Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Иронические детективы » Po pierwsze dla pieniędzy [One for the Money - pl]
Po pierwsze dla pieniędzy [One for the Money - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Po pierwsze dla pieniędzy [One for the Money - pl]

Электронная книга - «Po pierwsze dla pieniędzy [One for the Money - pl]». Краткое содержание книги:

Niezależność to wspaniała rzecz. Własny kąt, z dala od rodziców, dzielony jedynie z chomikiem Rexem, to dla Stefanie Plum rzecz godna wszelkich poświęceń. Tych poświęceń musi być jednak coraz więcej, bowiem niewierny mąż już od dawna jest przeszłością (na szczęście!) i nie można liczyć na jego wsparcie finansowe. Nieaktualna jest także już od pół roku posada w sklepie z bielizną, ilość sprzętów domowych nadających się do spieniężenia coraz bardziej się kurczy, a na dodatek właśnie odebrano jej samochód kupiony na raty w okresie prosperity.
Co zrobić? Zaszantażować kuzyna i zamiast nudnej pracy w papierkach zostać łowcą nagród! A dokładniej – zajmować się odnajdywaniem i dostarczaniem policji osób zwolnionych za kaucją, które nie pojawiły się w sądzie.
Stefanie jest gotowa zrobić wszystko, byle tylko w jej lodówce pojawiło się w końcu coś więcej niż pleśń. Problem jednak z osobą, na którą jest wystawione jej pierwsze zlecenie. Bowiem Joe Morelli, policjant oskarżony o morderstwo, spotkał się już nie raz ze Stefanie. Zwłaszcza jedno randez-vous sprzed kilkunastu lat, kiedy to uwiódł ją za kontuarem z eklerkami, żywo tkwi w jej pamięci.
Naszą bohaterkę czeka trudna droga do osiągnięcia celu. Z czasem okazuje się, że wina Morellego nie jest taka oczywista, a na dodatek Stefanie zadziera z psychopatycznym bokserem Ramirezem. Na szczęście Komandos, kolega z pracy, były żołnierz Oddziałów Specjalnych, pomaga jej stawiać pierwsze kroki w nowym zawodzie.
Po pierwsze dla pieniędzy, jak i cała seria książek o Stefanie Plum, jest doskonałym lekiem na zły humor. Główna bohaterka to energiczna osoba, odznaczająca się optymizmem i brakiem rozwagi. Powieść jest pełna zwrotów akcji opisanych jędrnym, żywym językiem. Pokazuje w krzywym zwierciadle miasto New Jersey, z którego pochodzi łowczyni nagród z piekła rodem, i z ciepłą ironią traktuje jego mieszkańców.
Stefanie Plum można by porównywać do bohaterek książek pisanych przez Fielding czy Grocholę. Nie jest już nastolatką, też ma problemy z facetami i przejmuje się swoim wyglądem. Więcej w niej jednak charyzmy i autoironii. Nawet z opalonymi brwiami i podbitym okiem (jej praca zdecydowanie nie należy do bezpiecznych!) jest gotowa osiągnąć swój cel.
Evanovich w jednym z wywiadów powiedziała, że specjalnie pisze krótkie książki, ponieważ jej poczucie humoru na dłuższą metę może się stać męczące. Efekt jest taki, że po pierwszej książce ma się nieodpartą ochotę na następną, i następną, i następną…
I uwaga techniczna: książki Evanovich czytałam w oryginale i zdecydowanie polecam to wszytkim tym, którzy znają trochę angielski. Zwłaszcza po tym, gdy usłyszałam o przetłumaczeniu przezwiska Ranger na Leśnik. Ale być może to tylko plotka.
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 67
Перейти на страницу:

– No cóż, w takim razie poszukajmy razem mojego świadka.

Podeszliśmy do ciężarówki i zajrzeliśmy do kabiny. Wóz był zamknięty, wewnątrz nikt nie siedział. Na placu przed magazynem nie stał żaden inny samochód.

Wieczorną ciszę zakłócał jedynie cichy plusk fal rozbijających się o bale umocnień, stukot burt łodzi o deski pomostów i poskrzypywanie lin. Całą przystań tworzyły cztery odrębne strefy cumowania, z których każda liczyła czternaście stanowisk, po siedem z każdej strony jednego pomostu. Nie wszystkie z nich były zajęte.

