Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Ciało pospiesznie zasłonięto brezentową płachtą. Na środku zbierała się woda i wypływała bokiem niczym miniaturowy wodospad. Przykucnięty Harry pochylał się nad roztrzaskanym mózgiem.
Harry w swoim żywiole – pomyślał Vicary.
Tak naturalnie wyglądał, taki się wydawał zrelaksowany, kiedy oglądał ciało – można by pomyśleć, że właśnie odpoczywa pod drzewem w upalny, letni dzień. Vicary przypatrzył się miejscu zbrodni. Kobieta upadła na plecy, wylądowała z rozrzuconymi rękami i nogami, jak dziecko, które bawi się na śniegu w orła. Ziemia wokół głowy była czarna od krwi. Nieboszczka w jednej ręce nadal ściskała siatkę, widać w niej było puszki warzyw i jakieś mięso zawinięte w papier, który przesiąkł krwią. Zawartość torebki rozsypała się przy nogach. Vicary nie dostrzegł tam pieniędzy.
Harry zauważył milczącego zwierzchnika i podszedł do niego. Przez dłuższą chwilę stali bez słowa, niczym dwóch żałobników pochylających się nad grobem, tylko Vicary obmacywał kieszenie w poszukiwaniu okularów.
– Może to zbieg okoliczności – odezwał się Harry – ale ja nie wierzę w zbiegi okoliczności. Zwłaszcza jeśli to dotyczy kobiety z kulą, która przeszyła oko. – Umilkł, po raz pierwszy okazując uczucia. - Chryste, nigdy nie widziałem, żeby tak kogoś wykończyć. Przeciętny rzezimieszek nie strzela w głowę. Tylko zawodowiec.
– Kto znalazł ciało?
– Przechodzień. Przesłuchaliśmy go. Jego wersja się sprawdza.
– Kiedy ją zabito?
– Zaledwie parę godzin temu. Czyli zginęła późnym popołudniem albo wczesnym wieczorem.
– Ktoś słyszał strzał?
– Nie.
– Może broń była z tłumikiem?
– Niewykluczone.
Zbliżył się do nich nadinspektor.
– Niech mnie kule biją, toż to Harry Dalton, który rozgryzł sprawę Spencera Thomasa. – Policjant zerknął na Vicary'ego i znowu spojrzał na Harry'ego. – Słyszałem, że ostatnio pracujesz na zlecenie.
Harry zmusił się do uśmiechu.
– Witam, nadinspektorze.
– Od tej pory sprawa należy do służb bezpieczeństwa – powiedział Vicary. – Stosowne dokumenty otrzyma pan jutro rano. Harry ma koordynować śledztwo. Wszystko powinno przechodzić przez niego. Poza tym sporządzi w pana imieniu protokół. Chcę, by opisano to jako nieudany napad rabunkowy. Opisać ranę zgodnie z prawdą. Nie wdawać się w szczegóły dotyczące miejsca. W protokole napisać, że policja szuka pary zbiegów nieznanego pochodzenia, których widziano w parku w porze zbrodni. Swoim ludziom nakazać dyskrecję. Dziękuję, nadinspektorze. Harry, spotkamy się jutro z samego rana.
Harry i nadinspektor odprowadzili wzrokiem sylwetkę kulejącego profesora, który zszedł ze wzgórza i zniknął w gęstych ciemnościach. Nadinspektor popatrzył na Harry'ego.
– Chryste, a tego co ugryzło?
Harry został w parku, dopóki nie zabrano ciała. Było już po północy. Poprosił jednego z policjantów, żeby go podrzucił do domu. Mógłby wezwać wóz służbowy, ale nie chciał, by w pracy wiedziano, dokąd jechał. Wysiadł w okolicy mieszkania Grace Clarendon i ostatni odcinek przeszedł pieszo. Z powrotem dała mu dawny klucz i wszedł bez pukania. Grace zawsze spała jak dziecko – na brzuchu, z rozrzuconymi rękami i nogami, jasna stopa wysuwała się spod nakrycia. Harry rozebrał się cicho i nie zapalając światła, próbował się wślizgnąć do łóżka, tak by nie obudzić kochanki. Sprężyny zaskrzypiały pod jego ciężarem. Grace poruszyła się, przewróciła na bok i pocałowała go.
– Bałam się, że znowu mnie porzuciłeś, Harry.
– Nie, po prostu miałem bardzo długą i wyjątkowo obrzydliwą noc.
Oparła się na łokciu.
– Co się stało?
Harry jej powiedział. Nie mieli przed sobą tajemnic.
