Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Diabelska wygrana». Краткое содержание книги:

Romans, kt?rego nigdy nie zapomnisz! Szukaj?c zemsty za ?mier? brata, Damien Falon zastawia pu?apk? na pi?kn? Alex? Garrick. Wygrywa od niej fortun? przy karcianym stole, nie ??da jednak pieni?dzy, lecz tego, by Alexa sp?dzi?a z nim noc. Wbrew jego oczekiwaniom Alexa okazuje si? delikatn? i mi?? dziewczyn? i Damien wkr?tce przy?apuje si? na tym, ?e pragnie nie tylko jej cia?a. Tymczasem niespodziewane komplikacje powoduj?, ?e musi broni? honoru Alexy, proponuje jej wi?c ma??e?stwo…
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 75
Перейти на страницу:

– Bonsoir, monsieur – powiedział służący. – Czego pan sobie życzy?

Aleksa wstrzymała oddech.

– Jules! Co się stało… – urwała, widząc jego peł¬ną niepokoju twarz.

– Obawiam się, że musimy porozmawiać. To sprawa najwyższej wagi. – Ignorując małego ciem¬nowłosego lokaja, wszedł do środka, chwycił ją za nadgarstek i pociągnął przez hol.

– Jules, na litość boską, co się dzieje? – Gdy zna¬leźli się w gabinecie i zamknęli drzwi, odwróciła się do niego twarzą.

– Coś się wydarzyło. Idź na górę i zabierz płaszcz, nałóż też mocne buty. Musimy stąd uciekać.

– Dlaczego? Co się stało? – Niespokojne oblicze Jules'a sposępniało jeszcze bardziej.

– Aresztowali twojego męża za kradzież planów. W pracowni Salliera stwierdzono ich brak już dziś po południu.

– Ale przecież oni wiedzą, że nie mógł ich ukraść. Cały czas był wtedy z nimi!.

– Sądzą, że to on wszystko zorganizował. Zoł¬nierze już tu jadą. Po ciebie.

– Wielki Boże!

– Musisz zachować spokój. Tak jak mówiłem, weź płaszcz i buty. Szybciej, Alekso, nie mamy zbyt dużo czasu.

Kiwnęła głową i biegiem wróciła na górę Wal¬cząc z ogarniającym ją przerażeniem, w pośpiechu spakowała małą torbę podróżną, założyła brązowe pantofle, chwyciła czarną pelerynę z kapturem. Przy drzwiach Jules ujął ją za ramię i razem wybie¬gli z domu. Pomógł jej wsiąść do swojej małej dwu¬kółki i sam wskoczył do środka.

– Dokąd… dokąd jedziemy?

Do hotelu Marboeuf. Tam czeka na nas Ber¬nard z przygotowanym do drogi wozem. Wywiezie cię na północ. Jest jeszcze szansa, że zdążysz na łódź odpływającą z Hawru.

Nie zareagowała na jego słowa. Myślała tylko o aresztowaniu Damiena.

Do hotelu Marboeuf? – powtórzyła automatycznie.

Tak. Bernard wywiezie cię z miasta.

– A co z Damienem?

Uścisnął jej dłoń.

Przykro mi, cherie, ale nie możemy nic zrobić. Zesztywniała. W końcu zaczynała myśleć trochę jaśniej.

Co to znaczy, że nie możemy nic zrobić? Damien jest niewinny. Musimy go wydostać.

Jules tylko pokręcił głową – Gdzie on jest?

Dłuższą chwilę nie odpowiadał.

W katakumbach. Pod prefekturą policji znajduje się loch. Lecz ostatecznie zostanie umieszczony w więzieniu La Force.

