Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Zapiski Stanu Poważnego». Краткое содержание книги:

Wiktoria – reporterka telewizyjna około trzydziestki, niespodzianie, tuż przed wyjazdem na zdjęcia, dowiaduje się, że zostanie mamusią. Mamusią – proszę bardzo, tylko gdzie jest tatuś do kompletu?

Na reporterskim horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety – ma on pewne felery, które niestety uniemożliwiają wydanie się za niego i tzw. „szczęśliwy happy end”. Poza tym co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą? Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru, żeby urodzić się w przepisowym terminie.

Sporo w „Zapiskach” prawdziwej telewizji, tej codziennej, nie gwiazdorskiej, takiej od podszewki. Co sympatyczniejsze postacie autorka żywcem przeniosła z rzeczywistości. Monika Szwaja przyznaje się między innymi do podobnego fioła telewizyjnego, jaki ma bohaterka „Zapisków”. Przyjaciele twierdzą życzliwie, że obie są tak samo „zakręcone”…

„Zapiski stanu poważnego” otrzymały III nagrodę w konkursie wydawnictwa Zysk i S-ka na „polską Bridget Jones”.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 71
Перейти на страницу:

Wygrzebaliśmy się z głębin kanapy.

– Pozwól, tato – powiedziałam spokojniutko. – To jest pan Tymon Wojtyński.

Panowie uścisnęli sobie dłonie.

Jak Maksio i Stefanek – przeleciało mi przez myśl. Na szczęście nie zamierzali lać się po pyskach.

– Siądziesz z nami, tato? Mogę zrobić kawy albo herbaty, albo rosołku z papierka…

– Nie chcę ci sprawiać kłopotu – bąknął tatunio.

– Żaden kłopot. Zrobię herbaty, bo i tak mieliśmy się napić, tylko mi się nie chciało ruszyć, Tymonowi też.

Biedny tato. Nie wiedział zupełnie, jak ma się zachować. Ciekawe, po co przyszedł? Może jednak dał to ogłoszenie matrymonialne w moim imieniu i teraz ma dla mnie szereg interesujących propozycji?

Poszłam do kuchenki, nadstawiając bacznie uszu w stronę pokoju.

– Wiktoria robiła program o panu, jeżeli dobrze pamiętam… – zaczął tato niepewnie.

Tymon przytaknął.

– Kilka programów, ściślej mówiąc. Miałem kłopoty z połowami szprota na Bałtyku, Wiktorii to pasowało tematycznie do cyklu morskiego.

– No i jak się skończyło? – zainteresował się niemrawo mój rodziciel. Podejrzewam, że w nosie miał szprotki i cały czas główkował, czy Tymon i moja ciąża mają jakiś wspólny mianownik.

– Nieciekawie. Mam kilka procesów i straciłem dużo pieniędzy, że nie wspomnę o reputacji. Właśnie staram się to wszystko nadrobić… mam na myśli pieniądze i reputację u moich duńskich kontrahentów.

– To chyba będzie niełatwe? – Tato usilnie starał się podtrzymać konwersację. Wybawiłam go na krótką chwilę.

– Tymonie, możesz mi pomóc? Weź tacę z herbatą, a ja doniosę ciasteczka.

Żal mi było ojca. Wyraźnie nie wiedział, o czym ma z nami mówić, a tak po prostu spytać Tymona, co właściwie tu robi, nie pozwalało mu dobre wychowanie. No i nie zadaje się takich pytań gościom trzydziestotrzyletnich córek! Może miał nadzieję, że usłyszy wytęsknione „to twój przyszły zięć, tatusiu”, ale nie usłyszał. Tego mu powiedzieć nie mogłam. Poza tym, uczciwie mówiąc, miałam ochotę nieco się na nim odegrać. Gdyby traktował mnie przyzwoicie, miał do mnie zaufanie, okazał, że jest ze mną i że mi pomoże, jak na ojca przystało, powiedziałabym mu po prostu, że jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, co jest czystą i jedyną prawdą. Z całą resztą rodziny też bym rozmawiała normalnie w takiej sytuacji. A tatunio niech się trochę sam podomyśla. Bo nie wątpię, że przyjdzie odpytać mnie solidnie, niech no tylko samochód Tymona zniknie z alejki!

