Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sezon burz
Sezon burz - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sezon burz

Электронная книга - «Sezon burz». Краткое содержание книги:

Oto nowy Sapkowski i nowy Wiedźmin. Mistrz polskiej fantastyki znowu zaskakuje. «Sezon burz» nie opowiada bowiem o młodzieńczych latach białowłosego zabójcy potworów ani o jego losach po śmierci/nieśmierci kończącej ostatni tom sagi.
«Nigdy nie mów nigdy!» W powieści pojawiają się osoby doskonale czytelnikom znane, jak wierny druh Geralta — bard i poeta Jaskier — oraz jego ukochana, zwodnicza czarodziejka Yennefer, ale na scenę wkraczają też dosłownie i w przenośni postaci z zupełnie innych bajek. Ludzie, nieludzie i magiczną sztuką wyhodowane bestie. Opowieść zaczyna się wedle reguł gatunku: od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie. Wiedźmin stacza morderczą walkę z drapieżnikiem, który żyje tylko po to, żeby zabijać, wdaje się w bójkę z rosłymi, niezbyt sympatycznymi strażniczkami miejskimi, staje przed sądem, traci swe słynne miecze i przeżywa burzliwy romans z rudowłosą pięknością, zwaną Koral. A w tle toczą się królewskie i czarodziejskie intrygi. Pobrzmiewają pioruny i szaleją burze. I tak przez 404 strony porywającej lektury.
«Wiedźmin. Sezon Burz» to w wiedźmińskiej historii rzecz osobna, nie prapoczątek i nie kontynuacja. Jak pisze Autor: «Opowieść trwa. Historia nie kończy się nigdy…»
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 79
Перейти на страницу:

— Aż ciarki chodzą gdy tamten dzień wspomnę. - Dussart pobladł mimo opalenizny. -Ledwiem wtedy nie umarł ze strachu, gdym was ze srebrną klingą uwidział. Myślałem, ostatnia moja godzina wybiła. Mało to się słyszało opowieści? O wiedźminach-mordercach, w krwi i męce się lubujących? Wyście, pokazało się, człek prawy. I dobry.

— Nie przesadzajmy. Ale mojej rady posłuchałeś, wyniosłeś się z Guaamez.

— Musiałem — rzekł ponuro Dussart. - W Guaamez niby uwierzyli, żem odczarowany, ale mieliście rację, były wilkołak też nie ma wśród ludzi lekko. Wyszło na wasze: to, kim się było, u ludzi większe ma znaczenie niż to, kim się jest. Mus był się stamtąd wynosić, wędrować w obce okolice, gdzie nikt mnie nie znał. Tułałem się, tułałem… Aż wreszcie tu trafiłem. I tu Edwinę poznałem…

— Rzadko się zdarza — pokręcił głową Geralt — by dwoje teriantropów złączyło się w parę. Jeszcze rzadsze bywa potomstwo z takich związków. Szczęściarz z ciebie, Dussart.

— A żebyście wiedzieli — wyszczerzył zęby wilkołak. - Dzieciaki jak z obrazka, rosną na piękne panny. A z Edwiną to my się jak w korcu maku dobrali. Z nią mi być, po kres dni.

— Poznała we mnie wiedźmina od razu. I od razu gotowa była do obrony. Wrzącym barszczem, nie uwierzysz, miała zamiar mnie potraktować. Pewnie i ona nasłuchała się wilkołaczych bajek o krwiożerczych wiedźminach w męce się lubujących.

— Wybaczcie jej, panie Geralcie. A owego barszczu wnet pokosztujem. Edwina wyborny barszcz warzy.

— Może lepiej — wiedźmin pokręcił głową — bym się nie narzucał. Dzieci straszyć nie chcę, tym bardziej twojej małżonki denerwować. Dla niej wciąż jestem zbój z mieczem, trudno oczekiwać, by tak od razu się do mnie przekonała. Powiedziała, że krwią cuchnę. W przenośni, jak rozumiem.

— Nie bardzo. Bez urazy, panie wiedźminie, ale jedzie od was krwią okrutnie.

— Nie miałem kontaktu z krwią od…

— Od jakichś dwóch tygodni, bym powiedział — dokończył wilkołak. - To krzepnąca krew, martwa krew, dotykaliście kogoś pokrwawionego. Jest i wcześniejsza krew, sprzed miesiąca. Zimna krew. Krew gada. Sami też krwawiliście. Z rany, żywą krwią.

— Jestem pełen podziwu.

— My, wilkołaki — Dussart wyprostował się dumnie — ździebko czulsze od ludzkiego mamy powonienie.

— Wiem — uśmiechnął się Geralt. - Wiem, że wilkołaczy zmysł węchu to istny cud przyrody. Dlatego to właśnie do ciebie przychodzę prosić o przysługę.

* * *

— Ryjówki — powęszył Dussart. - Ryjówki, znaczy się sorki. I norniki. Dużo norników. Łajno. Dużo łajna. Głównie kuny. I łasicy. Nic więcej.

Wiedźmin westchnął, po czym splunął. Nie krył rozczarowania. Była to już czwarta jaskinia, w której Dussart nie wywęszył nic poza gryzoniami i polującymi na gryzonie drapieżnikami. I obfitością łajna jednych i drugich.

Przeszli do następnego ziejącego w skalnej ścianie otworu. Kamienie usuwały się spod nóg, sypały na piarg. Było stromo, szło się z trudem, Geralt zaczynał już odczuwać zmęczenie. Dussart w zależności od terenu zmieniał się w wilka albo zostawał w postaci ludzkiej.

