Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Mglawica Andromedy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mglawica Andromedy

Электронная книга - «Mglawica Andromedy». Краткое содержание книги:

Fragment książki — Proszę włączyć powietrze — dał rozkaz Erg Noor pozostałym na statku. Dzieliła ich od tamtych nieprzepuszczalna ściana. Dopiero kiedy ciśnienie w komorze osiągnęło wysokość dziesięciu atmosfer i było wyższe niż zewnętrzne, dźwigi hydrauliczne wypchnęły ciasno przylegające drzwi. Ciśnienie powietrza niemal wyrzuciło ludzi z komory, nie pozwalając, aby z obcego świata przedostało się do wnętrza statku coś szkodliwego. Drzwi zatrzasnęły się gwałtownie. Smuga reflektora wyznaczyła jaskrawą drogę, po której badacze zaczęli kuśtykać na swoich sprężynowych nogach, ledwie dźwigając ciężkie ciała. Przy końcu świetlnej trasy widniał ogromny statek, ale nierówna, usiana kamieniami droga zdawała się ciągnąć bez końca.
1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 85
Перейти на страницу:

— Kto pani jest i dokąd podąża? — zapytał Mven Mas. — Może pani potrzebuje pomocy?

Dziewczyna spojrzała uważnie na mówiącego i odezwała się urywanym głosem:

— Jestem Onar z piątego osiedla. Ale pomocy nie potrzebuję.

— Widzę jednak, że jest pani zmęczona i coś panią trapi. Czemu pani odmawia przyjęcia pomocy, gdy coś pani grozi?

Nieznajoma podniosła wzrok i jej oczy zabłysły czystym blaskiem, jak u kobiet Wielkiego Świata.

— Wiem, kto pan jest. Wielki człowiek stamtąd — skinęła ręką w stronę Afryki. — Jest pan dobry i ufny.

— Niechże i pani będzie taka. Czy ktoś panią ściga?

— Tak! — powiedziała z rozpaczą.

— Kto panią śmie napastować i trwożyć?

Dziewczyna spłonęła rumieńcem i spuściła głowę.

— Pewien mężczyzna. Chce, żebym należała do niego…

— Przecież wybór należy do kobiety. Jakże można zmuszać do miłości? Jeśli tutaj przyjdzie, powiem mu…

— Nie trzeba! On także przybył tu z Wielkiego Świata, ale już dawno i jest potężny… Tylko inny niż pan… Jest straszny!

Mven Mas roześmiał się beztrosko.

— Dokąd pani idzie?

— Do piątego osiedla. Byłam w miasteczku i spotkałam…

Mven Mas ujął dziewczynę za rękę. Zostawiła posłusznie palce w jego dłoni i oboje ruszyli boczną ścieżką ku osiedlu.

Po drodze, ciągle oglądając się z trwogą, dziewczyna opowiedziała Mvenowi, że mężczyzna ten wszędzie ją prześladuje. Mven Mas był oburzony. Nie mógł się pogodzić z myślą o ucisku, choćby nawet przypadkowym, na zorganizowanej już Ziemi.

— Czemu mieszkańcy wyspy nie przeciwstawią się temu — mówił Mven Mas i dlaczego nie wie o tym Komisja Kontroli Honoru i Prawa? Czyż w waszych szkołach nie nauczają historii i czy nie wiadomo wam o tym, do czego prowadzą nawet małe ogniska ucisku?

— Uczą… Wiadomo… — odpowiedziała patrząc przed siebie Onar.

Kończyła się kwitnąca równina i ścieżka, skręcając gwałtownie, znikała w gąszczu krzaków. W tym właśnie miejscu ukazał się wysoki, ponury mężczyzna, zagradzając drogę. Był obnażony do pasas pod siwym owłosieniem okrywającym potężny jego tors grała wspaniała muskulatura. Dziewczyna gwałtownym ruchem wyrwała ręką i wyszeptała gorączkowo:

— Boję się o pana! Proszę odejść, człowieku Wielkiego Świata!

— Stać! — zagrzmiał rozkazujący głos.

Tak brutalnie nikt nie przemawiał w epoce Pierścienia. Mven Mas odruchowo osłonił dziewczynę sobą.

Wysoki mężczyzna podszedł bliżej i spróbował go odepchnąć, ale Mven stał twardo jak skała. Wtedy nieznajomy zadał mu błyskawicznie cios pięścią w twarz. Mven Mas zachwiał się. Nigdy dotąd w życiu nie uderzył go nikt z wyrachowaniem, z zamiarem zadania bólu, ogłuszenia i poniżenia.

Ogłuszony Mven Mas dosłyszał jakby z oddali bolesny okrzyk Onar. Rzucił się na przeciwnika, ale runął na ziemię otrzymawszy dwa nowe ciosy. Onar upadła na kolana osłaniając go własnym ciałem, ale napastnik ujął ją z triumfalnym okrzykiem. Wykręcił jej do tyłu ręce, chwycił wpół, tak że dziewczyna wygięła się boleśnie i załkała pąsowiejąc z gniewu.

Ale Mven Mas już przyszedł do siebie. W młodości, w jego czynach Herkulesa zdarzały się poważniejsze potyczki z wrogami nie uznającymi praw ludzkich. Przypomniał sobie wszystkie chwyty, jakie się stosuje w walce wręcz z niebezpiecznymi zwierzętami.

