Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]

Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:

Szef wielkiej stacji telewizyjnej dokonuje epokowego odkrycia — znajduje metodę tworzenia mikrotuneli podprzestrzennych, które pozwalają zajrzeć kamerze w każde miejsce w teraźniejszości i przeszłości... W przezroczystym świcie nic nie ukryje się przed kamerą. Ludzie zaczynają szukać sposobów na ukrycie swojej prywatności i swoich zbrodni…
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 83
Перейти на страницу:

W końcu 4712425 doprowadziła ich do drzwi. Niemym gestem poleciła im przystanąć i poprawić intkamy i maski, aby upewnić się, że nie widać ani kawałka ciała.

Drzwi otworzyły się, ukazując jedynie ciemność.

A potem wykonali końcowy manewr w celu zmylenia szpiegów: 4712425 dotknęła ich lekko i poprowadziła dalej wzdłuż ulicy. Bobby obejrzał się i zobaczył, że drzwi zamykają się cicho.

Sto metrów dalej podeszli do drugich drzwi. Otworzyły się i wpuściły ich w ciemność.

Ostrożnie. Stopień, stopień, stopień, jeszcze dwa…

W absolutnej ciemności 4712425 sprowadziła Bobby’ego i Kate po niskich schodach.

Bobby po echach i zapachu wyczuł przed sobą pokój. Był duży, z twardymi ścianami — tynk, może pomalowany — i tłumiącym dźwięk dywanem na podłodze. Pachniało jedzeniem i gorącymi napojami. Byli tu też ludzie — czuł ich mieszane zapachy, słyszał cichy szelest poruszających się ciał.

Jestem w tym coraz lepszy, pomyślał. Jeszcze parę lat i w ogóle nie będę musiał używać oczu.

Stanęli u stóp schodów.

Jeden pokój, kwadrat jakieś piętnaście metrów, wypisała 4712425. Para drzwi na tyłach. Toalety. Są ludzie, jedenaście, dwanaście, trzynaście, czternaście, wszyscy dorośli. Okna zaciemniane.

Było to typowe maskowanie: pokoje, które zawsze były ciemne stawały się znane jako kryjówki Uchodźców.

Chyba OK, wypisała Kate. Jest jedzenie i łóżka. Wchodzimy. Zdjęła intkam, a potem dres, który miała pod spodem.

Bobby westchnął i postąpił podobnie. Oddał odzież do rąk 4712425, a ona powiesiła rzeczy na wieszaku, którego nie widział. Potem nadzy, jedynie w cieplnych maskach, trzymając się za ręce, weszli między anonimowych w swej nagości ludzi. Bobby spodziewał się, że przed końcem spotkania zmieni nawet maskę, żeby jeszcze bardziej zmylić kogoś, kto mógłby ich obserwować.

Powitano ich. Ręce — męskie i kobiece, z wyraźnie odmienną teksturą — falowały przed twarzą Bobby’ego. Wreszcie ktoś go dotknął; miał holistyczne wrażenie kobiety koło pięćdziesiątki, niższej od niego. Jej drobne dłonie niezręcznie gładziły jego twarz, ramiona i nadgarstki.

W ten sposób, dotykając się w ciemności, Uchodźcy badali siebie nawzajem. Poznanie, zyskiwane z trudnością, potwierdzane ostrożnie, a nawet niechętnie, opierało się nie na imionach, twarzach, wizualnych czy dźwiękowych etykietach, ale na oznakach subtelnych, niematerialnych: kształcie osoby w ciemności, zapachu — nieusuwalnym i charakterystycznym nawet pod warstwą brudu albo po energicznym myciu, stanowczości lub delikatności dotyku, sposobie komunikacji, cieple czy chłodzie, po stylu.

Przy pierwszym takim spotkaniu Bobby kulił się i cofał w ciemności przed każdym dotykiem. Lecz nie był to niemiły sposób witania się z ludźmi. Jak twierdziła Kate, taka milcząca komunikacja, dotykanie i głaskanie, odwoływała się do jakiegoś głębokiego zwierzęcego poziomu ludzkiej osobowości.

Zaczął się rozluźniać. Był bezpieczny.

Oczywiście anonimowość społeczności Uchodźców przyciągała niezrównoważonych i przestępców, tym bardziej, że grupy były łatwo infiltrowane przez ludzi, którzy w dobrych czy złych celach szukali innych uciekinierów. Ale doświadczenie mówiło Bobby’emu, że Uchodźcy zadziwiająco skutecznie dbali o porządek w swoim gronie. Wprawdzie nie istniał żaden centralny ośrodek koordynujący, jednak w interesie każdego z nich leżało zachowanie integralności lokalnej grupy i ruchu jako całości. Dlatego ci źli byli szybko identyfikowani i usuwani, podobnie jak agenci federalni i inni obcy.