W katakumbach… Boże, jak oni mogli? – Łzy napłynęły do jej oczu, wyobraźnia podsuwała maka¬bryczne obrazy. Słyszała o tym miejscu. Od czasów rzymskich pod miastem były kamieniołomy, z któ¬rych wydobywano wapień. W latach Wielkiego Terroru stały się masowym grobowcem dla tysięcy,więźniów, którzy stracili głowy pod ostrzem giloty¬ny. Trudno było jej znieść świadomość, że Damien jest przetrzymywany w jednej z tych okropnych cel w otoczeniu starych kości i gnijących ciał.

– Muszę go wydostać – powiedziała cicho, ocie¬rając łzy z policzków. – Nie zostawię go tam.

– Posłuchaj mnie, cherie…

– Nie! To ty mnie posłuchaj! Kradzież planów to był mój pomysł i nie pozwolę, żeby on wziął całą winę na siebie!

– Gdybyśmy ich nie zabrali, on sam by je wy¬kradł.

– Zapewne. Co dowodzi, że cały czas mówił prawdę

– Generał Moreau myśli inaczej.

– Jak to?

– Uważa, że twój mąż chciał sprzedać plany temu, kto najwięcej zapłaci. Armia Napoleona sta¬nowi zagrożenie dla wielu krajów. Każdy chętnie kupiłby tak cenne informacje.

– Ja… nie interesuje mnie, po co chciał je zdobyć i komu sprzedać. To nie ma już naj mniejszego znaczenia. Ja go kocham, Jules, i pomogę mu. Nic, co powiesz, mnie nie powstrzyma.

St. Owen cicho zaklął.

– Wypuść mnie, Jules. Wynajmę dorożkę i sama tam pojadę. Nie ma powodu, żebyś się w to anga¬żował. I tak zrobiłeś bardzo dużo. Ale od tej chwi¬li to już wyłącznie moja sprawa.

Jules mocno pociągnął lejce i mały powóz gwał¬townie się zatrzymał.

– Naprawdę myślisz, że pozwolę ci jechać tam samej?

– Jules, proszę cię. Muszę to zrobić.

Jasnowłosy mężczyzna spojrzał na nią twar¬do i westchnął.

Wyznanie im prawdy niczego nie załatwi, bo pewnie stracą was oboje, aby mieć pewność, że in¬formacj a nie przedostanie się dalej.

– A co innego mogę zrobić?

– Spróbować go stamtąd wydostać.

Nadzieja wstąpiła w serce Aleksy.

Czy istnieje choćby cień szansy, że się uda? – Właśnie cień, ale to lepsze niż nic.

– Więc… jak mielibyśmy to zrobić?

Jules zawrócił konia w boczną uliczkę, oddalając się od hotelu Marboeuf.

Na placu Denfert-Rocherau, w pobliżu północnego końca rue de la Tombe-Issoire, jest wej¬ście db katakumb. Miejsce nie jest pilnie strzeżo¬ne, gdyż zwykle nie ma takiej potrzeby. Możemy dostać się do tunelu, który przecina się z koryta¬rzem pod prefekturą

– Byłeś tam kiedyś?

Raz. Oni korzystają z tego tunelu dość często, a my kilka miesięcy temu próbowaliśmy wyciągnąć z lochu jednego z naszych.

– Udało się?

Nie. Usłyszeli nas. Jeden z moich przyjaciół został pojmany, jeden zabity. Dwaj uciekli.

Nerwowo oblizała wargi.

– Przykro mi.

Wzruszył ramionami.

Może tym razem będziemy mieli więcej szczęścia.

Tak… musimy w to wierzyć. – Pomyślała jednak z niepokojem, co się stanie, czy katakumby staną się miejscem wiecznego spoczynku dla trzech nowych ciał obok tysięcy innych.

* * *

Victor Lafon stał za drzwiami u szczytu scho¬dów.

– Nie ma jej – powiedział porucznik Colbert.

– Uciekła z Jules'em St. Owenem.

– Sacre bleu! – Victor uderzył pięścią w drzwi.

– Musiał się dowiedzieć, że już po nią jedziemy!

