Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Samozwaniec. Tom II - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Samozwaniec. Tom II

Электронная книга - «Samozwaniec. Tom II». Краткое содержание книги:

Rok 1605. Polskie wojska wkraczają do Moskwy. Czas układów się skończył.
Szarże skrzydlatych jeźdźców roznoszą armie cara Borysa Godunowa.
Oto historia straceńców, którzy wrogów liczyli dopiero po bitwie. Zabitych…
Oto historia ludzi tak szalonych, że poszli w tany z samą Śmiercią. Tak zuchwałych, że uwiedli Fortunę. Tak dumnych, że diabłu plunęli w twarz. I tak hojnych, że za przyjaciół płacili tylko krwią i życiem.
Oto historia awanturników i husarzy, którzy wstrząsnęli murami Moskwy i sięgnęli po koronę carów.
Drugi tom cyklu „Orły na Kremlu” to pełnokrwista powieść husarska.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 81
Перейти на страницу:

— Dość! — Jacek wstał. — Nie chcę słuchać. Nie w tej chwili! Ubieraj mnie!

— Tam też umarli — szlochała Anastazja. — Wszyscy… Tacy dobrzy chrześcijanie. A ja… z tego głodu… Straciłam cześć… Poszłam na gościniec, do karczmy. I tak już… wiesz.

— Jeśli osadzimy Dymitra na carskim tronie… Nie będzie głodu na Rusi.

Anastazja zapłakała.

Dydyński podjął szablę.

Rozdział XIII. Lodowe pobojowisko

Armia Dymitra podchodzi ku Dobryniczom Wspaniała szarża Atak na tabor • Niespodziewana klęska • Odwrót • Śnieżne pole • Okrutny mróz • W oblężeniu • Wyznania Borysa • Czekając na świt • Zamarzająca husaria • Armaty i strzelcy • Zasadzka na rzece

Die 31 ianuarii nowego stylu, 21 starego stylu

Anno Domini 1605

Roku 7114 od stworzenia świata

Dobrynicze, o świcie

Z lasów głębokich jak morze, lecz zamarzniętych na podobieństwo lodowego piekła wyszli na rozległe pola ciągnące się aż do rzeki Siew. Równiny przechodziły tu w niewysokie pagórki, ale śnieg pokrył wszystko tak grubą warstwą, że spod kołdry moskiewskiego puchu prawie nie widać było wzniesień ani dolinek. Nad rzeką czerniały zarysy chałup i baniaki malutkiej cerkiewki zwieńczone krzyżami o pochyłych ramionach.

Wsi nie podpalono i przez chwilę nie było wiadomo, dlaczego ta część planu zawiodła. Wszystko się wyjaśniło, gdy Dymitr sięgnął po perspektywę, a w szkłach zamajaczyły szubienice, gdzie smętnie kołysało się kilku ptaszków Ewangelika.

— Stawać w lewo! — rozkazał Samozwaniec. — Rozwijać linię!

Dworycki dwoił się i troił, okryty śniegiem, którym dymiło z zasp, zziębnięty, pod sztandarem z carskim orłem, z buławą w ręku.

Pułk przedni Szujskiego został wcześniej odparty od lasu, ustąpił, pozostawiając kilka trupów i dając pole wojskom Dymitra. Roty i sotnie wychodziły z borów, wynurzały się zza kurhanu. Konie brodziły w śniegu po pierś; skrzydlatej husarii było łatwiej niż dworiańskiej konnicy i bojarom — jechali z tyłu, drogami wydeptanymi przez Moskali.

Wierzchowce rżały, tratowały kopytami ziemię, wzbijając tumany śniegu, ludzie klęli, wrzeszczeli. Zaporożcy i piechota wojewody z trudem prowadzili przez okryte bielą krzaki działa ciągnięte przez poszóstne zaprzęgi.

Pułki Szujskiego i Mścisławskiego czekały na równinie między Dobryniczami a traktem do Siewska, który w tym miejscu przebiegał prawie równolegle do Siewu. Za plecami miały wioskę i rzekę, po lewej zamarzniętą dolinę potoku, po prawej otwarte pola, pokryte lodem bagna i trzęsawiska.

