Tom O'Bedlam [pl]
- Автор: Силверберг Роберт
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Krajowa Agencja Wydawnicza
- ISBN: 83-03-03665-3
- Переводчик: Andrzej Porzuczek
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Tom O'Bedlam [pl]». Краткое содержание книги:
Jego kolejna książka opowiada o chylącej się ku upadkowi cywilizacji Ziemi początku XXII wieku. Przemoc i gwałt stały się codziennością. Rozkwitają fanatyczne sekty, świat został pozbawiony nadziei. I wtedy pojawia się tytułowy bohater — zdolny do nawiązania telepatycznego kontaktu z obcymi cywilizacjami.
Czy jego dar jest wybawieniem dla ludzkości, czy też narzędziem jej ostatecznej zagłady?
Na ekranie pojawiła się jednolita zielona kula.
— Mój Boże — mruknął Robinson.
Kresh mówił dalej:
— To druga planeta systemu Proxima Centauri, umiejscowiona w odległości 0,87 jednostki astronomicznej od gwiazdy. Proxima Centuari jest, jak mi powiedziano, gwiazdą zapalną, podatną na wahania natężenia światła, które mogą być niebezpieczne dla wszelkich form życia w mniejszej odległości. Sonda znalazła oznaki życia na Proxima II, więc wzięła kurs na planetę…
Na ekranie pojawiły się wirujące pasma gęstej, ciężkiej, nieprzeniknionej mgły. Zielonej mgły. Zieleń.
— Mój Boże — jęknął znów Robinson. Elszabet siedziała w napięciu z zaciśniętymi dłońmi przygryzając dolną wargę.
Kolejny obraz, tym razem poniżej mglistej zasłony.
— Zobaczą państwo, że pomimo iż Proxima Centauri jest gwiazdą czerwoną, zasłona z chmur jest tak gęsta, że z powierzchni drugiej planety wydaje się być zielona. Zasłona ta, jak twierdzą pracownicy Cal Tech, wytwarza coś w rodzaju efektu cieplarnianego, co utrzymuje na powierzchni planety temperaturę odpowiednią dla metabolizmu organizmów żywych, pomimo słabej emisji energii z gwiazdy Proxima Centauri…
Jeszcze jeden obraz, tym razem już z niskiej orbity, na wysokości chmur, z wykorzystaniem kamer wysokiej rozdzielczości. Widać nowe obrazy, fantastycznie wyraźne. Łagodny krajobraz, soczystozielone wzgórza, lśniące zielone jeziora. Budynki o tajemniczych, niespotykanych konstrukcjach, zaskakujących rozwiązaniach architektonicznych z dziwacznymi kątami i łukami. I jeszcze większe zbliżenie. Postacie spacerujące po trawie: wysokie, spiczasto zakończone delikatne istoty o krystalicznych ciałach przypominających lustra i rzędach oczu na każdej z czterech stron głowy.
— Mój Boże — powtarzał raz za razem Dan Robinson.
Elszabet siedziała nieruchomo, prawie nie oddychając, starając się opanować nawet mruganie powieki. Oto triada Misilinów — pomyślała. — To zaś muszą być Suminoorzy, a to Gaarinarowie. Och, och, och. Zdrętwiała z zachwytu i podziwu. Chciała płakać, chciała upaść na kolana i modlić się, chciała wybiec na zewnątrz i zawołać: „Alleluja!” Nie była jednak w stanie nawet się poruszyć. Siedziała jak skamieniała w zdumieniu, a przed jej oczami przesuwały się zielone obrazy. Wszystko takie tajemnicze, przedziwne, nieznane.
I wszystko takie znajome, jak fotografie jej rodzinnego miasta.
ROZDZIAŁ SIÓDMY