Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pierworodny
Pierworodny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodny

Электронная книга - «Pierworodny». Краткое содержание книги:

Silvanos, dostojny założyciel zjednoczonego państwa elfów znanego jako Silvanesti, umiera i zostaje pochowany w kryształowym grobowcu. Tron Mówcy Gwiazd przechodzi na jego syna — Sithela, który sam jest ojcem dwóch bliźniaczych synów. Książęta Sithas i Kith-Kanan reprezentują rodzące się w narodzie nowe frakcje. Niestabilna sytuację starają się wykorzystać wrogowie — zarówno ci zewnętrzni jak i wewnętrzni. Nieznani najeźdźcy pustoszą dalekie prowincje państwa, narastają niepokoje wśród ludu, mnożą się kolejne spiski pałacowe. Drogi rywalizujących ze sobą braci rozchodzą się. Obaj zmuszeni będą dokonywać dramatycznych wyborów, które położą kres jedności i zadecydują o losach ich rodziny i wszystkich elfów...
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 86
Перейти на страницу:

— Kith-Kanana tutaj nie ma — odparł chłodno Sithas.

— Na Astarina, żałuje że tak właśnie jest! On nie zostawiłby mnie ubiegłej nocy! — odparła szorstko.

— Dość! — Sithas podszedł do drzwi. Chwilę później zwrócił się do żony z przesadną uprzejmością: — Pani naprawdę bardzo mi przykro, że umknął stało się i rozpamiętywanie utraconych szans nie przyniesie nam spokoju. — Po tych słowach opuścił komnatę. Hermathya wybuchnęła gwałtownym płaczem.

Z twarzą stężałą niczym marmur książę zszedł po schodach. Dworzanie i służący dyskretnie schodzili mu z drogi. Jak nakazywał zwyczaj, wszyscy skłaniali przed nim głowy, nikt jednak nie odważył się przemówić.

W znajdującej się w Wieży Gwiazd hali posłuchań ustawiono dwa misternej roboty krzesła. Jedno z nich — niskie i pluszowe — przygotowano dla Dunbartha, ambasadora Thorbardinu. Drugie było wysokim, giętym meblem z pozłacanymi zdobieniami. Na nim to zasiadła Teralind. Jej mąż, tytularny ambasador Ergothu, siedział tuż obok na specjalnym krześle. Pretor Ulwen nie odzywał się ani słowem i wkrótce łatwo było zapomnieć o jego obecności.

Sithel zasiadał na swym tronie, podczas gdy na lewo od niego stał wyprostowany dumnie Sithas. Resztę hali wypełniali stojący na marmurowej posadzce dworzanie i służba. Ulvissen, który nigdy nie odstępował Teralind i ambasadora, stał tuż za oparciem złoconego krzesła, słuchając i niewiele mówiąc.

— Terytorium, o którym mowa — przemawiał Sithel — graniczy na południu z zakolem rzeki Kharolis, na zachodzie z miastem Xak Tsaroth, na wschodzie z Górami Khalkist i na północy z wielką równiną, na której bierze swój początek rzeka Vingaard. W czasach mego ojca region ten został podzielony na trzy części. Najbardziej wyginięta na północ nosiła nazwę Vingaardin, centralna zwana była Kagonesti, a południową nazwano Tsarothelm. Dunbarth machnął zdobioną pierścieniami dłonią.

— Wiedza waszej Wysokości na temat geografii jest znaczna — zauważył z wyuczoną kurtuazją — jednak jak i jest sens tegoż wykładu?

— Jak zamierzałem właśnie powiedzieć, w czasach mego ojca Silvanosa, żaden z naszych narodów nie rościł sobie praw do owych prowincji. Były one kiepsko rządzone przez lokalnych władców, którzy wymuszali podatki od prostych ludzi i bez ustanku prowadzili między sobą wojny.

— W dzisiejszych czasach nic takiego nic ma już miejsca — wtrąciła Teralind.

— Wciąż jednak jest tam wiele przemocy — odparł Sithel — jak choćby masakra dokonana na pięćdziesięciu spośród moich żołnierzy, której dopuściła się spora grupa ludzi jeżdżących konno.

Po tych słowach w hali zapadła głucha cisza. Rylec elfich skrybów odpowiedzialnych za spisanie każdego wypowiedzianego słowa zastygły w bezruchu. Dunbarth z zainteresowaniem spojrzał na Teralind.

— Nie zaprzeczasz, pani, słowom Mówcy, który wyraźnie twierdzi, jakoby rabusiami byli ludzie? — spytał znacząco, opierając się na łokciu.

Kobieta wzruszyła okrytymi zielonym aksamitem ramionami, a Ulvissen przysunął się jeszcze bliżej wysokiego krzesła.

— Cesarz nie sprawuje rządów nad wszystkimi ludźmi — odparła. Sithas niemalże usłyszał niewypowiedziane na końcu zdania słowo , „jeszcze". — Podobnie jak król Thorbardinu nie ma władzy nad wszystkimi spośród krasnoludów. Nie wiem, kim są ci bandyci, ale jeśli są nimi ludzie, to na pewno nie pochodzą oni z Ergothu.

— Z całą pewnością — kontynuował gładko Sithel.

