Po pierwsze dla pieniędzy [One for the Money - pl]
- Автор: Иванович Джанет
- Язык: польский
- Переводчик: Andrzej Leszczynski
- Жанр: Иронические детективы
Электронная книга - «Po pierwsze dla pieniędzy [One for the Money - pl]». Краткое содержание книги:
Co zrobić? Zaszantażować kuzyna i zamiast nudnej pracy w papierkach zostać łowcą nagród! A dokładniej – zajmować się odnajdywaniem i dostarczaniem policji osób zwolnionych za kaucją, które nie pojawiły się w sądzie.
Stefanie jest gotowa zrobić wszystko, byle tylko w jej lodówce pojawiło się w końcu coś więcej niż pleśń. Problem jednak z osobą, na którą jest wystawione jej pierwsze zlecenie. Bowiem Joe Morelli, policjant oskarżony o morderstwo, spotkał się już nie raz ze Stefanie. Zwłaszcza jedno randez-vous sprzed kilkunastu lat, kiedy to uwiódł ją za kontuarem z eklerkami, żywo tkwi w jej pamięci.
Naszą bohaterkę czeka trudna droga do osiągnięcia celu. Z czasem okazuje się, że wina Morellego nie jest taka oczywista, a na dodatek Stefanie zadziera z psychopatycznym bokserem Ramirezem. Na szczęście Komandos, kolega z pracy, były żołnierz Oddziałów Specjalnych, pomaga jej stawiać pierwsze kroki w nowym zawodzie.
Po pierwsze dla pieniędzy, jak i cała seria książek o Stefanie Plum, jest doskonałym lekiem na zły humor. Główna bohaterka to energiczna osoba, odznaczająca się optymizmem i brakiem rozwagi. Powieść jest pełna zwrotów akcji opisanych jędrnym, żywym językiem. Pokazuje w krzywym zwierciadle miasto New Jersey, z którego pochodzi łowczyni nagród z piekła rodem, i z ciepłą ironią traktuje jego mieszkańców.
Stefanie Plum można by porównywać do bohaterek książek pisanych przez Fielding czy Grocholę. Nie jest już nastolatką, też ma problemy z facetami i przejmuje się swoim wyglądem. Więcej w niej jednak charyzmy i autoironii. Nawet z opalonymi brwiami i podbitym okiem (jej praca zdecydowanie nie należy do bezpiecznych!) jest gotowa osiągnąć swój cel.
Evanovich w jednym z wywiadów powiedziała, że specjalnie pisze krótkie książki, ponieważ jej poczucie humoru na dłuższą metę może się stać męczące. Efekt jest taki, że po pierwszej książce ma się nieodpartą ochotę na następną, i następną, i następną…
I uwaga techniczna: książki Evanovich czytałam w oryginale i zdecydowanie polecam to wszytkim tym, którzy znają trochę angielski. Zwłaszcza po tym, gdy usłyszałam o przetłumaczeniu przezwiska Ranger na Leśnik. Ale być może to tylko plotka.
– Ale chyba nie masz zamiaru zalać się łzami z tego powodu, prawda?
Rozsiadł się przed telewizorem, sięgnął po pilota i zaczął przerzucać kanały. Po chwili oparł się plecami o ścianę i wyciągnął jedną nogę, sprawiał wrażenie wymęczonego. Przez pewien czas oglądał jakiś program rozrywkowy, ale szybko głowa opadła mu na piersi, zaczął oddychać wolniej i głębiej.
– Widzisz? Teraz mogłabym cię obezwładnić gazem – szepnęłam.
Uniósł szybko głowę i nie otwierając oczu, uśmiechnął się przebiegle.
– To nie w twoim stylu, cipeńko – mruknął.
Kiedy wstałam o ósmej, nadal spał na podłodze przed telewizorem. Przestąpiłam nad nim i wybiegłam na swoją trasę joggingu. A gdy wróciłam, siedział w kuchni, popijał kawę i czytał gazetę.
– Napisali coś na temat zamachu bombowego? – spytałam.