Po cichu obeszliśmy całą przystań, odczytując nazwy wymalowane na burtach łodzi i wypatrując jakichkolwiek śladów życia. Mniej więcej w połowie długości drugiego pomostu Morelli przystanął nagle i wskazał mi rufę dużej motorówki, na której widniała nazwa: „Mewa Sala”.

Szybko zeskoczył na jej pokład i ruszył w stronę dziobu. Bez wahania poszłam w jego ślady. W części rufowej na pokładzie walał się różnorodny sprzęt wędkarski: dziesiątki wszelkiego typu wędek, wielkie siatkowe podbieraki na długich tyczkach, ościenie i bosaki. Drzwi kajuty były od zewnątrz zamknięte na skobel i kłódkę, co oznaczało, że w środku nikogo nie ma. Joe wyjął z kieszeni ołówkową latarkę i przy jej świetle usiłował zajrzeć przez okienko do wewnątrz. Ja także przytknęłam nos do szyby. Łódź musiała służyć przede wszystkim do większych połowów, gdyż była urządzona niemal po spartańsku, przypominała kuter rybacki. Większą część kajuty również zajmował różnorodny sprzęt wędkarski, zamiast luksusowego wyposażenia, jakiego można by się spodziewać po zewnętrznym wyglądzie łodzi, w środku wzdłuż burt ciągnęły się jedynie szerokie ławki dla amatorów wędkarstwa. W kącie kajuty piętrzył się pokaźny stos puszek od piwa oraz turystycznych talerzyków i sztućców. Natomiast listwy ławek i pokład były miejscami pokryte dość grubą warstwą białego proszku, połyskującego w świetle latarki.

– Niezły bałaganiarz z tego Sala – mruknęłam.

– Jesteś pewna, że Louis nie odjechał razem z Ramirezem? – spytał Joe.

– Tego nie wiem, wszystkie szyby porsche’a były przydymione. Ale to tylko dwumiejscowy wóz, zatem jeden z nich musiał tu zostać.

– I drogą nie przejeżdżał żaden inny samochód?

– Nie.

– Może skierował się w przeciwną stronę?

– Nie ujechałby zbyt daleko. Kilometr dalej droga kończy się ślepo nad rzeką.

Nisko na niebie świecił księżyc, jego srebrzysta poświata roziskrzała grzbiety fal. Oboje równocześnie obejrzeliśmy się na ciężarówkę stojącą przed magazynem. Sprężarka chłodni pomrukiwała cicho w nocnej ciszy.

– Trzeba dokładniej obejrzeć ten wóz – zdecydował Morelli. Podeszliśmy z powrotem do auta. Joe zaczął z uwagą odczytywać wskazania umieszczonych na zewnątrz zegarów.

– Na ile jest ustawiona? – spytałam.

– Minus pięć stopni.

– Po co aż tak nisko?

Morelli zeskoczył z podwozia i ruszył w kierunku drzwi skrzyni.

– A jak myślisz?

– Czyżby chcieli coś zamrozić?

– Mnie się też tak wydaje.

Wrota chłodni były zabezpieczone ciężką sztabą, w której uchwycie wisiała duża kłódka. Joe zważył ją w dłoni.

– Nie jest tak źle – mruknął do siebie.

Skierował się energicznym krokiem do furgonetki i po chwili wrócił z piłką do metalu.

Rozejrzałam się nerwowo dookoła, gdyż niezbyt uśmiechała mi się perspektywa schwytania na gorącym uczynku włamywania się do cudzego pojazdu.

– Nie można tego zrobić w inny sposób? – zapytałam, przekrzykując głośny zgrzyt ciętego żelaza. – Nie masz jakiegoś wytrycha?

– Tak będzie szybciej – odparł spokojnie Joe. – Uważaj tylko, czy nie kręci się gdzieś w pobliżu jakiś strażnik.

