Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Najczarniejszy strach
Najczarniejszy strach - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Najczarniejszy strach

Электронная книга - «Najczarniejszy strach». Краткое содержание книги:

Coben to wsp??czesny mistrz thrillera, kt?rego przyr?wnuje si? zarowno do Agaty Christie, jak Roberta Ludluma. Precyzyjnie skonstruowana intryga, mistrzowsko stopniowane napi?cie, fa?szywe tropy prowadz?ce donik?d, pozornie niemo?liwe do wyja?nienia zagadki pojawiaj?ce si? niemal na ka?dej stronie, zaskakuj?ce zako?czenie, kt?rego nie domy?li si? nawet najbardziej przenikliwy czytelnik, to podstawowe cechy jego pisarskiego stylu. A? w o?miu powie?ciach pojawia si? ulubiony literacki bohater Cobena, Myron Bolitar, by?y pracownik FBI, agent sportowy i detektyw-amator w jednej osobie, kt?ry nieustannie wpl?tuje si? w kryminalne k?opoty. Na Myrona jak grom spada wiadomo??, ?e ma nie?lubnego syna, kt?rego istnienia nawet nie podejrzewa?. Co wi?cej, Jeremy choruje na rzadk? odmian? bia?aczki – by go uratowa?, konieczny jest przeszczep szpiku kostnego. Niestety, jedyny zarejestrowany dawca, niejaki Taylor, przepad? bez ?ladu. Myron ustala jego prawdziwe nazwisko – Lex. Ale Lex jest nieuchwytny, a podaj?cy si? za niego cz?owiek przez telefon ka?e mu po?egna? si? z ch?opcem. Powtarza przy tym maniakalnie siej ziarno. Siej Ziarno to przydomek seryjnego porywacza i mordercy opisanego w serii artyku??w przez Stana Gobbsa – dziennikarza, kt?rego media i FBI oskar?y?y o fabrykowanie informacji. S? na to niepodwa?alne dowody. Czy rzekomy zab?jca i dawca to jedna i ta sama osoba…
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 66
Перейти на страницу:

– Po południu przyjeżdża Lamar Richardson – przypomniała mu Esperanza.

– Wiem.

– Dobrze się czujesz?

– Niczego sobie.

– Życie toczy się dalej?

– Pewnie.

Kilka minut później wpadła w podskokach sprężysta agentka specjalna Kimberly Green.

– Sprawa dobiega końca – oznajmiła, po raz pierwszy z uśmiechem.

Myron usiadł prosto.

– Zamieniam się w słuch – powiedział.

– Edwin Gibbs, jako Dennis Lex alias Davis Taylor, pozostawił w pracy szafkę. Znaleźliśmy w niej portfele dwóch ofiar, Roberta i Patrycji Wilsonów.

– Tych nowożeńców?

– Tak.

Zamilkli na chwilę, zapewne przez wzgląd na zamordowanych. Myron wyobraził sobie młodą zdrową parę, rozpoczynającą wspólne życie. Przyjechali do Nowego Jorku obejrzeć kilka przedstawień, trochę się obkupić i pochodzić pod rękę po rojnych ulicach, odrobinę bojąc się przyszłości, lecz gotowi jej zaufać. El fin.

Kimberly chrząknęła.

– Na kartę kredytową Davisa Taylora Gibbs wynajął białego forda windstara – powiedziała. – Rezerwacji dokonuje się automatycznie. Wystarczy zadzwonić, pójść do wypożyczalni i odjechać samochodem. Nikt cię nie widzi.

– Skąd wziął tę furgonetkę?

– Z lotniska w Newark.

– Domyślam się, że to ją znaleźliśmy w Bernardsville.

– Tak jest.

– Pysznie – rzekł, używając słowa Wina. – Co jeszcze?

– Ze wstępnej sekcji zwłok wynika, że wszystkie ofiary zabito z trzydziestkiósemki. Dwoma strzałami w głowę. Innych ran nie było. Wątpimy, czy je torturował. Jego modus operandi to najpierw zmuszenie ofiar do krzyku, a potem zabicie ich.

– Dla porwanych jego siew trwał krótko, ale nie dla ich rodzin.

– Właśnie.

– Trwoga ofiar byłaby zbyt realna. A on dążył do wzbudzenia jej w umysłach. – Myron potrząsnął głową. – Co powiedział wam Jeremy?

– Nie rozmawiał pan z nim o tym, co przeżył?

Myron poprawił się w fotelu.

– Nie.

– Edwin Gibbs był w tym samym przebraniu co w pracy – w blond peruce, przyklejonej brodzie i okularach. Zaraz po wsadzeniu chłopca do furgonetki zawiązał mu oczy i zawiózł do tego domku. Tam kazał mu krzyknąć do słuchawki. Przedtem zresztą dla pewności to z nim przećwiczył. Po telefonie przykuł go do ściany i zostawił samego. Resztę pan zna.

Myron skinął głową. Znał resztę.

– A co z oskarżeniem o plagiat i powieścią?

Kimberly Green wzruszyła ramionami.

– Było tak, jak powiedzieliście pan i Stan Gibbs. Edwin przeczytał tę powieść zapewne tuż po śmierci żony. Wywarła na niego wpływ.

Myron wpatrzył się w nią.

– O co chodzi? – spytała.

