Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Żelazna rada [Iron Council - pl]
Żelazna rada [Iron Council - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Żelazna rada [Iron Council - pl]

Электронная книга - «Żelazna rada [Iron Council - pl]». Краткое содержание книги:

Nadszedł czas buntów i rewolucji, konfliktów i intryg. Nowe Crobuzon jest rozszarpywane od zewnątrz i od wewnątrz. Wojna z nieodgadnionym państwem-miastem Tesh i zamieszki w kraju popychają kipiącą życiem metropolię na skraj katastrofy. Pośród tej zawieruchy tajemnicza, zamaskowana postać wywołuje dziwny bunt, a zdrada i przemoc wybuchają w nieoczekiwanych miejscach. Grupa zdesperowanych uciekinierów z miasta przemierza dziwne i obce kontynenty w poszukiwaniu zaginionej nadziei, nieśmiertelnej legendy. W crobuzońskiej, krwawej godzinie największego zagrożenia ludzie szepczą do siebie: To jest czas Żelaznej Rady.
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 128
Перейти на страницу:

— Wiedzą, gdzie jesteśmy — mówi Uzman. Od tunelu oddalili się na mniej niż sto pięćdziesiąt kilometrów. — Nie dadzą nam spokoju.

Zastawiają pułapki. Beczki czarnego prochu podłączone do skomplikowanych systemów baterii i zapalników. Puszczają pociąg między skalnymi nawisami, po czym geotaumaturgowie i botanomanci wykuwają w mineralnych ścianach diaglify, tworząc takie obwody, aby ciężar wozu uruchomił pożądany proces: skała przejdzie w stan płynny, zaleje awangardę żandarmów czy milicjantów zimną magmą i na powrót się stwardnieje. Taki jest plan.

Judasz konstruuje pułapki golemowe. Baterie, somaturgiczne turbiny jego projektu, które sprawią, że zwalone drzewo, kupa kości, ziemia albo pęknięte podkłady kolejowe wstaną i będą walczyły dla Żelaznej Rady.

Wieczorem Judasz patroluje pociąg z Uzmanem i Ann-Hari, którzy, choć podchodzą do siebie z dystansem, wiedzą, że potrzebują się nawzajem. Strateg i wizjonerka. Wieczny pociąg nie zatrzymuje się w nocy. Dysponuje szeroką paletą talentów. Prze-tworzeni naprawiają skałkówki, które nadają się do naprawy, i budują nową broń. Przetapiają w dymarkach starsze szyny na klingi i pancerze. Robią ze swojego miasta na kołach machinę wojenną.

— Niedługo będziemy się nim cieszyli — wieszczy Uzman. — Przyjdzie czas, że będziemy musieli porzucić pociąg i uciekać pieszo.

— Niemożliwe — sprzeciwia się Ann-Hari. — Bez niego nie mamy nic.

Grupa bojowników Żelaznej Rady, Radnych, pochyla się w wagonie biurowym nad niedokładnymi mapami — szkicowymi zlepkami mitów. Biurka z ciemnodrzewu i intarsjowane ściany od pierwszych dni pokrywają się snycerskim graffiti — pijani wolnością buntownicy uprawiają art sauvage.

— Co to jest? — pyta Uzman, wskazując miejsce na mapie.

— Mokradła.

Palec wędruje dalej.

— Niezbadane.

— Solne jezioro.

— Piargi.

— Niezbadane.

— Złoża smoły.

— Niezbadane.

— Dymokamień. Wąwozy dymokamienia.

Uzman ssie palce. Wygląda przez okno. Radni transportują szyny z końca pociągu na początek.

— Czy mamy jakichś meteomantów?

— Jest jedna dziewczyna, Toma. — Ktoś kręci głową. — Umie wyczarować gwizdnięciem wiatr, który wysuszy jej sukienkę, takie salonowe zaklęcie…

— Potrzeba nam kogoś, kto potrafi wywołać huragan…

— Nie — głos zabiera jeden z naukowców, młody człowiek, który zapuścił brodę i przywdział zapoconą, robociarską kapotę. Kręci z powątpiewaniem głową. — Wiem, co kombinujesz. Chcesz się przedrzeć przez dymokamień? Nie. Przecież widziałeś, jak skończył Malke, gdy złapał go wyziew. Ledwo uszedł z życiem.

— Na pewno są jakieś zapowiedzi erupcji.

Młody człowiek wzrusza ramionami.

— Ciśnienie. Pękanie ziemi. Podobne symptomy jak przy gejzerach. Przyjrzeliśmy się dokładnie, jak nas uwięziło. Omeny są zbyt liczne i zbyt nieokreślone.

— Nie uwierzę, że nie da się przewidzieć…

— Tak, ale pomyśl logicznie. Te mapy opierają się na domysłach, są w najlepszym razie przybliżeniem rzeczywistości. Znajdujemy się na Middling Sweeps. I o jednej rzeczy wiemy na pewno, że tu jest. — Przebiega palcem w górę mapy. — Widzisz? Co to jest? — Obszar oznaczony czerwoną szachownicą. Trzysta kilometrów od ich obecnej pozycji, mniej niż miesiąc przy tym obłąkanym tempie. Graniczy z dymokamieniem, a w każdym razie z regionem, na którym, według dawnych kartografów, występuje dymokamień. — Wiesz, co to jest?

