W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
14.00.
Hurra! Nagle stałam się najbardziej lubianą dziewczyną w celi. Po cichutku uczyłam Phrao słów piosenek Madonny (bo Phrao ma hysia na jej punkcie), kiedy wokół nas zaczęła się tworzyć mała grupka. Chyba mnie uznały za jakąś boginię, bo znałam wszystkie teksty z Immaculate Collection. Skończyło się na tym, że zgodnie z wolą ludu wykonałam Like a Yirgin, stojąc na stercie materacy, w staniku i sarongu oraz używając tampaxa jako mikrofonu. W pewnej chwili rozległ się przenikliwy wrzask strażnika. Kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam, że właśnie wszedł zastępca konsula Wielkiej Brytanii.
– O Charlie – powiedziałam z wdziękiem, zeskoczyłam z materacy i podbiegłam do niego, usiłując jednocześnie zakryć stanik sarongiem i odzyskać resztki godności. – Tak się cieszę, że przyszedłeś! Musimy porozmawiać!
Chyba nie wiedział, gdzie podziać oczy, ale ciągle powracał wzrokiem do mojego stanika. Przyniósł mi torbę z Ambasady Brytyjskiej z wodą, biszkoptami, kanapkami, środkiem przeciw owadom, paroma długopisami, papierem i, co najważniejsze, z mydłem. Nie posiadałam się z radości. To był najwspanialszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam.
– Dziękuję, dziękuję. Nie potrafię wyrazić, jaka ci jestem wdzięczna – mówiłam, rozemocjonowana, prawie rzucając mu się na szyję i biorąc go brutalnie, przypartego do krat.
– Nie ma sprawy, to standard, naprawdę. Wcześniej bym ci przyniósł, ale ci cholerni idioci w biurze ciągle zżerali kanapki.
– Rozumiem. Charlie, a teraz – Jed.
Puste spojrzenie.
– Pamiętasz Jeda? – spytałam z anielską cierpliwością. – Faceta, który dał mi tę torbę? To bardzo ważne, żebyśmy go złapali. Chciałabym, żebyś zebrał więcej szczegółów na jego temat, a potem przysłał mi kogoś z brygady antynarkotykowej, kto poprowadziłby poszukiwania.
– Jasne – odparł Charlie poważnie, ale jednocześnie zupełnie bez przekonania. – Jasne.
– No, rusz trochę głową! – powiedziałam, przemieniając się w postać w stylu Peggy Ashcroft [38] z ostatnich dni brytyjskich rządów w Indiach, która lada moment uderzy go parasolką w głowę. – Jeżeli władze tajlandzkie były tak uprzejme, by świecić przykładem w walce z narkotykami, bez rozprawy zamykając w więzieniu niewinną kobietę z zachodniego kraju, to powinny przynajmniej wykazać zainteresowanie złapaniem przemytnika narkotyków.
Charlie spojrzał na mnie tępo.
– Taa, jasne, jasne – powiedział, marszcząc brwi i z zapałem kiwając głową, choć jego spojrzenia nie rozświetlił najsłabszy nawet błysk zrozumienia. Kiedy jeszcze parę razy wyjaśniłam, o co mi chodzi, Charlie nagle zobaczył światełko w tunelu.
– Taa, taa. Rozumiem, co masz na myśli. Taa. Muszą szukać tego faceta, przez którego tu jesteś, bo inaczej wyglądałoby to tak, jakby nie kiwnęli nawet palcem.
– Dokładnie! – Rozpromieniłam się zachwycona swoją robotą.
– Jasne, jasne. – Charlie wstał, wciąż z szalenie poważnym wyrazem twarzy. – Każę im natychmiast wziąć się do roboty.
Patrzyłam za nim, dziwując się, jak takie coś mogło się pojawić w szeregach brytyjskiej służby dyplomatycznej. Nagle mnie olśniło.
– Charlie? – zagadnęłam.
– Taa – odparł, spuszczając wzrok, by sprawdzić, czy nie ma rozpiętego rozporka.
– Czym się zajmuje twój ojciec?
– Tata? – Charlie się rozpromienił. – Och, pracuje w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Stary pruk.
– Jest politykiem?
– Nie, urzędnikiem państwowym. Kiedyś był prawą ręką Douglasa Hurda. Rzuciłam okiem, czy strażnicy nie patrzą, i pochyliłam się w jego stronę.
