Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Hobbit, czyli tam i z powrotem
Hobbit, czyli tam i z powrotem - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Hobbit, czyli tam i z powrotem

Электронная книга - «Hobbit, czyli tam i z powrotem». Краткое содержание книги:

Najnowsze wydanie klasycznego dzieła Tolkiena. Hobbit to istota większa od liliputa, mniejsza jednak od krasnala. Fantastyczny, przemyślany do najdrobniejszych szczegółów świat z powieści Tolkiena jest również jego osobistym tworem, a pod barwną fasadą nietrudno się dopatrzyć głębszego sensu i pewnych analogii do współczesności.
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 72
Перейти на страницу:

— Kiedyś słyszeliśmy coś o nich. Ale cóż to ma do rzeczy? — spytał król.

— A więc przewidziałem słusznie! Widzę, że nie wiecie o pewnych wydarzeniach, które są mi znane. Mogę wam powiedzieć, że Dain jest o niespełna dwa dni marszu stąd i prowadzi co najmniej pięciuset bitnych krasnoludów; wielu z nich przeszło zaprawę w okrutnych wojnach między krasnoludami a goblinami, o tym z pewnością słyszeliście. Może dojść do poważnych kłopotów, kiedy Dain tu nadciągnie.

— Dlaczego nam o tym mówisz? Czy zdradzasz swoich przyjaciół? Czy chcesz nas wystraszyć? — spytał posępnie Bard.

— Drogi Bardzie! — pisnął Bilbo. — W zbyt gorącej wodzie jesteś kąpany! Nigdy nie zetknąłem się z tak podejrzliwymi ludźmi. Przecież ja usiłuję właśnie oszczędzić kłopotów obu stronom. Posłuchajcie, co wam chcę zaproponować.

— Mów! — odpowiedzieli.

— Spójrzcie — rzekł Bilbo. — Ofiarowuję wam to! — i wyciągnąwszy z kieszeni Arcyklejnot, wyłuskał go ze szmatki.

Nawet król elfów, choć oczy jego przywykły do wszelkich cudownych i pięknych rzeczy, osłupiał z zachwytu. Nawet Bard umilkł i patrzał na klejnot w olśnieniu. Jakby kula pełna księżycowego blasku zawisła przed nimi w sieci utkanej z promieni mroźnych gwiazd.

— To jest Arcyklejnot Thraina — powiedział Bilbo. — Serce Góry, a także serce Thorina. Ceni ten kamień wyżej niż całą rzekę złota. Daję go wam. On wam pomoże w rokowaniach z Thorinen.

I Bilbo, nie mogąc opanować drżenia i żałośnie żegnając wzrokiem cudowny kamień, wręczył go Bardowi, który jakby urzeczony trzymał chwilę klejnot na dłoni.

— Jakie masz prawo nim rozporządzać? Czy jest twoją własnością? — spytał wreszcie, wyraźnie zdobywając się na wysiłek.

— No, prawdę mówiąc — rzekł hobbit zakłopotany — nie jest, biorąc rzecz ściśle, moją własnością, ale, widzicie, gotów jestem w zamian za niego zrzec się udziału w łupach. Może jestem włamywaczem — tak przynajmniej nazwały mnie krasnoludy, bo osobiście nigdy się nim naprawdę nie czułem — ale włamywaczem mniej więcej uczciwym, jak mi się zdaje. W każdym razie wracam teraz, niech krasnoludy zrobią ze mną, co zechcą. Mam nadzieję, że mój dar okaże się pożyteczny.

Król elfów z nowym podziwem przyglądał się hobbitowi.

— Bilbo Baggins! — rzekł. — Jesteś bardziej godzien zbroi księcia elfów niż niejeden elf, który by w niej okazalej wyglądał. Wątpię jednak, czy Thorin będzie także tego zdania. Lepiej chyba od ciebie znam krasnoludy. Radzę ci, zostań z nami, a doznasz w tym obozie tylko szacunku i najżyczliwszej gościnności.

— Bardzo dziękuję, szczerze jestem wdzięczny — odparł Bilbo z ukłonem. — Ale nie wypada mi w ten sposób opuścić przyjaciół, z którymi tyle wspólnie przeżyłem. Zresztą obiecałem grubemu Bomburowi zbudzić go o północy. Doprawdy, muszę już iść, i to szybko.

Nic nie wskórali dalszą namową, przydzielili więc hobbitowi eskortę, a zarówno król, jak Bard zasalutowali mu z szacunkiem na pożegnanie. Kiedy szli przez obóz, spod progu któregoś namiotu podniósł się starzec w ciemnym płaszczu i podszedł do Bilba.

— Brawo, panie Baggins! — rzekł klepiąc hobbita po ramieniu. — Jak zawsze, więcej umiesz zdziałać, niżby się można po tobie spodziewać.

Był to Gandalf. Po raz pierwszy od wielu dni Bilbo naprawdę się czymś ucieszył. Nie miał jednak czasu wypytać czarodzieja o wszystko, czego był ciekawy.

