Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Młodość dla wybranych
Młodość dla wybranych - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Młodość dla wybranych

Электронная книга - «Młodość dla wybranych». Краткое содержание книги:

Na ostry dyżur do szpitala w Springer w Bostonie zostaje przyjęty staruszek z objawami choroby Alzheimera. Wstępne badanie nie ujawnia żadnych dolegliwości neurologicznych. Podejrzewając udar mózgu, doktor Toby Harper nakazuje wykonanie tomografii komputerowej. W czasie, gdy reanimuje kolejnego pacjenta, jej podopieczny dosłownie rozpływa się w powietrzu.
Kilkanaście dni później do szpitala trafia mężczyzna z takimi samymi objawami, jak u nadal nie odnalezionego Harry’ego Slotkina. Obu wcześniej leczył doktor Carl Wallenberg. Pacjent umiera, a Toby, wbrew woli Wallenberga, aranżuje sekcję zwłok. Diagnoza nie pozostawia wątpliwości co do przyczyny śmierci: zarażenie chorobą szalonych krów.
Kilka innych tajemniczych zgonów, których wyjaśnieniem zajmuje się Toby, wskazuje coraz wyraźniej, że to nie epidemia, lecz rezultat czyjegoś świadomego działania. Tropy prowadzą do luksusowego domu opieki, w których Wallenberg i jego współpracownicy przeprowadzają eksperymenty medyczne na starcach, wszczepiając im hormony…
1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 78
Перейти на страницу:

Dvorak pokręcił głową.

– Przepraszam, ale to brzmi dość absurdalnie.

– Ależ czemu? W warunkach laboratoryjnych już tego próbowano. Możemy sprawić, że muszce wyrosną oczy na skrzydłach! Możemy uaktywniać i dezaktywować gen sterujący funkcjonowaniem przysadki mózgowej! Jeśli da się to zrobić w laboratorium, tym łatwiej uczyni to natura. Komórki ludzkiego embrionu w organizmie tej dziewczyny zaczęły powielać ten sam gen, skutkiem czego płód nie potrafił się odpowiednio zróżnicować. Nie ma nóg, nie ma klatki piersiowej. Zamiast tego występują te specyficzne skupiska komórkowe.

– Jaki czynnik mógłby to spowodować? – spytała Toby.

– W naturze? Coś katastrofalnego. Teratogen, którego jeszcze nie znamy.

– Ale Molly twierdzi, że nie brała żadnych lekarstw ani narkotyków. Kilkakrotnie ją o to pytałam… – Toby urwała i spojrzała w stronę drzwi.

Ktoś krzyczał.

– To Molly! – Zerwała się na równe nogi, wybiegła z sali i popędziła korytarzem. Dvorak deptał jej po piętach. Kiedy wpadli do pokoju Molly, przy łóżku stała już pielęgniarka, która próbowała dziewczynę uspokoić.

– Co się stało? – wydyszała Toby.

– Mówi, że ktoś tu był – odrzekła pielęgniarka.

– Stał przy łóżku! – szlochała Molly. – Wie, że tu jestem, śledził mnie…

– Kto?

– Romy.

– Światło było zgaszone, mogło się pani coś przyśnić – zauważyła spokojnie pielęgniarka.

– Mówił do mnie!

– Nikogo nie widziałam, a moje biurko jest zaraz za rogiem… W korytarzu trzasnęły drzwi, zadudniło echo.

Do pokoju zajrzała doktor Marx.

– Przed chwilą widziałam jakiegoś mężczyznę. Wybiegł na klatkę schodową.

– Niech pani zawiadomi straż – polecił Dvorak pielęgniarce. – Niech sprawdzą dolne piętra!

I wybiegł z sali.

Toby puściła się za nim.

– Dan, dokąd?!

Dvorak pchnął drzwi na klatkę schodową.

– Niech zajmą się tym ochroniarze! – Wyszła za nim i przystanęła na schodach.

Gdzieś w dole słyszała jego kroki.

Ruszyła. Z początku szła ostrożnie, potem, coraz bardziej zdeterminowana, przyspieszyła. Rozzłościł ją ten bezsensowny i nierozważny pościg Dvoraka, była też wściekła na Romy’ego – jeśli to naprawdę był on – za to, że śmiał nachodzić Molly w szpitalu. Jak on ją znalazł? Śledził ich, gdy wychodzili od Dvoraka?

Przyspieszyła jeszcze bardziej. Gdy znalazła się na podeście pierwszego piętra, usłyszała trzask, najpierw jeden, potem drugi: ktoś otworzył i zamknął drzwi.

– Dan! – wrzasnęła. Odpowiedziała jej cisza.

Wreszcie zbiegła na parter. Pchnęła drzwi i wypadła na ulicę, tuż obok podjazdu do izby przyjęć. Asfalt lśnił w deszczu. Wiatr dmuchnął jej w twarz, niosąc zapach mokrego chodnika. Zmrużyła oczy.

Z drobnej mżawki wyłoniła się sylwetka mężczyzny. Dvorak. Przystanął pod latarnią, spojrzał w lewo, potem w prawo.

Podbiegła do niego.

– Dokąd uciekł?

– Mignął mi na schodach. Zgubiłem go, gdy znalazł się na ulicy.

– Jesteś pewny, że nie został w szpitalu?

– Wybiegł na ulicę, musi tu gdzieś być. – Dvorak ruszył w stronę szpitalnej siłowni.

