymi zabitymi.
– I ze mną – dodała.
– Tak.
Znowu zapatrzył się w przestrzeń. Słyszeli tylko tykanie zegara. Anna cały czas myślała o Terrym.
– Dlaczego wybrał właśnie mnie? – spytała w końcu. – Za co mnie tak nienawidził?
– Nie mam pojęcia. Terry odmówił wyjaśnień, więc będziemy musieli sami do tego dojść.
– Ale jeśli… – urwała, jakby nie do końca wiedząc, co chce powiedzieć. – Jeśli to nie on wysłał kasetę wideo i książki z informacjami? Jeśli to nie on więzi Minnie i Jaye?
Quentin pogładził ją po policzku.
– Wiele wskazuje, że to jednak on, Anno. Tylko się zastanów. Terry jest jedynym ogniwem między tobą a Benem Walkerem. Ben nigdy nie pasował do tej sprawy. Nie znał cię i nikt nie wiedział, dlaczego dostał książkę z notatką o programie na Kanale E! Ktoś starał się go w to wmieszać. Ben myślał, że to któryś z jego pacjentów, i miał rację.
– Ale po co?!
– Tylko on to wie. Ale mam nadzieję, że wkrótce poznamy prawdę. Na to trzeba czasu.
Spojrzała mu w oczy z nadzieją i rozpaczą.
– Quen, gdzie jest Jaye?! Nie mamy już czasu, musimy ją znaleźć…
– Obiecuję, że ją znajdziemy.
– Ale jak?! – podniosła nieco głos. – Jeśli Terry nie będzie chciał mówić, to nic z niego nie wyciągniecie. A może Jaye brakuje już jedzenia i wody?! Jeszcze parę dni… – Głos się jej załamał.
– Przeszukujemy wszystko, co się z nim wiąże. W końcu musimy trafić na ślad. – Dotknął delikatnie jej ramienia. – Cieszę się, że przynajmniej dla ciebie się to skończyło. Że jesteś bezpieczna.
– Nic się nie skończyło. – W jej oczach pojawiły się łzy. – I się nie skończy, dopóki nie znajdziecie Jaye i Minnie! Wciąż się boję, choć sama nie wiem dlaczego!
Quentin przesunął dłoń w stronę jej szyi. Cóż miał jej odpowiedzieć? Obawiał się, że Anna być może już na zawsze utraciła spokój ducha…
– Jakie masz teraz plany? – spytał, chcąc zmienić temat.
Wzruszyła ramionami.
– Spróbuję znaleźć nowe wydawnictwo. I agenta. – Zaśmiała się ponuro. – Jeśli uda mi się jeszcze kiedykolwiek napisać coś dobrego.
– Tak mi przykro, że to z jego powodu.
– Nie twoja wina.
– Był moim przyjacielem.
– Nie twoja wina – powtórzyła i ścisnęła mocno jego dłoń. – Poradzisz sobie?
– Zawsze sobie radzę.
– Kłamca!
Przysunął się do niej i lekko ją pocałował.
– Nie słyszałaś, cher? Malone nigdy niczym się nie przejmuje. Kosi panienki jedną po drugiej. Życie dla niego to jeden wielki ubaw.
– Nie, wcale taki nie jesteś.
Zauważył wyrzut w jej oczach i natychmiast poczuł się winny. I słaby. Wcale mu się to nie spodobało. Znowu pocałował ją w policzek, a potem wstał i zaczął się ubierać.
– Niepotrzebnie pytałam?
– Nie o to chodzi.
– Nie?
– Po prostu muszę wracać do pracy. Wzywają mnie zbrodnia i kara.
– Wierzę w ciebie, Quen.
Nie spojrzał na nią. Włożył przez głowę koszulkę polo i sięgnął po kaburę pistoletu.
– Tylko nie stawiaj na mnie forsy, bo możesz pożałować.
Usłyszał szelest pościeli, a potem tupot stóp na drewnianej podłodze. Anna już była przy nim. Objęła go z tyłu. Poczuł, że zdążyła narzucić na siebie szlafrok.
– Wierzę w ciebie – powtórzyła. – Wcale nie jesteś taki, jak mówisz.
Poczuł nagły gniew. Nie na nią, lecz na siebie. Chciał uciec stąd gdzie pieprz rośnie.
– Kobiety znają mnie głównie z moich wyczynów w łóżku. Miło mi, że też to doceniasz.
Nawet nie drgnęła.
– Muszę cię rozczarować, ale nie chodziło mi o twoje seksualne możliwości. W każdym razie nie tylko. Wierzę…
– Muszę już iść – przerwał jej.
Lecz ona jakby go nie słyszała. Mocno złapała Quena za rękę i nie puszczała, dopóki na nią nie spojrzał.
– Masz tyle zalet. Jesteś mądry i szczery. I wierny. Potrafisz być zabawny i kochający…
– Mówisz tak, jakbym był czyimś pieskiem – zaśmiał się. – Daj spokój.
Zachmurzyła się i puściła jego dłoń.
– O co chodzi? Co ja takiego powiedziałam?
Sięgnął po spodnie.
– Nie powinienem był przychodzić.
– Ale przyszedłeś. – Patrzyła na niego, przechyliwszy lekko głowę. Po jej minie widział, że zaczyna rozumieć. – Chciałeś coś zrobić, prawda? Coś mi powiedzieć?
Zapiął spodnie i wziął do ręki klamrę paska.
– Muszę już iść.
– Uciec. Przede mną czy przed prawdą?
– I kto to mówi? Przecież to ty przez całe życie uciekałaś!
Ten cios dosięgnął celu. Anna uniosła głowę i spojrzała na niego z urazą.
– O co ci chodzi? Czy chcesz mi powiedzieć: „Cześć, do zobaczenia jutro albo kiedy indziej“, tylko nie wiesz, jak to zrobić?
– Przecież było nam dobrze. Ty czułaś się bezpieczniej, ja mogłem zgrywać bohatera. Ale to już się skończyło. Nie ma sensu dłużej tego ciągnąć.
Spojrzała na niego tak, jakby ją spoliczkował.
– Masz rację. Zaraz dam ci kurtkę.
Wyszła do przedpokoju i podniosła ją z podłogi. Otrzepała i rzuciła w jego stronę.
– Dzięki za ochronę.
– Przecież nigdy nie mówiłem, że będzie trwała wiecznie.
– To prawda. I dlatego nie mogę mieć do ciebie pretensji. – Podeszła do drzwi i otworzyła je na oścież. – No już, wynocha. Chcę być sama.