— Przyjdzie na to pora — rzekł Gandalf. — Jeśli się nie mylę, wasza wyprawa dobiegnie wkrótce końca. Na razie masz przed sobą przykre chwilę, ale nie trać ducha! Kto wie, może wyjdziesz cało z tej przygody. Szykują się nowiny, o których nawet kruki nic jeszcze nie wiedzą. Dobranoc!

Zaintrygowany, lecz także pocieszony, Bilbo ruszył w drogę. Wskazano mu wygodny bród i przeprowadzono suchą noga na drugi brzeg, tam pożegnał się z elfami i ostrożnie pomaszerował w górę. Ogarnęło go wielkie znużenie, lecz zdążył dobrze przed północą wspiąć się na mur po linie, którą zastał tak, jak ją zostawił. Odczepił linę, zwinął i schował, po czym siadł dumając z niepokojem, co będzie dalej.

O północy zbudził Bombura i z kolei sam ułożył się do snu w kąciku, nie słuchając podziękowań — wcale przecież niezasłużonych — którymi obsypywał go stary krasnolud. Wkrótce zasnął mocno i do rana nie pamiętał o swoich zmartwieniach. Śniły mu się jajka smażone na boczku.

Chmury Pękają

Nazajutrz od świtu w obozie zagrały trąby. Wkrótce krasnoludy ujrzały samotnego gońca spieszącego wąską ścieżką pod górę. Przystanął w pewnym oddaleniu od Bramy i zaczął nawoływać pytając, czy Thorin nie zechce teraz wysłuchać poselstwa, ponieważ zaszły nowe wydarzenia i warunki się zmieniły.

— To znaczy, że Dain przybywa! — rzekł słysząc te słowa Thorin. — Dowiedzieli się, że Dain nadciąga. Przewidywałem, że to na nich podziała! Zawiadom swoich, że jeśli posłowie przyjdą w nielicznej kompanii i bez broni, zgodzę się ich przyjąć — krzyknął do gońca.

Około południa dostrzeżono sunące z doliny rozwinięte chorągwie Puszczy i Jeziora. Zbliżało się poselstwo, osób około dwudziestu. U wejścia na wąską ścieżkę złożyli miecze i włócznie, a gdy podeszli pod Bramę, krasnoludy ze zdziwieniem poznały między innymi zarówno Barda, jak króla elfów; jakiś starzec w płaszczu z kapturem niósł przed nimi szkatułkę z drzewa okutego żelazem.

— Witaj, Thorinie — zaczął Bard. — Czy trwasz wciąż jeszcze przy swoim zdaniu?

— Nie zmieniam zdania z każdym wschodem lub zachodem słońca — odparł Thorin. — Czy przychodzicie po to, by mi zadawać czcze pytania? Armia elfów nie wycofała się dotychczas, mimo że się tego domagałem. Dopóki to się nie stanie, daremnie próbujecie ze mną rokowań.

— Nie ma więc w świecie nic takiego, za co byś gotów był odstąpić część swego złota?

— Nic, co ty lub twoi przyjaciele mogliby mi ofiarować.

— A gdybyśmy ofiarowali Arcyklejnot Thraina? — spytał Bard; w tym samym momencie zakapturzony starzec otworzył szkatułkę i podniósł w górę klejnot. Blask buchnął z jego ręki, jaskrawy i biały w świetle poranka.

Thorin, zaskoczony i zdumiony, oniemiał na chwilę. Długo nikt się nie odzywał.

Wreszcie Thorin przerwał milczenie, a głos miał ochrypły ze złości.

— Ten kamień należał do mojego ojca, jest więc mój! — rzekł. — Dlaczego miałbym płacić za swoją własność? — Ale ciekawość przemogła w nim gniew i dodał: — Jakim sposobem dziedzictwo mojego rodu dostało się w wasze ręce? Pytam, choć może nie warto takich pytań stawiać złodziejom…

— Nie jesteśmy złodziejami — odparł Bard. — Oddamy ci twoją własność w zamian za naszą.

— Jakim sposobem zdobyliście ten klejnot? — krzyknął Thorin wpadając w tym gorszą wściekłość.

— Ja im go dałem — pisnął Bilbo wystawiając głowę znad muru i drżąc z przerażenia.

— Ty! Ty! — wrzasnął Thorin i obróciwszy się ku hobbitowi, oburącz chwycił go za kark. — Nikczemny hobbicie! Niezdarzony… Włamywaczu! — krzyczał, nie mogąc wymyślić gorszej obelgi i potrząsał Bilbem niby królikiem. — Na brodę Du–rina! Szkoda, że nie ma tu Gandalfa. Powinszowałbym mu wyboru czternastego uczestnika wyprawy. Bodaj mu broda uschła! A ciebie, łotrze, roztrzaskam o skały! — I z tym okrzykiem podniósł Bilba do góry.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)