Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 97
Перейти на страницу:

– Zamówić coś do jedzenia? – spytał ni w pięć, ni w dziewięć.

– Nie. Proszę zadzwonić do mnie za trzy godziny, dokładnie o wpół do jedenastej. – Odłożył słuchawkę i wyciągnął się na łóżku.

Drugiego dnia jesiennej sesji Sądu Najwyższego na ulicach panował spokój i cisza. Sędziowie spędzili cały dzień w ławach, wysłuchując kolejnych prawników referujących skomplikowane i nudne sprawy. Rosenberg spał przez większą część posiedzenia. Ożywił się na krótko, gdy prokurator generalny z Teksasu domagał się, by więźniowi skazanemu na karę śmierci podano przed wykonaniem śmiercionośnego zastrzyku narkotyki rozjaśniające umysł.

– Jeśli ów człowiek jest psychicznie chory, to jak można wykonywać na nim egzekucję? – dopytywał się, nie wierząc własnym uszom, Rosenberg.

– Nic nie stoi temu na przeszkodzie – odparł prokurator z Teksasu. – Jego choroba jest uleczalna. Wystarczy jeden zastrzyk, żeby trochę oprzytomniał, a potem jeszcze jeden, żeby go uśmiercić. Wszystko pójdzie gładko i zgodnie z prawem.

Rosenberg wściekał się i ciskał, ale potem uszła z niego para. Mały wózek inwalidzki stał znacznie niżej niż masywne, obite skórą trony jego szanownych kolegów. Rosenberg wyglądał w nim dosyć żałośnie. W minionych latach był tygrysem bezlitośnie upokarzającym najsprytniejszych prawników i lekce sobie ważącym ich wszystkie sądowe sztuczki. Teraz brakowało mu sił. Zaczął coś mamrotać, a potem pogubił się. Prokurator z Teksasu uśmiechnął się szyderczo.

Podczas ostatniej rozpatrywanej tego dnia sprawy – jakiejś zupełnie nieciekawej historii prześladowań na tle rasowym w Wirginii – Rosenberg zaczął chrapać. Prezes Runyan spojrzał gniewnie z wysokości swego fotela, a Jason Kline, osobisty sekretarz i asystent Rosenberga, zrozumiał, o co chodzi. Powoli wytoczył wózek z sali posiedzeń na tylny korytarz.

Sędzia odzyskał świadomość w gabinecie, zażył tabletki i poinformował asystentów, że chce jechać do domu. Kline dał znać FBI i po kilku minutach wózek z Rosenbergiem znalazł się bezpiecznie w mikrobusie należącym do sędziego, zaparkowanym w podziemiach. Samochodu pilnowało dwóch agentów FBI. Frederic, pielęgniarz sędziego, zabezpieczył wózek pasami, a za kierownicą mikrobusu usiadł sierżant Ferguson z policji Sądu Najwyższego. Sędzia nie życzył sobie agentów w mikrobusie. Mogli co najwyżej jechać za nim, a potem pilnować miejskiej posiadłości, parkując na ulicy, co i tak należało uznać za wyraz nadzwyczajnej ustępliwości Rosenberga, który nie ufał gliniarzom, a o agentach FBI nie chciał nawet słyszeć. Nie potrzebował ochrony.

Na ulicy Volty w Georgetown mikrobus zwolnił, po czym wjechał tyłem na krótki podjazd. Pielęgniarz wraz z Fergusonem ostrożnie wprowadzili wózek do domu. Agenci przyglądali się wszystkiemu z ulicy, siedząc w czarnym rządowym dodge’u. Trawnik przed siedzibą sędziego był niewielki, toteż samochód agentów stał o kilka stóp od frontowych drzwi. Dochodziła szesnasta.

Po kilku minutach z domu wyszedł – zgodnie z życzeniem sędziego – sierżant Ferguson i zaczął rozmawiać z agentami. Przed tygodniem – po wielu debatach – Rosenberg zgodził się w końcu na to, by Ferguson każdego popołudnia dokonywał cichej inspekcji wszystkich pokojów na górze i na dole. Potem sierżant musiał opuścić dom. Dokładnie o dwudziestej drugiej wolno mu było objąć wartę pod drzwiami; schodził z niej o szóstej rano. Sędzia nie zgadzał się na żadnego innego policjanta oprócz Fergusona i sierżant był już naprawdę zmęczony pracą po godzinach.

– Wszystko w porządku – poinformował agentów. – Wracam o dziesiątej.

– Jeszcze żyje? – spytał jeden z ludzi siedzących w samochodzie. Była to standardowa wymiana zdań.

– Obawiam się, że tak – odparł Ferguson i ciężkim krokiem ruszył ku mikrobusowi.

