Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Merkury [Mercury - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Merkury [Mercury - pl]

Электронная книга - «Merkury [Mercury - pl]». Краткое содержание книги:

Kosmiczna winda wywożąca na orbitę towary i ludzi to projekt inżynieryjny istniejący od XX wieku, teraz wreszcie staje się rzeczywistością. Dla inżyniera Bracknella jest ona dziełem życia, ale dla wielkich korporacji, które na tanim transporcie na orbitę stracą majątki, oraz dla Nowej Moralności, dla której budowa wieży w niebo jest obrazą Boga, stanowią cierń w boku. Zostaje zawiązany spisek i wieża runie w dół, grzebiąc w globalnej katastrofie miliony ludzi. Winnym zostanie uznany Bracknell, karą jest wygnanie Ziemi.
Inżynier traci dorobek całego życia, ale przypadkiem dowiaduje się o sabotażu i spisku i od tej pory całe swoje życie podporządkowuje jednemu — zemście na osobach winnych zniszczenia wieży i jego osobistej tragedii.
1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 76
Перейти на страницу:

Odczekał dwa dni, po czym poleciał wahadłowcem na pokład Himawari, z dowodami w kieszeni bluzy.

Lara i Victor z niecierpliwością przywitali go w śluzie. Udali się pospiesznie do kajuty Moliny, Victor nie mogący się doczekać, co odkrył Alexios, a Lara równie niecierpliwa, ale bardziej opanowana.

Gdy tylko weszli do kajuty, Molina zaczął się dopytywać.

— I co? Co pan znalazł?

— Coś ciekawego — odparł Alexios. — Czy McFergusen jeszcze tu jest? Powinien zobaczyć…

— Odleciał dwa dni temu — warknął Molina. — I co pan znalazł?

Alexios wyjął z kieszeni bluzy dwa arkusze plastiku i rozłożył je na stoliku, zaś Molina i jego żona usiedli na sofie. Postukał w ten, który leżał na wierzchu.

— Czy to jest ta anonimowa wiadomość, którą pan dostał? — spytał Molinę.

— Tak, to ta.

Alexios wiedział to. Sam ją napisał. Odwrócił arkusz i odsłonił ten, który leżał pod spodem.

— Co to jest? — spytała Lara.

— Kopia zamówienia dla Międzynarodowego Konsorcjum Uniwersytetów dotycząca sprzedaży jedenastu kamieni marsjańskich prywatnej placówce na Ziemi.

— Moje skały! — krzyknął Molina.

— Jak one dostały się z Ziemi na Merkurego? — spytała Lara.

Alexios doskonale wiedział, ale rzekł:

— I tego właśnie musimy się dowiedzieć w oparciu o dostępne dowody.

— Ale kto mi wysłał tę wiadomość? — dopytywał się Molina, stukając w pierwszy arkusz.

— Wyśledzenie nadawcy nie było łatwe. Bardzo starannie zacierał za sobą ślady.

— Kto to był?

— I musiał mieć za sobą dużą, bogatą organizację — dodał Alexios.

— Kto to był!? — Molina prawie krzyczał.

Alexios spojrzał na Larę. Czekała w napięciu, otwierając lekko usta, z szeroko otwartymi oczami.

— Biskup Danvers — rzekł Alexios.

— Elliott? — prychnął Molina.

— Nie mogę w to uwierzyć — rzekła Lara. — To sługa boży, on nie byłby zdolny do takiego oszustwa.

— To mój przyjaciel — mruknął z niedowierzaniem Molina — A przynajmniej kiedyś był przyjacielem.

— Nowa Moralność nie jest zachwycona odkryciami astrobiologów, doskonale o tym wiecie. A jaki może być lepszy sposób zdyskredytowania całej dziedziny niż udowodnienie, że jeden z głównych specjalistów to oszust i kłamca?

Molina opadł na sofę.

— Elliott miałby zrobić mi coś takiego?

— Czy są na to jakieś dowody? — dopytywała się Lara.

Alexios spojrzał w jej upstrzone cętkami oczy.

— Ludzie, którzy wytropili tę wiadomość, korzystali z dość nietypowych metod…

— Czyli nielegalnych — rzekła głuchym tonem.

— Niezbyt legalnych — odparł.

— Czyli takich dowodów nie da się przedstawić w sądzie.

— Nie, ale powinien być jakiś ślad w komputerze Danversa. Jeśli nawet usunął tę wiadomość, w rdzeniu pamięci powinno się dać coś wyśledzić.

Lara obrzuciła go twardym spojrzeniem.

— Biskup powie, że ktoś włamał się do jego komputera.

Alexios wiedział, że Lara ma absolutną rację. Odparł jednak:

— A po co ktoś miałby to robić?

