Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Merkury [Mercury - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Merkury [Mercury - pl]

Электронная книга - «Merkury [Mercury - pl]». Краткое содержание книги:

Kosmiczna winda wywożąca na orbitę towary i ludzi to projekt inżynieryjny istniejący od XX wieku, teraz wreszcie staje się rzeczywistością. Dla inżyniera Bracknella jest ona dziełem życia, ale dla wielkich korporacji, które na tanim transporcie na orbitę stracą majątki, oraz dla Nowej Moralności, dla której budowa wieży w niebo jest obrazą Boga, stanowią cierń w boku. Zostaje zawiązany spisek i wieża runie w dół, grzebiąc w globalnej katastrofie miliony ludzi. Winnym zostanie uznany Bracknell, karą jest wygnanie Ziemi.
Inżynier traci dorobek całego życia, ale przypadkiem dowiaduje się o sabotażu i spisku i od tej pory całe swoje życie podporządkowuje jednemu — zemście na osobach winnych zniszczenia wieży i jego osobistej tragedii.
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 76
Перейти на страницу:

Tej nocy leżał na pryczy i oglądał wiadomości z Ziemi, a na zewnątrz plastikowej kopuły, w której mieszkała ekipa budowlana, szumiał cicho marsjański wiatr. I wtedy zobaczył coś, co sprawiło, że usiadł na łóżku.

Yamagata ma zamiar budować satelity energetyczne na orbicie wokół Merkurego!

Yamagata! Wyszedł z odosobnienia w Tybecie i sięga po Merkurego!

Nie wahając się ani chwili, bez sekundy namysłu, Alexios zdecydował, że poleci na Merkurego. Yamagata zasłużył na śmierć z jego ręki. Siedząc w prawie ciemnej sypialni, patrząc na ekran, w którym odbijało się jego zmienione oblicze, uświadomił sobie, że może odpłacić zarówno Victorowi, jak i Danversowi.

Cała dawna nienawiść, wściekłość, kipiąca żółć powróciły na nowo. Alexios zazgrzytał zębami. Odpłacę im, przyrzekł sobie. Prawie o nich zapomniałem, o tym, co zrobili milionom innych ludzi. Prawie zapomniałem o Addie i jej ojcu, i załodze Alhambry. Jak łatwo jest pozwolić, żeby pochłonęło nas wygodne życie. Jak łatwo jest dopuścić do tego, by ostrze stępiało.

Odrzucił kołdrę i nago podszedł do telefonu stojącego na biurku. Yamagata. Molina. Danvers. Dopadnę ich wszystkich na tej piekielnej planecie, Merkurym.

GOETHE

Siedząc w swoim skromnie urządzonym, małym biurze, Dante Alexios uśmiechnął się gorzko do siebie, gdy wróciły do niego wspomnienia sprzed dziesięciu lat. Skończył czytanie raportu sporządzonego przez McFergusena i komisję MKU i rozsiadł się wygodnie na krześle. Ujęli to bardzo dyplomatycznie, pomyślał Alexios, czytając ostatni akapit, ale jego przesłanie było jednoznaczne.

Wymienione badania wykazały jednoznacznie, że rzeczone skały pochodzą z Marsa. Ponieważ szansa, że dostały się na powierzchnię Merkurego wskutek procesów naturalnych, jest znikoma, najprawdopodobniej zostały przetransportowane na Merkurego przez ludzi. Odkrycie bioznaczników w próbkach znalezionych przez V. Molinę nie jest zatem dowodem na istnienie aktywności biologicznej na planecie Merkury.

Victor jest skończony, powiedział sobie w duchu Alexios z satysfakcją. McFergusen nie będzie tego rozgłaszał na rogach ulic, ale implikacja jest jednoznaczna: albo Molina sam rozłożył te skały, albo dał się zrobić w balona jakiemuś żartownisiowi, który tego dokonał. Tak czy inaczej, reputacja Victora jako naukowca legła w gruzach.

Śmiejąc się głośno, Alexios pomyślał: a teraz kolej na Danversa.

Zadzwonił do Moliny: to był pierwszy krok na drodze do zniszczenia biskupa Elliotta Danversa.

Idąc w stronę kajuty Moliny centralnym korytarzem Himawari, znajdującego się na orbicie wokół Merkurego, Alexios zaczął się denerwować. Wiedział, że będzie tam Lara. Ona z nim mieszka. Sypia z nim. Mają ośmioletniego syna. Prędzej czy później przejrzy tę nanotechnologiczną sztuczkę i rozpozna Mance’a Bracknella. I wtedy zrozumiał, że jeśli nawet tak się stanie, niczego to nie zmieni.

Gdy dotarł do ich apartamentu, zawahał się; dłoń wyciągnięta, by zapukać, opadła w pół drogi. Co będzie, jeśli mnie rozpozna? A co ty zrobisz, jeśli tego nie zrobi, podszepnął mu pogardliwy głos w głowie.

