Sezon burz
- Автор: Сапковский Анджей
- Год: 2013
- Язык: польский
- Год: SuperNowa
- ISBN: 978-83-7578-059-8
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Sezon burz». Краткое содержание книги:
«Nigdy nie mów nigdy!» W powieści pojawiają się osoby doskonale czytelnikom znane, jak wierny druh Geralta — bard i poeta Jaskier — oraz jego ukochana, zwodnicza czarodziejka Yennefer, ale na scenę wkraczają też dosłownie i w przenośni postaci z zupełnie innych bajek. Ludzie, nieludzie i magiczną sztuką wyhodowane bestie. Opowieść zaczyna się wedle reguł gatunku: od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Wiedźmin stacza morderczą walkę z drapieżnikiem, który żyje tylko po to, żeby zabijać, wdaje się w bójkę z rosłymi, niezbyt sympatycznymi strażniczkami miejskimi, staje przed sądem, traci swe słynne miecze i przeżywa burzliwy romans z rudowłosą pięknością, zwaną Koral. A w tle toczą się królewskie i czarodziejskie intrygi. Pobrzmiewają pioruny i szaleją burze. I tak przez 404 strony porywającej lektury.
«Wiedźmin. Sezon Burz» to w wiedźmińskiej historii rzecz osobna, nie prapoczątek i nie kontynuacja. Jak pisze Autor: «Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy…»
Geralt odrzucił miecz. Uderzył Degerlunda w twarz, z szerokiego zamachu, otwartą dłonią. Czarodziej krzyknął, skulił się, obrócił plecami. Wiedźmin poderwał go, chwycił w klamrę, objął szyję przedramieniem. Degerlund wrzasnął, zaczął wierzgać.
— Nie możesz! — zawył. - Nie możesz mnie zabić! Nie wolno ci… Ja jestem… Jestem człowiekiem!
Geralt zacisnął przedramię na jego szyi. Na początek nie za mocno.
— To nie ja! — wył czarodziej. - To Ortolan! Ortolan mi kazał! Zmusił mnie! A Biruta Icarti wiedziała o wszystkim! Ona! Biruta! To był jej pomysł, ten medalion! To ona kazała mi go zrobić!
Wiedźmin zwiększył nacisk.
— Ratunkuuuu! Luuudzieeee! Ratuuunkuuu! Geralt zwiększył nacisk.
— Ludz… Pomocc… Nieeeee…
Degerlund rzęził, z ust obficie ciekła mu ślina. Geralt odwrócił głowę. Zwiększył nacisk.
Degerlund stracił przytomność, obwisł. Mocniej. Trzasnęła kość gnykowa. Mocniej. Załamała się krtań. Mocniej. Jeszcze mocniej.
Trzasnęły i przemieściły się kręgi szyjne.
Geralt potrzymał Degerlunda jeszcze chwilę. Potem mocno szarpnął mu głowę w bok, dla zupełnej pewności. Potem puścił. Czarodziej osunął się na posadzkę, miękko, jak jedwabna tkanina.
Wiedźmin wytarł obśliniony rękaw w kotarę.
Wielki czarny kot zjawił się znikąd. Otarł się o ciało Degerlunda. Polizał nieruchomą rękę. Zamiauczał, zapłakał żałośnie. Położył się obok trupa, wtulił w jego bok. Patrzył na wiedźmina szeroko otwartymi złotymi oczyma.
— Musiałem — powiedział wiedźmin. - Tak było trzeba. Kto jak kto, ale ty powinieneś zrozumieć.
Kot zmrużył oczy. Na znak, że rozumie.