— Nie możemy zbadać komputera Danversa bez jego zgody — rzucił niecierpliwie Victor. — A jeśli on to zrobił, nigdy się na to nie zgodzi. Jesteśmy w punkcie wyjścia.

— A ta faktura? Można prześledzić jej drogę aż do szkoły Nowej Moralności w Gabonie w Afryce Zachodniej.

Lara spojrzała na męża.

— Elliott był w Libreville.

— Przez prawie dziesięć lat.

Zwróciła się znów do Alexiosa.

— Czy to jest pewne?

Pokiwał głową.

— Absolutnie. Otrzymanie tych informacji sporo mnie kosztowało.

— Elliott? — Molina nadal nie potrafił się z tym pogodzić. — Elliott próbujący mnie zniszczyć?

— Obawiam się, że on już pana zniszczył — rzekł ponuro Alexios. — Pana reputacja jest zrujnowana.

Molina pokiwał głową z żalem, po czym jego wyraz twarzy nagle się zmienił:

— To ja temu skurwielowi jeszcze pokażę!

KONFRONTACJA

— To jakiś kompletny absurd! — krzyczał Danvers.

Molina stał w kajucie Danversa, zbyt wściekły, by usiąść.

Spacerował tam i z powrotem jak rozdrażnione zwierzę. Lara siedziała na jednym z wyściełanych krzeseł, Alexios przysiadł na drugim. Danvers siedział na sofie między nimi, wpatrując się z niedowierzaniem w dwa cienkie arkusze, które przyniósł Alexios.

— Mamy dowody — oznajmił Alexios, stukając palcem w wiadomość i fakturę.

— To kłamstwo, Victorze — rzekł Danvers. — Uwierz mi, to nie jest prawda.

— Zniszczyłeś mnie z premedytacją, Elliocie.

— Nie, ja…

— Dlaczego? — krzyknął Molina. — Dlaczego mi to zrobiłeś?

— Nic nie zrobiłem! — zawył Danvers z poczerwieniałą twarzą. — To stek bzdur. — Z rozpaczą zwrócił się do Lary. — Laro, ty mi wierzysz, prawda? Wiesz, że nie mógłbym tego zrobić. Nie mógłbym!

Lara patrzyła to na swojego męża, to na biskupa.

— Ktoś celowo zniszczył reputację Victora — rzekła, nie spuszczając wzroku z Alexiosa. — Bez względu na to, kto to zrobił, jego kariera leży w gruzach.

— Ale to nie ja! — jęknął Danvers.

— Nie ty? — warknął Molina. — Po tych wszystkich rozmowach, jakie odbyliśmy przez te lata, po tych wszystkich kłótniach…

— Dyskusjach! — poprawił go Danvers. — Filozoficznych dyskusjach.

— Nie przepadałeś za mną od chwili, gdy się dowiedziałeś, że korzystam z genomodyfikowanych wirusów przy budowie wieży! — rzucił Molina oskarżycielskim tonem. — Ty i twoi ludzie nienawidzicie wszystkiego, co się wiąże z nauką, prawda?

— Nie, to nie jest prawda — Danvers wyglądał na bliskiego łez.

Molina przestał chodzić po kajucie i spojrzał biskupowi w twarz.

— Kiedy ci powiedziałem, na czym polega moja praca przy wieży, natychmiast doniosłeś o tym swoim przełożonym w Nowej Moralności, tak?

— Oczywiście. To była ważna informacja.

— Więc w Ekwadorze byłeś szpiegiem. Posłali cię tam, żebyś szpiegował, a nie modlił się za nasze dusze.

— Victorze, proszę, uwierz mi…

— A teraz posłali cię na Merkurego, żebyś zniszczył moje dzieło, moją karierę. Zrujnowałeś mi życie, Elliocie! Równie dobrze mogłeś wziąć nóż i wbić mi go w serce!

Danvers ukrył twarz w dłoniach i zaczął coś bełkotać. Lara patrzyła na niego oczami pełnymi łez. Spojrzała na męża.

— Victorze, nie przypuszczam, żeby on to zrobił.

— W takim razie kto? — dopytywał się Molina. — Kto inny miałby powód?

Lara znów spojrzała uważnie na Alexiosa.

— Czy te informacje są pewne? Całkowicie?

Alexios zwalczył w sobie chęć, żeby odwrócić wzrok pod jej spojrzeniem. Odparł jednak gładko:

— Jak już stwierdził pan Molina, któż inny miałby powód, żeby zrobić mu coś takiego? Nowa Moralność musiała wziąć go na celownik całe lata temu, kiedy pracował przy kosmicznej wieży.

— I czekali aż tyle czasu, żeby go załatwić?

Alexios wzruszył ramionami.

— Najwyraźniej. Tak wynika z dowodów.

1 ... 63 64 65 66 67 68 69 70 71 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)