– Jest reportaż i zdjęcie na trzeciej stronie. Stwierdzili, że przyczyny wybuchu nie są jeszcze znane. Poza tym nie ma nic ciekawego. – Spojrzał na mnie znad krawędzi rozpostartej gazety. – Znowu dzwonił Dorsey i zostawił wiadomość na kasecie. Może powinnaś jednak sprawdzić, o co mu chodzi?
Wykąpałam się szybko, włożyłam czyste ubranie, nasmarowałam poparzoną skórę twarzy kremem aloesowym i nalałam sobie kawy do filiżanki. Pobieżnie przejrzałam gazetę, popijając kawę małymi łyczkami, w końcu zadzwoniłam do Dorseya.
– Otrzymaliśmy już wyniki analiz z laboratorium – oznajmił. – Nie ulega wątpliwości, że została podłożona bomba. To robota zawodowca. Co prawda, teraz w każdej bibliotece można dostać książkę ze szczegółowym opisem konstrukcji takiej bomby. Gdyby komuś bardzo zależało, mógłby nawet zmontować głowicę jądrową. W każdym razie chciałem panią o tym zawiadomić.
– Sprawdziły się moje podejrzenia.
– I nadal nie domyśla się pani, kto mógłby przygotować taki zamach?
– Nie.
– A Morelli?
– Nie jest to wykluczone.
– Obiecała pani zajrzeć do mnie wczoraj.
Chyba strzelał w ciemno. Zapewne się już domyślał, że go unikam i że za całą tą sprawą kryje się coś dziwnego, ale nie wiedział jeszcze co. Miałam ochotę powiedzieć: „Zatem witamy w naszym towarzystwie, Dorsey!”
– Postaram się wpaść dzisiaj.
– To proszę się bardzo postarać.
Odłożyłam słuchawkę i pospiesznie uniosłam filiżankę do ust. Po chwili oznajmiłam posępnym tonem:
– Dorsey chce, żebym przyjechała na komendę.
– Porozmawiasz z nim?
– Nie, bo będzie zadawał mnóstwo kłopotliwych pytań, na które nie będę umiała odpowiedzieć.
– Powinnaś dziś rano znów się pokazać na ulicy Starka.
– Wykluczone. Mam parę spraw do załatwienia.
– Jakich spraw.
– Osobistych.
Popatrzył na mnie, marszcząc brwi.
– Muszę załatwić to i owo… tak na wszelki wypadek – mruknęłam.
– Na jaki wypadek?
Machnęłam ręką w geście zniecierpliwienia.
– Na wypadek, gdyby coś mi się stało. Przez ostatnich dziesięć dni próbował mnie zastraszyć zawodowy sadysta, a teraz w dodatku trafiłam na listę obiektów zainteresowania piromana maniaka. Po prostu strach mnie obleciał, rozumiesz? Muszę zaczerpnąć oddechu, Morelli, spotkać się z paroma osobami, choć na krótko pomyśleć o moim życiu prywatnym.
Wyciągnął rękę i delikatnie zerwał płatek przesuszonej skóry z mego nosa.
– Nic ci nie grozi – powiedział łagodnym tonem. – Doskonale rozumiem, że się boisz. Ja też się boję. Ale racja jest po naszej stronie, w związku z czym musimy wygrać tę rundę.
Poczułam się głupio, kiedy tak niespodziewanie Joe zaczął się do mnie odnosić życzliwie, podczas gdy ja myślałam bez przerwy o wyprzedaży w sklepie Berniego, na której można było otrzymać darmową lampkę daiquiri.
– Jak masz zamiar udać się na to prywatne spotkanie, skoro jeep wyleciał w powietrze?
– Odebrałam swoją nova z naprawy.
Skrzywił się z niesmakiem.
– Ale chyba nie zostawiłaś jej na noc na parkingu przed domem?
– Wyszłam z założenia, iż zamachowiec nie wie, że to mój samochód.
– Zaraz zemdleję!
– Na pewno nie muszę się niczego obawiać.
– Tak, ja też jestem tego pewien. Ale na wszelki wypadek zejdę z tobą i upewnię się jeszcze bardziej.