Wziął głęboki oddech i zapukał. Lara natychmiast otworzyła drzwi, jakby tam stała i czekała na niego niecierpliwie.

— Pan Alexios — mówiła przyciszonym, pełnym trwogi głosem.

Czując, jak każda cząstka jego ciała drży z nerwów, Alexios wkroczył do ich apartamentu. Victor siedział na przeznaczonej dla dwóch osób sofie ustawionej pod oddaloną grodzią, z twarzą ukrytą w dłoniach. Łóżko było starannie zaścielone; cały apartament wyglądał na starannie wysprzątany. Do tego obrazu nie pasował Molina: wyglądał jak wrak człowieka: z potarganymi włosami, pobladłą twarz, dwudniowym zarostem na twarzy i podkrążonymi oczami.

Alexios nieco się odprężył. To nie będzie trudne. On schwyta każdą brzytwę, którą mu podam.

— Czy mogę pana czymś poczęstować, panie Alexios? — zwróciła się do niego Lara.

— Dante. Proszę mówić mi po imieniu.

Skinęła głową.

— Dobrze. Dante. Może drinka?

Pamięć podsunęła mu wszystkie te chwile, kiedy z Lara pili coś wspólnie. W dawnych czasach uwielbiała margarity; Mance Bracknell wolał wino.

— Poproszę o szklankę wody — rzekł.

— A może soku? — zaproponowała.

O mało się nie wzdrygnął na wspomnienie soku pełnego nanomaszyn, jaki podawano w klinice doktora Kogi.

— Dziękuję, wystarczy woda.

Lara poszła do kuchni znajdującej się za niewielkim barkiem obok sofy. Alexios przysunął sobie jedno z wyściełanych krzeseł i usiadł przy niskim stoliku obok Moliny.

— Jak wspomniałem przez telefon, doktorze Molina, zrobię wszystko, żeby panu pomóc.

Molina potrząsnął głową.

— Nie może pan nic zrobić — rzekł chropawym szeptem.

— Ktoś pana wrobił — rzekł łagodnie Alexios. — Gdyby udało się dowiedzieć, kto to taki, moglibyśmy udowodnić wszystkim, że to nie pana wina.

Lara postawiła tacę na stoliku i usiadła obok męża.

— Dokładnie to mu cały czas powtarzam. Nie możemy przejść nad tym do porządku dziennego. Musimy dowiedzieć się, kto za to odpowiada.

— A co można zrobić? — spytał żałośnie Molina.

Alexios przechylił głowę, jakby zastanawiając się nad problemem.

— Hm… powiedział pan, że dostał jakąś anonimową wiadomość na temat tych skał.

— Tak. Ktoś zostawił mi wiadomość na kampusie. Bez nazwiska. I bez adresu zwrotnego.

— I opierając się tylko na tym przyleciał pan na Merkurego?

W oczach Moliny zapłonął gniew.

— Niech pan też nie zaczyna! Tak, przyleciałem tu tylko z powodu tej wiadomości. Była zbyt obiecująca, żeby ją zignorować.

Lara położyła mu rękę na kolanie uspokajającym gestem.

— Victorze, on próbuje ci pomóc — rzekła pojednawczym tonem.

Molina stłumił w sobie gniew.

— Pomyślałem sobie, że jeśli to ślepa uliczka, to za parę tygodni będę z powrotem w domu. A jeśli to prawda, to będzie to niesamowite odkrycie.

— Ale to mogło być celowe oszustwo — rzekł Alexios z całym udawanym współczuciem, na jakie było go stać.

— Otóż to. I oni właśnie myślą, że to moja robota. Uważają mnie za oszusta, za kanciarza…

— W takim razie — rzekł Alexios, przerywając pełne go ryczy wywody Moliny — należałoby wyśledzić, skąd wysłano tę wiadomość.

— Nie rozumiem…

— Ten, kto ją wysłał, miał dostęp do marsjańskich skał — mówił dalej Alexios. — I prawdopodobnie znał pana.

— A skąd ten pomysł? — spytała Lara, ze zdziwieniem w bursztynowych oczach.

Alexios wzruszył ramionami.

— Zadzwonił akurat do pana. Chciał, żeby to pan tu przyleciał i dał się złapać.

— Ale kto mógłby coś takiego zrobić? I po co? — zastanawiała się Lara.

— Tego właśnie musimy się dowiedzieć.

DOWODY

Alexios wiedział, że musi działać szybko, bo Lara i Victor mieli odlecieć z Merkurego za parę dni. Nie mógł się jednak za bardzo spieszyć; przez to mógłby się zdradzić. Poza tym, skoro MUA odwołała zakaz prac na powierzchni planety, miał mnóstwo pracy: wznowić pozyskiwanie surowców z regolitu, wynająć zespół specjalistów od nanotechnologii i przewieźć ich na Merkurego, opracować plany wyrzutni masy i elementów satelitów energetycznych, które miały zostać katapultowane na orbitę i zmontowane w kosmosie.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 76
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)