Z krzykiem i hałłakowaniem z lasu wynurzyli się Kozacy. W szarych świtach, w przyprószonych bielą kapuzach i kołpakach. Czasem gdzieś w tłumie błysnął zielenią lub brązem żupan setnika czy esauła.

Roty stawały na pozycjach. Na lewym rogu polskie — na przemian husarskie i petyhorskie. W drugiej linii chorągiew Kruszynina, sotnie dworian Rubec-Massalskiego, Chruszczewa i innych bojarów. Moskale błyszczeli zierkałami i bajdanami, zdobionymi szyszakami. Aby odróżnić się od wojska carskiego, naciągali na pancerze i kaftany białe koszule.

— Śmiertelne koszule nakładają — mruknął Świrski. — Zły znak.

— Nie kracz. — Dydyński trącił ostrogą Kapera, który nie chciał stać w szyku, najpierw zwiesił głowę, potem grzebał nogą, aż wreszcie zaczął szykować się do kopnięcia gniadej kobyły pana Rudominy.

Stali z kopiami opartymi tylcem o ziemię; niektórzy wbijali je w śnieg, by dać odpocząć strudzonym rękom.

Po stronie wojsk Szujskiego rozległo się pierwsze stłumione puknięcie. Widzieli, jak wykwitła tam chmurka prochowego dymu. Kula spadła w zaśnieżone pole przed zaporoską piechotą, wzniecając fontannę śniegu.

— Mości Ostromęcki, daj im odpowiedź! — zakrzyknął Dymitr.

Samborska śmigownica odezwała się niskim, stłumionym basem. Po niej grzmotnęła druga, wyrzucając okrągłe kółko dymu, które powoli i majestatycznie płynęło nad zaśnieżonym polem.

Jakiś Kozak żartowniś przemknął na koniu, wetknął spisę w okrągły jak precel obłoczek dymu, burząc zrozumiałe skojarzenia i salwy śmiechu wśród pobratymców.

Piechota mołojecka wychodziła z lasu, stawała w gromadach pod piernaczami setników i buławami pułkowników, za armatami Ostromęckiego. Przez śniegi i lód ciągnęła własne działka i hakownice.

Na prawym skrzydle z lasów wyłaniali się semeni i Dońcy. Szara i brązowawa konnica zachodząca wojska Mścisławskiego od strumienia i bagnisk, i szerokiego zakola rzeki Siew.

Dymitr wyskoczył przed husarzy i petyhorców na wiernym siwku przybranym aksamitnym czołdarem. Koń, jak to turek — tańczył pod nim, próbował ustępować bokiem.

— Mości panowie bracia. Moi wierni przyjaciele! — krzyczał carewicz, starając się przebić głosem coraz mocniejszą korespondencję armat. — Bądźcie odważni i mężni! Zdajcie się na Boga. Wszechmogący jest z nami. On nas nigdy nie opuszczał, on niezawodnym naszym opiekunem. Za ojcowiznę moją, za krew i sławę — naprzód!

— Uciszyć się! — zakrzyknął Gogoliński. — Nacisnąć szyszaki! Sprawdzić pistolety!

— Mości panie Dworycki, poczynaj, waść, pierwszy! — krzyczał Dymitr do hetmana.

— Drzewka w tok! — zakomenderowali rotmistrzowie.

Husarze i petyhorcy podjęli kopie.

Działo huknęło blisko, aż konie wstrząsnęły łbami. Po nim zabiły suchymi gromami organki, którym z kolei odpowiedziały carskie armaty Mścisławskiego.

— Równo następuj!

— Dalej! Mości panowie! Daleeeej!

Lewe skrzydło ruszyło stępa, wolno, niby na paradzie. Linie jeźdźców poczęły zstępować w dół stoku. Dworycki popatrzył przez perspektywę na wroga, odsunął szkło od oka i uśmiechnął się.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 81
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)