– Po otrzymaniu tej książki domyśliliście się, że Stan nie jest plagiatorem. I że zainspirowała ona mordercę.

Kimberly potrząsnęła głową.

– Nie.

– Do kogo ta mowa. Przecież wiedzieliście o porwaniach. Wywieraliście na Stana nacisk, żeby zmusić go do mówienia. A przy okazji uprzykrzyć mu trochę życie.

– Nieprawda – zaprzeczyła. – Przyznaję, część z nas miała osobiste powody, żeby go nie lubić, z drugiej strony jednak byliśmy pewni, że to on jest porywaczem Siej Ziarno. Wymieniłam już panu niektóre z poszlak. Teraz wiemy, że wiele z dowodów wskazywało na jego ojca.

– Jakich dowodów?

Potrząsnęła głową.

– To już bez znaczenia. Wiedzieliśmy, że rola Stana Gibbsa w tej historii nie sprowadza się do roli dziennikarza. I mieliśmy rację. Podejrzewaliśmy nawet, że celowo zniekształca fakty i używa szczegółów z książki, żeby nas zmylić.

Myron nie zaoponował, choć jej słowa nie zabrzmiały prawdziwie. Przesunął wzrokiem po ścianie ze zdjęciami klientów agencji, próbując się skupić na spotkaniu z Lamarem Richardsonem.

– A więc sprawa zamknięta – rzekł.

– Jak pas cnoty – odparła Green z uśmiechem.

– Sama pani to wymyśliła?

– Tak.

– Dobrze, że jest pani uzbrojona. No, to co, czeka panią duży kopniak w górę?

Kimberly Green wstała.

– Pewny awans na superekstratajną agentkę specjalną.

Myron uśmiechnął się. Uścisnęli sobie ręce i Kimberly wyszła. Jakiś czas spędził sam. Potarł oczy i zastanawiając się nad tym, co mu powiedziała, a czego nie, doszedł do wniosku, że w tej sprawie wciąż wiele się nie zgadza.

Bejsbolista Lamar Richardson, łapacz doskonały, zjawił się punktualnie, i to – co za miły szok! – sam. Spotkanie przebiegło dobrze. Myron wygłosił standardową mowę reklamową, ale dobrą. Co tam dobrą, świetną. Biznesmeni muszą dobrze nawijać. Dobra nawijka pomaga w interesach. Esperanza dorzuciła swoje. Własną gadkę reklamową. Doszlifowaną. Świetnie uzupełniającą przemowę Myrona. Coraz lepiej ze sobą współdziałali.

Zgodnie z planem na krótko wpadł Win. Gdyby pozyskiwanie klientów porównać z meczem bejsbolu, można rzec, że Win przesądzał o jego wyniku. Jego nazwisko było znane. Sprawdzano, co jest wart, to znaczy wart w biznesie. Na wieść, że ich pieniędzmi zajmie się sam Windsor Horne Lockwood III i że żąda, by spotykać się z nim w sprawach finansowych co najmniej pięć razy w roku, na twarzach potencjalnych klientów wykwitał uśmiech. Punkt dla małej agencji.

Lamar Richardson trzymał karty przy orderach. Często kiwał głową. Zadawał pytania, ale nie za wiele. Dwie godziny później uścisnął im ręce i obiecał, że się skontaktuje.

– I co myślisz? – spytała Esperanza Myrona, gdy odprowadzili go do windy i pożegnali.

– Mamy go.

– Skąd wiesz?

– Jestem wszechwidzący – odparł. – Wszechwiedzący.

Wrócili do jego gabinetu i usiedli.

– Jeżeli Lamar wybierze nie IMG i TruPro, tylko nas – urwała i uśmiechnęła się – wracamy do interesu!

– Jak najbardziej.

– To oznacza powrót Wielkiej Cyndi.

– Co za fart.

– Widzę, że czujesz do niej miętę.

– Jasne, tylko mi tego nie wypominaj.

Uważnie mu się przyjrzała. Robiła to często. Myron nie bardzo wierzył, że można coś wyczytać z ludzkich twarzy. Esperanza przeciwnie. Zwłaszcza gdy chodziło o jego twarz.

– Co się stało w kancelarii? – spytała. – Z Chase’em Laytonem.

– Raz oberwał w uszy i dostał siedem ciosów.

Wciąż się w niego wpatrywała.

– Powinnaś powiedzieć: „Ale przecież ocaliłeś życie Jeremy’emu” – dodał.

– Nie, tak powiedziałby Win.

Poprawiła się w fotelu i zwróciła twarzą do niego. Nie miała dziś bluzki. Była w granatowym kostiumie, tak mocno wyciętym, że aż dziw, jak Lamar był w stanie skupić się na czymkolwiek. Myron przywykł do swojej partnerki, lecz i tak jej wygląd oszałamiał. Tyle że on patrzył na jej wdzięki pod innym kątem.

– Skoro wspomniałeś o Jeremym…

– Tak?

– Wciąż masz opory?

Myronowi przypomniało się, jak objął chłopca w domu w lesie.

– Większe niż dotąd – odparł.

– I co dalej?

– Przyszły wyniki badań. Jestem jego ojcem.

Na twarzy Esperanzy pojawiło się jakieś uczucie – może żal – ale szybko znikło.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)