Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Jak poślubić wampira milionera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak poślubić wampira milionera

Электронная книга - «Jak poślubić wampira milionera». Краткое содержание книги:

Roman Draganesti jest czarujący, przystojny, bogaty… i jest wampirem. Wampirem, który stracił właśnie kieł, wgryzając się w coś, w co nie powinien. Teraz ma jedną noc na znalezienie dentysty, zanim zostanie skazany na wieczność z krzywym zgryzem. Sprawy Shanny Whelan też nie układają się za dobrze. Po tym jak była świadkiem morderstwa, jest następna do likwidacji na mafijnej liście. A jej dentystyczna kariera stoi pod znakiem zapytania, bo Shanna boi się widoku krwi. Kiedy Roman ratuje ją przed zabójcą, Shanna zastanawia się, czy znalazła mężczyznę, który sprawi, że jej życie nabierze kolorów. Czy jednak – choć wzajemne zauroczenie jest natychmiastowe i namiętne – zdoła przezwyciężyć strach i wyleczy Romana? A jeśli tak, to co powstrzyma zakochanego Romana… przed jego naturą?
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 74
Перейти на страницу:

– Wiesz co? Wydaje mi się, że każda kobieta przede wszystkim pragnie miłości.

– Już to ma. Powiedziałam jej, że ją kocham.

– Cudownie! – I znów, Radinka uśmiechnęła się i zmarkotniała. – Nie wydajesz się szczęśliwy.

– Pewnie dlatego, że wybiegła z płaczem z mojego pokoju.

– O nie. Zazwyczaj się nie mylę w tych sprawach. Westchnął. Nieraz już zastanawiał się, czy Radinka naprawdę ma dar jasnowidzenia; a jeśli tak, czemu do cholery nie przewidziała ataku na własnego syna? Chyba że już wcześniej wiedziała, iż Gregori stanie się wampirem. Schyliła się nad notesem.

– Jestem przekonana, że to kobieta dla ciebie.

– Ja też. Wiem, że bardzo jej na mnie zależy, bo inaczej… Uniosła brwi. Czekała, co powie dalej. Przestępował z nogi na nogę.

– Poszukaj domu, dobrze? Muszę iść, już jestem spóźniony.

Uśmiechnęła się.

– Przejdzie jej. Wszystko będzie dobrze. – Odwróciła się na krześle, usiadła twarzą do komputera.

– Już szukam.

– Dzięki. – Szedł do drzwi.

– Musisz też zwolnić harem! – zawołała za nim. Skrzywił się. Poważny problem. Będzie musiał wspierać kobiety finansowo, póki same nie staną na nogi.

Wszedł do biura.

– Dobry wieczór, panowie.

Angus poderwał się z fotela. Występował, jak zwykle, w niebieskozielonym tartanie klanu MacKay.

– Aleśmy się na ciebie naczekali. Musimy załatwić sprawę tych cholernych Malkontentów.

Jean-Luc nie wstał, tylko uniósł rękę w geście powitania.

– Bonsoir, mon ami!

– Podjęliście jakąś decyzję? – Roman usiadł za biurkiem.

– Nie ma czasu na gadanie. – Angus spacerował po gabinecie. – Wczoraj wieczorem Malkontenci wypowiedzieli nam wojnę. Moi Szkoci są gotowi do walki. Uważam, że powinniśmy zaatakować. Dziś.

– Nie zgadzam się. – Jean-Luc wpadł mu w słowo. – Petrovsky jest z pewnością przygotowany na nasz odwet. Zaatakujemy jego dom na Brooklynie i co, będziemy na otwartej przestrzeni, jak kaczki do odstrzału. Niby dlaczego chcemy im dać taką przewagę?

– Moi ludzie się nie boją! – ryknął MacKay.

– Ja też nie. – W niebieskich oczach Jean-Luca pojawił się błysk. – Tu nie chodzi o strach, tylko o praktyczne podejście do sprawy. Gdybyście wy, Szkoci, nie byli w gorącej wodzie kąpani, w przeszłości przegralibyście mniej wojen.

– Nie jestem w gorącej wodzie kąpany! – huknął Angus. Roman podniósł ręce.

– Spokojnie, panowie. We wczorajszej eksplozji nikt nie ucierpiał. I chodź zgadzam się, że sprawę Petrovskiego trzeba załatwić, wolałbym nie angażować się w otwartą wojnę na oczach śmiertelnych.

– Exactement. - Jean-Luc poruszył się na fotelu. – Moim zdaniem powinniśmy obserwować Petrovskiego i jego ludzi, a kiedy dopadniemy ich w pojedynkę czy dwójkami – eliminować.

Angus się żachnął.

– Honorowy wojownik tak nie postępuje. Jean-Luc wstał powoli.

– Jeśli sugerujesz, że nie mam honoru, muszę cię wyzwać na pojedynek.

Roman jęknął. Pięćset lat wysłuchiwania ich ciągłych kłótni nadweręży nawet najwierniejszą przyjaźń.

– Czy możemy zacząć od zabicia Petrovskiego, a dopiero potem siebie wzajemnie?

Angus i Jean-Luc parsknęli śmiechem.

– Ponieważ my, jak zwykle, nie zgadzamy się, ty zadecydujesz – powiedział Jean-Luc.

