Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Uczeń Alvin [Prentice Alvin - pl]
Uczeń Alvin [Prentice Alvin - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Uczeń Alvin [Prentice Alvin - pl]

Электронная книга - «Uczeń Alvin [Prentice Alvin - pl]». Краткое содержание книги:

Alvin powraca do miejsca swych narodzin, aby podjąć naukę u kowala. Nie wszystko dobrze się układa w Hatrack River. Alvin wie, że musi nauczyć się wykorzystywać magiczne umiejętności, którymi został obdarzony. Niszczyciel czeka tylko na okazję, aby go zabić. Ale jest tam też ktoś, kto czuwa nad Alvinem z daleka — Żagiew
1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 87
Перейти на страницу:

Nie minęło pół godziny, a Thrower znowu wyszedł z domu i wskoczył na konia — ale teraz miał przy sobie projekt kontraktu, listy polecające od Cavila do jego adwokata i do drukarza, a także list kredytowy na sumę pięciuset dolarów. Kiedy protestował, że to za wiele, Cavil nie chciał go słuchać.

— Żebyście mieli z czym zacząć — powiedział. — Obaj wiemy, czyje dzieło wykonujemy. To wymaga pieniędzy. Ja je mam, a wy nie. Dlatego schowajcie to i zabierajcie się do pracy.

— Oto chrześcijańska postawa — westchnął Thrower. — Jak dawni święci, którzy wszelkie dobro mieli wspólne.

Cavil klepnął Throwera w kolano. Kapłan sztywno siedział w siodle. Ci z północy zwyczajnie nie potrafią dosiadać konia.

— Mamy ze sobą wiele wspólnego — stwierdził. — Mieliśmy te same wizje, tak samo pracowaliśmy przy zbożnym dziele, a jeśli to nie czyni z nas dwóch kropli wody, tu już nie wiem, co jeszcze by mogło.

— Kiedy następnym razem zobaczę Przybysza… jeśli spotka mnie to szczęście, to… wiem, że będzie zadowolony.

— Amen — odpowiedział Cavil.

Klepnął konia Throwera i odprowadził go wzrokiem. Moja Hagar. On znajdzie moją Hagar i jej syna. Już prawie siedem lat temu ukradła mi mojego pierworodnego. A teraz wróci. I tym razem będę ją trzymał w łańcuchach. Urodzi mi więcej dzieci, dopóki będzie mogła rodzić. A co do chłopca, będzie moim Iszmaelem. Takie dam mu imię: Iszmael. Zatrzymam go tutaj, wychowam na silnego, posłusznego i szczerego chrześcijanina. A kiedy dorośnie, będę go wynajmował do pracy na innych plantacjach. I tam, nocami, podejmie moje dzieło, rozprzestrzeniając wybrane nasienie w całym Appalachee. Wtedy potomstwo moje będzie niezliczone niczym ziarnka piasku. Jak Abrama.

I kto wie? Może zdarzy się cud i moja ukochana żona odzyska zdrowie, pocznie i urodzi mi czysto białe dziecko, mojego Izaaka, który odziedziczy moją ziemię i wszelkie moje dzieła. Panie mój, Nadzorco, bądź dla mnie łaskawy!

ROZDZIAŁ 17 — ORTOGRAFIA

Na początku stycznia spadł głęboki śnieg, a wiatr dmuchał tak ostro, że nos zamarzał na kamień. Oczywiście, Makepeace zdecydował, że to on w taki dzień będzie pracował w kuźni, Alvin zaś pojedzie do miasta po zakupy i dostarczy klientom wykonane sprzęty. Latem zwykle działo się na odwrót.

Nie szkodzi, pomyślał Alvin. W końcu on tu rządzi. Ale jeśli kiedyś będę mistrzem we własnej kuźni i jeśli będę miał terminatora, na pewno będzie lepiej traktowany niż ja. Mistrz i uczeń powinni pracować tak samo, chyba że uczeń nie wie jak, a wtedy mistrz powinien go uczyć. Na tym polega umowa, a nie na tym, żeby mieć niewolnika i żeby zawsze uczeń jechał wozem przez głęboki śnieg.

Właściwie wcale nie musi brać wozu. Sanie z parą koni Horacego Guestera lepiej się nadadzą, a Horacy na pewno ich pożyczy. Pod warunkiem, że załatwi też zakupy dla zajazdu.

Alvin opatulił się szczelnie i ruszył pod wiatr. Przez całą drogę do zajazdu wiało mu prosto w twarz, od zachodu. Poszedł ścieżką obok domku panny Larner, bo to była najkrótsza trasa i biegła wśród drzew, które osłaniały go od wichury. Nauczycielki, oczywiście, nie było. Ale starą źródlaną szopę traktował Alvin jak szkołę i przechodząc obok drzwi zaczął myśleć o swojej nauce.