Na razie jednak samochód stał, Tymon siedział i nalewał herbatę, wykazując wiedzę, że pokrywka z dzbanka zlatuje i trzeba ją przytrzymywać. Tatunio łypnął nieprzyjaźnie na tę pokrywkę. Widocznie wysnuł stosowny wniosek, taki mianowicie, że Tymon czuje się tu jak we własnym domu.

Jednak nie doceniłam tatuśka.

Po pierwszym szoku już się otrząsnął, popił herbaty, pochwalił jakość zaparzenia (też mi zaparzenie – herbaty na szelkach…), po czym rzucił w przestrzeń:

– Wybaczcie mi, proszę, państwo, to, co powiem, ale jestem ojcem Wiktorii i leży mi na sercu jej pomyślność… Zastałem was w takiej zażyłości, że trudno mi nie spytać: czy to dziecko, które ma się urodzić, jest waszym wspólnym dzieckiem?

Matko Boska! Spytał! Tak po prostu spytał!

Tymon rzucił mi spłoszone spojrzenie.

– Tato! Jak możesz!

– Zadałem pytanie – powiedział spokojnie mój ojciec – i oczekuję odpowiedzi.

Tymon konsekwentnie milczał, pozostawiając mi inicjatywę.

– Tymon, przepraszam cię. Pewnie się poczułeś jak na sali sądowej, ale się nie dziw, bo mój ojciec jest sędzią. Tato, na takie pytanie odpowiedzi możesz oczekiwać do woli, ale jej nie dostaniesz. To jest nasza sprawa, nie twoja. I nie mów, że ci zależy na mojej pomyślności. Oboje wiemy, na czym ci zależy. Nie wiem w jakiej sprawie tu przyszedłeś, ale gdybyś przyszedł jak przyjaciel, to może byśmy rozmawiali inaczej. Jeżeli będziesz mnie traktował jak jakąś cholerną podsądną, to lepiej o mnie zapomnij. I daruj sobie przesłuchiwanie moich gości!

– Jak sobie życzysz – powiedział lodowato i wyszedł.

Tymon, nadal zakłopotany, siedział przy stole i bawił się łyżeczką. Popatrzył na mnie chytrze spod oka.

– No i widzisz? Nie prościej byłoby powiedzieć tatusiowi, że nasze? I że właśnie pojutrze bierzemy ślub albo coś w tym rodzaju…

– Nie dobijaj mnie! Przepraszam cię za niego. Reszta rodziny jest w porządku, tylko jemu odbiło, kiedy zaszłam w ciążę. Nie mówmy o tym.

– A powiesz mi, na czym mu naprawdę zależy? Dlaczego myślisz, że nie dba o twoje szczęście?

– W nosie ma moje szczęście. Uważa tylko, że dziecko musi mieć ojca. I tropi tego ojca, jak może. Ty wiesz, że on sobie życzył, żebym dała ogłoszenie matrymonialne?

Tymon, zamiast się przejąć, prychnął śmiechem. Ten jego śmiech się udziela. Poturlaliśmy się trochę po kanapie, chichocząc.

Wreszcie spoważniał.

– No to kiepskie moje notowania – westchnął. – Jak cię znam, a już trochę cię poznałem, to nie wyjdziesz za mnie chociażby dla tego, że twój tatuś usiłuje cię zmusić do zamążpójścia. Strasznie jesteś niezależna i samorządna. Nie mogłabyś się trochę zreformować?

– Może bym i mogła – odparowałam – ale nie dziś. Obejrzymy sobie „Zakochanego Szekspira”? Jak pisał „Romea i Julię”?

– To o miłości?

– No a jak myślisz?

– W takim razie trochę się boję, ale możemy zaryzykować.

Rzuciłam w niego wałkiem od kanapy.

Poniedziałek, 5 marca

Tymon wyjechał rano, a ja wsiadłam do samochodu; co za rozkosz! Chociaż pasy mi się teraz ciasno zapinają. I pojechałam do firmy.

Obleciałam wszystkich, wymieniłam pięć milionów uścisków i różnych serdeczności.

– Jesteś już w robocie? – spytała z niedowierzaniem Krysia. – Przecież dopiero co cię wypuścili!