Frederic, pielęgniarz sędziego, był pyzatym, niezbyt silnym mężczyzną, ale obsługa pacjenta nie wymagała od niego specjalnego wysiłku. Ułożywszy odpowiednio poduszki, Frederic podniósł Rosenberga z wózka i ułożył go ostrożnie na sofie, na której sędzia spędzi bez ruchu następne dwie godziny, przysypiając i oglądając CNN. Frederic przygotował sobie kanapkę z szynką i talerzyk ciasteczek, po czym zaczął przeglądać leżący na kuchennym stole egzemplarz “National Enquirer”. Rosenberg zabełkotał coś głośno i zmienił kanał za pomocą pilota.

Dokładnie o siódmej na stole pojawił się dietetyczny obiad sędziego, składający się z rosołu, gotowanych ziemniaków i duszonej cebuli. Frederic, posadziwszy starca na wózku, przewiózł go do jadalni. Rosenberg upierał się, by samemu posługiwać się sztućcami, i nie był to najelegantszy widok. Frederic oglądał telewizję. Później przyjdzie mu posprzątać cały poobiedni bałagan.

O dziewiątej Rosenberg był już wykąpany i ubrany w piżamę i szlafrok. Leżał, dokładnie okryty kołdrą. Łóżko było wąskie, rozkładane, o jasnozielonej szpitalnej barwie. Sędzia sypiał na twardym materacu, mając w zasięgu ręki przycisk przywołujący pielęgniarza. Łóżko miało opuszczane boczne ścianki, których Rosenberg nigdy nie pozwalał podnosić. Stało w pokoju za kuchnią, służącym mu przez trzydzieści lat – aż do pierwszego wylewu – jako niewielka pracownia. Pomieszczenie przypominało teraz salę szpitalną, czuć w nim było środki dezynfekcyjne i zbliżającą się śmierć. Obok łóżka stał duży stół z lampą szpitalną i co najmniej dwudziestoma buteleczkami lekarstw. Regały wokół ścian szczelnie wypełniały grube i ciężkie księgi prawnicze. Pielęgniarz usiadł jak zwykle obok stołu, w pamiętającym lepsze czasy rozkładanym fotelu, i zaczął czytać sędziemu raporty. Robił to, dopóki nie usłyszał chrapania, rozlegającego się co noc mniej więcej o tej samej porze. Czytając wymawiał starannie i bardzo głośno słowa, a Rosenberg – mimo że sztywny i nieruchomy – słuchał go uważnie i chłonął treść raportu. Dzisiejsze podsumowanie dotyczyło sprawy, w której Rosenberg miał wydać orzeczenie większości.

Po godzinie głośnego czytania Frederic zaczął odczuwać zmęczenie, a sędzia już przysypiał. Uniósł lekko rękę i za pomocą jednego z przycisków przy łóżku przyciemnił światło. Zamknął oczy. Frederic nacisnął plecami oparcie i fotel rozłożył się. Pielęgniarz odłożył dokumenty na podłogę i przymknął powieki. Rosenberg już chrapał, lecz nie miało to trwać długo.

Kilka minut po dziesiątej w ciemnym, uśpionym domu uchyliły się lekko drzwi garderoby w sypialni na piętrze. Khamel wyszedł z ukrycia. Miał na sobie sportowe szorty, nylonową czapeczkę, a na nadgarstkach opaski – wszystko koloru szafirowego. Koszulka z długimi rękawami, obuwie treningowe Reeboka i skarpety były białe z szafirowymi paskami. Kolorystykę stroju dobrano idealnie. Khamel wyglądał jak człowiek, który uprawia jogging. Zniknęła gdzieś gęsta broda, a krótkie włosy pod czapeczką miały teraz jasny, niemal biały kolor.

W sypialni było ciemno, podobnie jak w holu. Schody zatrzeszczały cicho pod stopami skradającego się. Zabójca mierzył pięć stóp i dziesięć cali wzrostu, a ważył niecałe sto pięćdziesiąt funtów; na jego ciele nie było ani grama tłuszczu. Dbał o kondycję. W tej robocie liczyła się sprawność. Schody kończyły się w przedpokoju, niedaleko kuchennych drzwi.

Khamel wiedział, że w samochodzie zaparkowanym przy krawężniku siedzi dwóch agentów, którzy zapewne nie obserwują domu. Wiedział również, że przed siedmioma minutami Ferguson stanął na warcie przy tylnych drzwiach. Słyszał pochrapywanie dobiegające z pokoju za kuchnią. Gdy czekał ukryty w garderobie, rozważał możliwość wcześniejszego wykonania zadania, zanim pojawi się Ferguson, którego teraz również będzie musiał zabić. Zastrzelenie policjanta nie nastręczało trudności. Problemem było jednak dodatkowe ciało, które ktoś mógłby za wcześnie odkryć, i Khamel straciłby wówczas kilka cennych godzin. Siedząc na górze, zastanawiał się, czy Ferguson, przychodząc na służbę, rozmawia najpierw z pielęgniarzem, i założył – niesłusznie, jak się okazało – że tak. Gdyby Ferguson istotnie wchodził do domu, zabójstwo sędziego odkryto by przed czasem. Postanowił więc zaczekać.

1 ... 3 4 5 6 7 8 9 10 11 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)