Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Żebracy na koniach [Beggars Ride] 852K (книга удалена из библиотеки)
Żebracy na koniach [Beggars Ride] 852K (книга удалена из библиотеки) - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Żebracy na koniach [Beggars Ride] 852K (книга удалена из библиотеки)

Электронная книга - «Żebracy na koniach [Beggars Ride] 852K (книга удалена из библиотеки)». Краткое содержание книги:

Nancy Kress, jedna z czołowych współczesnych pisarek science fiction, stworzyła jak dotąd cały szereg prowokujących i nagradzanych opowiadań oraz powieści. Na wyżyny sukcesu wspięła się dzięki trylogii Żebracy. Pierwsza jej część, nagrodzona Hugo i Nebulą to Hiszpańscy żebracy. Ich kontynuacją jest książka Żebracy nie mają wyboru. Obie części przyjęto z entuzjazmem i obsypywano pochwałami. Locus pisał: „…radość czytania dzieła SF, które emanuje oryginalnością”. A także: „Znakomitym osiągnięciem Kress jest to, że postęp naukowy i ludzki idealizm, które są od zawsze siłą napędową najlepszych dzieł SF, pozostają w ścisłym związku z pełnym namiętności bałaganem, jakim jest życie…” Trylogię kończy powieść Żebracy na koniach. Autorka zajmuje się w niej problemami sił napędowych ewolucji, inżynierią genetyczną, konfliktami społecznymi i klasowymi oraz przedstawia nam problemy, z którymi ludzkość będzie borykać się w tym i w przyszłym stuleciu.
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 102
Перейти на страницу:

Ale teraz już nie.

Szybciutko, tak sprawnie, że sama się tym zdumiała, wypadła z łazienki. Nie ma czasu na prysznic. Ale buty — przydadzą się jakieś buty. I płaszcz. Za enklawą jest teraz kwiecień — w kwietniu chyba jest zimno? Złapała w przelocie buty i płaszcz.

— Na dach — rozkazała windzie. — Proszę.

Nie tylko jej mięśnie pracowały teraz sprawnie. Również umysł snuł skuteczne i samodzielne plany, które ją zdumiewały. Żeby odnaleźć Mirandę, Theresa musi zacząć od tego miejsca, w którym Mirandę po raz ostatni widziano na Ziemi. To było w tamtym amatorskim osiedlu, gdzie ludzie żyli związani po trzech, gdzie Patty, Josh i Mike już nigdy nie będą mogli być sami, bo teraz stale muszą przebywać razem. Miranda tam była i zostawiła im taśmę, w której opowiadała im o tych nowych strzykawkach. Żeby skorzystać z nowych strzykawek, trzeba być Odmienionym. Tak mówił Josh. Więc Miranda mogła zostawić tam więcej strzykawek Przemiany niż gdziekolwiek indziej. Albo mogła wrócić, albo posłać kogoś, żeby wrócił i przyniósł jeszcze trochę, kiedy zaczęły się walki o strzykawki Przemiany. Jeżeli związanie to najnowszy plan Mirandy wobec ludzi, to pewnie Miranda będzie jakoś nadzorować to miejsce (a może różne miejsca?), w którym je testuje. Tyle na temat badań naukowych wie nawet Theresa.

Na dachu zamrugała oślepiona jasnym blaskiem słonecznego poranka. Serce jej zabiło mocniej, a oddech uwiązł w gardle. Kiedy ostatni raz próbowała wyjść poza enklawę, straciła przytomność i wpadła w taką panikę, że miała atak za atakiem…

Ale przecież Cazie już tu jedzie. Jeśli Theresa nie wyjdzie, będzie musiała się z nią zobaczyć.

Zamknęła oczy, zgięła się wpół, włożyła głowę między kolana i oddychała głęboko. Po kilku chwilach panika zelżała. A może wcale nie, tylko perspektywa spotkania całego obozu dzikich, związanych Amatorów wydała jej się mniej straszna niż perspektywa znalezienia się twarzą w twarz z wściekłą Cazie Sanders.

Może w taki właśnie sposób ludzie przeciwstawiają się niebezpiecznym sytuacjom — w ucieczce przed tymi, które wydają im się jeszcze bardziej niebezpieczne.

Idąc w pełnym słońcu przez ogród na dachu w stronę zaparkowanych pojazdów, Theresa pojękiwała cicho. Potem wspięła się do kabiny i odszukała w pamięci komputera współrzędne tamtego obozu biochemicznie związanych Amatorów, oddychając przez cały czas równo i głęboko, żeby nie zawładnęła nią biochemia jej mózgu.

Amatorzy nie wyprowadzili się stamtąd. Theresa obawiała się, że mogli sobie pójść gdzieś indziej — często tak robili — ale jeszcze z powietrza widziała malutkie ludzkie sylwetki poruszające się grupkami po trzy. Jak daleko mogą się od siebie oddalić, zanim umrą? Theresa nie mogła sobie przypomnieć, ile dokładnie wynosiła ta odległość.

Wylądowała, oddychając równo i głęboko, ale tym razem nikt nie podbiegł do jej pojazdu. Wszystkie trójki za to zniknęły natychmiast we wnętrzu budynku i zamknięto drzwi.

Zmusiła się, by wysiąść i podejść do budynku, a potem obejść go dookoła. Pod plastikowym brezentem poletka żywieniowego siedziało troje nagich ludzi, którzy nie zauważyli przylotu helikoptera: dwie kobiety i jeden mężczyzna. Na widok Theresy ich twarze stężały, a w oczach zobaczyła to samo spojrzenie, jakie zwykle widywała w lustrze.

