Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Diabelska wygrana». Краткое содержание книги:

Romans, kt?rego nigdy nie zapomnisz! Szukaj?c zemsty za ?mier? brata, Damien Falon zastawia pu?apk? na pi?kn? Alex? Garrick. Wygrywa od niej fortun? przy karcianym stole, nie ??da jednak pieni?dzy, lecz tego, by Alexa sp?dzi?a z nim noc. Wbrew jego oczekiwaniom Alexa okazuje si? delikatn? i mi?? dziewczyn? i Damien wkr?tce przy?apuje si? na tym, ?e pragnie nie tylko jej cia?a. Tymczasem niespodziewane komplikacje powoduj?, ?e musi broni? honoru Alexy, proponuje jej wi?c ma??e?stwo…
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 75
Перейти на страницу:

– Po co mi to mówisz? Nawet gdyby to była prawda, jaką ty miałbyś z tego korzyść?

– Odpowiedzi na kilka naszych pytań. Teraz, gdy już wiesz, jak lojalna jest twoja żona, może powiesz nam prawdę na temat swojej własnej lojalności. Chcemy wiedzieć, od kiedy nas szpiegujesz.

– Pracuję dla ciebie, Victor. Od ośmiu lat. Jeśli nie wiesz tego, to jesteś głupcem.

– Jesteśmy skłonni pójść na ugodę. Ta kobieta zdradziła cię już drugi raz. Zapomnij o niej i za¬cznij myśleć o sobie. Odpowiedz na nasze pytania, a wtedy zastanowimy się, czy cię wypuścić.

Damien splunął Lafonowi pod nogi.

– Idź do diabła!

– Sierżancie, może ty przekonasz majora, żeby odpowiedział na nasze pytania?

Lecz Damien nie myślał już o serii brutalnych ciosów, które zaraz otrzyma. Myślał o Aleksie i o tym, że Victor Lafon mówił prawdę. Znał go od ośmiu lat. Francuz nie był kłamcą, a przynaj¬mniej nie umiał kłamać w przekonujący ~posób. Aleksa wyjechała ze?t. Owenem. Pozostawało jednak pytanie: dlaczego?

Dostał pierwszy cios w żołądek i poczuł w głowie przyprawiający o mdłości ból. Lecz nadal potrafił myśleć tylko o żonie i Sto Owenie. A może Jules dowiedział się o aresztowaniu, zrozumiał, co grozi Aleksie, i pojechał, żeby jej pomóc? To całkiem możliwe, chociaż wydawało się mało prawdopodobne, aby tak szybko dotarła do niego ta alarmu¬jąca wiadomość. A nawet gdyby chciał pomóc, dla¬czego miałby to robić? Dlaczego ryzykowałby ży¬cie dla kobiety, którą ledwie zna?

Pozostawała kwestia spotkań, o których wspo¬mniał Lafon. Dlaczego jeździła do tej kawiarni? Czy był jeszcze jakiś inny powód oprócz tego, co wydedukował Lafon?

Piquerel walnął go pięścią w szczękę, aż głowa Damiena odskoczyła do tyłu. Stracił na chwilę świadomość, która zaraz wróciła, a z nią wizerunek Aleksy. Uśmiechała się do niego łagodnie, dzięku¬jąc za pomoc, którą okazał Jeanowi-Paulowi. Dla¬czego jeździła do St. Owena? Czy naprawdę zosta¬ła jego kochanką? Te pytania nie dawały mu spo¬koju, sprawiały, że chciał znowu pogrążyć się w ciemności.

Lecz odpowiedź nadeszła szybko i gwałtownie:

bo Aleksa wciąż mu nie ufała. Bo chociaż zależało mu na jej zaufaniu, sam nie był w stanie zaufać jej do końca.

Chciała wrócić do domu. Może St. Owen obiecał jej w tym pomóc. Był właścicielem kilku stat¬ków, więc mógł to zorganizować. Jules był dobrze znanym uwodzicielem, więc doskonale wiedział, co powiedzieć kobiecie. A mimo całej swojej od¬wagi Aleksa wciąż była naiwna.