Błyskawicznie poradził sobie z kłódką, odrzucił ją za siebie, zdjął sztabę i pociągnął skrzydło ciężkich drzwi chłodni. Wewnątrz panowały nieprzeniknione ciemności. Morelli złapał się uchwytu, postawił stopę na zderzaku i wskoczył do środka. Uczyniłam to samo. Po omacku odnalazłam w torebce swoją latarkę. Mroźne, zatęchłe powietrze zatykało dech w piersiach. Omietliśmy wąskimi promieniami światła pokryte szronem ściany. Spod sufitu zwieszały się wielkie haki rzeźnicze. Tuż za drzwiami stał zamknięty blaszany pojemnik, który Louis z Salem wynieśli przed południem ze sklepu. Drugi, identyczny, lecz pusty, stał nieco dalej, zdjęta pokrywa była oparta o ścianę chłodni.

Poświeciłam w głąb skrzyni, a następnie skierowałam promień latarki na podłogę. Z gardła wyrwał mi się cichy okrzyk, kiedy dostrzegłam w jej blasku Louisa. Leżał na wznak, z szeroko rozrzuconymi rękoma i niewiarygodnie rozszerzonymi, wpatrującymi się tępo przed siebie oczami. Cienka strużka krwi, jaka pociekła mu z nosa, zamarzła na policzku. W przedniej części jego roboczych, drelichowych spodni ciemniała wielka plama tak samo zamarzniętej uryny. Pośrodku czoła mężczyzny widniał nieduży, okrągły otwór wlotowy po kuli. Ciało Sala spoczywało tuż obok. Miało taką samą ranę w głowie, a na twarzy zabitego malował się podobny wyraz skrajnego osłupienia.

– Cholera! – syknął Morelli. – Znowu nie dopisało mi szczęście.

Do tej pory trupy widywałam jedynie namaszczone olejkami i ubrane odświętnie do pochówku. Włosy miały starannie uczesane, policzki ubarwione różem, a oczy zamknięte, co miało sugerować udanie się na wieczny odpoczynek. Nigdy dotąd nie miałam okazji patrzeć na człowieka zabitego strzałem między oczy. Pewnie dlatego żołądek natychmiast podszedł mi do gardła i odruchowo zakryłam usta dłonią.

Morelli szybko pociągnął mnie za rękę w stronę drzwi.

– Tylko nie zwymiotuj w środku – rzekł, zeskakując na wysypany żwirem plac i pociągając mnie za sobą. – Mogłabyś zatrzeć ślady na miejscu zbrodni.

Zaczerpnęłam kilka głębszych oddechów, przywołując się do porządku. Joe położył mi dłoń na karku.

– Dobrze się czujesz?

Energicznie przytaknęłam ruchem głowy.

– Tak, dobrze… Po prostu… zaskoczył mnie ten widok…

– Muszę przynieść parę rzeczy z furgonetki. Zostań tutaj. Nie wchodź z powrotem do chłodni i niczego nie dotykaj.

Nie miał się o co martwić, nawet wołami nie zaciągnięto by mnie po raz drugi do środka.

Po chwili wrócił z niewielkim łomem i dwoma parami gumowych rękawiczek. Podał mi jedną z nich. Oboje założyliśmy je na dłonie, lecz tylko Joe wskoczył z powrotem na skrzynię.

– Poświeć na Louisa – polecił, kucając przy ciele zabitego.

– Co zamierzasz zrobić?

– Muszę odnaleźć broń Kuleszy.

Po chwili się wyprostował i rzucił mi niewielki pęk kluczyków.

– Nie był uzbrojony, ale miał w kieszeni spodni te kluczyki. Sprawdź, czy któryś z nich nie pasuje do zamka w drzwiach kabiny.

Dość szybko udało mi się otworzyć prawe drzwi szoferki. Wsunęłam się na fotel pasażera i obejrzałam zawartość schowka w desce rozdzielczej oraz skrzynki pod siedzeniem kierowcy. Nie znalazłam jednak pistoletu. Kiedy wróciłam na tył samochodu, Joe mocował się z zamknięciem drogiego pojemnika.

– W kabinie nie ma żadnej broni – poinformowałam.

Przymarznięta pokrywa w końcu odskoczyła i Joe zajrzał do środka, przyświecając sobie latarką.

– I co? – spytałam, zniecierpliwiona.

Zerknął na mnie z ukosa i odparł dziwnie spiętym głosem:

– To Carmen.

Po raz kolejny musiałam stoczyć walkę z silną falą mdłości.

– Myślisz, że przez cały ten czas zwłoki Carmen spoczywały w chłodni na zapleczu sklepu Sala?

– Na to wygląda.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 67
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)