Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 86
Перейти на страницу:

Sithas zatrzymał Mackeliego, tak by Kith-Kanan mógł samotnie podejść do stołu. Niepokorny książę Silvanesti stał teraz naprzeciw swych rodziców i byłej kochanki, oddzielony od niech masywnym, owalnym meblem.

Nirakina wstała od stołu, jednak Sithel nakazał jej wrócić na swoje miejsce. Kobieta posłusznie opadła na krzesło, a na jej policzkach zabłysły pierwsze łzy. Kith-Kanan złożył wszystkim obecnym głęboki pokłon.

— Wielki Mówco — — zaczął. Po chwili zaś dodał: Ojcze. Dziękuję, że pozwoliłeś, aby Sithas przywołał mnie z powrotem do domu. — Obie elfki natychmiast przeniosły wzrok na Sithela, nie wiedziały bowiem nic o wyrozumiałości Mówcy.

— Przez długi czas byłem na ciebie bardzo zły — odparł surowo Sithel. — Nikt z Królewskiego Rodu nie zhańbił nas tak, jak uczyniłeś to ty. Co masz nam do powiedzenia?

Kith-Kanan przyklęknął na jedno kolano.

— Jestem największym głupcem, jaki kiedykolwiek chodził po świecie — rzekł, wbijając wzrok w posadzkę. — Wiem, że zhańbiłem was i samego siebie. Pogodziłem się już ze sobą i z bogami, a teraz chciałbym także pogodzić się ze swą rodziną.

Słysząc te słowa. Sithel odepchnął krzesło i wstał. W świetle świec jego białe włosy zdawały się złote. Mówca odzyskał już część utraconej w czasie choroby wagi, a widoczny w jego oczach ogień zdawał się płonąć z nową siłą. Stanowczym, równym krokiem ominął stół i podszedł do miejsca, w którym klęczał jego młodszy syn.

— Wstań — rzekł, wciąż tym samym, rozkazującym tonem. Kiedy Kith-Kanan podniósł się na nogi, srogość na dobre opuściła twarz Mówcy. — Synu — rzekł, kiedy stanęli twarzą w twarz.

Po tych słowach, niczym witający się żołnierze, poklepali swe ramiona. To jednak nie wystarczyło Kith-Kananowi i młodzieniec z zapałem uścisnął ojca, który równie żarliwie odwzajemnił czułość syna. Ponad ramieniem Mówcy Kith-Kanan ujrzał swą matkę, wciąż płaczącą, choć teraz łzy płynęły po twarzy, na które; widniał promienny uśmiech.

Hermathya za wszelką cenę próbowała zachować rezerwę, jednak blada twarz i drżące palce zdradzały targające nią uczucia. Elfia panna złożyła dłonie na podołku i z uporem rozglądała się na boki, wbijając wzrok w ściany, sklepienie, cokolwiek, byle nie patrzeć na Kith-Kanana.

Sithel odsunął syna i przyjrzał się jego pociemniałej od słońca skórze.

— Nie mogę się ciebie wyprzeć — rzekł łamiącym się głosem. — Jesteś moim synem i niezmiernie się cieszę z twojego powrotu!

Nirakina podeszła do syna i ucałowała go. Kith-Kanan otarł z jej twarzy łzy i pozwolił, aby oprowadziła go do koła stołu, gdzie przygotowano dla nich miejsca. Chwilę później oboje podeszli do — wciąż siedzącej za stołem — Hermathyi.

— Dobrze wyglądasz, pani — rzekł z zakłopotaniem Kith-Kanan.

W odpowiedzi elfia panna podniosła głowę i spoglądając na księcia, zamrugała oczami.

— Czuję się dobrze — odparła niepewnym głosem, — Dziękuję, że zauważyłeś. — Widząc, że Kith-Kanan nie wie, co odpowiedzieć, Sithas ruszył bratu z odsieczą. Wprowadził do sali Mackeliego i przedstawił chłopca zgromadzonym. Sithel i Nirakina byli najwyraźniej oczarowani i zadziwieni nieokrzesanym zachowaniem gościa. Teraz, kiedy wiadomość rozeszła się po pałacu, służący odrywali się od pracy i zrywali z łóżek, aby nieprzerwanym strumieniem wlewać się do sali i oddawać cześć księciu. Ze względu na swą żywiołowość i dobre serce Kith-Kanan zawsze był lubiany przez członków Domu Służebnego.

— Cisza, wszyscy! Cisza — krzyknął Sithel. Zgromadzony tłum natychmiast zamilkł. Mówca zażądał amfory pełnej najprzedniejszego nektaru i sale wypełniła cisza, podczas której podawano sobie pucharki słodkiego napoju. Kiedy już wszyscy zostali obdzieleni, Sithel uniósł w górę swój kielich i radosnym gestem pozdrowił młodszego syna.