Bali się. Jej! Tak jak bało się dziecko Lizzie. Ten obóz zarażono tak samo jak obóz Lizzie.

— Halo? Czy jest tu Josh? — Josh był przedtem dla niej miły.

Trójka ludzi wstała, zbiła się w ciasną gromadkę i chwyciła za ręce. Nagą plątaniną zaczęli centymetr po centymetrze sunąć w stronę zasłonki z plastiku, która służyła tu za drzwi. Theresa przysunęła się bliżej zasłonki i cała trójka stanęła.

— Chcę rozmawiać z Joshem. I z Patty, i Mikiem.

Imiona te uspokoiły trochę przynajmniej jedną osobę z trójki. Starsza z kobiet wystąpiła krok naprzód i nadal trzymając za ręce pozostałych, odezwała się bojaźliwie:

— Znasz Jompa?

Jompa? Dopiero po dłuższej chwili Theresa zdała sobie sprawę, że chodzi o skrót od Josh-Mike-Patty. Poczuła lekką falę obrzydzenia.

— Tak. Znam Josha i przyszłam się z nim zobaczyć. Proszę mnie do niego zaprowadzić.

Mimo łomotu serca w piersiach, Theresa nie mogła się sobie nadziwić. Mówiła zupełnie jak Cazie. No, może niezupełnie. Ale przynajmniej tak jak Jackson.

Kobieta zawahała się. Miała około trzydziestki, wychudzoną twarz i krótkie, blade włosy jak Theresa.

— Jomp są w środku. Pójdę i ich zawołam.

— Możesz już nie wrócić — odparła Theresa. — Idę z tobą.

— Nie! Nie, nie. Zostań tutaj.

Theresa odsunęła się trochę na bok. Cała triada przemknęła obok niej chyłkiem. Kiedy opuścili wzmacniający promienie słoneczne namiot, ich naga skóra pokryła się zaraz gęsią skórką. Theresa patrzyła, jak pospiesznie wdziewają kombinezony, rzucone przedtem bezładnie na drewnianą półkę, potem podeszła do jasnowłosej kobiety, która skuliła się i nieco cofnęła.

— W porządku. Nic wam nie zrobię. Chcę tylko… chcę się widzieć z Joshem. Będzie mnie pamiętał. — Czy na pewno?

— Jak się nazywacie?

— Jesteśmy Peranla — dobiegł ją ledwie dosłyszalny szept.

Peranla. Percy-Anne-Laura. Albo Pearl-Andy-Lateesha. Albo… nieważne.

A powinno być ważne.

— Peranla, idę z wami zobaczyć się z Joshem.

Triada zamarła w bezruchu. Prawie że przestali oddychać. A jeśli dostaną ataku, jak to zdarza się Theresie, kiedy za bardzo się przestraszy? Co wtedy zrobi Theresa? Ale nie dostali. Po minucie przecisnęli się stłoczoną grupką obok Theresy i rozsypali się niezgrabnie, pędząc co sił za róg fabrycznego budynku. Theresa pobiegła za nimi.

— Otwórzcie drzwi! To my, Peranla! Otwórzcie!

Drzwi otworzyły się, a Peranla wpadła bezładnie do środka. Theresa, sama sobą zdumiona, wcisnęła się za nimi.

Potrwało chwilę, zanim jej oczy przywykły do panującego wewnątrz półmroku. Ponad stu ludzi, pogrupowanych w trójki, stało dookoła i na nią patrzyło. Triady trzymały się blisko siebie i były wyraźnie niespokojne, ale nikt nie wyglądał na przerażonego. Nawet Peranla wyglądała spokojniej niż na zewnątrz. No tak — Theresa we własnym domu, między znanymi sobie ludźmi, także była spokojniejsza. Czuła się bezpieczniej.

Serce przyśpieszyło, a zaciskające się gardło zaczęło napierać na tchawicę.

— Czy… jest tu Josh? Josh!

— Lepiej idź sobie — odezwał się jakiś stary mężczyzna. Kilkoro innych pokiwało głowami.

— Josh? Jomp?

Zaczął powoli podchodzić, wlokąc za ręce Patty i Mike’a. Mike jeszcze zachował na twarzy resztki dawnej wrogości, ale Patty, którą Theresa pamiętała jako okropną sukę, trzęsła się cała i chowała twarz na ramieniu Mike’a. Ten widok z powrotem wyrównał oddech Theresy.

Może kiedy jest się najmniej przestraszonym ze wszystkich, to jakby człowiek w ogóle się nie bał.

— Josh, jestem Theresa Aranow. Byłam tu zeszłej jesieni. Przywiozłam wam ubrania i stożki Y. Opowiedziałeś mi o waszym związaniu i… i o czerwonych strzykawkach.

Josh pokiwał głową, nie śmiejąc spojrzeć jej w oczy.

— I holo, Josh. Pokazywałeś mi holo z Mirandą Sharifi. Prezentowała wam te nowe strzykawki, te, które wam zostawiła, żebyście się pozwiązywali.

— Nic ci do tego — warknął Mike.

— Chcę zobaczyć to holo jeszcze raz, Josh. Proszę. Oglądaliście je już wiele razy, prawda?

Josh znów pokiwał głową. Patty uniosła głowę znad ramienia Mike’a.

— W takim razie — oznajmiła Theresa tak stanowczym tonem, na jaki tylko było ją stać — możecie je zobaczyć jeszcze raz. Tak samo jak zawsze. A ja pooglądam sobie z wami.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)