Zbrojni [Men at Arms - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7648142-5
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Zbrojni [Men at Arms - pl]». Краткое содержание книги:
…po czym ogarnęło je przytłaczające uczucie rasowego zawstydzenia, wskutek czego odruchowo się skuliły — zły pomysł, kiedy jest się w powietrzu.
Gaspode zerknął na Anguę, gdy oszołomione psy spadały wokół jak deszcz.
— Mówiłem, że mam Moc, prawda? A teraz fiegiem!
Psy nie są jak koty, które z rozbawieniem tolerują ludzi tylko do chwili, kiedy ktoś wymyśli otwieracz do puszek obsługiwany łapą. Psy stworzyli ludzie — wzięli wilki i dodali im ludzkie cechy: niepotrzebną inteligencję, imiona, pragnienie przynależności oraz wibrujący kompleks niższości. Wszystkie psy śnią sny wilków i wiedzą, że marzą o ugryzieniu swego stwórcy. Każdy pies wie w głębi serca, że jest niegrzecznym psem…
Wściekłe szczekanie Wielkiego Fido przełamało czar.
— Gonić ich!
Angua pędziła po bruku. Na końcu uliczki stał wózek. A za nim mur.
— Nie tędy! — zaskomlał Gaspode.
Psy biegły już za nimi. Angua wskoczyła na wózek.
— Nie dam rady! — jęczał Gaspode. — Nie z moją nogą.
Zeskoczyła, złapała go za skórę na karku i wskoczyła z powrotem. Za wózkiem był dach szopy, wyżej parapet i… kilka dachówek zsunęło się jej pod łapami i spadło na uliczkę… dom.
— Niedofrze mi.
— Hankij hę!
Angua przebiegła po dachu i przeskoczyła nad zaułkiem po drugiej stronie. Wylądowała ciężko na jakiejś starej strzesze.
— Aaargh!
— Hankij hę!
Psy nie rezygnowały z pościgu. Zresztą uliczki na Mrokach nie były zbyt szerokie.
Kolejny wąski zaułek przemknął w dole.
Gaspode obrócił się niebezpiecznie w szczękach wilkołaka.
— Są ciągle za nami!
Zamknął oczy, kiedy Angua naprężyła mięśnie.
— Nie! Nie przez Kopalni Melasy!
Poczuł gwałtowne przyspieszenie, a po nim moment spokoju. Otworzył oczy…
Angua wylądowała. Przez chwilę przebierała łapami na wilgotnej powierzchni, a dachówki jak wodospad zsuwały się w dół. Potem spokojnie dobiegła do kalenicy.
— Możesz mnie już postawić — powiedział Gaspode. — Postaw mnie natychmiast! Nadchodzą!
Prowadzące psy pojawiły się na sąsiednim dachu, zobaczyły szczelinę i usiłowały zawrócić. Pazury zgrzytnęły po dachówkach.
Angua odwróciła się, z trudem łapiąc oddech. Próbowała tego unikać w czasie początkowego, szaleńczego biegu — musiałaby oddychać Gaspodem.
Usłyszeli gniewne ujadanie Wielkiego Fido.
— Tchórze! Nie ma nawet dwudziestu stóp! Dla wilka to głupstwo!
Psy z powątpiewaniem oceniały dystans. Czasami każdy pies musi się zastanowić i sam siebie zapytać: do jakiego gatunku należę?
— To łatwe! Pokażę wam! Patrzcie!
Wielki Fido odbiegł kawałek, zatrzymał się, zawrócił, rozpędził… i skoczył.
Właściwie nie zakreślił łuku. Wyleciał w przestrzeń, napędzany mniej siłą mięśni, a bardziej tym, co płonęło mu w duszy.
Przednie łapy sięgnęły dachu, przez moment drapały śliską powierzchnię i nie znalazły zaczepienia. W milczeniu zsuwał się z dachu w dół, przez krawędź…
…i zawisł.
Skierował wzrok ku górze, na psa, który go trzymał.
— Gaspode? To ty?
— Ak — potwierdził Gaspode z pełną paszczą.
Pudel prawie nic nie ważył, ale Gaspode również. Odchylił się i zaparł łapami, by wyhamować, lecz nie bardzo miał się o co zapierać. Zjeżdżał nieuchronnie w dół, aż przednie nogi znalazły się w rynnie, która zazgrzytała niebezpiecznie.
Gaspode mógł niezwykle wyraźnie obejrzeć sobie ulicę trzy piętra niżej.
— Niech to demony!
Mocne zęby złapały go za ogon.
