Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Letni deszcz. Kielich
Letni deszcz. Kielich - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Letni deszcz. Kielich

Электронная книга - «Letni deszcz. Kielich». Краткое содержание книги:

To miała być po prostu grabież jego życia, która raz na zawsze zapewni Twardokęskowi dostatnią starość na południowych wyspach, z dala od intryg bogów i szlacheckiej rebelii. Niestety, zbójca zdążył zasmakować w kompanii szlacheckich panów braci i szczerze podziela ich zamiłowanie do bitki, wypitki i obłapki. Znając zajadłość i dumę swoich nowych kamratów, wie też doskonale, że zechcą pomścić zniewagę i na wieść o zrabowaniu skarbca kapłanów w ślad za złodziejem puści się kilka setek szabel. Waha się więc i kręci, aż nieoczekiwanie z pomocą przychodzi mu kniaź, który akurat postanowił zbrojnie zdusić powstanie. Kiedy szlachta szykuje się do wielkiej bitwy, zbójca cichaczem wyrusza po wytęsknione bogactwo. Nie przeczuwa jednak, że Koźlarz także odrzucił wszelkie powinności, pozwalając, aby pochłonęła go kohorta martwych władców. Teraz powraca w rodzinne strony na czele nieludzkich wojowników, którzy za nic mają zaszczyty i bogactwo, a łakną jedynie zniszczenia i mordu. Powstrzymać może go tylko Szarka, która – spętana mocą cudownej wody ze źródła żmijów – wciąż śni na dalekiej Północy, usiłując poznać przyczynę swego przybycia do Krain Wewnętrznego Morza.
Zapewne jednak nie jest nią ratowanie z opałów zbójcy Twardokęska…
1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 156
Перейти на страницу:

Posłyszał, jak z tyłu ktoś wali się z charkotem pomiędzy koła wozu. Nie rozglądał się po bokach, tylko przylgnął jak najniżej i szarpnął lejcami. Koniki poderwały się, jednak nie dość szybko. Kolejna strzała wbiła się w deskę o włos od jego nogawic. Twardokęsek nie widział ukrytych w gęstej dębinie łuczników, lecz pierzyska strzał były brunatne. Strzała zafurczała mu koło kołpaczka i utkwiła w wysokim boku wozu. Nieradzic odkrzyknął się ze środka, a zbójca kolejny raz błogosławił przezorność wiergowskich majstrów, którzy opatrzyli furgon w solidne osłony.

Wpadli w zakręt. Wóz zaturkotał, zakołysał się niebezpiecznie na korzeniach. Teraz strzelano do nich zewsząd, z przodu, z tyłu i z boków. Twardokęsek zrozumiał, że zasadzka musiała być dobrze obmyślona i przygotowana zawczasu. Ledwo utrzymał lejce, kiedy jedno z drzew upadło z hukiem w poprzek traktu. Bełt utkwił mu w rękawie nadzianego paździerzami obercucha, ale zdołał jeszcze pohamować rozpędzony zaprzęg.

– Żywcem! – huknął ktoś z gęstwy. – Żywcem ścierwo brać!

W pędzie zeskoczył z kozła, przetoczył się na wilgotnej ścieżce, wpadł pomiędzy wybujałe łopiany i rdesty. Zobaczył, że Nieradzic zsuwa się na ziemię i przemyka pod brzuchami koników, które po gonitwie dygotały na całym ciele. Jego płowa czupryna mignęła zbójcy w cieniu, tuż na skraju sośniny. Ale zanim wpadł pomiędzy wysokie trawy i krzewinę, chłopak potknął się nagle. Z rozpędu zrobił dwa kroki naprzód, a potem upadł na ziemię i stoczył się po łagodnej stromiźnie pagórka z powrotem na ścieżkę. Z piersi sterczała mu brunatna pomorcka strzała.

– Nie! – rozdarł się zbójca.

Słońce uderzyło mu prosto w twarz i nie widział już nikogo. Poczuł tylko, jak grot przeszywa mu prawe ramię. Nie mógł złapać tchu.

– Twardokęsek?

Szarka szarpała go za kubrak.

Zbójca otrząsnął się gwałtownie, ogarniając przerażonym spojrzeniem wnętrze swojej izdebki, rudowłosą kobietę pośrodku posłania, dwie skrzynie pod oknem i prosty stół na krzyżakach. Otarł spotniałe od koszmaru czoło i sięgnął do dzbanka z wodą. Ręce mu dygotały.

Świtało dopiero, bo w obozowisku nie słychać było porannej krzątaniny. Jeno ptaki w chaszczach za chatą darły się jak opętane.

– Witaj, Twardokęsek. – Rudowłosa uśmiechnęła się. – Dobrze, żeś się obudził.

Dzisiaj patrzyła zupełnie przytomnie. Mimowolnie poszukał w izbie Nieradzica, ale nigdzie go nie dostrzegł. Wiedźma za to spała, aż po czubek głowy nakryta skórami.

Zbójca ochlapał gębę wodą, starając się odpędzić resztkę koszmaru. Nie wiedział, kiedy przywlókł się do chaty, ale po wczorajszych dziwacznych zrękowinach pito dużo i zaciekle. Obaj Wilkowie rzetelnie zaprószyli sobie łby gorzałką. Pod sam koniec uczty nawet żalnicki książę rozruszał się nieco, kazał sobie podać Sorgo i ścinał knoty zapalonych świec. Twardokęsek pamiętał to jednak nieco mętnie, podobnie jak własną obietnicę, złożoną Koźlarzowi bladym świtem, gdy większość biesiadników pospała się na ławach i w trawie na skrajach placu. Miał pod nieobecność księcia przejąć komendę nad lipnickim obozowiskiem. Ale po prawdzie nawet teraz, na trzeźwo, nie wiedział, co też skłoniło Koźlarza do podobnej głupoty.