— Za księcia Kith-Kanana! — wykrzyknął. — Za to, końcu wrócił do domu! — Za Kith-Kanana! — wykrzyknął zgromadzony tłum. Chwilę później wszyscy zanurzyli usta w słodyczy nektaru.

Wszyscy, z wyjątkiem jednej osoby. Hermathya tak mocno ściskała w dłoni twój puchar, że jej knykcie stały równie białe co twarz.

W końcu służba opuściła salę, jednak zgromadzona w niej rodzina pozostała. Otoczywszy Kith-Kanana, rozmawiali z nim przez długie godziny, opowiadając o tym, co wydarzyło się podczas jego nieobecności. On, w zamian, uraczył ich opowieściami o swych przygodach w czasie życia w lesie.

— Tak wiec jestem teraz wdowcem — rzekł ze smutkiem, wpatrując się w wypełniające dno kielicha resztki nektaru. — Anaya została wezwana przez las, któremu tak długo służyła.

— Czy ta Anaya była szlachetnie urodzona? — spytała delikatnie Nirakina.

— Jej narodziny były tajemnicą nawet dla niej samej. Przypuszczam, iż została wykradziona swej rodzinie przez poprzednią, strażniczkę; podobnie jak ona sama wykradła Mackeliego.

— Nie żałuje, że tak się stało — rzekł stanowczo Mackeli. — Anaya była dla mnie dobra.

Kith-Kanan pozwolił, aby jego rodzina żyła w przekonaniu, że Anaya — podobnie jak Mackeli — była Silvanesti. Zataił także przed nimi wiadomość o swym nienarodzonym dziecku. Strata była zbyt świeża i książę chciał zachować niektóre ze wspomnień wyłącznie dla siebie.

Sithas przerwał krótką chwilę milczenia, wypowiadając się na temat półczłowieka zwanego Voltornem.

— Wszystko pasuje do tego, co już wcześniej podejrzewaliśmy — zaryzykował stwierdzenie. — Za terrorem w naszych zachodnich prowincjach stoi cesarz Ergothu. Nie tylko chce naszych ziem, ale także naszego drewna. — Wszyscy wiedzieli, że Ergoth posiadał pokaźną flotę i potrzebował drewna do budowy statków. Należące do cesarstwa ziemie były stosunkowo ubogie w lasy. Jakby tego było mało, w przeciwieństwie do elfów ludzie zwykle budowali z drewna swe domy.

— W każdym razie — zauważył Mówca — emisariusze są tu już od blisko pięciu tygodni, w którym to czasie nic udało się nam niczego osiągnąć. Przez kilka dni byłem chory jednak od czasu mego wyzdrowienia nie poczyniliśmy żadnych postępów.

Chętnie porozmawiam z ambasadorami o rzeczach, które widziałem i słyszałem w lesie — zaproponował Kith-Kanan. — Ludzie z Ergothu zawijają na nasze południowe wybrzeże, aby plądrować lasy. Pewne jest, że Mackeli zostałby zabrany jako niewolnik do Daltigoth.

— Właśnie to prawdopodobnie najeźdźcy uczynili z pozostałymi jeńcami — rzekł posępnie Sithas. — Żonami i dziećmi silvanestyjskich osadników.

Kith-Kanan opowiedział o splądrowanej wiosce, którą wraz z Mackelim widzieli w czasie powrotu do domu. Sithel był wyraźnie zaniepokojony wieścią, że zaatakowano osadę tak blisko stolicy.

— Jutro przybędziesz do wieży — ogłosił Mówca. — Chcę, aby Ergothianie usłyszeli o tym, co widziałeś! — Ba tych słowach Sithel podniósł się z krzesła. — Jest już bardzo późno — rzekł. — Posiedzenie zaczyna się wczesnym rankiem, tak wiec lepiej odpocznijmy. — Mackeli chrapał donośnie. Skulona na swym krześle Hermathya także drzemała.

Kith-Kanan zbudził chłopca, delikatnie nim potrząsając, tak że Mackeli natychmiast wyprostował się na krześle.

— Miałem zabawny sen. Kith. Udałem się do wielkiego miasta, gdzie ludzie mieszkali we wnętrzu kamiennych gór...

— To wcale nie jest takie zabawne — odparł Kith-Kanan, uśmiechając się. — Chodź, Keli. Ulokuję cię w starej komnacie Sithasa. Nie będzie ci to przeszkadzało, bracie?

1 ... 64 65 66 67 68 69 70 71 72 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)