— Puść go — powiedziała niewyraźnie Angua. Gaspode spróbował pokręcić głową.
— Szestań się szarfać! — powiedział kątem paszczy. — Zielny fies ocala życie! Ratunek na achu! Nie fuszcze!
Rynna znów zatrzeszczała.
Nie wytrzyma, pomyślał. Oto historia mojego życia…
Wielki Fido zdołał się obejrzeć.
— Za co ty mnie trzymasz?
— Za foją ofrożę — odparł przez zęby Gaspode.
— Co? Niech ją demony porwą!
Pudel spróbował się odwrócić, wściekle machając łapami w powietrzu.
— Szestań, ty tęfy durniu! Szez ciefie szyscy fadniemy! — warczał Gaspode.
Na dachu po drugiej stronie ulicy wataha psów przyglądała się temu ze zgrozą. Szpony Angui kreśliły białe linie na dachówkach.
Wielki Fido wywijał się i szarpał, walcząc z uciskiem obroży…
…która w końcu pękła.
Pudel odwrócił się w powietrzu i zawisł na moment, zanim pochwyciła go grawitacja.
— Wolny! — krzyknął.
I runął.
Gaspode przeleciał do tyłu, gdy Angui pośliznęły się łapy; spadł wyżej, hamując rozpaczliwie.
Po chwili oboje dotarli do szczytu dachu i tam dyszeli przez chwilę.
Potem Angua odbiegła i przeskoczyła nad sąsiednią uliczką, zanim jeszcze Gaspode przestał widzieć czerwoną mgłę przed oczami. Wypluł obrożę Wielkiego Fido — zjechała po dachu i zniknęła za krawędzią.
— Dzięki ci! — krzyknął. — Fardzo dziękuję! Tak! Zostaw mnie tutaj, co się fędziesz przejmować! Mnie, na tylko trzech zdrowych nogach! Nie martw się o mnie! Jeśli fędę miał szczęście, to spadnę, zanim umrę z głodu! Tak! Historia mojego życia! Ty i ja, mała! Razem! Mogło nam się udać!
Odwrócił się do psów stojących szeregiem na dachu sąsiedniego domu.
— Hej, wy! — szczeknął. — Do domu! NIEGRZECZNY PIES!
Poczołgał się w dół z drugiej strony dachu. W dole była uliczka, ale dzieliła go od niej przepaść. Przeszedł na dach następnego budynku, ale i tam nie znalazł zejścia. Zobaczył za to balkon piętro niżej.
— Myślenie lateralne — mruknął. — O to właśnie chodzi. Taki wilk, na przykład, typowy pospolity wilk skacze. A jeśli nie może przeskoczyć, to utyka. Podczas gdy ja, dzięki swojej wyższej inteligencji, potrafię ocenić całą jak jej tam i odkryć rozwiązanie dzięki zastosowaniu procesów myślowych.
Szturchnął gargulca siedzącego nad zakrętem rynny.
— Eo esz?
— Jeśli nie pomożesz mi zejść na ten falkon, nasikam ci do ucha.
WIELKI FIDO?
— Tak.
DO NOGI!
W późniejszych czasach powstały dwie teorie na temat śmierci Wielkiego Fido.
Pierwsza, prezentowana przez psa Gaspode’a i oparta na dowodach obserwacyjnych, głosiła, że szczątki przywódcy zostały zabrane przez Paskudnego Starego Rona i pięć minut później sprzedane kuśnierzowi. Wielki Fido zobaczył więc znowu światło dnia — jako futrzane nauszniki i para ocieplanych rękawiczek.
Druga teoria, w którą wierzyły wszystkie inne psy, opierała się na czymś, co można by ogólnie określić jako wiedzę płynącą z serca. Głosiła, że Wielki Fido przeżył upadek, porzucił miasto i w końcu poprowadził wielkie stado górskich wilków, które co noc budziło grozę wśród mieszkańców odosobnionych farm. Ta teoria sprawiała, że grzebanie na śmietnikach i czekanie pod kuchennymi drzwiami na resztki wydawało się… wydawało się bardziej znośne. Psy robiły to przecież tylko do powrotu Wielkiego Fido.
Obrożę przechowywano w tajnej kryjówce. Psy zjawiały się tam regularnie, dopóki nie zapomniały.
Sierżant Colon ostrożnie pchnął drzwi ostrzem piki. Dawno temu Wieża Sztuk miała stropy. Teraz była pusta do samej góry; powietrze przecinały jasne promienie światła z dawnych wnęk okiennych.