Podniósł się bez pośpiechu, spojrzał na wykrzywioną z wściekłości twarz wroga, chcąc wybrać miejsce dla zadania miażdżącego ciosu, i nagle ogarnęło go zdumienie. Poznał tę charakterystyczną twarz, która go tak długo prześladowała w czasie męczących rozmyślań o słuszności doświadczenia w Tybecie.

— Bet Lon!

Tamten puścił natychmiast dziewczynę i zamarł przyglądając się uważnie nieznanemu ciemnoskóremu człowiekowi, z którego twarzy zniknął bez śladu wyraz wrodzonej dobroduszności.

— Wiele myślałem o spotkaniu z panem, Bet Lon. Wspólna niedola powinna nas zbliżyć — powiedział Mven Mas. — Ale nie przypuszczałem, że to będzie tak wyglądało!

— To znaczy jak? — zapytał bezczelnie Bet Lon nie ukrywając gniewu.

Afrykańczyk skinął z lekceważeniem ręką.

— Po co te puste słowa? W tamtym świecie pan ich nie wygłaszał i chociaż popełniał pan przestępstwa, to jednak działał w imię wielkiej idei. A tu w imię czego?

— W imię samego siebie! — rzucił Bet Lon wzgardliwie przez zaciśnięte zęby. — Dosyć się już liczyłem z innymi, z dobrem powszechnymi Uważam, że wszystko to jest człowiekowi niepotrzebne. Wiedzieli o tym niektórzy mędrcy już w starożytności.

— Nigdy pan nie myślał o innych, Bet Lon — przerwał mu Afrykańczyk. — Folgując sobie we wszystkim, przekształcił się pan teraz prawie w zwierzę!

Matematyk wykonał ruch, jakby chciał się rzucić na Mvena Masa, ale zapanował nad sobą.

— Dosyć, za dużo pan mówi!

— Widzę, że pan zbyt wiele stracił i chcę…

— A ja nie chcę! Precz z drogi!

Mven Mas ani się poruszył. Stał pewny siebie i groźny z pochyloną głową, czując dotyk drżącego ramienia dziewczyny. Ten dreszcz budził w nim większą zaciekłość niż ciosy wroga. Jego oczy ciskały błyskawice gniewu. Matematyk patrzał na Afrykańczyka, wreszcie odetchnął głęboko i ustępując ze ścieżki powiedział:

— Idźcie.

Mven Mas ponownie ujął rękę Onar i poprowadził ją przez krzaki, czując na sobie nienawistne spojrzenie Beta Lona. Na zakręcie Mven Mas zatrzymał się tak nagle, że Onar trąciła go w plecy.

— Bet Lon, powróćmy razem do Wielkiego Świata!

Matematyk roześmiał się beztrosko, ale Mven Mas ułowił w tym śmiechu nutkę goryczy.

— Kim pan jesteś, że mi to proponujesz? Czy pan wie?…

— Wiem. Ja także dokonałem zakazanego doświadczenia i zgubiłem ludzi, którzy mi ufali. Droga moich badań biegła w pobliżu pańskiej. Pan, ja i wielu innych jesteśmy w przededniu zwycięstwa! Pan jest potrzebny ludziom, ale nie w tej postaci…

Matematyk zrobił krok w kierunku Mvena Masa i zamknął oczy. Ale nagle odwrócił się na pięcie, cisnął przez ramię jakieś przekleństwo i odszedł. Mven Mas w milczeniu ruszył ścieżką.

Do piątego osiedla było jeszcze około dziesięciu kilometrów. Dowiedziawszy się, że dziewczyna jest samotna, Afrykańczyk poradził jej, aby się udała na wybrzeże wschodnie, do osiedli nadmorskich. W ten sposób uniknie spotkania z Betem Lonem. Były wybitny uczony odgrywał w życiu małych i cichych osiedli tej górzystej okolicy rolę tyrana. Chcąc zapobiec dalszym ekscesom Mven Mas postanowił udać się do osiedla i poprosić o wzięcie Beta Lona pod obserwację. Dziewczyna opowiedziała, że w tutejszych lasach ukazały się tygrysy, które jakoby uciekły z rezerwatu, a być może zachowały się od dawna w nieprzeniknionym gąszczu porastającym stoki górskie. Mocno ujęła rękę Myena i błagała go, żeby był ostrożny: w żadnym wypadku niech nie próbuje nocnej wędrówki po górach. Mven Mas ruszył z powrotem. Rozmyślając o niedawnym wydarzeniu czuł ciągle na sobie wzrok dziewczyny wyrażający trwogę i przywiązanie. Po raz pierwszy Mven Mas pomyślał z uznaniem o bohaterach czasów starożytnych, o ludziach, którzy cierpiąc poniżenie i fizyczne udręki zdobywali się na wzniosłe czyny. Byli zawsze prawdziwymi ludźmi, chociaż otoczenie sprzyjało rozwojowi zwierzęcego samolubstwa.

W dawnych czasach występowały dziwne sprzeczności. Choć warunki życia były bardzo ciężkie i człowiekowi groziło zewsząd niebezpieczeństwo, uczucia szlachetne, jak miłość, przyjaźń, wzajemna życzliwość, nie tylko nie wygasły, lecz zyskały na sile i były nieraz potężniejsze niż obecnie w epoce Pierścienia.

1 ... 59 60 61 62 63 64 65 66 67 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)