Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]
Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]

Электронная книга - «Raport “Pelikana” [The Pelican Brief-pl]». Краткое содержание книги:

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.
1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 97
Перейти на страницу:

– Nie ulega wątpliwości, że morderstwa są ze sobą związane – rzucił prezydent, wbijając wzrok w Voylesa.

– Na to wygląda, ale…

– Pan wybaczy, dyrektorze; w ciągu dwustu dwudziestu lat istnienia tego kraju z ręki zamachowców zginęło czterech prezydentów, dwóch czy trzech kandydatów na prezydentów, kilku przywódców organizacji walczących o swobody obywatelskie, paru gubernatorów, ale nigdy, podkreślam: nigdy dotąd nie targnięto się na życie sędziego Sądu Najwyższego. A dziś, proszę, w ciągu jednej nocy, ba! w ciągu dwóch godzin – mamy dwie ofiary ze składu tego dostojnego ciała. A pan nie jest przekonany, że zbrodnie są ze sobą powiązane!

– Tego nie powiedziałem. Na pewno łączy je jakaś nić. Mówiłem tylko, że ofiary zamordowano w odmienny sposób i w odmiennych okolicznościach. Nie ulega natomiast wątpliwości, że obydwu zbrodni dokonano niezwykle fachowo. Poza tym proszę nie zapominać, że mieliśmy tysiące gróźb pod adresem sędziów.

– Rozumiem. Kim są pańscy podejrzani?

Nikt nie używał takiego tonu wobec F. Dentona Voylesa. Nikt go nie przesłuchiwał. Dyrektor FBI spiorunował prezydenta wzrokiem i cedząc słowa odparł:

– Jeszcze za wcześnie na wskazanie winnych. Jesteśmy na etapie zbierania dowodów.

– W jaki sposób morderca dostał się do domu Rosenberga?

– Nie wiadomo. Nie widzieliśmy, jak wchodzi, pojmuje pan? Bez wątpienia zakradł się tam niepostrzeżenie i ukrył w jakimś zakamarku. Przypominam, że sędzia Rosenberg nie wpuszczał agentów do środka. Rutynowej kontroli posiadłości dokonywał Ferguson i robił to każdego popołudnia po powrocie sędziego z pracy. Jak mówiłem, jesteśmy dopiero na początku śledztwa i nie znaleziono żadnych śladów pozostawionych przez mordercę. Nie mamy niczego oprócz ciał. Późnym popołudniem otrzymam raporty balistyczne i wyniki sekcji zwłok.

– Proszę mi je przesłać, gdy tylko je pan dostanie.

– Tak, panie prezydencie.

– Do piątej po południu proszę mi przedstawić listę podejrzanych. Czy wyrażam się jasno?

– Oczywiście, panie prezydencie.

– Chciałbym także otrzymać raport dotyczący ochrony sędziów Sądu Najwyższego. Z wyszczególnieniem popełnionych błędów.

– Zakłada pan, że popełniono jakiś błąd?

– Mamy dwóch martwych sędziów, którzy byli chronieni przez FBI. Wydaje mi się, że naród ma prawo wiedzieć, kto zawiódł. Bo ktoś na pewno zawiódł, dyrektorze.

– Mam meldować panu czy narodowi?

– Mnie!

– Po czym pan zwoła konferencję prasową i przedstawi sprawę narodowi, czy tak?

– Obawia się pan napiętnowania, dyrektorze?

– W żadnym razie. Rosenberg i Jensen nie żyją, ponieważ nie chcieli z nami współpracować. Doskonale zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa, lecz nie przejmowali się. Pozostała siódemka sędziów poszła na współpracę i dzięki Bogu ma się nie najgorzej.

– Jest pan pewny? Może sprawdzimy? Bo widać, że sędziowie padają jak muchy. – Prezydent uśmiechnął się do Coala, który parsknął, szydząc z dyrektora niemal w żywe oczy.

– Panie dyrektorze, czy wiedział pan, że Jensen odwiedza tego rodzaju przybytki? – odezwał się szef gabinetu.

– Był dorosły. Gdyby mu nawet przyszło do głowy tańczyć nago na stole, nikt nie mógłby mu w tym przeszkodzić.

– Zgadzam się z panem – oznajmił uprzejmie Coal. – Ale nie odpowiedział pan na moje pytanie.

Voyles nabrał powietrza w płuca i odwrócił głowę.

– Owszem, podejrzewaliśmy, że ma skłonności homoseksualne, i wiedzieliśmy, że lubi odwiedzać kina porno. Nie mamy jednak obowiązku ani chęci, panie Coal, rozpowszechniać takich informacji.

– Do wieczora chcę mieć wszystkie raporty na biurku – wtrącił prezydent. Voyles milcząco wpatrywał się w okno, jakby nieobecny duchem. Wobec tego prezydent przeniósł wzrok na Gminskiego, dyrektora CIA. – Bob, chcę, żebyś udzielił mi szczerej odpowiedzi.

