Wojna Honor [War of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-622-8
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Hamish spojrzał na nią dziwnie, ale nie odezwał się słowem, zignorowała to więc.
— Wyjaśniliśmy sobie już wiele, choć czasem okazuje się, że niedokładnie i trzeba to robić ponownie. Wygląda na to, że treecaty nie są wynalazcami, a przynajmniej nie były nimi w przeszłości; sądzę, że teraz to się zmieni z powodu stałego współżycia z nami większej ich liczby i naszego na nie wpływu. Dotąd jednak treecat, który miewał pomysły, jak inaczej robić coś, co robiono od dawna w ustalony sposób, należał do rzadkości. To jeden z czynników sprawiających, że ich społeczeństwo jest niezwykle stabilne, a równocześnie powód, dla którego rzadko zmieniają podjęte decyzje.
Uznała, że chwilowo lepiej nie wspominać o najlepszym tego drugiego przykładzie: przez prawie czterysta lat standardowych systematycznie ukrywały prawdziwy poziom swej inteligencji przed ludźmi. Rozumiała ich motywy doskonale i była pewna, że gospodarze także by je zrozumieli, ale wolała poczekać z tą rewelacją, aż zaczną je lepiej rozumieć dzięki Samancie.
— Mają natomiast jedną olbrzymią przewagę w tych sprawach — podjęła Honor. — Kiedy któryś wymyśli coś nowego, ta wiedza może błyskawicznie dotrzeć do wszystkich pozostałych, i to bez żadnych przekłamań.
— Telepatia! — stwierdził z błyskiem w oczach Hamish. — Po prostu przekazują sobie kolejno pomysł telepatycznie.
— Tak i nie. Telepatycznie owszem, ale nie każdy każdemu. Z tego, co zrozumiałam, poziom telepatycznej komunikacji między większością treecatów jest zbliżony do poziomu naszego języka, przynajmniej jeśli chodzi o celowe przekazywanie informacji. Wątpię, by ludzie tak naprawdę kiedykolwiek zdali sobie sprawę, jak musi wyglądać taka telepatyczna rozmowa, której towarzyszą uboczne niejako uczucia równocześnie odbierane od mówiące, go. Natomiast istotne jest, że ich zdolność wyjaśniania sobie nawzajem różnych rzeczy jest praktycznie taka sama jak nasza, tyle że idzie im to szybciej. Nie jest to jednak to, co postulowało wielu pisarzy fantastycznonaukowych: „Mój umysł jest twoim umysłem”.
— Jak więc to robią? — zaciekawił się gospodarz. — Powiedziałaś, że telepatycznie.
— Zaraz ci powiem. Najpierw niezbędne wyjaśnienie dotyczące ich struktury społecznej. Otóż najważniejsze są śpiewające wspomnienia. Są to zawsze treecaty płci żeńskiej, centralne postacie w każdym klanie. Mają silniejszy blask umysłu i zdolności telepatyczne. Klanami zarządzają starsi wybierani w procesie, który nie ma nic wspólnego z naszymi wyborami, ponieważ wyborcy doskonale znają wady i zalety kandydatów, a wybierani są ci, których umiejętności i talenty są potrzebne klanowi, by mógł przetrwać. Jedynym wyjątkiem od reguły są właśnie śpiewające wspomnienia, bo one automatycznie zaliczane są do starszych, niezależnie od wieku. Z uwagi na swoje znaczenie dla klanu są wręcz fanatycznie strzeżone i chronione przed każdym niebezpieczeństwem. Mają też zakaz podejmowania jakichkolwiek działań, które mogłyby narazić je na niebezpieczeństwo. Podobnie jak graysońscy patroni — mówiąc to, uśmiechnęła się z autentycznym rozbawieniem.
— Są tak ważne dlatego, że stanowią organiczne archiwum i bazę danych w jednym. Są także w stanie czasowo nawiązać z każdym treecatem więź tak głęboką, że doświadczają tego, co on przeżył, tak jakby same brały w tym udział, a potem odtworzyć to ze wszystkimi szczegółami i przekazać innym, w tym także innym śpiewającym wspomnienia. Można powiedzieć, że to doskonała forma przekazu ustnego, tyle że czas w żaden sposób nie zniekształca go ani nie zaciera. Wszystko to, czego doświadczył relacjonujący treecat, jest przekazywane przez pokolenia. Z tego co dowiedziałam się od Nimitza i Samanthy, istnieje pieśń pamięci będąca relacją naocznego świadka pierwszego lądowania na planecie Zwiadu Kartograficznego, które miało miejsce prawie tysiąc lat standardowych temu.