– Coś ty! Nie ma mnie! Mam zwolnienie na miesiąc, a potem mam się zgłosić po następne. Do samego rozwiązania jestem na zwolnieniu. A potem biorę urlop macierzyński i już wtedy na prawdę nie będę mogła pracować… jakiś czas.

– A teraz dobrze się czujesz?

– Doskonale.

– To świetnie, bo trzeba robić ten program na jubileusz. Jesteś pewna, że dasz radę?

– Mam nadzieję.

– Maciek powiedział, że z nikim tego robić nie będzie, tylko z tobą. Mam na myśli ten twój scenariusz. Maciek mówi, że jest potwornie skomplikowany!

– No wiesz, pracowałam nad tym!

– Ale fajny jest, ja go też obejrzałam. Dużo roboty. Szefowie mają się wypowiedzieć lada chwila.

– No to lepiej niech się szybko wypowiedzą, żebyśmy zdążyli go zrealizować. Nie wiesz, gdzie jest Lalka? Bo na drzwiach kłódka wisi.

– Lalka pojechała w Karkonosze, robić fuchę. Jakiś film o górach. Duży, reklamowy. Ewka natomiast o ciebie pytała.

Ewa siedziała przed komputerem i przemawiała do niego obelżywie. Bardzo się ucieszyła na mój widok.

– Dobrze, że jesteś. Dlaczego on mi nie chce drukować?

– Bo głupi. Ja się na tym nie znam. Kazałaś mu?

– No, kazałam.

– Papier w drukarce jest?

– Nie wiem, czekaj…

Poleciała do drukarki, którą zainstalowano nam na korytarzu, jedną na kilka komputerów.

– Jest.

– To zadzwoń do informatyków. Jak Maksio?

– Maksio świetnie – odpowiedziała moja przyjaciółka, jednocześnie wypukując numer na telefonie. – Konsekwentnie chce się żenić. Panie Jacku, drukarka nie chce ze mną gadać! Jest papier… Nacisnęłam… Na górze, na tym pasku, po lewej… I nic… Tym poleceniem „drukuj” też próbowałam… I nic. Panie Jacku, ja pana proszę, niech pan lepiej przyjdzie, bo ja się boję, że go zepsuję bezpowrotnie!… Jak to kogo? Komputer! Czekam!

Odłożyła słuchawkę.

– Jesteśmy na etapie omawiania wesela. Ty wiesz? On naprawdę chce z tymi kordzikami.

– Od razu wiedziałam. On mi na to wygląda. A przyjęcie?

– W jakimś domu wczasowym. Aha, ślub będzie w Świnoujściu, bo tych wszystkich facetów z kordzikami tam trzymają. A może zresztą zdecydujemy się na przyjęcie na statku.

– Wojennym?!

– Coś ty. Na którymś z tych knajpianych, co to wożą ludzi na wycieczki z wyszynkiem. Moglibyśmy też wypłynąć. W morze. Albo na zalew.

– Bałabym się, że mi się goście weselni potopią.

– Ale za to, jakby kiwało, to nie będą tyle jedli.

– Nie będzie kiwało latem. A na wodzie bardzo dobrze się pije. I można dużo!

– W takim razie musimy to przemyśleć. Mam jeszcze trochę czasu.

– A kiedy nastąpi to radosne wydarzenie?

– Może w czerwcu? Dasz radę przyjechać w czerwcu?

– Teoretycznie powinnam. Fajnie tak planować własne przyjęcie weselne?

– Czy ja wiem? Niby tak, ale trochę mi się już nie chce. Próbowałam wyperswadować Maksiowi, przekonać, że może lepiej cichy ślub, ale powiedział, że mi się to spodoba. On wie, bo będzie miał już trzeci.

– Kościelny?

– Skąd, cywilny. Wyobrażasz mnie sobie jako nieskalaną pannę młodą w wianuszku mirtowym na głowie? À propos, a jak ty i Tymon?

– Bez zmian. O, pan Jacek przyszedł…

Ewa natychmiast przestała się interesować mną i zajęła panem Jackiem. Trudno się jej dziwić – nie mogła wydrukować tekstu dla lektora, który prawdopodobnie deptał jej po piętach.

Wtorek, 6 marca

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)