— Niedźwiedzica. - Zajrzał do kolejnej groty, pociągnął nosem. - Z młodymi. Była, ale poszła, już jej tam nie ma. Są świstaki. Ryjówki. Nietoperze. Dużo nietoperzy. Gronostaj. Kuna. Rosomak. Dużo łajna.

Następna pieczara.

— Tchórzyca. Ma cieczkę. Jest też rosomak… Nie, dwa. Para rosomaków.

— Podziemne źródło, woda lekko siarczana. Gremliny, cała grupa, chyba z dziesięć sztuk. Jakieś płazy, chyba salamandry… Nietoperze…

Z położonego gdzieś wysoko występu skalnego sfrunął ogromny orzeł, krążył nad nimi, pokrzykując.

Wilkołak uniósł głowę, spojrzał na górskie szczyty. I sunące zza nich ciemne chmury.

— Burza idzie. To ci lato, żeby niemal dnia bez burzy… Co robimy, panie Geralcie? Następna dziura?

— Następna dziura.

By dotrzeć do tej następnej, musieli przebyć spadającą z krzesanicy siklawę, niezbyt dużą, ale wystarczającą do tego, by ich solidnie zmoczyć. Porosłe mchem skały były tu śliskie jak mydło. Dussart, by jakoś iść, zmienił się w wilka. Geralt, kilka razy niebezpiecznie się pośliznąwszy, przemógł się, zaklął i pokonał trudny odcinek na czworakach. Dobrze, że nie ma tu Jaskra, pomyślał, opisałby to w balladzie. Przodem lykantrop w wilczej postaci, za nim wiedźmin na czworakach. Mieliby ludzie używanie.

— Duża dziura, panie wiedźminie — powęszył Dussart. - Duża i głęboka. Są tam górskie trolle, pięć albo sześć wyrośniętych trolli. I nietoperze. Mnóstwo nietoperzego łajna.

— Idziemy dalej. Do następnej.

— Trolle… Te same trolle, co poprzednio. Pieczary się łączą.

— Niedźwiedź. Piastun. Był tam, ale poszedł. Niedawno.

- Świstaki. Nietoperze. Liścionosy.

Od następnej jaskini wilkołak odskoczył jak oparzony.

— Gorgon — wyszeptał. - W głębi jamy siedzi wielki gorgon. Śpi. Poza nim nie ma tam nic.

— Nie dziwię się — mruknął wiedźmin. - Odejdźmy. Po cichu. Bo gotów się zbudzić… Odeszli, oglądając się niespokojnie. Do kolejnej groty, szczęśliwie położonej w oddaleniu od leża gorgona, zbliżali się bardzo powoli, świadomi, że ostrożność nie zawadzi. Nie zawadziła, ale okazała się niepotrzebną. Kilka kolejnych pieczar nie kryło w swych czeluściach niczego poza nietoperzami, świstakami, myszami, nornikami i ryjówkami. I całymi pokładami łajna.

Geralt był zmęczony i zrezygnowany. Dussart w wyraźny sposób też. Ale trzymał, przyznać mu było trzeba, fason, nie objawił zniechęcenia słowem ni gestem. Wiedźmin nie miał jednak złudzeń. Wilkołak wątpił w powodzenie operacji. Zgodnie z tym, co Geralt niegdyś zasłyszał, a co potwierdziła babka zielarka, góra Cremora była od wschodniej, stromej strony dziurawa jak ser, przewiercona niezliczonymi jaskiniami. Jaskiń, i owszem, znaleźli bez liku. Ale Dussart wyraźnie nie wierzył, by udało się wywęszyć i odnaleźć tę właściwą, będącą podziemnym przejściem do wnętrza skalnego kompleksu Cytadeli.

Na domiar złego błysnęło. Zagrzmiało. I zaczęło padać. Geralt miał szczery zamiar splunąć, zakląć brzydko i ogłosić koniec przedsięwzięcia. Przemógł się.

— Ruszamy, Dussart. Następna dziura.

— Wedle życzenia, panie Geralcie.

I nagle, przy kolejnym ziejącym w skale otworze, nastąpił — zupełnie jak w kiepskiej powieści — przełom akcji.

— Nietoperze — ogłosił wilkołak, węsząc. - Nietoperze i… I kot.

— Ryś? Żbik?

— Kot — wyprostował się Dussart. - Zwykły domowy kot.

* * *

Otto Dussart z ciekawością przyglądał się buteleczkom eliksirów, patrzył, jak wiedźmin je wypija. Obserwował zmiany zachodzące w wyglądzie Geralta, a oczy rozszerzały mu się z podziwu i strachu.

— Nie każcie mi aby — powiedział — wchodzić z wami do tej jamy. Bez urazy, ale nie pójdę. Ze strachu, co tam może być, aż sierść mi się jeży…

— Ani mi w głowie postało, by cię o to prosić. Wracaj do domu, Dussart, do żony i dzieci. Wyświadczyłeś mi przysługę, zrobiłeś, o co cię poprosiłem, więcej wymagać nie mogę.

— Zaczekam — zaprotestował wilkołak. - Zaczekam, aż wyjdziecie.

— Nie wiem — Geralt poprawił miecz na plecach — kiedy stamtąd wyjdę. I czy w ogóle wyjdę.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)