Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 86
Перейти на страницу:

— Nie mylmy spraw najwyższej wagi z gadanina, o bandytach i ludziach półkrwi — rzekł Sithel pojednawczo. — Naprawdę istnieje tylko jedno pytanie: pod czyimi rządami znajdują, się trzy prowincje?

— Kto faktycznie nimi rządzi, czy też, kto rządzi nimi dzięki przyciśniętemu do stopionego wosku sygnetowi? — odparła zajadle Teralind.

— Musimy respektować prawo, pani, albo sami staniemy się bandytami — powiedział Dunbarth. Po tych słowach krasnolud uśmiechnął się, potrząsając kędzierzawą, srebrną brodą. — Wytwornie ubranymi, bogatymi bandytami, ale wciąż bandytami. — Przez salę przetoczyła się kolejna salwa śmiechu. Tym razem Sithel pozwolił, aby wesołość trwała jakiś czas, gdyż rozpraszała obecne w wieży napięcie. — Nie ma wątpliwości, że Mówca Gwiazd już od wieków ma prawo do tej ziemi — ciągnął Dunbarth — ani też, że Ergoth ma pewne prawa tam, gdzie chodzi o los jego poddanych. Słysząc to, Sithas uniósł brwi. — Poddanych? — spytał natychmiast. — Czy zatem mieszkańcy owych prowincji są poddanymi cesarza Ergothu?

— Cóż, oczywiście, że tak właśnie jest — przyznała Teralind. Ulvissen pochylił się, aby zamienić z nią słowo, jednak kobieta zbyła go machnięciem dłoni. Wyglądała na zakłopotaną, gdy poniewczasie zdała sobie sprawę, że zaprzeczyła swemu wcześniejszemu stwierdzeniu, jakoby bandyci nie byli Ergothianami. — Chcę powiedzieć, że...

Ulvissen delikatnie dotknął jej ramienia, na co Teralind odwróciła się i warknęła:

— Odsuń się, panie! Nie przerywaj mi! — Seneszal natychmiast uczynił krok do tyłu i prostując się, stanął na baczność.

Sithas wymienił z ojcem ukradkowe spojrzenie, podczas gdy w sali dały się słyszeć pomruki niezadowolenia. Rozumiejąc wagę swej wypowiedzi, Teralind powiodła dookoła nerwowym wzrokiem. Chwilę później starała się ocalić sytuację słowami:

— Na całym Ansalonie nie ma mężczyzny, kobiety czy też ludzkiego dziecka, które nie byłoby posłuszne woli jego Cesarskiej Mości. Sithel nie zabierał głosu aż do chwili, gdy w hali zapadłą absolutna cisza. W końcu rzekł wyważonym, spokojnym tonem:

— Czy macie zamiar zaanektować nasze ziemie? Teralind, marszcząc brew, opadła na oparcie krzesła, Siedzący u jej boku pretor Ulwen poruszył się nieznacznie. Mężczyzna delikatnie pochylił się do przodu i zaczął drżeć. Jego kruchym ciałem wstrząsały dreszcze, na co Ulvissen pospiesznie stanął u jego boku. Seneszal pstryknął palcami ku kręcącej się u potężnych drzwi grupie ludzi.

— Wasza Wysokość, szlachetni ambasadorzy, wybaczcie, proszę, pretor ma atak — ogłosił zaniepokojony. — Musimy was opuścić.

Dunbarth uprzejmie rozłożył ręce. Sithel podniósł się z tronu.

— Masz nasza zgodę nu opuszczenie wieży — rzekł. — Czy mam przysłać do komnat pretora jednego z naszych uzdrowicieli?

Teralind podniosła głowę w iście królewski sposób. Mamy własnego medyka, zatem dziękuję, szlachetny Mówco.

Bagażowi chwycili umocowane do krzesła Ulwena poręcze i podnieśli go w górę. Tuż za krzesłem starca zgromadziła się delegacja Ergothu. Kiedy ludzie opuścili salę, Dunbarth pokłonił się i wyprowadził z wieży towarzyszących mu krasnoludów. Sithel nakazał sługom opuścić salę, tak że w końcu w wieży pozostali tylko on i Sithas.

— Dyplomacja jest taka męcząca — rzekł ze znużeniem Mówca. Podniósł się z tronu, składając na nim swe srebrne berło. — Podaj mi ramię, Sith. Chyba muszę chwilę odpocząć.

Tamanier Ambrodel szedł pałacowymi korytarzami u boku lady Nirakiny. Chwilę temu opuścili siedzibę Gildii Kamieniarzy, gdzie żona Mówcy przeglądała plany nowego targowiska. Było to pełne spokoju miejsce, jednakże jego położenie i przeznaczenie przygnębiało Nirakinę.