Roman skinął głową.

– Tym razem przychylam się do zdania Jean-Luca. Atak na dom na Brooklynie wzbudzi za duże zainteresowanie. I wystawi na niebezpieczeństwo wielu Szkotów.

– Nam to nie przeszkadza – sapnął Angus i wrócił na fotel.

– Ale mnie, tak – uciął Roman. – Znam was od dawna.

– Jest nas ograniczona liczba – dorzucił Jean-Luc. – Nie wiem jak wy, ale ja nie przemieniłem nikogo w wampira od rewolucji francuskiej.

– Ja od Culloden – rzucił Angus. – Ale Petrovsky i jemu podobni ciągle przemieniają ludzi o mrocznych sercach.

– I tym samym produkują złe wampiry. – Westchnął. – Wyjątkowo jesteśmy en accord, mon ami. Ich zastępy rosną, nasze nie.

– Musimy mieć więcej wampirów – oświadczył Szkot.

– Nie ma mowy! – Romana przeraził kierunek, w którym zmierzała ta rozmowa. – Nie skażę na piekło kolejnych dusz!

– A ja tak. – MacKay odgarnął miedziany kosmyk za ucho. – Gdzieś na tym świecie na pewno codziennie umierają szlachetni żołnierze, którzy z otwartymi ramionami powitają okazję, by nadal zwalczać zło.

Roman się pochylił.

– Teraz wojny wyglądają inaczej niż trzysta lat temu. Dzisiejsze armie pilnują swoich ludzi. Nawet martwych. Zauważyliby, gdyby zaginęli.

– Zaginęli w akcji… – Francuz wzruszył ramionami. – To się zdarza. Zgadzam się z Angusem.

Roman masował sobie skronie, przerażony perspektywą tworzenia nowych wampirów.

– Możemy to na razie zostawić? Ważniejszy jest Petrovsky.

– Dobrze – mruknął Jean-Luc.

– Niech ci będzie. – Angus zmarszczył brwi. – Teraz musimy zająć się tą sprawą z CIA i ich projektem „Trumna”. Tylko piątka agentów… Nie powinno być problemu.

Roman pokręcił głową.

– Nie chcę ich zabijać.

– Coś innego miałem na myśli – syknął Angus. – Wszyscy przecież wiemy, że związałeś się z córką ich przywódcy.

Jean-Luc spojrzał na niego wymownie.

– Zwłaszcza po wczorajszej nocy.

Roman poczuł ze zdumieniem, że się czerwieni. Jak widać, udzielają mu się reakcje Shanny. Angus odchrząknął.

– Chyba to najprostszy sposób – zmodyfikować im pamięć. Oczywiście liczy się czas. Musimy załatwić cała piątkę w tym samym czasie, tej samej nocy, gdy włamiemy się do Langley, żeby zniszczyć akta.

– Sprzątanie. – Jean-Luc się uśmiechnął. – To mi się podoba.

– Nie jestem pewien, czy to się uda. – Roman poczuł na sobie zdziwiony wzrok przyjaciół. – Shanna nie ulega kontroli myśli.

MacKay szeroko otworzył zielone oczy.

– Chyba żartujesz.

– Nie. Co więcej, obawiam się, że odziedziczyła zdolności po ojcu. I zakładam, że ekipa „Trumny” jest tak mała, bo wszyscy mają podobne zdolności.

– Merde - szepnął Jean-Luc.

– Skoro pracują przy projekcie przeciwko wampirom, byłoby oczywiste, kto ich zabił – dodał Roman.

– A rząd amerykański miałby jeszcze więcej przesłanek, żeby nas ścigać – zakończył Jean-Luc.

– To większe zagrożenie, niż mi się wydawało. – Angus bębnił palcami o oparcie krzesła. – Musimy to dokładnie przemyśleć.

– Dobrze. Na razie dajmy sobie z tym spokój. – Roman wstał i ruszył do drzwi. – Jakby co, jestem w laboratorium. – Szedł szybkim krokiem, zależało mu, by dokonać przełomu w pracy nad środkiem pozwalającym wampirom funkcjonować za dnia. Zobaczył Szkota przed laboratorium chemika. Dobrze. Niech go chronią, ile trzeba.

Przywitał się ze strażnikiem i wszedł do środka. Laszlo wpatrywał się w mikroskop.

– Cześć, Laszlo.

Mało brakowało, a Veszta spadłby ze stołka. Roman go podtrzymał.

– Wszystko w porządku?

– Tak. – Poprawił na sobie kitel, przy którym nie został ani jeden guzik. – Ostatnio trochę nerwowo reaguję.

– Podobno pracujesz nad tanią miksturą dla ubogich.

– Tak jest, sir – mówił z entuzjazmem. – Na jutrzejsze spotkanie fokusowe będę miał trzy próbki. Eksperymentuję z proporcjami wody i krwinek. I spróbuję dodać smaki, nie wiem, może cytrynę i wanilię.

– Waniliowa krew? Sam chętnie tego skosztuję.

– Dziękuję, sir.

Roman przysiadł na sąsiednim stołku.

– Chciałbym cię o coś zapytać, usłyszeć twoje zdanie.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)