Pomyślał o nich razem i poczuł się tak, jakby ktoś wbił mu nóż w samo serce. Może St. Owen za¬bierze ją do Anglii. Może zamierzał tam zostać ra¬zem z nią. A może po prostu chciał ją uwieść, po¬bawić się nią jakiś czas, aż mu się znudzi, a potem porzucić.

Damien otrzymał kolejny cios w brzuch, po którym zgiął się wpół, lecz ten ból nie mógł się równać z cierpieniem, jakie odczuwał w sercu. Ogarniała go coraz większa gorycz, męka, która wypychała mu z płuc całe powietrze, która zaciskała mu gar¬dło.

J ego własny los nie miał znaczenia. Bał się tylko o Aleksę. Nie wiedział, gdzie jest, czy kiedykol¬wiek wróci do domu.

Nie wiedział także, co zaszło między nią i St. Owe¬nem, lecz w pewien sposób to także przestało być istotne. Miał świadomość, że on sam jest za wszyst¬ko odpowiedzialny, że najbardziej ze wszystkiego na świecie pragnie, aby Aleksa była bezpieczna.

Wiedział jedno: bez względu na to, jak bardzo chciałby wszystko zmienić, już nigdy więcej nie zo¬baczy swojej pięknej żony.

Rozdział 22

– Podaj mi rękę.

Aleksa wyciągnęła dłoń, a wtedy Jules złapał mocnym, uspokajającym chwytem jej drżące palce. Poczuła, jak udziela się jej jego siła. W świetle ma¬łej mosiężnej lampki, którą zabrali z bocznej ścian¬ki powozu, widać było, że uśmiechnęła się do nie¬go z wdzięcznością.

– Już lepiej? – spytał.

– Tak, znacznie lepiej. Teraz już zupełnie dobrze. Dziękuję.

– Cała przyjemność po mojej stronie. – Jednak nie wypuścił jej dłoni.

Gdy pokonali ostatni schodek prowadzący do tu¬nelu, wokół nich zamknęła się ciemność. W środku było wilgotno, czuć było zapach stęchlizny oraz jeszcze jedną dziwną woń, którą w końcu zidentyfi¬kowała jako przemoczone, gnijące sukno. Wzdryg¬nęła się na myśl, skąd może pochodzić ten drugi za¬pach, który jednak nie był tak odrażający, jak ocze¬kiwała. Minęło wiele lat od czasu, gdy korzystano z tej części kamieniołomów. Tak powiedział Jules. Wszelkie ciała, jakie mogliby napotkać, już dawno uschły albo zostały po nich same kości.

Gdy minęli zakręt w tunelu i lampka oświetliła. ściany swoim słabym blaskiem, przekonała się, że mówił prawdę.

Trupy, niektóre bez głów, leżały w stertach tu i tam, wpatrując się pustymi oczodołami w nowo przybyłych gości. Aleksa śmiertelnie się wystraszy¬ła tym makabrycznym widokiem. Poczuła, jak żółć podchodzi jej do gardła.

– Boże święty… – Wbiła palce w dłoń Jules'a.

– Wszystko dobrze, cherie. Oni już nikomu nie zrobią krzywdy.

Stłumiła przerażenie.

– Wiem… przepraszam. Tylko że…

– Niczego nie musisz wyjaśniać. Ja też nie jestem odporny na takie widoki. Chyba żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie byłby w stanie przy¬wyknąć do czegoś takiego. Staraj się patrzyć prosto przed siebie. Chodź, musimy się pospieszyć.

Zmusiła się, żeby ruszyć, spoglądając tylko wprost, tam, gdzie padało światło lampy. Serce ło¬motało w jej piersi, gdy wdychała wilgotne powie¬trze.

– Co to za dźwięk? – Stanęła, słysząc jakieś piski, odbijające się echem od ścian tunelu. – Nieważne. Patrz pod nogi.