Gospodarze spojrzeli na oba treecaty z podziwem, co te przyjęły nader spokojnie.
— A więc te… śpiewające wspomnienia są w stanie przekazywać nowe pomysły lub umiejętności od treecata, który je wymyślił lub posiadł, bezpośrednio wszystkim pozostałym członkom klanu jak nadajnik — powiedział powoli Hamish. — Może nie palą się do zmian, ale gdy już coś wymyślą, rozpowszechniają to faktycznie piorunem!
— Zgadza się — przytaknęła Honor. — Natomiast najważniejsze dla całej rasy są osobniki łączące zdolności innowacyjne ze śpiewaniem wspomnień. Zdarzają się one bardzo rzadko, ale zawsze mają olbrzymi wpływ na postępowanie wszystkich treecatów. Jedną z nich była z tego co wiem siostra Lionhearta, treecata, który adoptował moją praprapra… babkę. To ona w zasadzie samodzielnie przekonała wszystkie pozostałe, że adopcja ludzi to dobry pomysł. A wracając do tematu głównego, treecaty nie potrafiły zrozumieć, jak się porozumiewamy, dopóki jedna ze śpiewających wspomnienia nie została poważnie ranna.
Jak zapewne oboje wiecie, Nimitz także został ranny, gdy byliśmy w niewoli, i w rezultacie stracił zdolności telepatyczne: nie potrafi mówić do innych treecatów. Dlatego moja matka wpadła na genialny pomysł z mową znaków, czyli językiem migowym, i nauczyła go Samanthę. Było to możliwe, ponieważ Śpiewająca z Ciszy straciła w ogóle zdolności odbierania telepatycznego. Mówiąc prościej, ogłuchła. Dla treecata to najgorsze, co może go spotkać, zwłaszcza dla śpiewającej wspomnienia, bo nie mogła robić tego, co było dla niej najważniejsze, nie wiedząc, czy przekaz jest czytelny. Śpiewająca z Ciszy opuściła więc swój klan i udała się do klanu Jasnej Wody, tego, do którego należy Nimitz i z którego pochodził Lionheart. Postąpiła tak, bo ten właśnie klan miał najwięcej kontaktu z ludźmi, a ona chciała spędzić jakiś czas w naszym towarzystwie. Wiedziała bowiem, że w jakiś sposób porozumiewamy się ze sobą, i chciała dowiedzieć się jak, w nadziei że mogłaby to wykorzystać. Nie udało jej się, bo treecaty nie mają odpowiednich krtani, by wydawać takie dźwięki jak my, ale po latach słuchania domyśliła się zasad, na jakich opiera się język mówiony. Ponieważ mogła nadawać, podzieliła się tą wiedzą z innymi, dlatego w miarę upływu czasu rozumiały nas coraz lepiej. Znając zasady, dodawały po prostu nowe słowa i pojęcia. Natomiast nie mogły do nas mówić.
— Fascynujące — powtórzył słuchający z uwagą Hamish, po czym spytał: — Ale co to ma wspólnego z Samanthą?
— A to, że jej właściwe imię brzmi Złocisty Głos, bo jest śpiewającą wspomnienia.
Hamish przez chwilę patrzył na nią nierozumiejącym wzrokiem, po czym dotarł doń sens słów Honor i spojrzał na Samanthę, która spokojnie skinęła łbem w typowo ludzkim geście.
— Już ci mówiłam, że adopcja nie jest dla treecata sprawą wyboru — dodała Honor. — Niektóre z nich posiadają dodatkową zdolność, dzięki której adopcja człowieka jest możliwa, dosłownie przyciąga obdarzone nią treecaty do ludzi. Z pieśni wiedzą, co to jest, ale nie mają pojęcia, kogo adoptują ani kiedy. Regułą jest, że wybierają miejsca w pobliżu nas i czekają na zjawienie się tego właściwego człowieka. To nie tyle wybór, ile rozpoznanie tej właściwej osoby. Kiedy to nastąpi, adopcja niejako zaczyna się automatycznie. Samanthą, przynajmniej z tego co jej wiadomo, jest pierwszym treecatem mającym zarówno właściwości śpiewającej wspomnienia, jak i osobnika mogącego adoptować. A raczej muszącego adoptować, gdyż pociąg do ludzkiego umysłu jest tak silny, że nie sposób mu się oprzeć. Mówiła, że łatwiej jej było zrezygnować z roli śpiewającej wspomnienia, choć to także nie jest ani prosta, ani łatwa decyzja. Wybrała adoptowanie człowieka i okazał się nim Harold Tschu.