Szarka przeczesała palcami rude włosy.

– Chodźmy nad morze – powiedziała cicho. – Nie chcę wiedźmy budzić, a zdałoby się nam kilka słów zamienić.

– Co, tęsknicie za jadziołkiem? – zadrwił zbójca którego wciąż świdrowało we łbie od wczorajszych wrzasków plugastwa.

– Bredzisz, Twardokęsek. Alboś jeszcze po wczorajszym pijaństwie nie wytrzeźwiał – dodała, pociągając nosem. – Cuchniesz jak gorzelnia. Jakbyś tyle nie pił, pogwarzylibyśmy wczoraj o tym, co się zimą wydarzyło.

– A nie chcecie aby wiedzieć, cośmy świętowali? – spytał zgryźliwie, naciągając koszulę.

– Przecież aż nogami przebierasz, żeby mi powiedzieć. – Wzruszyła ramionami i wzięła opończę.

Przed chatą na wielkim kamieniu przysiadł smolarz z Leśnej Straży. Na widok Iskry zmienił się na twarzy, zerwał na równe nogi, po czym bardzo nisko pokłonił. Kobieta odpowiedziała krótkim skinieniem głowy, bez zainteresowania omiatając wzrokiem jego zielony kubrak i srebrną gwiazdkę zatkniętą na kapeluszu. Potem poszła dalej.

Bogowie, pomyślał zbójca ze strachem. Ona nie pamięta ani słowa z tego, co wczoraj mówiła.

Drwiny uwięzły mu w gardle. Znów zdjął go strach przed tą dziwną kobietą. Strach i złość. Zbójca Twardokęsek nie lubił się bać.

– Kniaź was Koźlarzowi w małżeństwo oddał – burknął.

Nie zdziwiła się.

– Naprawdę? – spytała lekko i skręciła na ścieżkę, która boczną bramką w palisadzie prowadziła prosto nad morze.

Przez chwilę przestraszył się, bo zdołała bezbłędnie odgadnąć, dokąd iść. Potem sobie przypomniał, że przecież mieszkała tutaj zeszłej jesieni, gdy zaczynali budować obozowisko.

– Nie martw się, Twardokęsek – powiedziała, siadając na wilgotnym piachu u podnóża skarpy. – Wiele wody rzeki wleją w Wewnętrzne Morze, zanim na moim weselisku zatańczysz. Jeśli w ogóle będzie weselisko.

– Po co w ogóle na Przychytrze płyniecie? – wyrzucił z siebie zbójca. – Chcą kniazie z Warkiem radzić, tedy ich wola. Obejdą się bez was.

Szarka zawahała się.

– Morze niespokojne. Od Pomortu burza za burzą idzie. Najpewniej nie przemkną się beze mnie.

– Znowu będziecie śpiewać? Jak wczoraj?

Skinęła głową.

– Czy pamiętacie może, jak was wczoraj z okrętu znieśli? – wysyczał przez zęby, ledwie hamując złość. – Przez ręce lecieliście jak martwa. Potem bredziliście gorzej niż wiedźma. Cięgiem o krwi i umieraniu. I jadziołek nad wami latał, źlił się, wrzeszczał i skowytał.

– Żeglowaliśmy w sztormie. – Wzruszyła ramionami. – Musiałam śpiewać. Długo. To dzika magia, Twardokęsek. Niełatwo się z niej ocknąć. Za każdym razem trudniej.

– Kiedyś wam się nie uda.

– Może. Ale jeszcze nie teraz.

Milczała, wpatrując się w morze. Fale podpełzały do nich coraz bliżej.

– Opowiedz mi, jakżeś się sprawił w tej żalnickiej służbie – odezwała się po długiej chwili. – Dziwne rzeczy ludzie gadali.

– Tedy mieliście wieści? – burknął, wspomniawszy, że przez te wszystkie miesiące ani jeden posłaniec nie przypłynął z Wysp Zwajeckich.

– Suchywilk lubi wiedzieć. – Wyciągnęła się na piasku i przymknęła oczy. – Niewiele potrafi go zadziwić, ale tobie się udało. Z początku nie dawał wiary, jak mówili o furgonach, co swobodnie aż do Książęcych Wiergów chodzą, o Leśnej Straży i o zbójeckim hetmanie.

– Miano to tylko puste – mruknął z niechęcią zbójca bo dziwnie mu się było chełpić przed Szarką. – Nie szydźcie ze mnie.

– Nie szydzę. – Spojrzała na niego z rozbawieniem. – Właściwie nie mogę wyjść z podziwu. Zaskoczyłeś mnie.

– Czym? – zaperzył się. – Że mi się raz jeden w życiu udało zasłużyć na sławę ludzką i komuś wierności dochować? Chcecie może wiedzieć, dlaczego? Bom się nie oglądał na wasze przepowiednie durne i nie słuchałem, jak wiedźmy krwią napasione o bogach bredzą.

– Chcesz, zbójco, dam ci radę. – Szarka przesypywała w dłoni garść piasku. – Dobrą. Nawet jeśli pewnego dnia bogowie staną ci na progu i będą te przepowiednie jeden przez drugiego gadać, zatkaj uszy i nie słuchaj. Lepiej nie wiedzieć. Łatwiej człowiekowi żyć, kiedy mu się zdaje, że sam sobie panem.

Zbójca przymrużył oczy, tknięty nagle pewną myślą.

1 ... 61 62 63 64 65 66 67 68 69 ... 156
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)