– Jules, powiedz mi.

– Szczury. – Ścisnął ją mocniej za rękę i pociągnął dalej, zmuszając,., by nie zwracała uwagi na obrzydliwe stworzenia i zimny pot, którym się oblała.

– Jesteśmy już blisko – szepnął i zatrzymał się na rozwidleniu korytarzy. – Odgłos naszych kro¬ków niesie,się daleko. Musimy iść cicho. Patrz uważnie, gdzie stawiasz nogi.

Skinęła głową, lecz Jules nie ruszał się.

– Zostań tu chwilę. Zobaczę, co jest przed nami. Pozostawił ją w małym kręgu światła. Zastana¬wiała się, jakim sposobem on cokolwiek widzi w tych zupełnych ciemnościach. Ledwie słyszała jego oddalające się kroki, potem nastała cisza.

Zadrżała i szczelniej owinęła się peleryną.

Gdzieś w oddali kapała woda, kawałki ziemi wokół jej stóp zamieniały się w błoto. Szczury zamilkły, lecz z ciemności wciąż dobiegały dziwne dźwięki. Cieszyła się, że nie wie, co je wywołuje. Czekała na St. Owena w nerwowej ciszy, cały czas rozmy¬ślając o mężu. Gdzieś tam był Damien… Modliła się w duchu, żeby do niego dotarli, zanim będzie za późno.

Gdzieś w pobliżu od ściany korytarza odpadł mały kamyk. Aleksa podskoczyła przestraszona, odwracając się w tamtą stronę, lecz po chwili ode¬tchnęła z ulgą na widok złocistej czupryny, która pojawiła się w kręgu światła.

– Widziałem go – powiedział, przyprawiając ją o jeszcze szybsze bicie serca. – Przy kolejnym roz¬widleniu tunelu stoi strażnik. Będę musiał się go pozbyć, skoro mamy uwolnić Damiena.

– Nic mu nie jest?

– Widziałem go tylko przez moment. Jest w dalszej części korytarza, przy końcu.

– Czy jest z nim ktoś jeszcze?

– Widziałem tylko tego jednego. Spróbuję odwrócić jego uwagę, kiedy już pozbędę się strażni¬ka. Kiedy do niego pójdę, ty musisz uwolnić swoje¬go męza.

Za trudem przełknęła ślinę, po czym skinęła głową.

– Jeśli cokolwiek się stanie, bez trudu znajdziesz drogę powrotną. Po prostu zawsze idź lewą odnogą tunelu. Do schodów, które prowadzą na ulicę, są tylko cztery zakręty.

– Nic się nie stanie – powiedziała stanowczo.

– Uwolnimy Damiena i uciekniemy.

– Bien sur, cherie. Nie wątpię, że tak będzie, ale na wszelki wypadek… pamiętaj, trzymaj się lewej strony.

W ogóle nie brała pod uwagę możliwości, że Ju¬les miałby nie wrócić razem z nimi. Tymczasem skoncentrowała się na czekającym ją zadaniu i za¬częła iść powoli, ostrożnie stawiając stopy.

Pokonali ostatni zakręt przed rozwidleniem i Ju¬les zatrzymał się w połowie korytarza.

– Tutaj zostawimy lampkę. Kiedy tunel się roz¬widli, zobaczymy światło dobiegające z posterunku strażnika.

– Dobrze. – Podała mu lampę, a on postawił ją przy ścianie. W jej żółtym blasku pojawiła się czasz¬ka z rozchylonymi szeroko szczękami. Nad nią le¬żały ułożone w stertę zwłoki niczym klocki drew¬na na opał, na wysokość dziesięciu zwłok aż do su¬fitu. Pozbawione ciała kości trupów były pokryte skórą przypominającą suszoną wołowinę, a długie kudłate włosy, które pozostały na niektórych czasz¬kach, zwisały nad pustymi oczodołami.

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)