Gminski zesztywniał i zmarszczył brwi.

– Słucham, panie prezydencie. O co chodzi?

– Chcę wiedzieć, czy te zabójstwa mają związek z działalnością jakiejś agencji, organizacji czy grup nadzorowanych przez rząd Stanów Zjednoczonych.

– Chyba nie mówi pan tego poważnie, panie prezydencie! To absurd!

Gminski udawał oburzenie, ale prezydent, Coal, a nawet Voyles zdawali sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe.

– Mówię śmiertelnie poważnie, Bob.

– Ja też! I zapewniam pana, że nie mamy z tym nic wspólnego. Jestem zaskoczony, że coś takiego przyszło panu do głowy. To zupełny nonsens!

– Sprawdź to, Bob. Chcę mieć stuprocentową pewność. Rosenberg nie był zwolennikiem bezpieczeństwa narodowego. Narobił sobie tysiące wrogów w wywiadzie. Po prostu sprawdź to, dobrze?

– W porządku.

– Chcę mieć raport przed piątą.

– Oczywiście. Ale to strata czasu.

– Panowie, proponuję, abyśmy spotkali się dzisiaj jeszcze raz, właśnie o piątej. Czy zgadzacie się ze mną? – zapytał Fletcher Coal, stając przy biurku prezydenta.

Obaj dyrektorzy kiwnęli głowami i wstali. Coal bez słowa odprowadził ich do drzwi, które następnie zamknął za wychodzącymi.

– Świetnie pan sobie poradził – pochwalił prezydenta. – Voyles wpadł w tarapaty. Polecą głowy. Teraz wystarczy odpowiednio posterować prasą.

– Rosenberg nie żyje – wymamrotał cicho prezydent. – Nie mogę w to uwierzyć.

– Mam pomysł. Wystąpi pan w telewizji. – Coal zaczął przechadzać się po gabinecie, podniecony. – Zdobędziemy dodatkowe punkty, wygrywając wstrząs, jaki naród przeżyje. Powinien pan wyglądać na zmęczonego, jakby całą noc spędził pan na nogach, starając się zażegnać kryzys. Rozumiemy się? Cały naród będzie na pana patrzył i czekał na słowa pocieszenia. Uważam, że powinien pan ubrać się w coś ciepłego i domowego. Marynarka i krawat o siódmej rano mogą się wydać nie na miejscu. Może raczej coś swobodniejszego.

– Szlafrok? – Prezydent spojrzał pytająco.

– Niezupełnie. Co pan powie na rozpinany sweter i bawełniane spodnie? Bez krawata. Biała koszulka polo. Typowy Amerykanin starszego pokolenia.

– Chcesz, żebym w swetrze przemawiał do narodu?

– Tak. Podoba mi się ten pomysł. Brązowy sweter i biała koszulka polo.

– No, nie wiem…

– Doskonale pan wypadnie. Proszę posłuchać, szefie, wybory odbędą się za rok. To nasz pierwszy kryzys od dziewięćdziesięciu dni. Cudowna okazja. Ludzie powinni ujrzeć pana w nowym świetle. Tym bardziej że przemówi pan o siódmej rano. Powinien pan zaprezentować się zwyczajnie, po domowemu, a przy tym autorytatywnie. W sondażach zyskamy pięć, może nawet dziesięć punktów procentowych. Proszę mi zaufać, szefie.

– Nie lubię swetrów.

– Niech mi pan zaufa.

– Sam nie wiem…

ROZDZIAŁ 5

Darby Shaw obudziła się przed świtem, z lekkim kacem. Po piętnastu miesiącach studiów na wydziale prawa jej umysł nie był w stanie wyłączyć się na dłużej niż sześć godzin. Często wstawała wczesnym rankiem i dlatego nie spało się jej dobrze z Callahanem. Seks istotnie był wspaniały, ale potem przez sen toczyli regularne bitwy, żeby przeciągnąć poduszki i prześcieradła na swoją stronę.

Wbiła oczy w sufit i słuchała pochrapywań Callahana, pogrążonego w pijackim śnie. Zmiętoszone prześcieradła owinęły mu się wokół kolan. Darby leżała bez przykrycia, ale nie było jej zimno. Październik w Nowym Orleanie jest ciepły. Nad ulicą Dauphine unosiło się ciężkie poranne powietrze, które wpadało do sypialni przez otwarte drzwi balkonowe. Darby stanęła w wychodzących na ulicę balkonowych drzwiach, owinięta w miękki szlafrok profesora. Właśnie wschodziło słońce, ale na Dauphine było jeszcze ciemnawo. Dzielnica Francuska nie przejmowała się nowym dniem. Darby poczuła suchość w ustach.

1 ... 6 7 8 9 10 11 12 13 14 ... 97
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)