— Nie zaprzeczysz jednak, pani, że cesarz nie uczynił niczego, aby powstrzymać ogromne ilości ludzkich osadników, którzy przemierzają równinę, i na łodziach oraz tratwach pokonują rzeki. Wypierają oni zarówno Kagonesti, jak i Silvanesti, którzy przenieśli się na zachód, by tam zacząć nowe życie. Należy to powstrzymać.

— W Ergocie nie ma wystarczająco dużo miejsca, by pomieścić wszystkich i zapewnić im pracę; podobnie jak nie ma wystarczająco dużo ziemi, na której można by sadzić uprawy niezbędne do wy karmienia całego narodu — odparła Teralind. — Cóż więc dziwnego, że ludzcy osadnicy opuszczają granice cesarstwa i wędrują na wschód do ziem Silvanesti, skoro są one tak skąpo zaludnione.

— Nikt nie próbował osiedlać się w Thorbardinie — rzekł niezbyt pomocnie Dunbarth.

Książę Sithas skinieniem dłoni przywołał skrybę, który natychmiast przyniósł zwój zapisany drobnym, starannym pismem. U jego dołu widniały dwie potężne, woskowe pieczecie.

— Oto nasza kopia porozumienia zawartego czterysta lat temu pomiędzy Mówcą Sithelem a cesarzem Thionem. W szczególności zakazuje ono Ergothowi kolonizacji Vingaardinu, bez uprzedniej zgody Mówcy Gwiazd.

— Cesarz Thion był starym człowiekiem. Wiele spośród decyzji, które podjął u schyłku życia, okazało się błędnymi — skomentowała nietaktownie Teralind. Ulvissen, który w zamyśleniu głaskał kasztanową brodę, pochylił się ku kobiecie, szepcząc jej coś do ucha. Teralind skinęła głową i ciągnęła dalej: — Nie mniej niż sześć spośród zawartych przez Thiona układów zostało wypowiedzianych od czasu jego śmierci. Ten, który trzyma w dłoniach książę Sithas, jest równie wątpliwy jak pozostałe. — Siedzący u jej boku stary pretor nieznacznie się poruszył, jednak Teralind nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi.

Dunbarth zsunął się z krzesła i stanął na marmurowej posadzce. Krasnolud wygładził tunikę na swej potężnej piersi i rzekł:

— Z tego, co pamiętam, zamierzeniem Thiona były inwazja i podbój Sancrist, jednak obawiał się on, iż naród elfów odpowie atakiem na wschodniej granicy. Z tego właśnie powodu dobił targu z Mówcą Sithelem.

Książę zwrócił pergamin skrybie.

— Dlaczego więc inwazja na Sancrist nigdy się nie odbyła? — spytał zaciekawiony.

Dunbarth roześmiał się wesoło.

— Generałowie Ergothu wykazali, jak niezwykle trudno będzie kontrolować wyspę pełną gnomów. Zasoby cesarskiego skarbca topniałyby w zastraszającym tempie — W sali posłuchań dały się słyszeć pojedyncze, głośne śmiechy. Słysząc to, Sithel zastukał w posadzkę długą na pięć stóp królewską laską, co natychmiast uciszyło wesołków.

— Wierzę twym słowom, lady Teralind — powiedział beznamiętnie. — Jego Wysokość Thion musiał być szalony, sądząc, iż uda mu się podbić i podporządkować sobie gnomy. Nie wyglądał jednak na takiego, kiedy spotkałem się z nim osobiście. — Teralind uświadomiła sobie, jak niesamowicie długie było życie Mówcy, i na jej twarzy wykwitł delikatny rumieniec. — Nie zmienia to jednak faktu, że ludzcy osadnicy i bandyci okradają moich poddanych z ziemi i pozbawiają ich życia.

— Jeśli wolno mi coś powiedzieć — przerwał Dunbarth, przechadzając się obok swego krzesła. — Wielu ludzi przybywa do Thorbardinu, aby kupować nasze metale, stąd też wiele słyszeliśmy o kłopotach na równinie. Sądzę, iż nieuczciwie jest mówić, Wasza Wysokość, że jest to tylko kwestia wysiedlania elfów przez ludzi. Z tego co wiem, wielu spośród bandytów to elfy Kagonesti. — Krasnolud wytarł szeroki czubek lewego buta w prawą nogawkę, usuwając szpetną smugę. — Niektórzy bandyci to także półelfy.

Choć stwierdzenie to w najmniejszym stopniu nie zaskoczyło Sithela i Sithasa, jego szczerość wywołała nagłe poruszenie wśród dworzan i służby. Widząc to, Sithas odwrócił się plecami do zgromadzonej ciżby i mruknął powściągliwie:

— Co jest nie tak z tym krasnoludem? Zachowuje się, jakby był adwokatem Ergothu!

— Nie wiń Dunbartha. On wie, jak wielką przewagę zyska jego państwo, jeśli nie dojdzie do porozumienia pomiędzy elfami i ludźmi. Ujawnił te bzdury o półludziach, żeby zmącić wodę. To nic nie znaczy — skomentował mądrze Sithel.

Po tych słowach książę odstąpił na bok, a Mówca po raz kolejny uderzył swą łaską, przywołując zgromadzonych do porządku.

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)