Bobby myślał czasem, że Uchodźcy to model organizacji społeczeństw w podglądanej, wormcamowej przyszłości: luźne, rządzące się samodzielnie sieci, chaotyczne, być może nawet nieefektywne, lecz trwałe i elastyczne. Jego zdaniem Uchodźcy byli zaledwie kontynuacją takich grup jak sieci WGD, Straż Bombowa czy zespoły prawdy, a nawet wcześniejsze ugrupowania, takie jak obserwujący niebo amatorzy, którzy odkryli Wormwood.

Kiedy WormCam zlikwidował wszelkie tabu i prywatność, ludzie powracali do wcześniejszych norm zachowania. Uchodźcy rozmawiali, głaskając się i drapiąc jak szympansy. Przesycone ciepłem, zapachem, dotykiem i smakiem innych ludzi takie spotkania były niezwykle zmysłowe, a czasami wręcz erotyczne. Bobby nieraz widział, jak przeradzają się w pełną orgię. W takich wypadkach on i Kate zwykle przepraszali milcząco i wycofywali się, zanim zaangażowali się zbyt mocno.

Bycie Uchodźcą nie było takie złe. A z pewnością lepsze niż alternatywa, jaką miała przed sobą Kate.

Ale był to tylko cień życia.

Nie można było zostać zbyt długo w jednym miejscu, nie można było posiadać majątku ani nawet zbliżyć się do kogoś w obawie przed zdradą. Bobby znał imiona tylko garstki Uchodźców, których poznał w ciągu tych trzech lat w podziemiu. Wielu stało się jego towarzyszami, oferując — zwłaszcza na początku — nieocenioną pomoc i radę parze bezradnych neofitów, których ocaliła Mary. Towarzyszami tak, ale bez minimalnego ludzkiego kontaktu chyba nigdy nie mogli zostać przyjaciółmi.

WormCam wprawdzie nie pozbawił go wolności i prywatności, lecz odgrodził od reszty ludzi.

Nagle Kate pociągnęła go za rękę i wbiła palce w dłoń.

Znalazłam ją. Mary. Mary tu jest. Tam. Chodź, chodź, chodź.

Zaskoczony Bobby ruszył za nią.

Siedziała sama w rogu pokoju.

Bobby delikatnie zbadał palcami sytuację. Mary była ubrana w dres. Przy niej leżał stygnący, nietknięty talerz jedzenia. Nie nosiła maski.

Oczy miała zamknięte. Nie reagowała na dotyk, lecz wyczuł, że nie śpi.

Kate nerwowo stuknęła w dłoń Bobby’ego.

Równie dobrze może nosie neon: tu jestem weźcie mnie.

Co z nią?

Nie wiem. Skąd mam wiedzieć.

Bobby ujął bezwładną dłoń siostry, roztarł ją i zaczął wypisywać jej imię.

Mary, Mary, Mary, Mary Mays, tu Bobby, Bobby Patterson, Mary, Mary…

Nagle jakby się przebudziła.

— Bobby?

Wyczuł głęboko zaszokowaną ciszę w całym pokoju. To było pierwsze słowo, które ktoś wymówił głośno, odkąd tu przyszli. Kate wyciągnęła rękę i zasłoniła Mary usta.

Bobby znalazł dłoń siostry, żeby mogła coś do niego napisać.

Przepraszam, przepraszam. Zamyślona.

Uniosła jego dłoń do ust i poczuł, jak rozciąga wargi w uśmiechu. Czyli zamyślona i szczęśliwa. Ale to niekoniecznie dobry znak. Szczęśliwa znaczy nieuważna.

Co się z tobą działo?

Uśmiechnęła się szerzej.

Nie powinnam być szczęśliwa, duży bracie?

Wiesz o co mi chodzi.

Wszczep, odparła krótko.

Wszczep, jaki wszczep?

Korowy.

O rany, pomyślał przerażony. Szybko przekazał informację Kate.

Paskudnie, bardzo paskudnie, odparła. Nielegalne.

Wiem.

Jamajka, poinformowała go Mary.

Co?

Kumpel z komórki na Jamajce. Widzę przez jego oczy, słyszę przez jego uszy. Lepiej niż w Londynie.

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)