– Możliwe, że zabiła ją ta agentka, której szukamy.
– Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha.
– To było makabryczne. Strzelono jej prosto w twarz. Taką rzecz trudno zapomnieć, Grace.
– Mogę sprawić, żebyś zapomniał?
Harry chciał wyłącznie spać. Był wykończony, a po oglądaniu trupów zawsze czuł się brudny. Lecz Grace go pocałowała, najpierw powolutku, bardzo delikatnie. Potem stopniowo sprowokowała go, żeby zdjął z niej kwiecistą koszulę nocną i zaczęło się szaleństwo. Zawsze, kochała się z nim jak opętana, wbijając w niego paznokcie, drapiąc, wsysając się w niego, jakby chciała wypić truciznę z rany. A kiedy w nią wszedł, szlochała i błagała, żeby już nigdy więcej jej nie opuszczał. Później zaś, gdy zasnęła u jego boku, Harry'ego dopadła najstraszniejsza myśl w jego życiu. Otóż złapał się na tym, że liczy na to, iż mąż Grace nie wróci z wojny.
Rozdział czwarty
Londyn
Następnego popołudnia w tajnym pokoju przy Grosvenor Square 47 zebrali się wokół dużego modelu portu Mulberry amerykańscy oraz angielscy oficerowie odpowiedzialni za projekt, osobisty szef sztabu Churchilla, generał sir Hastings Ismay i dwóch generałów ze sztabu Eisenhowera, którzy tkwili nieruchomo jak posągi.
Spotkanie zaczęło się w dość przyjaznej atmosferze, ale po paru minutach wybuchły sprzeczki. Obie strony zasypywały się zarzutami, oskarżeniami o bałagan i opieszałość, padło nawet kilka komentarzy osobistych, których bardzo szybko pożałowano.
– Brytyjscy konstruktorzy okazali się nadmiernymi optymistami.
– Bo wy, Amerykanie, jesteście zbyt niecierpliwi, zbyt… no, zbyt cholernie amerykańscy!
Wszystko to wina napięcia, zgodzili się wreszcie, i zaczęli jeszcze raz.
Wynik inwazji zależał od tego, czy sztuczne porty znajdą się na miejscu i czy zaczną funkcjonować tuż po lądowaniu pierwszych oddziałów. Tymczasem, choć od dnia inwazji dzieliło ich tylko trzy miesiące, realizacja projektu Mulberry straszliwie się opóźniała.
– To te cholerne Phoenixy – warknął jeden z angielskich oficerów, który, tak się złożyło, współtworzył akurat tę bardziej udaną składową akcji Mulberry.
Niestety, miał rację: produkcja gigantycznych betonowych bloków, jądra całego projektu, niebezpiecznie się opóźniała. Pojawiało się mnóstwo problemów, które mogłyby się wydać zabawne, gdyby gra nie szła o tak wysoką stawkę. Ciągle brakowało cementu i stali do zbrojeń. Ciągle brakowało miejsc do produkcji, a południowe wybrzeże Anglii miało za mało portów, w których można by przechować bloki. Nie wspominając o niedoborach wykwalifikowanych kadr i o tym, że robotnicy byli osłabieni i niedożywieni na skutek ciągłych braków w zaopatrzeniu.
Istna klęska. Bez bloków, które pełniłyby rolę falochronów, cała operacja Mulberry spali na panewce. Potrzebny był ktoś, kto z samego rana ruszyłby na objazd miejsc produkcji i realistycznie oszacował, czy uda się zbudować na czas Phoenixy. Musi to być ktoś, kto nadzorował duże inwestycje i wie, jak zmodyfikować już uruchomioną produkcję.
Wybrali byłego naczelnego inżyniera Northeast Bridge Company, komandora porucznika Petera Jordana.
Rozdział piąty
Londyn
Zabójstwo w Hyde Parku znalazło się na pierwszych stronach londyńskich popołudniówek. We wszystkich powoływano się na komunikat policji. Policja uznała, że był to nieudany napad rabunkowy, który zakończył się morderstwem, i poszukiwała dwóch mężczyzn, zapewne z Europy – najprawdopodobniej Polaków – których widziano w pobliżu miejsca zbrodni na krótko przed wypadkiem. Harry wymyślił nawet dwa dość ogólnikowe rysopisy podejrzanych. Prasa rozwodziła się nad przerażającym wzrostem przestępczości na West Endzie. Przytaczano relacje o pobiciach i rabunkach, które wydarzyły się w ciągu ostatnich miesięcy, a których dokonali zbiegowie, pijani żołnierze i dezerterzy.