Nagle usłyszeli przeraźliwy pisk opon.

Z ciemności wyjechała furgonetka. Pędziła prosto na nich.

Toby zamarła.

Dvorak błyskawicznie zawrócił i odepchnął ją mocno na bok, tak że Toby potoczyła się po asfalcie.

Furgonetka śmignęła z rykiem przy samym krawężniku. Jej tylne światła rozmyły się w mroku na Albany Street.

Nim zdążyła wstać, Dvorak już był przy niej. Chwycił ją za rękę i pomógł jej dojść do chodnika. Dopiero teraz zaczęła odczuwać ból, najpierw pulsujące kłucie w kolanach, potem pieczenie skóry otartej do krwi. Przystanęli pod latarnią, oboje zbyt wstrząśnięci, żeby cokolwiek mówić.

– Przepraszam, że tak mocno cię pchnąłem – wysapał po chwili Dvorak. – Jesteś cała?

– Tak. Potłukłam się trochę, i tyle. – Spojrzała w mrok. – Zapamiętałeś numery rejestracyjne?

– Nie. Kierowcy też nie widziałem. Wszystko działo się tak szybko… Patrzyłem na ciebie, chciałem cię odepchnąć.

Na podjazd wjechała karetka na sygnale. Gdzieś daleko zawodziła syrena innej.

– W izbie będzie tłok – skonstatował. – Chodźmy do mnie. Mam w biurze apteczkę. Trzeba ci przemyć i opatrzyć kolana.

Wziął ją pod rękę i u jego boku pokuśtykała przez ulicę. Ból nasilał się z każdym krokiem, tak że zanim doszli do biura, ogarnął ją lęk przed niemiłym pieczeniem środka dezynfekcyjnego.

Dvorak odsunął na bok papiery i posadził ją na biurku, obok fotografii swojego syna z rybą. Z podręcznej apteczki buchnął zapach spirytusu i jodyny. Dvorak przykucnął, nasączył wacik wodą utlenioną i zaczął delikatnie przemywać otarcie.

Toby syknęła z bólu.

Podniósł głowę.

– Przepraszam. Musi boleć, nie da się inaczej.

– Jestem okropnym mięczakiem – mruknęła, zaciskając ręce na krawędzi blatu. – Po prostu zrób to, i już.

Jedną rękę oparł na jej udzie, drugą ostrożnie i w skupieniu zmywał z kolan zabrudzenia i piasek. Toby patrzyła na jego głowę, na ciemne włosy, które były tak blisko, że mogła zmierzwić je dłonią. Na skórze czuła jego ciepły oddech. Wreszcie mam go tylko dla siebie – pomyślała. Nic go nie goni, nic go nie rozprasza. To jedyna okazja, żeby z nim spokojnie porozmawiać. Żeby go przekonać.

– Myślisz, że to ja otrułam matkę, prawda? Dlatego nie chcesz ze mną rozmawiać. Dlatego nie odbierasz moich telefonów.

Nie odpowiedział. Sięgnął po następny wacik.

– Ktoś mnie wrabia, Dan. Ktoś posłużył się moją matką, by się na mnie odegrać. A ty im pomagasz, nie chcąc mnie nawet wysłuchać.

– Już cię wysłuchałem, Toby.

Skończył obmywanie otarć, wyjął z apteczki plaster i gazę i zaczął zakładać opatrunek.

– W takim razie dlaczego mi nie wierzysz?

– Uważam, że powinnaś porozmawiać z adwokatem. Opowiedz mu wszystko, wszystko, co wiesz. Niech pogada z Alprenem.

– Nie ufam Alprenowi.

Spojrzał na nią.

– Myślisz, że mnie można zaufać?

– Nie wiem! – Oklapła niczym przekłuty balon, opuściła ramiona, uświadamiając sobie, że to beznadziejne, że jej sprawa zupełnie Dvoraka nie obchodzi. – Rozmawiałam z Alprenem dziś po południu. Powiedziałam mu to samo, co tobie. Że ci z Brant Hill próbują się na mnie zemścić. Że chcą mnie zniszczyć.

– Niby dlaczego?

– Bo ich wystraszyłam, nie wiem czym. Musiałam coś zrobić albo powiedzieć coś, czym poczuli się zagrożeni.

– Powinnaś przestać zwalać na nich winę za swoje niepowodzenia.

– Ale teraz mam dowód. Pokręcił głową.

– Toby, naprawdę chcę ci wierzyć, ale nie widzę żadnego związku między Brant Hill i stanem twojej matki.

– No to wysłuchaj mnie. Proszę. Zatrzasnął apteczkę.

– Dobrze, już dobrze. Słucham.

– Kobieta, którą zaangażowałam do opieki nad matką, nie jest osobą, za którą się podaje. Dzisiaj rozmawiałam z kimś, kto dwa lata temu pracował z Jane Nolan. Z prawdziwą Jane Nolan.

– A ta, którą wynajęłaś, jest…

– Podstawiona. Jane Nolan i ona to dwie różne osoby. Dvorak milczał. Zamknął się w sobie i z uporem nie odrywał wzroku od apteczki.

– Widziałam jej zdjęcie, Dan. Prawdziwa Jane Nolan ma pięćdziesiąt kilogramów nadwagi i nie jest kobietą, którą zatrudniłam.

– Mogła schudnąć. Czy to takie nieprawdopodobne?

1 ... 62 63 64 65 66 67 68 69 70 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)