– Jak się tutaj rozwija twoja kariera?
– Szczerze mówiąc, w ogóle się nie rozwija, cholera jasna – powiedział wesoło. – Ta Kalkuta to przeklęta dziura zabita dechami, chyba że się pojedzie na wyspy. Och, przepraszam.
– A nie chciałbyś zrobić kariery w dyplomacji? – zaczęłam kusząco. – Przecież wystarczy, że twój tata tylko zadzwoni do…
25 sierpnia, poniedziałek
45,5 kg (chudość będąca apelem o uwagę), liczba… och, pieprzyć to, mózg mi się zlasował. Co jest oczywiście korzystne dla chudnięcia.
Południe.
Zły, przygnębiający dzień. Chyba zwariowałam, myśląc, że mogę mieć jakiś wpływ na swoje położenie. Komary i pchły zżerają mnie do żywego mięsa. Mam mdłości i jestem osłabiona od niekończącej się biegunki, co stanowi problem w kontekście nocnika. Ale w pewnym sensie to dobrze, bo od tych zawrotów głowy wszystko wydaje mi się nierealne: o wiele lepsze od rzeczywistości. Chciałabym móc usnąć. Jak gorąco. Może mam malarię.
14.00.
Cholerny Jed. Jak człowiek może być tak…? Nie mogę pielęgnować w sobie urazy, bo w ten sposób wyrządzam krzywdę samej sobie. Zdystansować się. Nie życzę mu źle, nie życzę mu dobrze. Dystansuję się.
14.01.
Cholerny, pieprzony, zasyfiony śmierdziel z piekła rodem. Mam nadzieję, że upadnie mordą na jeża.
18.00.
Są rezultaty! Są rezultaty! Godzinę temu przyszedł strażnik i wygonił mnie z celi. Jak fantastycznie wyrwać się z tego smrodu! Zabrano mnie do małego pokoju przesłuchań ze stołem z plastyku udającego drewno, z szarym, metalowym regałem i egzemplarzem japońskiego pornosa dla gejów, który strażnik w pośpiechu schował, kiedy wszedł jakiś niski, dystyngowany Tajlandczyk w średnim wieku, który przedstawił się jako Dudwani. Okazało się, że to jakiś straszny beton z brygady antynarkotykowej. Dobry, stary Charlie. Zaczęłam relacjonować szczegóły z podróży, podałam numer lotu, którym przyleciał Jed, i tego, którym prawdopodobnie odleciał, opisałam torbę i samego Jeda.
– Na pewno na tej podstawie będzie pan mógł go znaleźć? – zakończyłam. – Na torbie muszą być jego odciski palców.
– Wiemy, gdzie jest – odparł wymijająco. – I nie ma linii papilarnych. – Fiuu. Nie ma linii papilarnych. To trochę tak, jakby nie miał sutków.
– To dlaczego jeszcze go nie złapaliście?
– Jest w Dubaju – powiedział beznamiętnie. Nagle okropnie się wkurzyłam.
– Och, jest w Dubaju, co? I wie pan o nim wszystko. I wie pan, że to zrobił. I wie też, że ja tego nie zrobiłam, a on mnie wrobił. Ale wieczorem wraca pan do domu, swoich uroczych pałeczek do kurczaka z sosem sate, do żony i dzieci, a ja mam tu tkwić do końca swego okresu rozrodczego za coś, czego nie zrobiłam, bo panu się nie chce zmusić kogoś do przyznania się do czegoś, czego ja nie zrobiłam.
Spojrzał na mnie skonsternowany.
– Dlaczego nie zmusi go pan do zeznań?
– Jest w Dubaju.
– W takim razie niech ktoś inny zeznaje.
– Panno Jones, my w Tajlandii…
– Na pewno ktoś widział, jak się włamywał do naszej chatki, albo zrobił to za niego. Ktoś musiał widzieć, jak zaszywał narkotyki pod podszewką. Zrobił to za pomocą maszyny do szycia. Niech pan prowadzi dochodzenie.
– Robimy, co w naszej mocy – stwierdził zimno. – Nasz rząd bardzo poważnie traktuje wszystkie przestępstwa narkotykowe.
[38] Peggy Ashcroft – aktorka brytyjska, grała m.in. w Klejnocie Korony i Drodze do Indii, filmach opowiadających o okresie panowania Wielkiej Brytanii w Indiach.