Cóż za pytanie. Uzman wie, każdy wie. Cacotopic Stain… kakotopiczna plama na kontynencie.

* * *

— Wykluczone, Uzman. Nie zabierzesz nas tam.

— To nie ja decyduję, tylko Rada. Ja wam tylko wskazuję jedyną możliwą drogę. Wy zdecydujecie, czy tego chcecie. Jeśli nie, to zostaniemy tutaj i będziemy walczyli. I wszyscy zginiemy.

— Ale to jest Cacotopic Stain.

— Pojedziemy tylko obrzeżem.

Uzman wstaje. Wygląda jak wykąpany w połysku. Poci się od gorąca swoich rur. Je węgiel i ma czarne usta.

— Nie pojedziemy przez Cacotopic Stain. Musimy przeciąć równiny dymokamienia.

— Jeśli tam są.

— Jeśli tam są. Musimy przeciąć równiny dymokamienia, a dalej leżą peryferia kakotopii. Tam nie będą nas już ścigali, nawet jeśli uda im się przebić przez dymokamień.

— A dlaczego nie będą, Uzman? Bo nie są samobójcami.

— Nie mamy wyboru. To znaczy nie całkiem. Możemy porzucić pociąg i uciekać. Zostać liberosynkretami. Albo zachować to wszystko. Cały nasz pot. Całą pokonaną drogę. Ale jeśli zdecydujemy się na to drugie, musimy stąd zwiewać jak najdalej. Na zachód. A co jest na zachód stąd? — Stuka w nawoskowaną mapę. — Strefa kakotopiczna. Tylko obrzeża. — Jego głos brzmi prawie prosząco. — Ludzie już się tam zapuszczali. Przeżyjemy. Musimy to zrobić — mówi błagalnie. — Tylko obrzeża.

* * *

Otworzyło się pół tysiąclecia wcześniej, pęknięcie, przez które wylały się potężne masy nieposkramialnej rakotwórczej mocy, Momentu. Istna Kraina Tysiąca Plag przekraczająca wszelkie zrozumienie. Gdzie ludzie mogą się stać szczurowatymi stworami ze szkła, a szczury diabelskimi potentatami, gdzie nienaturalne dźwięki, jaguary i drzewa mogą się stać chwilami, które nie miały prawa się wydarzyć, mogą się stać sprzecznymi z naturą kątami. Gdzie rodzą się potwory i przyciągają zewsząd swoich pobratymców. Gdzie ziemia, powietrze i czas są chore.

* * *

— O czym my w ogóle mówimy? — pyta ktoś. — Nie mamy meteoromantów i nie mamy nikogo, kto potrafi zaklinać duchy powietrza, a bez osoby, która umie zapanować nad wiatrami, nie przebijemy się przez dymokamień.

Judasz opiera się o stół. Grzywka tańczy mu przed oczami. Przygląda się zaznaczonemu atramentem krajobrazowi.

— No tak… — mówi. — No więc…

Somaturgia, golemometria jest interwencją. Tworzenie sług z materii nieożywionej wiąże się z perswazją, namawianiem. Strategia dawania życia.

„Mogę zrobić golema z powietrza” — myśli Judasz. „Bryłę powietrza w powietrzu. Kazać jej, żeby nam towarzyszyła. Powietrze poruszające się w powietrzu”. Będzie to go kosztowało sporo sił, ale wie, że może im umożliwić przejście przez dym.

Judasz wie, że pójdą.

* * *

Idzie z Uzmanem, a golem razem z nimi. Chlupocząca roślinna breja. Tworzą osobliwą trojkę: prze-tworzony buchający parą z rur, które przez niego przechodzą, wysoki i kościsty Judasz z brodą, która wygląda jak futro z brudu, i golem kroczący na swoich bezkształtnych stopach. Pociąg sunie naprzód drobnymi ruchami.

Światło księżyca przybrało kolor płynnego wysięku, jakby noc miała ranę, która nie chce się zagoić. Za plecami Judasz widzi pociąg, który pierdzi dymem i pobrzękuje niby jakaś lumpiarska orkiestra bębnowo-dzwonkowa. Niecały kilometr z przodu prze-tworzeni układają tory, a przed nimi pracują brygady, które przygotowują trasę. Na samym końcu szyny są zrywane, są tam setki tych, którzy jak pielgrzymi ciągną za taborem.

Judasz postrzega to wszystko jako miasto. Nowe Crobuzon go tego nauczyło. Patrzy, jak pociąg mija faliste wypiętrzenie terenu, i widzi ściany magazynów nad brzegami zakola rzeki Smoły. Widzi pochyłe drzewo i przypomina sobie pijanego Crobuzończyka opartego o latarnię pod tym samym kątem.

„Nie wybieramy tego, co zapamiętujemy, co w nas pozostaje” — myśli Judasz. Nosi w sobie Nowe Crobuzon, chociaż teraz jest obywatelem tego nowo założonego wędrownego azylu.

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)