– Może to zwykły zbieg okoliczności. A może wysłała kochankowi wiadomość, że mąż został we¬zwany, i wykorzystali sposobność, żeby uciec.

– Możliwe, ale wątpię. Postawcie blokady na drogach wyjazdowych z miasta. Nie wypuszczać nikogo, kto w najmniejszym stopniu wyda się po¬dejrzany.

– A co z Falonem? Mamy go dalej naciskać w sprawie planów?

– Jeszcze nie. On nie wie, że próba kradzieży się powiodła, a ja nie chcę mu na razie dawać tej sa¬tysfakcji. Poza tym są inne pytania, które wymaga¬ją odpowiedzi. – Zacisnął szczęki, lecz po chwili rozluźnił się. – Być może dostaliśmy do ręki wyma¬rzoną broń. Kiedy skończy pan swoje zadania, niech pan wraca do mnie i wtedy zobaczymy…

Porucznik zasalutował.

– Tak jest. Niebawem będę z powrotem. Tymczasem Victor wrócił na dół. Falon był nie- przytomny, krępujące go liny wbijały mu się w pierś, głowa zwisała do przodu, kosmyki czar¬nych włosów opadały na twarz.

– Ocuć go – powiedział Victor do sierżanta. Osiłek chrząknął i sięgnął po blaszane wiadro z wodą, którą chlusnął na pokrwawioną twarz ma¬jora i hałaśliwie odrzucił puste naczynie na bok. Falon jęknął i otworzył oczy.

– A więc nadal jesteś wśród żywych. To dobrze, majorze, bo mam dla ciebie interesujące wiado¬mości.

– Nic, co powiesz, nie jest w stanie mnie zainte¬resować, Victor. – Popatrzył na swoich oprawców przez opadające powieki. Bolały go wszystkie ko¬ści, żebra, mięśnie i stawy. Nie chciał patrzyć na ściany, bo wiedział, co tam jest. Gdyby to zro¬bił, przerażenie pomogłoby go złamać. To wszyst¬ko było częścią ich gry.

A w kwestii pozyskiwania informacji… Sierżant doskonale znał się na sW9jej robocie.

– Więc uważasz, że nie wiem nic interesującego

– rzekł Lafon. – Ale może zaciekawi cię informacja, że gdy ty byłeś… zajęty tutaj, twoja żoneczka uciekła z kochankiem.

Damien uniósł brwi.

– Naprawdę? A któryż to kochanek?

– Jules St. Owen. – Lafon dał mu chwilę, żeby to sobie rozważył. – N a pewno go sobie przypominasz: przystojny blondyn, bardzo bogaty i wpływowy. Wi¬dywała się z nim regularnie od pewnego czasu.

– Chyba zwariowałeś, jeśli myślisz, że w to uwierzę.

– Tak? St. Owena widziano kilka razy przed waszym domem, a nasi ludzie śledzili twoją żonę, któ¬ra dwukrotnie wybrała się z nim na randkę do Cafe de Valois. – Pułkownik wszedł w krąg światła, pa¬dającego z pochodni. – Pomyśl o tym, Falon. Mo¬że przypomnisz sobie, jak z nią tańczył na cesar¬skim balu… jak zawsze umiał ją wypatrzyć z pała¬cu generała Moreau. Skoro ja to zauważyłem, to ty na pewno też. Przypomnij sobie… a może dostrze¬żesz ziarno prawdy w moich słowach.

Coś się w nim poruszyło. Z początku może nie¬wielkie, niedające podstaw do niepokoju ziarenko wątpliwości. Przynajmniej część z tego, co mówił Lafon, było prawdą. Sto Owen był wyraźnie zainte¬resowany Aleksą, a w pewnym okresie Damien są¬dził, że ona to zainteresowanie odwzajemnia.

Wątpliwości wciąż rosły, nabierały groźnych roz¬miarów, nie pozwalały się zignorować.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 75
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)