Panna Larner mówiła mu o rzeczach, które nigdy wcześniej nie przyszły mu na myśl. Spodziewał się więcej rachunków, czytania i pisania… Tym też się zajmowali, a jakże. Ale nie kazała mu czytać tych samych prostych zdań, co dzieciakom — choćby Arthurowi Stuartowi, który co wieczór siadał przy lampie w źródlanej szopie. Nie; panna Larner opowiadała Alvinowi o ideach, o których dotąd nie miał pojęcia. Ich dotyczyło całe jego pisanie i liczenie.

Na przykład wczoraj.

— Najmniejszą cząstką materii jest atom — powiedziała. — Według teorii Demostenesa, wszystko składa się z mniejszych elementów. Aż w końcu dochodzimy do atomu, który jest najmniejszy i nie da się podzielić.

— A jak wygląda? — spytał Alvin.

— Nie wiem. Jest za mały, żeby go zobaczyć. A ty wiesz?

— Raczej nie. Nigdy nie widziałem czegoś tak małego, żeby nie dało się przeciąć na połowy.

— Ale czy możesz sobie wyobrazić coś mniejszego?

— Tak, ale to też mogę rozbić.

Westchnęła.

— Pomyśl dobrze, Alvinie. Gdyby istniało coś tak małego, że nie można by tego podzielić, jakie by było?

— Chyba naprawdę malutkie.

Ale żartował. To był kłopot: starał się podejść do niego tak, jak zwykle do problemów praktycznych. Wysłał swój przenikacz w podłogę. Niestety, jako drewno, podłoga była gąszczem różnych rzeczy: porwanych i kiedyś żywych serc drzew. Alvin posłał więc przenikacz w żelazo piecyka, które wewnątrz było prawie jednolite. A że zarazem gorące, to jego kawałki, najmniejsze widoczne cząsteczki, były aż rozmazane od szybkości. Ogień wewnątrz także promieniował na zewnątrz, a każda cząstka ciepła i światła tak mała i drobna, że Alvin z trudem utrzymywał w myśli jej wizerunek. Tak naprawdę to nigdy nie widział elementów ognia. Wiedział tylko, że właśnie przemknęły.

— Światło — powiedział głośno. — I ciepło. Nie można ich rozciąć.

— To prawda. Ogień nie jest taki jak ziemia: nie da się przeciąć. Ale można go zmienić, prawda? Można zgasić. Wtedy przestanie być sobą. A zatem jego cząstki to coś innego, nie mogą być niezmiennymi i niepodzielnymi atomami.

— No tak… Ale nie ma nic mniejszego niż te kawałki ognia, więc myślę, że nie ma czegoś takiego jak atomy.

— Alvinie, musisz skończyć z takim empirycznym podejściem do wszystkiego.

— Jakbym się poznał, co to jest, to bym skończył.

— Jakbym się dowiedział.

— Wszystko jedno.

— Nie na każde pytanie możesz odpowiedzieć w ten sposób, że siadasz nieruchomo i przenikasz przez skałę na dworze albo coś innego.

Alvin westchnął.

— Czasami żałuję, że pani powiedziałem, co robię.

— Chcesz, żebym cię nauczyła, co to znaczy być Stwórcą, czy nie chcesz?

— Właśnie chcę! A zamiast tego pani opowiada mi o atomach i grawitacji i… Nie obchodzi mnie, co powiedział ten stary oszust Newton ani nikt inny! Chcę wiedzieć, jak stworzyć… miejsce.

W ostatniej chwili przypomniał sobie, że Arthur Stuart siedzi w kącie i zapamiętuje każde wypowiedziane słowo, a nawet ton głosu. Nie ma sensu nabijać mu głowy gadaniem o Kryształowym Mieście.

— Czy nie rozumiesz, Alvinie? Minęło tak wiele czasu… tysiące lat. Nikt naprawdę nie pamięta, czym jest i co robi Stwórca. Jedynie to, że żyli kiedyś tacy ludzie. I kilka czynów, do których byli zdolni. Na przykład przemiana żelaza albo ołowiu w złoto. Wody w wino. Takie rzeczy.

— Myślę, że żelazo w złoto jest łatwiej — stwierdził Alvin. — Metale są w środku takie same. Ale wino… Tam jest taka mieszanina różnych składników, że trzeba by być…

Nie potrafił wymyślić określenia największej mocy, jaką może dysponować człowiek.

— Stwórcą — podpowiedziała nauczycielka.

Tak, to odpowiednie słowo.

— Chyba.

— Mówię ci, Alvinłe, jeśli chcesz się nauczyć robić to, co kiedyś Stwórcy, musisz zrozumieć naturę rzeczy. Nie zdołasz zmienić tego, czego nie pojmujesz.

1 ... 57 58 59 60 61 62 63 64 65 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)