Zgarnęłam swoje rzeczy, sprawdziłam zamknięcie okien i przewinęłam kasetę w automatycznej sekretarce. Morelli czekał przy drzwiach. Wyszliśmy razem przed dom i stanęliśmy niepewnie przed upstrzonym farbami chevroletem.
– Nawet gdyby zamachowiec wiedział, że to twój samochód, musiałby być skończonym idiotą, żeby po raz drugi próbować tego samego – oświadczył Joe. – Statystycznie rzecz biorąc, drugi zamach niemal zawsze ma zupełnie inny przebieg.
To wyjaśnienie było całkiem logiczne, nie pomogło mi jednak w otworżeniu drzwi auta i nie uspokoiło walącego jak oszalałe serca.
– Dobra, nie ma się co zastanawiać – burknęłam. – Raz kozie śmierć.
Morelli położył się na asfalcie i zajrzał pod spód auta.
– Widzisz tam coś? – spytałam niecierpliwie.
– Ogromną kałużę oleju.
Podniósł się z powrotem i otrzepał ręce. Otworzyłam maskę i sprawdziłam poziom oleju – miska znowu była prawie pusta. Wlałam do otworu dwie butelki płynu i ze złością zatrzasnęłam maskę.
Tymczasem Joe wyjął kluczyki z zamka w drzwiach, usiadł za kierownicą i wsunął je do stacyjki.
– Odsuń się – nakazał stanowczo.
– Nic z tego. To mój samochód i ja go uruchomię.
– Jeśli którekolwiek z nas ma się przenieść na tamten świat, to lepiej, abym to był ja. I tak grozi mi krzesło elektryczne, jeżeli nie odnajdziemy tego cholernego faceta. Więc odejdź stąd i nie zawracaj mi głowy!
Po chwili przekręcił kluczyk w stacyjce. Nic się nie zadziało. Spojrzał na mnie badawczo.
– Czasami trzeba walnąć pięścią w deskę rozdzielczą, żeby rozrusznik zadziałał.
Joe ponownie przekręcił kluczyk i energicznie walnął pięścią w deskę. Silnik zakrztusił się raz i drugi, wreszcie zaskoczył. Z rury wydechowej buchnął kłąb dymu, ale szybko się rozwiał.
Morelli spuścił głowę, zamknął oczy i stuknął otwartą dłonią w kierownicę.
– Cholera – syknął.
Podeszłam bliżej i przez okno spojrzałam mu prosto w twarz.
– Czy mam wyjąć ścierkę do wytarcia siedzenia?
– Ale śmieszne! – Wysiadł z auta i przytrzymał otwarte drzwi. – Chcesz, żebym pojechał za tobą?
– Nie, dziękuję. Dam sobie radę.
– Będę na ulicy Starka, gdybyś mnie potrzebowała. Kto wie… może ten gość pojawi się dzisiaj na sali treningowej?
Już z daleka spostrzegłam, że przed wejściem do sklepu Berniego wcale nie stoi długa kolejka chętnych. Pocieszyłam się, że w takim razie mogło jeszcze zostać trochę obiecanego daiquiri.
– Proszę, proszę! – zawołał Bernie na mój widok. – Kogóż tu widzimy?!
– Odebrałam twoją wiadomość o wyprzedaży mikserów.
– Zatrzymałem dla ciebie tego małego robocika – rzekł, poklepując czule kartonowe pudło, które postawił na ladzie. – Można go używać nawet do mielenia orzechów, kruszenia kostek lodu, przygotowywania znakomitej papki bananowej, no i oczywiście do sporządzania koktajli, w tym również wybornego daiquiri.
Spojrzałam na nalepkę z ceną przyklejoną na kartonowym opakowaniu. Mogłam sobie pozwolić na taki wydatek.
– Kupiony – powiedziałam. – Czy teraz mogłabym dostać obiecaną próbkę tego wybornego daiquiri.
– Ma się rozumieć.
Bernie zaniósł mikser do kasy, zapakował go i przeliczył pieniądze.
– Jak leci? – zapytał, obrzucając podejrzliwym wzrokiem moje osmalone brwi, a raczej to miejsce, w którym jeszcze niedawno miałam brwi.