— Nie tak to ma wyglądać — zwróciła się do Tamaniera. — jesteśmy pierworodnymi tego świata, ulubieńcami bogów. W takiej sytuacji powinniśmy dzielić się naszą łaską z innymi rasami, a nie patrzeć na nie z pogardą, jakby były czymś gorszym.

Tamanier skinął głową.

— Całym sercem zgadzam się z tobą, pani. Kiedy żyłem w głuszy, widziałem przedstawicieli wielu ras — Silvanesti, Kagonesti, ludzi, krasnoludy, gnomów, kenderów — i nikomu nie żyło się lepiej od swego sąsiada, jeśli sam na to nie zapracował. Ziemia nie dba o to, czy orze ją człowiek, czy też elf. Na każdą farmę deszcz spada w jednakowy sposób.

Dotarli do drzwi prywatnych komnat Nirakiny. Zanim odszedł, Tamanier poinformował kobietę:

— Tak jak prosiłaś, pani, poszedłem spotkać się z Miritelisiną.

— Czy ma się dobrze? — spytała z przejęciem elfka. — Kapłanka w tym wieku i obdarzona taką wiedzą nie powinna być zamknięta w pospolitym lochu.

— Ma się dobrze — odrzekł Tamanier — choć wciąż nie okazuje skruchy. Nie przyznaje się również do popełnionej zbrodni.

— Nie wierzę, iż popełniła jakąkolwiek zbrodnię — żarliwie odparła Nirakina. — Miritelisiną kierowało współczucie. Jedyne, czego chciała, to ostrzec uchodźców o zamiarze ich wysiedlenia. Jestem pewna, że nie miała pojęcia, iż wzniecą oni zamieszki.

Tamanier pokłonił się nisko.

— Nie żywię do świątobliwej pani żadnej urazy. Pragnę jednak powiedzieć, iż nie okaże ona skruchy nawet za cenę własnej wolności. Miritelisina wierzy, że pozostając w więzieniu, stanie się inspiracją dla innych, którzy zechcą pomóc uchodźcom. Nirakina uścisnęła ramię dworzanina. — A co ty o tym myślisz. Tam? Po czyjej jesteś stronie?

— Czy naprawdę musisz pytać? Jeszcze chwilę temu byłem jednym z tych biednych nieszczęśników — bez domu, bez środków do życia, pogardzanym przez wszystkich dookoła. Oni zasługują na ochronę Mówcy.

— Zobaczymy, co da się zrobić, aby tak się słało — odparła ciepło Nirakina.

Po tych słowach zniknęła za drzwiami swych komnat, podczas gdy Tamanier lekkim krokiem ruszył w głąb pałacu. Z pomocą walczącej w ich sprawie żony Mówcy już wkrótce uchodźcy poczują łaskę Sithela. Kto wie, być może Miritelisina także zostanie uwolniona i na nowo podejmie swe działania na rzecz biednych i pokrzywdzonych.

Tamanier opuścił centralną wieżę pałacu i szedł przetykanym balkonami, pustym korytarzem wschodniego skrzydła, gdy nagle usłyszał głosy. Obce głosy. Wystarczająco długo żył miedzy ludźmi, by rozpoznać ich mowę.

— ...grać w te głupie gierki? — narzekał pełen emocji, kobiecy głos.

— Tak długo, jak to będzie konieczne. Taka jest wola Jego Cesarskiej Mości — odparł stanowczy, męski głos. — Robię to dla mego ojca! Mam nadzieję, że to docenia!

— Spłaca przecież twoje hazardowe długi, prawda? — rzekł oschłe mężczyzna.

Tamanier wiedział, że nie powinien podsłuchiwać, jednak rozmowa intrygowała go coraz bardziej. Stał nieruchomo. Ludzie ukrywali się na dolnym korytarzu, wiec ich głosy z łatwością docierały do uszu elfa poprzez środkowe atrium.

— Nie ufam temu Dunbarthowi — stwierdziła kobieta. — Zmienia poglądy niczym chorągiewka.

— Nie stoi po niczyjej stronie, poza swoją własną. Póki co, Thorbardin nie jest gotowy do wojny, tak więc krasnolud próbuje skłócić nas z elfami. Jest podstępny, jednak potrafię przejrzeć jego gierki.

— Denerwuje mnie. Podobnie książę Sithas. To jego spojrzenie! Mówią, że elfy mają dar jasnowidzenia. — Głos kobiety stał się bardziej donośny. — Chyba nie sądzisz, że czyta w moich myślach, prawda?

— Uspokój się — odparł mężczyzna. — Nie sądzę, aby potrafił to robić. Ale jeśli nie daje ci to spokoju, porozmawiam z naszym przyjacielem. Po tych słowach na znajdującym się po przeciwnej stronie atrium balkonie dały się słyszeć kroki. Gotów na to, te jego obecność już za chwilę zostanie odkryta, Ta — manier naprężył mięśnie. Kobieta i mężczyzna zakończyli swą sekretną rozmowę.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)